O slideshow foi denunciado.
Utilizamos seu perfil e dados de atividades no LinkedIn para personalizar e exibir anúncios mais relevantes. Altere suas preferências de anúncios quando desejar.

Jarosław Szewczyk, Szept Pola

15.586 visualizações

Publicada em

Autoportret, Krajobraz, 49, (2/2015)

Publicada em: Arte e fotografia
  • Seja o primeiro a comentar

  • Seja a primeira pessoa a gostar disto

Jarosław Szewczyk, Szept Pola

  1. 1. ZMARSZCZKI Szacunek do siwizny i zmarszczek wpisał się w historię cywilizacji. „Przed siwizną wsta- niesz i będziesz szanował oblicze starca” – głosiła biblijna Księga Kapłańska, wyrażając fundamentalną postawę moralną. Dziś negujemy sens starzenia się, farbując włosy, wygładzając zmarszczki i poddając się face liftingowi, czyli chirurgicznym ingeren- cjom w tożsamość. W historię, kulturę i tożsamość wpisał się również szacunek dla starości w większym wy­miarze – dla starych drzew, strzechy, domu. Przed niemal 180 laty ko­respondent leszneńskiego „Przyjaciela Ludu” pisał: „Jakiżby blichtr świeży wapienny zastąpił ów dziwny obraz rozmaitych zielonych i rudych porostów okrywających gnące się strzechy; jakżeż chętniej oko rozeznaje na jednym dachu różnoletnie naprawy strzępiałéj słomy i trzciny, aniżeli spojrzy na wyświeżone, jednostajne pokrycie dachówki”1 . W XX wieku zdesakralizowaliśmy jednak strzechę. Dziś jesteśmy skłonni afirmować raczej mobilność niż zakorzenienie, novum zamiast pamiątki, modę zamiast pierwotno- ści. Face lifting zmiata zmarszczki domu. Naszych antenatów łączył wszakże również szacunek wobec ojcowizny i pola. Można by, tak jak powyżej, rozważyć jego dawny sens i współczesny zanik. Gdzież jednak są owe „zmarszczki krajobrazu”? Widzimy je tam, gdzie setki lub tysiące lat cy- klicznej działalności człowieka, na przykład uprawy gruntu, nadały krajobrazowi swoiste niepowtarzalne piętno i piękno, jak w przy- 1 O przyozdobieniach wiejskich ułamek, „Przyjaciel Ludu” 1838, nr 17, rok V, s. 131–132. padku pejzażu tara­sów ryżo­wych w chińskiej prowincji Yunan czy angielskich krajobrazów bruzdowo-zagonowych typu ridge and furrow. Są to pola o rytmicznie silnie pofalowanej powierzchni, przy czym owe fale to dawne bruzdy orki zagonowej: konne pługi przez setki lat przemieszczały ziemię w okre- ślonych kierunkach, stopniowo nadając płaskiej powierzchni pól przekrój sinusoidy o ponadmetrowej amplitudzie i kilku- lub nawet kilkunastometrowej długości fali. Dziś krajobrazy bruzdowo-zagonowe typu ridge and furrow są pieczołowicie chronione i opisy- wane w podręczni­kach geografii, historii, ekologii i architektury krajobrazu. Nasz krajobraz również miewał „zmarszcz- ki” nieustępujące powyższym. Na obsza- rach wiejskich o przewadze osadnictwa drobnoszlacheckiego powstała z czasem (wskutek ciągłych podziałów rodzin­nych) tak zwana zawikłana szachownica grun- towa, której monstrualne rozmiary na Jarosław Szewczyk Szept pola autoportret 2 [49] 2015 | 54
  2. 2. Białostocczyź­nie opisał w 1926 roku Bohdan Zaborski: „We wsi Łapy Kołpaki istnieje gospodarz, je­den z wielu Łapińskich, który swe kilkudziesięciohektarowe gospodarstwo rozrzucone miał aż w 1221 parcelach, nie tylko w swojej wsi, ale i w pozostałych 11 innych Łapach. W Łapach pospolite były gospodarstwa złożone z 600–800 parcel. [...] Widzieliśmy pod Mławą najwęższe parcele po około 1 m szero- kości”2 . Ów Łapiński – „pan na tysią­cu pól” – miał grunty jak­by rozsypane wśród gruntów gospodarzy z kil­kunastu innych sąsiednich 2 B. Zaborski, O kształtach wsi w Polsce i ich rozmieszczeniu, „Prace Komisji Etnograficznej PAU” 1926, s. 75. szlacheckich wsi (to uzasadniało na­zwanie sza- chownicy gruntowej mianem „zawikłanej”), a wiele tych poletek mia­ło de fac­to po kilku lub kilkunastu właścicieli. Taki stan rzeczy trwał do okresu międzywojennego lub dłużej, a w niektórych wsiach przetrwał aż do lat 70. Nigdzie na świecie poza regio­nem biało- stockim i pobliską Ziemią Łom­żyńską nie użytkowano po­letek i łąk tak niewiarygodnie wąskich i długich, których stosunek szero- kości do długości sięgał 1:2000, a niekiedy nawet mógł przekraczać 1:4000. Pod Nowym Dworem poletka miały 4000 metrów długości i 1,5 metra szerokości, te zaś koło pobliskiej Dąbrowy Białostockiej3 – długość 7000 me- trów. Nigdzie też na świecie nie występowały gospodarstwa tak „rozproszkowane”4 , że nawet niewielkie miewały ponad 100 kilo- metrów miedz, rozdysponowanych w regu- larnym rytmie co półtora lub dwa metry (bo taką szerokość miały paski pól). Niektóre zaś gospodars­twa, jak można obliczyć, mogły mieć powyżej tysiąca kilometrów miedz. Taki krajobraz można nazwać „pejzażem miedz”. Nie miał on sobie równych w historii cywilizacji ani nigdzie na świecie – ekspresją i rozdrobnieniem przewyższał nawet pejzaż tarasów ryżowych w chińskim Yunan. ZEGAR GEOAGRARNY Według Władysława Biegajły „w okresie międzywojennym na terenie powiatów wysokomazowiec­kiego i łomżyńskiego wystę- powały gospodarstwa o powierzchni 7–8 ha [...] w 150–180 działkach [...], zaś układ poje- dynczych działek miewał nieraz fantastyczne kształty w postaci łańcucha litery S”. Skąd ten sinusoidalny kształt? Każda orka – jesienna czy wiosenna – lekko zmieniała układ pól, „wybierając” orany grunt po zewnętrznej i osadzając go po wewnętrznej stronie łuku. Z czasem struktura takich pól zaczęła przypo- minać rzeczne meandry. Esowata, meandru- jąca szachownica gruntowa była więc niejako geoagrarnym zegarem odmierzającym stulecia orki na wąskich zago­nach, podobnie jak w przy- padku angielskich krajobrazów ridge and furrow. Gdyby pozwolić jej istnieć, utrzymując dawny sposób gospodarowania, zapewne przez kolejne setki lat przekształciłaby się w jeszcze bardziej 3 Przed półwieczem opisywał je u nas geograf Władysław Biegajło (Szachownica gruntów i gospodarka trójpolowa na terenie województwa białostockiego, „Przegląd Geograficzny” 1957, t. XXIX, z. 3, s. 533–559). 4 Nazwę tę wprowadzono już w XIX wieku (T. Łuniewski, Drobna szlachta: przyczynek do poglądu na stan ekonomiczny i po- trzeby małej własności ziemskiej w Królestwie Polskim, Warszawa: Niwa, 1892). fot.e.hartwig/polona autoportret 2 [49] 2015 | 55
  3. 3. mozaikowy patchwork najoryginalniejszych zawijasów i fantastycznych spi­ral. AGRARNA REWOLUCJA WSZECHCZASÓW Szachownica na gruntach chłopskich również była powszechna, lecz tak zwana szachownica zawikłana była już raczej wyjątkiem – na- tomiast na włościach drobnoszlacheckich urosła do monstrualnych rozmiarów, toteż już w XIX wieku mazowiecka i podlaska szlachta zagrodowa podejmowała próby likwidacji szachownicowej struktury gruntów poprzez scalenia i ponowną parcelację. Jeśli jednak uwzględnimy stopień rozdrobnienia gruntów i jego międzywioskowe zawikłanie, szlachec- ką kłótliwość oraz liczbę osób włączonych w proces scalania i reparcelacji gruntów nawet na stosunkowo niewielkim obsza- rze – wówczas okazuje się, że samorzutne, inicjowane oddolnie przez właścicieli gruntów akcje scaleniowe5 na Podlasiu i pograniczu podlasko-mazowieckim należały do najbar- dziej rewolucyjnych inicjatyw i zapewne były najbardziej skomplikowanymi procesami agrarno-społecznymi w historii ludzkości, oczywiście relatywnie do obszaru, jaki akcje te objęły. Były one też swoistym socjologicznym fenomenem, bo w komasację pól dowolnej, nawet bardzo niewielkiej wsi wciągnięte były w ten lub inny sposób tysiące osób z kilkuna- stu lub kilkudziesięciu różnych wsi i osad. Jednakże poza tymi nielicznymi (choć socjologicznie fenomenalnymi) oddolnymi akcjami scalenio­wymi szachownicę zlikwido- wała w końcu nie samorzutna, lecz planowa komasacja gruntów, powodując dalsze prze- 5 Zob. S. Rosłoniec, Samorzutne scalanie gruntów wśród ma- zowieckiej i po­d­­laskiej szlachty zagrodowej (Remembre­ment béné­ vole des terres de la petite noblesse de Masovie et de Podlasie), Warszawa: Minister­stwo Reform Rol­nych, 1928. kształcenia krajobrazu. Dopiero więc syste- mowy, a nie jednostkowy face lifting zmiótł zmarszczki pól. I wyzerował zegar agrarny. JĘZYK POLA Czy dziś potrafimy sobie wyobrazić rozległy wiejski krajobraz niczym kod paskowy z tysiącami nitek – niezmiernie wąskich i długich pól i łąk? Czy dostrzegamy jego ję- zyk – tkwiący w nim zapis setek lat historii, zapis tysięcy przebiegów konnego pługa lub sochy? A przecież częścią tego języka były też mikrotoponimy – miejscowe nazwy źródeł, drzew, rozstajów, przydrożnych krzyży i oczywiście pól oraz miedz. Bo w jaki sposób nasz Łapiński rozróżniał każde z 1221 swych niewiel­kich poletek? Robił to tak jak każdy z pozostałych gospodarzy w swej wsi: nada- wał każdemu z pól niepowtarzalną nazwę. Setki tysięcy nazw miejscowych w rodzaju „pole w dole”, „przy krzyżu”, „łąka pijacka”, „pole szwedzkie” i tak dalej stanowiły część zasobu leksykalnego i zarazem definio­wały przestrzeń, nadając krajobrazowi dodatkowy wymiar tożsamości. Dziś – ucywilizowani i wyzbyci atawizmów – zatraciliśmy ten język. Bo on wyrastał właśnie z natury i atawizmów, z bezradności i obaw, z przesądów i skojarzeń. Dziś znów zwyciężył face lifting – językowy i kulturowy. SZEPT POLA Owszem, współcześnie dyskutujemy nad drastycznymi przemianami pejzażu wsi i nad kolejnymi „rewolucjami agrarnymi”. Robimy to metodycznie i spokojnie. Język pola nie jest już naszym języ­kiem. Uważam jednak, że ochrona krajobrazu (nawet ta z punktu widzenia architekta) powinna uwzględniać także semantykę przestrzeni, której jednym z przejawów są lokalne tra- dycje topono­mastyczne, to jest dotyczące lokalnego nazewnictwa miejsc i przestrzeni: dróg, strumieni, rozwi­dleń, uroczysk, lasów, zagajników, źródeł, pagórków i kopców, głazów narzutowych, poszczegól­nych parcel i siedlisk, starych drzew itp. Dotyczy to też architektury i krajobrazu miasta. Bo este­tyczny odbiór prze- strzeni wynika nie tylko z fizycznych kształ- tów i proporcji, lecz także z urucho­mienia wyobraźni kojarzącej formy (w tym zmurszałe krzywizny i sękate kształty) z „prawdą życia”, z bo­gactwem nazw i zaprzeszłych wydarzeń. Arsenał skojarzeń łączony z formą zbyt jedno- znaczną szybko przeradza się zaś w poczucie kiczu, ale gdy forma jest stara i niedopowie- dziana, niewyraźna, nadgryziona zębem czasu, a nadto obfita w nazwy, przydomki, prze- zwiska – wtedy pobu­dza wyobraźnię, mnoży skojarzenia i przywołuje refleksje. Jeśli zaś chodzi o Podlasie, będące kanwą całego wywodu, to jego toponimia pozostawała do nie­dawna głównie w kręgu zainteresowań pracowników naukowych Instytutu Filologii Wschodniosło­wiańskiej Uniwersytetu w Bia- łymstoku, lecz w listopadzie 2005 roku zaini- cjowano ciekawe, inter­dyscyplinarne badania wykraczające poza te ramy, mianowicie w kil- kunastu wiejskich szkołach zlo­kalizowanych na obszarze „Euroregionu Puszcza Białowie- ska” zaczęto realizować projekt „Szkolne Koła GIS”. W rezultacie do 2007 roku opracowano za pomocą narzędzi GIS (Geographic Informa- tion System)6 mapę i słownik toponi­mów dzie- więciu wsi z najbliższego otoczenia Puszczy Białowieskiej. To pierwszy krok, by przywrócić krajobrazom zmarszczki i znów nazwać każdą z nich. 6 Systemy Informacji Przestrzennej – interaktywna mapa i systemy informatyczne służące analizie prze- strzennej. autoportret 2 [49] 2015 | 56
  4. 4. fot.e.hartwig/polona

×