Janusz ŁozowskiFILOZOFIA EWOLUCJI (KWANTÓW)copyright © 2012 by Janusz Łozowskiwszelkie prawa zastrzeżoneISBN 978-83-932050...
(...)świat, jaki jest, każdy widzi - pozostaje problem z nazwaniem widzianego.do najbardziej podstawowych pojęć, którymi o...
kosmologia 1.1.3
(fragmenty)- układ okresowy- rozkład pierwiastków- ile "układów"?wniosek jest taki, że - w układzie okresowym mam dwa ukła...
- nawiążę do tych nieszczęsnych światów równoległych.- skąd taki sceptycyzm? nie podoba ci się myśl, że gdzieś, ktoś...- n...
- ciąg pokoleń.- i to w dużo większej skali, niż ci się wydaje. o tym, że jesteśmy w liniiprostej potomkami dawno wymarłyc...
- wybacz, nie widzę powodu. obecny się sprawdza, jest funkcjonalny. i, takpo prostu, przyzwyczaiłem się do niego.- chciałb...
- zaniemówiłeś? zupełnie niepotrzebnie. dopiero teraz wypadnie zrobić kroknajważniejszy - i najefektowniejszy.- przerwałeś...
- ...?- sam na to wpadniesz. popatrz na analogię ze zdjęciami, przeanalizuj takiezdarzenie w ramach cywilizacji. kiedy się...
z niebytu kolejne wrzeszczące berbecie, które rosną i rozpychają się corazbardziej "w twoim" do tego momentu świecie. w śr...
fakt, wszystkich "obywateli". należących do aktualnej elity, więc najbardziejważnych i zasobnych, ale i pariasów z margine...
powiedzieć, że środek procesu jest w każdym punkcie. a skoro środek - to ibrzeg. fizycznie środek i brzeg są wszędzie. jed...
- układ okresowy pierwiastków- ewolucja w toku zachodzenia – pomysły odczytaniaw tym momencie, ponieważ mam świadomość głę...
-3. kolejna propozycja dotyczy zdarzeń "wyłaniających", "wciskających" się na/wpostrzegany poziom ewolucji (tu atomowy), w...
-5. "trzecia linia" w procesie? - czy rejestruję całość?w czym rzecz? chodzi o to, że widoczne w dzisiejszym układzie okre...
-6. dwukierunkowość i naprzemienność ułożenia w ewolucji kierunków wprowadzajeszcze inny ciekawy temat do analizy, który w...
-7. ciekawym zagadnieniem jest istnienie nuklidów u układzie okresowym. tzn.takich stanów-elementów, które nie posiadają i...
- nuklidy- punkty graniczneistotne w wyżej zaprezentowanym ujęciu (i rozumieniu roli i stanu nuklidów)jest to, że taki roz...
- atom- wizualizacja "atomu" (model wspomagający)pobocznie, przy okazji analizy układu okresowego, warto zastanowić się, j...
-dlaczego niewykonalne? ponieważ nawet dysponując oprzyrządowaniem w postaci"mechaniki elementów" czy inną super technolog...
-żeby jednak wszystko w moim eksperymencie było maksymalnie podobne do świataatomów oraz jego badania, przechodzę od biern...
-na tym oczywiście nie koniec paradoksów tego przykładu, eksperyment polegającyna obserwacji "niskich" (dla mnie odmiennyc...
- układ okresowy pierwiastków- jak go widzieć i odczytywać- podsumowanie na tym etapiepo pierwsze, w dzisiejszym postrzega...
-następna kwestia, która wiąże się z postrzeganiem i pojmowaniem zbioru atomów:ulotność, dosłowna chwilowość takiej konstr...
- kwant- pojęcie kwantu- kwant a filozofiaw fizyce pojęcie kwantu jest pojęciem ogólnym, bardzo opisowym, nie ma jegodefin...
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Próximos SlideShare
Carregando em...5
×

Filozofia ewolucji (kwantów) 1

467

Published on

Kosmos, wszechświat, ewolucja, czasoprzestrzeń, czas, przestrzeń, kwant, kwanty, fizyka, atom, foton, komórka, elektron, rozum, człowiek, świat, NIC, COŚ, zmiana, ruch, umysł, kwantologia, kultura, nauka, filozofia, kosmologia, wielki wybuch, osobliwość, czarne dziury, bezkres, nieskończoność, wieczność, promieniowanie, widmo promieniowania, układ okresowy, światło, religia, etyka, polityka, biologia, brzeg, granica, geometria, wielowymiarowość, język, matematyka, logika, zmysły, szósty zmysł, telepatia, obcy, planeta, słońce, gwiazda, obce cywilizacje, kosmici, historia, nauka, zabobon, magia, przesąd, abstrakcje, pojęcia, byt, los, przypadek, statystyka, sfera, pole energii, energia, próżnia, zero, jedynka, nicość, zjawiska, stres, psychologia, świadomość, podświadomość, próg, nieoznaczony, zakres, podprogowy, symetria, analogia, harmonia sfer, cząstka, elementarny, jawa, sen, dusza, materia, przyrząd, obserwator, jednostka, zbiór, mózg, precyzyjne dostrojenie, prędkość, punkt, węzeł, rzeczywistość, ja, państwo, społeczeństwo, naród, kraj, klimat, pogoda, prognoza, ziemia, opoka, powierzchnia, powłoka, warstwa, szybkość, ciężar, siła, grawitacja, niepodzielny, prosta, płaszczyzna, rytm, reguła, wzór, odległość, upiorne oddziaływanie, skończoność, pustka, symetria, oś symetrii, życie, śmierć, zbiór, jednostka, całość, część, masa, koniec, początek, największe, najmniejsze, środek, struktura, konstrukcja, wieloświat, strumień świadomości, zapaść, horyzont, horyzont zdarzeń, zdumienie, uczucie, częstotliwość, drgania, wibracje, dotyk, wzrok, słuch, smak, ciało, prostota, aktualność, czas absolutny, absolut, przestrzeń absolutna, idee, duch, miasto, samoświadomość, dziś, chwila, odczucia, osobowość, starość, zegar, melodia, promieniowanie reliktowe, ciepło, zimno, zagęszczenie, ciężar, wybuch, wewnętrzny, zewnętrzny, skwantowany,

philosophy; evolution; cosmology; space; quantum; energy; logic;
atom; radiation; radiation; reason; civilization; cosmos; universe; black holes;
gravity; pressure; infinity; the observer; the singularity; speed of light

Published in: Ciências, Tecnologia
0 Comentários
0 pessoas curtiram isso
Estatísticas
Notas
  • Seja o primeiro a comentar

  • Be the first to like this

Sem downloads
Visualizações
Visualizações totais
467
No Slideshare
0
A partir de incorporações
0
Número de incorporações
0
Ações
Compartilhamentos
0
Downloads
0
Comentários
0
Curtidas
0
Incorporar 0
No embeds

No notes for slide

Transcript of "Filozofia ewolucji (kwantów) 1"

  1. 1. Janusz ŁozowskiFILOZOFIA EWOLUCJI (KWANTÓW)copyright © 2012 by Janusz Łozowskiwszelkie prawa zastrzeżoneISBN 978-83-932050-7-3ja.lozowski@gmail.com
  2. 2. (...)świat, jaki jest, każdy widzi - pozostaje problem z nazwaniem widzianego.do najbardziej podstawowych pojęć, którymi opisuje się otaczający nasprzestwór, należy ewolucja.ewoluuje atom, ziemia, wszechświat - człowiek i rozum; kultura podlega wswych przemianach regułom ewolucji - tak samo jak cywilizacja, wielkośćnadrzędna do niej. na wyższym poziomie cywilizacja wpisuje się w proceszmian w kosmosie... itd. itp.powstaje naturalne pragnienie (i wniosek), żeby zestawić ze sobą te takróżne i pozornie odległe od siebie ewolucje, zobaczyć, które ze zbadanychczęści jednego procesu dają się przypasować w następnym przypadku.zadanie jest "proste": zrozumieć rzeczywistość – zobaczyć jak przebiegaewolucja Ewolucji.2
  3. 3. kosmologia 1.1.3
  4. 4. (fragmenty)- układ okresowy- rozkład pierwiastków- ile "układów"?wniosek jest taki, że - w układzie okresowym mam dwa układy. jeden układ dla"linii rozpadu", zmiana tworząca ten proces idzie "ku górze" (elementy zbioruulegają degradacji) - a drugi układ, do niego przeciwny, to tor "schodzący",to budowanie się struktur (tu atomów pierwiastków), kierunek takich zjawiskoddaje "linia opadania". patrząc w poziomie ("na wprost"), oś symetrii w tympodwojonym, dwuliniowym zdarzeniu przebiega między stronami układu i dzieli gona dwie części. ale to nie jest zabieg mechaniczny, tak wprowadzony logicznypodział biegnie znacznie głębiej, przez każdy element. dowolny pierwiastek idowolny fakt w takim procesie to zarazem rozpad i łączenie, a postrzegany stanfizyczny jest wypadkową (sumą) tych stronnych zjawisk. "atom" to nie jednostka,ale wielość postrzeganych (jakoś rejestrowanych) "nadprogowych" faktów – pluszakres "podprogowy", konieczny i dopełniający (i nieoznaczony). - co z takiegoujęcia wynika? sporo.po pierwsze to, że należy rozbić, podzielić w analizie obecny układ okresowyna symetryczne do siebie "wiry" (linie) - na dwa dopełniające się i wzajemniewarunkujące zjawiska energetyczne i ewolucyjne. ustalana w eksperymencie jakojedność struktura i zależności w postaci "układu okresowego" (chemiczne orazfizyczne powiązania elementów), to dwie ewolucje, które w "powierzchniowym" i"zgrubnym" oglądzie stają się jednością.inaczej - ponieważ ważne. stan dzisiejszy ilości pierwiastków i ich własności,który obrazuje powszechnie znany schemat (tabelka z pionowo-poziomymi liniami)- to "zmieszanie", łączne zobrazowanie dwu przebiegów. to fizycznie jeden icałościowo odbierany przeze mnie stan wydarzeń, jednak składający się z dwulinii. jeden proces tworzy "linia rozpadu", drugi "linia łączenia", czyli dwanajbardziej fundamentalne i wyróżnialne w ewolucji energetycznej (w ramachrzeczywistości) kierunki zjawisk. dla mnie to jedność, fizyczny proces w tokuzachodzenia (którego jestem wytworem) - jednak logicznie są to dwa zdarzenia,przeciwnie do siebie skierowane i wzajemnie się dopełniające.poznając rzeczywistość, rejestrując (porządkując oraz zestawiając) elementyotoczenia, muszę je wpisywać w ciągi (linie, zbiory, cechy) – czyli doznawanyi zastany zbiór poddaję klasyfikacji, która umożliwia definiowanie wydarzeń iustalania wzajemnych relacji między nimi. ten etap jest konieczny, przecieżmuszę "posortować" ("poliniować") otoczenie na wszelkie możliwe sposoby, żebyfizyczny "chaos" unieruchomić i zrozumieć - bez tego nie przejdę do kolejnego(i następnych). czyli szukania "wewnętrznych" i głębokich zależności."układ okresowy pierwiastków", czy dowolnie inny fakt postrzegany w świecie,to dla mnie "objaw" (skutek) ewolucji i abstrakcja zmiany, ale postrzegam zniego wyłącznie "powierzchnię", która swoje "korzenie" posiada daleko-głęboko- rejestruję i "obrabiam" wielowymiarowe zjawisko, a nie fakt jednostkowy czypunktowy. kiedy pomijam te zależności i nie dostrzegam, że przejścia zawszesą niejednoznaczne i "płynne", że koniec jednej ewolucji oznacza jednocześniepoczątek następnej, moje postrzeganie się rwie - i łatwo o błąd.atom pierwiastka jest procesem - pierwiastek (zbiór atomów) jest procesem -ale zbiór pierwiastków (abstrakcja wywiedziona ze zmiennego świata) równieżjest procesem, z którego postrzegam jedynie fragment. - z otaczającej mnie(wielowymiarowo) rzeczywistości zawsze widzę kawałek...4
  5. 5. - nawiążę do tych nieszczęsnych światów równoległych.- skąd taki sceptycyzm? nie podoba ci się myśl, że gdzieś, ktoś...- niech ten "ktośny" sobie będzie, mnie mało do niego. zadaję tylko pytanie:po jakiego tak świat komplikować? jakieś wielowymiarowe przenikania, kłaczkirozedrgane i "wibrujące", w tym samym miejscu inne stworki, jakby tutejszychbyło mało i wojenek brakowało. jeden układ, jeden wszechświat - i starczy.wciskać na siłę jeszcze coś, po co?- przyznasz, że nie wzięło się to bez powodu.- mogę przyznać, nie jestem od negacji wszystkiego. tylko warto podumać, coza tym stoi i dlaczego tak się stało oraz co można o tym nowego powiedzieć.- a można?- owszem. bo to jest tak, kochany. wychodzi w obliczeniach, że energia wpadaw dziurę i znika, gdzieś się podziewa. człek z ciebie dorosły, życia niecozwiedziłeś, więc już wiesz, że w przyrodzie nic nie ginie. co najwyżejzmienia właściciela. skoro tak, kto przywłaszcza sobie zasoby?- no, kto?- my.- ?- ty, ja, wszyscy obecni. w dowolnej postaci obecni... energia "tuneluje",tu zgoda. jak mówiłem, przemieszcza się między brzegami wszechświata - i wewnętrzu wszechświata – i tylko w nim. po przejściu osobliwości (raz, wielerazy) powraca do budowania zdarzeń...zrozum, o co mi się rozchodzi. "tunel" energetyczny łączy nie kolejne czysąsiednie światy - ale kolejne odcinki tego samego procesu. gdybyś znalazłsię w czarnej dziurze i przedostał na drugi brzeg (co tak ponętnie opisująróżne fantastyczne publikacje), trafiłbyś do tego samego wszechświata –tyle że starszego. co oczywiste i zrozumiałe, fala energii, która wówczas"wypływa" "po drugiej stronie", tworzy - wchodzi w proces tworzenia nowychbytów. ale tutejszych bytów. to nie są inne światy czy procesy, to ciągle izawsze jest ten sam wszechświat. energia nieboszczyka, z poprzedniego etapuzjawisk, zasila nowe ciała - odnowiona, pozbawiona wszelkiej informacji ozdarzeniach wcześniejszych, swobodnie wprzęga się w ciała istniejące...w tym i tylko w tym sensie wniosek o światach równoległych jest poprawny.każda fala, każda kolejna generacja-pokolenie energetycznie buduje strukturęrealności. to faktycznie jest "przenikanie" się światów - ale przenikanie"światów cząstkowych". które razem, usilnie to podkreślam, łącznie kształtująi tworzą to, co postrzegam oraz czym jestem. jak kolejny kęs ciasta, którywłaśnie zjadasz, zasila twoje ciało (zauważ, podprogowo), tak samo "pożywką"dla materii wszechświata są fale energii "wybijające" w miejscach źródełosobliwych. jak na ziemi woda krąży i przechodzi kolejne cykle (w tym przezosobliwość biegunów), tak samo energia krąży w skali wszechświata. zapadniesię w osobliwość, wypłynie i zbudują się kolejne cielesne duszyczki – znówsię zapadnie... trochę to trwa...weźmy ten kawałek ciasta, dla ciebie to chwila teraźniejsza. ale pomyśl, dlakomórek twojego ciała jest to zdarzenie, które dojdzie na ten poziom dopieroza kilka, kilkanaście godzin. że nie wspomnę o twoim kośćcu, gdzie budowanietrwa latami. twoja aktualność materialna osadzona jest na dalekiej i nawetdla ciebie samego "zamierzchłej" przeszłości, której nie pamiętasz. że jużnie podniosę zagadnienia informacji genetycznej, która aktualnie cię tworzy,a pochodzi z odległych epok. twoje dzisiejsze działanie buduje twoja odległaprzeszłość – a twoja przyszłość jest zakotwiczona w twoim obecnie dziejącymsię "teraz". łańcuch, ciągłość, uzupełnianie się kolejnych zjawisk – całośćtak pojęta składa się na to, czym jesteś i za co się uważasz. zauważ, jeżelichoć jedno ogniwo w tym "łańcuchu" wypadnie skutkiem losowego zdarzenia – tociebie nie ma.5
  6. 6. - ciąg pokoleń.- i to w dużo większej skali, niż ci się wydaje. o tym, że jesteśmy w liniiprostej potomkami dawno wymarłych gwiazd, nie trzeba się rozwodzić, choć toemocjonalnie porusza. kiedy uświadomisz sobie, że krew krążąca w ciele (orazsamo ciało) jest bezpośrednim następstwem tego, że były wcześniej pokoleniagwiazd, które się zapaliły, a później zgasły i rozproszyły - i na lokalnej,peryferyjnej planetce tak się "skłębiły" różnopierwiastkowo, iż mogę terazdo ciebie mówić, to robi wrażenie, przyznasz. a teraz dodaj do tego kolejnypoziom: krążenie energii w skali wszechświata. wszystko, co postrzegasz, cofizycznie rejestrujesz - w tutaj prezentowanym ujęciu – to przecież tylko iwyłącznie chwila. jedna z chwil, które tworzą-kształtują wszechświat. jeżelipostępujesz inaczej, czynisz tak, jakbyś z całości swojego życia wybierałwłaśnie się dziejący moment (z jego wszelkimi fizycznymi przemianami, którerejestrujesz i parametrami, które ustalasz) – i powiadał: oto wszystko. nicwięcej nie było i nigdy nie będzie. przyznaj, głośno zaprotestujesz przeciwkotakiemu ujęciu. a w przypadku wszechświata nie protestujesz. przecież chodzio to samo, dokładnie o takie samo spojrzenie. obserwujemy wyłącznie "jedendzień z życia" wszechświata i mówimy: to już całość. a jego przeszłość, aprzyszłość?- pogubiłem się.- sorry. potraktuj to jako zajawkę dalszej rozmowy. obecnie,żeby przybliżyći pokazać, o co mi chodzi, odwołam się do analogii.- zauważam, że chętnie korzystasz z analogii.- to ma być zarzut? masz coś przeciw? lubię odwoływać się do analogii orazskojarzeń, które nieomal automatycznie narzucają obraz procesów, którymi sięzajmuję – i, co ważne, szalenie ułatwiają zrozumienie zależności pomiędzyelementami występującymi w analizowanym zjawisku. staram się również, aby tobyły odniesienia do najbliższego i dobrze rozpoznanego zakresu. dlaczego? bołatwiej wówczas takimi pojęciami operować. osobiście szczerze podziwiam, jakktoś buduje abstrakcje, w których występują na przykład "czas urojony" lub"przestrzeń urojona". powtórzę, po co nadmiernie komplikować to, co już samoz siebie jest skomplikowane.- są granice analogii.- jeżeli jedna nie wystarczy, będzie następna (i kolejne). przekonałeś się,mam nadzieję, w trakcie naszej poprzedniej rozmowy, że osobliwość ma wiele,bardzo wiele wspólnego z nieboszczykiem. a pozornie to tak odległe procesy,przynajmniej dla tych, co odbierają taki fakt "powierzchniowo". przy okazjido tematu jeszcze powrócę, bo ważny. - przyznaję, zapisywanie wzorów to niemoja działka, podsuwanie pomysłów to również może być niezły kawałek chleba.przy tym jaki ciekawy. choć zgadzam się, że przyjęta w tej rozmowie konwencjai używanie sądów oraz stwierdzeń zdecydowanych, to można poddawać krytyce.tylko że ja, zapewniam cię, rzeczywiście tak to widzę, w moim pogłębionym"oglądzie" ("oczami duszy") procesy ewolucyjne tak właśnie się prezentują.mam nadzieję, i chciałbym żeby tak było, że rozumiesz oraz akceptujesz styltej rozmowy i zaproponowane podejście (czyli prezentacji "obrazów-ujęć" dlaewolucji-Ewolucji). - zgoda, to jest moja i na dziś propozycja zobrazowania"tego wszystkiego", ale, przyznaj, pomimo obiekcji, nie daje się tak łatwo iod razu odrzucić. jeżeli potwierdzisz, na tym etapie to mi wystarczy.- chwytajmy byka za rogi, jaka to analogia?- ściśle biorąc, to nie będzie analogia. chcę bowiem wykorzystać istniejącezobrazowanie zjawisk, które pozwolę sobie określić jako "szacowny staroć".w niczym nie umniejszając jego zasług. dlaczego tak, za chwilę zrozumiesz.układ okresowy pierwiastków...- o, masz coś przeciwko układowi?- przeciw? - nie. ale proponuję oraz postuluję wzbogacenie. nie tyle treści,tutaj kompetencji nie staje, co kształtu i sposobu prezentacji. po prostumożna przeprowadzić "lifting" pięknego acz już nieco sfatygowanego wizerunku.6
  7. 7. - wybacz, nie widzę powodu. obecny się sprawdza, jest funkcjonalny. i, takpo prostu, przyzwyczaiłem się do niego.- chciałbym zaznaczyć, szanowny kolego, że od czasu sprokurowania konkretnejformy nieco lat minęło. wiadomo już, że oprócz dwu wymiarów jest jeszczetrzeci. nawet czwarty. a lokalnie ten i ów o n-wymiarowaniu rzeczywistości wbajaniach na dobranoc dla zdolnych dzieci rozpowiada...- znów kpisz.- nie tak bardzo. zapytam: dlaczego ujęcie musi być płaskie i jednowymiarowejak kartka papieru? dlaczego dwa podstawowe, a nie trzy "codzienne" wymiaryoddają układ i zależności pomiędzy składnikami materii? dlaczego nie dodaćczasu, czyli zmian zachodzących w historii (w ewoluującym zdarzeniu)? fakt,wcześniej były trudności graficzne, techniczne – ale aktualnie symulowaniewszelakich procesów bardzo się rozpanoszyło. czy stoi coś na przeszkodzie,żeby dla wygody, atrakcji, lepszego zrozumienia przekształceń w onych trzyplus jeden wymiarach tak właśnie uczynić? moim skromnym zdaniem można to inależy zrobić.- jak?- jak, jak, prosto. są pierwiastki z grupy gazowej - będą u góry. późniejidzie cały zbiór atomów, które - tak to zatytułuję - "tworzą litosferę". anajniżej, w kolejności mas, te najcięższe, metaliczne. wyobraź sobie, że wtej chwili patrzysz nie na kartkę papieru, ale na bryłę o pewnym kształcie,którą masz przed sobą. widzisz jej stratyfikację i kolejne warstwy materii.widzisz powłoki i podpowłoki. wszystko ułożone w orientacji góra-dół.- nawet zaczyna mi się to podobać. ale czy to by się przyjęło?...- to nie koniec. dorzuć ruch, dodaj czas. uwzględnij dwa generalne kierunki,łączenie i rozpad. dodaj lokalne - tutaj izotopów – podleganie rozpadowi lubłączeniu... co dostrzegasz?- chaos.- na początku zawsze jest chaos. a teraz kolejny kroczek.- jeszcze jeden?- będzie ich więcej. ten w postaci sfery. zamknij, wyobraź sobie teraz, żecałą konstrukcję układu okresowego zamykasz w kształt kuli. stykasz ze sobąbrzegi, które są tak odległe w płaskim ujęciu. określasz bieguny – tworzysz"siatkę kartograficzna". i?- niezbyt.- jakie masz skojarzenie? wyżej użyłem określenie, przecież celowo, że jestlitosfera...- ziemia, glob ziemski.- planeta, to wystarczy. na ziemię nie warto się powoływać, wyjątek trudnoodnosić do normy. ale skojarzenie trafne. kula-układ okresowy pierwiastków.czyli z jednej strony abstrakcyjne ustalenie zasad współdziałania atomów –z drugiej fizyczne, bardzo konkretne upostaciowanie. liczę na twój głos zataką symulacją.- do referendum droga daleka. co zrobisz z "dodatkami"?- lantanowce itp.? kochany, cymes, coś wspaniałego. dostrzegasz na takim wwyobraźni (ale i w rzeczywistości) kręcącym się abstrakcyjnym globie twardą,głównie krzemową warstwę? a dostrzegasz pęknięcia w niej, taki "wulkanik" wjakimś "zakątku", dostrzegasz lokalny wypływ "lawy"? dostrzegasz, wspaniale.lantanowce i ta część zbioru, to efekt "nieciągłości" w czasoprzestrzeni, poprostu banalny "wyciek" z głębi. i zapewniam, w proponowanym ujęciu ładniesię to zaprezentuje. - nie zapominaj, że w takim modelu występuje ciągłyruch i wszystko płynie. że jest ciśnienie wewnętrzne i zewnętrzne, że ciąglenarasta temperatura (w zależności, który poziom analizujesz). całość tegoświata się "gotuje" i "bulgocze". dodaj jeszcze wzajemne wpływy magnetyczne,elektryczne, chemiczne, dodaj rotację względem wybranego punktu odniesienia– i tak dalej. interesujące?- ba...7
  8. 8. - zaniemówiłeś? zupełnie niepotrzebnie. dopiero teraz wypadnie zrobić kroknajważniejszy - i najefektowniejszy.- przerwałeś w takim momencie, że czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.- cieszę się, że intryga "okresowo-układowa" cię wciągnęła. następna scenawedług scenariusz wygląda następująco. pustkowie. kamera ustawiona na dalekiplan, obejmuje szeroki zakres zjawisk. obraz wolno przesuwa się na ekranie,ukazując mało przyjazny teren. po horyzont niczego ciekawego ani nikogo niewidać. - zmiana ostrości i kadrowania. odległe elementy krajobrazu stają sięwyraźniejsze, pojawiają się szczegóły. z szarego tła wyłania się wędrowiec.przeciętnej postaci, nieokreślonego ubioru, bez przeszłości. sam na/w tle isam wobec otaczającego środowiska. - następna scena: w kadrze pojawia się domna pustkowiu. w złym stanie, zniszczony przez siły natury. z daleka poznać,że opuszczony. wędrowiec zbliża się, rozgląda i ostrożnie przekracza próg.kamera wędruje za jego wzrokiem. wszędzie pusto i typowe ślady świadczące,że dawno nikogo tu nie było. puste, brudne pomieszczenia, żadnych sprzętów.panuje półmrok. - w jednym z przemierzanych pokoi wzrok człowieka wyłuskujez szarości leżące na podłodze fotografie. zbliżenie. wszędzie widać leżące wcałkowitym bezładzie i częściowo wyblakłe zdjęcia różnych osób. najpewniejmieszkańców. wędrowiec zmęczony siada na podłodze. leniwie sięga po obrazki.początkowo znudzonym ruchem przerzuca elementy albumu, później z rosnącymzaangażowaniem. w miarę trwania (długiej) sceny praca staje się intensywna icoraz bardziej zorganizowana - oraz przemyślana.cięcie. kolejny kadr "filmu" przedstawia to samo pomieszczenie i tego samegoosobnika, ale w trakcie intensywnego krzątania się. kamera pokazuje wnętrzepomieszczenia. można dostrzec ułożone i uporządkowane fotografie. widać wzbliżeniach szeregi jakoś podobnych sobie, można zauważyć linie obrazków, naktórych znajdują się mężczyźni lub kobiety. w innym miejscu pojawia się ciągrodzinny, który rozpoczyna "praszczur", a kolejne pokolenia to "wznoszą" sięponad powierzchnię ziemi w trakcie poszczególnych "odsłon"-fotek, to znów popewnym czasie wtapiają się ponownie w grunt-tło. widać różne związki międzyrodzinami i pokoleniami. wysiłek porządkowania nabiera sensu. - w trakcieusilnej pracy nad "albumem rodzinnym" "poprzedników" zaczyna coraz mniejsząrolę odgrywać to, "jak" (w co konkretnie) są ubrani poszczególni osobnicy ijakie wykonują gesty, kto z kim jest w bliskich stosunkach i zależnościach.zaczyna za to dominować ułożenie według pytania "dlaczego?" są tak "ubrani"i dlaczego są ze sobą w "związkach". w całości obrazu nabierają znaczeniacechy głębokie wzajemnych relacji, czyli tworzy się "genetyka materialna"...- scena ostatnia przedstawia wędrowca przyglądającego się swojej pracyrozłożonej na płaszczyźnie podłogi.- dobry zadatek na kryminał.- bo to jest kryminał. metody dedukcyjne, szukanie wszelkich śladów, nawettak drobnych, jak pojedyncze cząstki, praca koncepcyjna, agenturalna (lub wnaszpikowanym przyrządami laboratorium) – to się składa na ten idący przezwieki pościg. za kim? doceniam twoją inteligencję. na pewno dostrzegłeś, żebył to opis, lekko fabularyzowany, jak dokonywało się poznawanie-tworzenieukładu okresowego. od pierwszego wrażenia, spostrzeżenia chaosu materii - doładu rubryk. stan aktualny wiedzy jest na poziomie "podłogi", płaszczyzny.związki ustalone. co pewien czas pojawia się nowa "fotografia" materialnegobytu. a raczej "strzęp" takiej fotografii, pojedynczy atom inaczej przecieżtrudno określić. wydaje się, że praca została zakończona... jak wspominałem,niekoniecznie.- planeta, sfera jako obraz? to ma być ten ostatni etap?- to zabieg wspomagający. chodzi o poważniejsze zagadnienie, częściowo jeporuszyliśmy... pytanie: czy takie ułożenie układu zamyka dalszą pracę? iodpowiedź: nie. zauważ, że choć jest to "rodzina", cały ciąg spokrewnionychze sobą składników - to jednak jest to "wycinek" większej całości. - wycinekznacznie większej całości.8
  9. 9. - ...?- sam na to wpadniesz. popatrz na analogię ze zdjęciami, przeanalizuj takiezdarzenie w ramach cywilizacji. kiedy się pojawiły? niedawno. wcześniej byłyportrety, szkice, naskalne rysunki. a jeszcze wcześniej? przecież były licznepokolenia, których już nigdy nie poznamy, a które należą do naszej rodziny,i to na zasadzie koniecznej.- są jeszcze badania archeologiczne.- pięknie. ale, zauważ, kolego, że to jest działalność "na szczątkach", jużw zakresie "rwanym" (rozpadającym się) ewolucji (dowolnego ciała, bytu). tęanalogię postaram się wykorzystać, o ile nie zapomnę. ale idźmy dalej. jestjeszcze okres - i to jest ważne - którego w "fotografowaniu rodziny" żadnymimetodami nie osiągniesz. to czas "przed". przed pojawieniem się osobników.jednak nie zaprzeczysz, był i głęboko wpływał na to, co się działo dalej. -oczywiście nie jesteś bezradny. jest chemia, fizyka, genetyka (i inne takie)– ustalasz zależności na poziomie komórek, genów, składników genów. czujeszsię coraz pewniej. ale, zauważ to, działasz już poza "albumem rodzinnym". imusisz mieć tego świadomość. mówiąc inaczej, dzisiejszy stan materii musi -musi być uznany za zbiór "zdjęć" z albumu rodzinnego. ale tylko, podkreślamto, jednego "pokolenia". to jedna warstwa z całości. - to czasoprzestrzenniepowiązana ze sobą "grupa rodzinna". ale przed nią były inne rodziny, po niejnadejdą kolejne.- to mogę przyjąć, choć z trudem. jak jednak owe "zakryte" pokolenia opisać?wydaje się, że to nazbyt odległa historia, żeby ją poznać, już nawet nie to,jak wspomniałeś, rozpadająca się, ale nawet takich szczątków nie ma w naszymotoczeniu. - a po drugie, czy my w dalszym ciągu mówimy o jednym i tym samym"domu rodzinnym"?- genetyka. "genetyka materii". przyznaję, może poniosło mnie, może nazbytliterackie nazwanie, ale niewątpliwie wygodne. bo kieruje myślenie od razu wodpowiednią stronę. czyli odpowiedzią na twój problem jest logika. dlaczego?ponieważ, co oczywiste i naturalne, w tym przypadku wspomóc może badającegootoczenie eksperymentatora wyłącznie konstrukcja logiczna. tutaj zaczyna sięwielka rola Fizyki. na bazie fizyki. czyli na bazie dotychczas zgromadzonegomateriału dowodowego (te wszelkie "szczątki-fotografie") trzeba zbudować, adokładniej wydedukować "układ okresowy pierwiastków wszelakich". przeszłych,aktualnych, następnych. stan dzisiejszy w tym ujęciu to tylko cienki "pasek"całości. ważny, bo to punkt naszego startu do analizy i pojmowania świata (i"opoka", na której stoimy), ale to wycinek z całości. ile może taki "raport"liczyć stron-elementów? to łatwo ustalić. ale nie jest to obecnie w temacie,więc pomińmy.- mam wrażenie, że w ten sposób sam obecnie wykraczasz poza doświadczenie iże to nie jest konieczne.- jest! i nie dlatego tak to akcentuję, że coś mi się zwidziało, albo że wanalogiach posunąłem się zbyt daleko lub nadmiernie zaufałem powstającym naich gruncie skojarzeniom. - zastanów się, jak przeprowadzisz pełne opisaniesiebie bez twoich przodków? możesz naturalnie tak postąpić, zakazu nie ma.ale to będzie "ujęcie chwili", a nie pełna wiedza o rzeczywistości. nosisz wsobie "zapis" poprzednich (wszelkich) stanów, twój genowy garnitur szyty byłpokoleniami, ale twój "materialny garnitur" także powstawał "pokoleniami".pokoleniami kolejnych układów okresowych materii. obecny jest elementem "zciągu", składnikiem, "pierwiastkiem", kwantem układu nadrzędnego. jeden faktczy element to dziw, niezwykłość, coś odbiegającego od reguły, co domaga sięcudownego uzasadnienia. natomiast zbiór podobnych, choć różniących się bytów(procesów) to norma i normalność. ty, jako struktura fizyczna, zajmujeszmiejsce po swoich przodkach, a po tobie ten kawałek podłogi – na zasadzie,to tak nawiasem, "światów równoległych" - zagospodarują twoi potomkowie. wkażdym przypadku, zauważ, "obszar" zajętości generalnie jest ten sam, alejego zawartość ustawicznie się zmienia. - po jednej stronie "wyłaniają" się9
  10. 10. z niebytu kolejne wrzeszczące berbecie, które rosną i rozpychają się corazbardziej "w twoim" do tego momentu świecie. w środku owego "domu" znajdująsię rodzice i trzymają to w ryzach. a na drugim brzegu "wtapiają" się w tłopokolenia dziadków. - wszechświat wypełnia głównie materia "aktualna". jestw nim też trochę przeszłej, a lokalnie pojawia się już przyszła (czyli ta,która "za chwilę" zdominuje okolicę). tę "nadchodzącą" już widać w trakciewykonywania dokładnych "fotografii"-doświadczeń...na tym jednak nie koniec. musi być dodany zakres zjawisk leżących poza tymujęciem. wcześniejsze warunkuje istnienie następnego, a zarazem determinuje.tu nie ma chaotycznego ciągu, jest następowanie "krok po kroku" – i zawszezgodnie z przynależnym "numerem". genetyka tworzy się w trakcie istnienianosiciela. a skoro tak, i to jest mocno fundamentalny wniosek zauważ, możeszna bazie obecnego rozpoznania zasady powstawania i cech materii zrobić to,co nigdy w taki sposób nie zaistnieje i nie będzie realnie postrzegane.chodzi o stany materii, kiedy obserwatora nie było lub kiedy nie będzie. alemusisz to zrobić. owe "inne albumy" składają się na całą bibliotekę "albumównarodu", na "wspólny dom"...- ależ to abstrakcja.- masz rację, to abstrakcja. to abstrakcyjny układ okresowy pierwiastków. zjednym elementem realnym (i namacalnym) - naszym dziś. materia abstrakcyjnawchodzi na salony i domaga się zauważenia. fizyk nie ma tu nic do roboty. tozajęcie dla "fizyki filozoficznej".- miało być także o archeologii.- dobrze, że o tym przypominasz... sam przyznasz, że fizyk bywa również (a wgłębokim rozumieniu procesów energetycznych zawsze) archeologiem. i nie mam wtej chwili na myśli badania odległego krańca wszechświata, skąd blask gwiazdwędruje latami. badając składniki materii natyka się na ślady rozpadającychsię pierwiastków, które tylko w specjalnych warunkach można poznawać. słowemjest archeologiem, bo babrze się w szczątkach, które kiedyś były normalnym,pełnoprawnym w świecie osobnikiem. albo, z drugiej strony, nim będzie.- sugerujesz? ...- sugeruję, postuluję inne, nowe spojrzenie na "materię". nie, że kiedyś tampowstała - i tak już zostało. a lokalnie coś się tam z nią dzieje, kiedy nawyodrębnioną z otoczenia "grudkę" działają jakieś siły. "atom" to nie elementstały i "zatrzaśnięty" w ramach swojej zmiany, ale że następuje, jak to wnormalnym i porządnym układzie być powinno, pozyskiwanie i tracenie, wzrosti zanik - ciągłe przekształcanie. "atom", to, co za atom się pojmuje, to wczasie i przestrzeni realizująca się dynamiczna zmiana – ale, ważne, trwającaskończony oraz policzalny przedział czasoprzestrzeni fizycznie rejestrowana"konstrukcja" energetyczna. brzmi nieco zawile, ale przecież kiedy zabrakniepokarmu - ciało ginie, kiedy atom spadnie poniżej zasobności umożliwiającejistnienie, również ulegnie rozproszeniu. żadna forma (cielesna) nie jest i zsamej zasady zmiany (ewolucji) nie może być dana na zawsze, odmienia się. idotyczy to każdego poziomu rzeczywistości, który jesteś zdolny wyróżnić. -owszem, zgoda co do jednego: idea atomu powstała dawno temu. rozumiesz? ideaczłowieka powstała w przeszłości, wyłonił się nad poziomy. ale każdorazowewcielenie też się wyłania i zanika. zbiór powstał kiedyś, ale elementy zbiorupowstają i zanikają wewnątrz zbioru ciągle. póki zbiór istnieje. "możliwość"atomu powstała dawno, ale konkretna, już fizyczna realizacja ulega ciągłej,"przewidywalnej" przemianie. więcej, to ta "stabilna zmiana" jest tym, co wotoczeniu uznaję za "atom" (czy inny dowolny stan chwilowego "skupienia").zbiór stabilizowany jest zmianą, tworzeniem się nowych i zanikaniem starychskładników. generalnie, w pewnym uproszczeniu, zbiór wykazuje w obserwacjizewnętrznej cechy stabilizacji, ale do czasu. natomiast składniki zbioru(jednostki-obywatele) tak długo nie istnieją, obumierają według kolejnościpojawiania się (kolejność "do piachu" jest zawsze oraz wszędzie zachowana).fizyk w swojej doskonałej materialnej mieszaninie poznaje-rejestruje każdy10
  11. 11. fakt, wszystkich "obywateli". należących do aktualnej elity, więc najbardziejważnych i zasobnych, ale i pariasów z marginesu. bada także to, co zostało wpostaci jedynie szczątkowej. każdy element układanki jest ważny, konstytuujecałość. na jednym brzegu fizyk jest grabarzem i archeologiem - na drugimakuszerem. po jednej stronie ostatni gasi świeczkę, po drugiej obwieszczaświatu nowinę. że nadchodzi nowe. i czas się na ławeczce posunąć.ciemna materia i energia... tak-tak, pamiętam, spieszysz się. spróbuję krótkowypunktować. widoczne i jakoś zrozumiałe elementy rzeczywistości to kilkaprocent koniecznej całości, taki stan rzeczywiście może zakłócać spokojnysen "obmacującego" otoczenie na wszelkie dostępne sposoby "fizyka". ale czypowinien? rozejrzyj się. przykład z brzegu: góra lodowa. płynie sobie po/woceanie atomów i wystaje nad powierzchnię. w jakiej proporcji do otoczenia?parę procent podlega nadprogowo obserwacji. przypadek? a wzajemne relacjepomiędzy "warstwami" materii? stosunek fotonów i elektronów. - albo zajrzyjwyżej-głębiej: elektronów wobec atomów, atomów oraz komórek biologicznych –biologicznej podbudowy do komórek neuronalnych. jest podobnie? kolejny fakti zakres: życie. życie w jego pionowej stratyfikacji. przypomnij sobie, jaksię czułeś na lekcjach biologii, kiedy była mowa o piramidzie zależności iwzajemnego zjadania się. jak w tym przypadku kształtują się proporcje "bazy"i "nadbudowy"? a relacje pomiędzy ciałem-nosicielem i umysłem? ... właśnie,świadomość. znasz te bzdurne bo bzdurne, ale wynikające z jakiś obserwacjiustalenia, że mózg pracuje na niewielkim zakresie, a cała reszta to ugór inadmiarowość. zbieg okoliczności? mam nadzieję, że dostrzegasz powiązaniapomiędzy tymi zdarzeniami i wewnętrzne proporcje. - oczywiście nie chodzi oszczegóły czy identyczność liczbową, ale o zasadę. zakres widoczny, dostępnynadprogowo do obserwacji jest wielkością zmienną, zależy od umiejscowieniaobserwatora i technologii spoglądania. lecz zasada wydaje się jednoznaczna:kolejne "piętro", poziom-warstwa ewolucji zawiera się, tworzy - wyłania wobrębie podpoziomu. podpoziom "żywi", "unosi", "wypycha" "w górę" strukturymaterialne poziomu...sprawa druga: o wyższości logiki nad fizyką. lub odwrotnie. - czyli gdziejest "środek"? konsekwencją przyjęcia obrazu zdarzeń, w którym wielkościamibrzegowymi są maksymalny rozpad oraz maksymalne połączenie, jest pytanie opunkt środkowy. jeżeli rozejrzeć się, sprawa punktu wyróżnionego i jakiegośśrodka nie występuje. wywłaszczanie z kolejnych miejsc wybranych w historiiprzebiegało sprawnie i skutecznie. ale logika się upiera: środek musi być.błąd? otóż nie. logiczna interpretacja i fizyczne obserwacje spełniają wymógpoprawności. środek jest, i jest jednoznacznie wyznaczalny. i się znajduje -wszędzie. dokładnie tak. wystarczy spojrzeć w niebo (lub siebie), żeby sięprzekonać, że tak skrajnie odległe w logicznym modelu brzegi procesu dziejąsię, fizycznie znajdują obok siebie. maksymalny rozpad "otacza", po prostubezpośrednio "styka" się z maksymalną zapaścią (połączeniem w jedność). amateria, materia we wszelakich postaciach, z/w której jestem (jesteśmy) - tonic innego, jak "sprawa uboczna" owego stykania. zobacz, w logicznym ujęciu,czyli rozciągniętym, gdzie zdarzenia "nanizane" są na prostą i uszeregowane,proces biegnie od jednej strony do drugiej w sposób ciągły, i biegnie długo.w efekcie po drodze, skutkiem zawirowań ewolucji i jako konieczność, tworząsię lokalnie materialne "zgęstki". natomiast kiedy fizycznie, doświadczalnieustalam przechodzenie stron w siebie bezpośrednio, to tym samym całą tak wprocesie zaobserwowaną "zawartość", stadia pośrednie muszę zdefiniować orazopisać jako realizujące się "w bok". logicznie wyznaczone stopnie-warstwydokonują się w realności "ubocznie"... kiedy w ujęciu graficznym przepływenergii pomiędzy punktami brzegowymi będzie oznaczony jako linia prosta, tomaterię na takim rysunku będzie symbolizować prosta prostopadła do niej. wtakim obrazie "materia" jest faktem logicznie absolutnie koniecznym – aczfizycznie ubocznym... jeżeli w kolejnym doświadczeniu stwierdzam fakt, że -skutkiem rozpraszania - materia zajmuje cały poznawany układ, tym samym mogę11
  12. 12. powiedzieć, że środek procesu jest w każdym punkcie. a skoro środek - to ibrzeg. fizycznie środek i brzeg są wszędzie. jednak, co podkreślam, logicznieprzynależą do ściśle i jednoznacznie wyznaczonego miejsca...trzy. czasoprzestrzeń. nie zaprzeczysz, pojęcie związane z materią. i można zniego "wycisnąć" coś ponad dziś stosowane. dowód?, proszę. odwołam się kolejnyraz do analogii z życiem osobniczym, obecnie jako odniesienie do dowolnegojuż procesu, co chyba oczywiste. - w jaki sposób można opisać życie człowieka?poprzez chwilę lub historię. poprzez integralną (w twojej obserwacji) całośćwyróżnionego stanu chwilowego - albo zbiór faktów, które znajdują się w pamięci(lub bibliotece). można taki opis nazywać "punktochwilą" i "kontinuum", alerekomenduję ci termin-pojęcie "czasoprzestrzeń chwilowa" oraz "czasoprzestrzeńabstrakcyjna". że chodzi o czasoprzestrzeń, to zrozumiałe. że chwilowa, takżeoczywiste. ale czy abstrakcyjna? - wyodrębnioną jednostkę z wydarzenia, czylijakiś konkret, np. sekundę procesów fizycznych twego ciała, określisz z całąpewnością jako zdarzenie realizujące się w czterech wymiarach. a dzień, rok,dekada z życia, całe życie - czy to również będzie czasoprzestrzeń? że procesdokonuje się w ramach czasoprzestrzeni, to nie podlega dyskusji. że jednostkiskładowe są złożone z punktów-i-chwil, to jasne. ale pojawia się pytanie, czyistnienie zawarte pomiędzy ewolucyjnymi brzegami również można skalować przypomocy czasoprzestrzennych formuł? czy można takie "istnienie" wyodrębniać zotoczenia, i to pomimo faktu, że w tak zdefiniowanej łącznej postaci przecieżnigdy nie występuje? - czy, inaczej to ujmując, życie to tylko "chwila", czytakże zbiór chwil - "konkret" czy "gatunek"?przekonany jestem - i ciebie chciałbym do tego przekonać - że wnioski, którepłyną z odpowiedzi na to pytanie, są ważkie. co bowiem uzyskam, kiedy jednośćwydarzenia, którym dla obserwatora zewnętrznego jest całe życie osobnicze,wyskaluję i opiszę wzorem? to będzie oznaczało, że byt abstrakcyjny, obecnyjedynie w szarych zasobach umysłu, byt-fakt nigdy nie istniejący fizycznie włącznej postaci, poddaję analizie tak, jakby istniał. rozumiesz? z chwil, zpunktochwil buduję w umyśle obraz czegoś, co nigdy tak nie zaistnieje. aniteraz, ani nigdy. dzięki takiemu działaniu mogę, na bazie zdarzeń przeszłych,ustalić rytm zmian kształtujących zjawisko. i w konsekwencji stworzyć modelzdarzeń przyszłych. nie horoskop, nie wróżbę – tylko model... powiesz, że tonic wartościowego, że budowanie modeli zawsze było głównym zajęciem umysłu.ale jeżeli spojrzysz na rzeczywistość (np. aktualną całość wszechświata) jakochwilę, jeżeli "całość" obserwowanego procesu potraktujesz za "czasoprzestrzeńchwilową" - to skonstruowanie, stworzenie abstrakcji nadrzędnej banałem jużnie będzie. dlaczego? bo zasadniczo zmienia się punkt obserwacji. - wyrażę toinaczej, zupełnie otwartym tekstem: w opisie otaczającego świata należy zrobićto samo, co fizycy tak skutecznie przeprowadzili w głąb, dla małych i bardzomałych struktur (choć sami zdumieni, że to się tak sprawdza). obecnie podobnyopis trzeba wyznaczyć w górę i w dal. czyli słynne powłoki, podpowłoki, liczbykwantowe, i tym podobne, trzeba ustalić dla struktur dużych i bardzo dużych.oczywiście nie mechanicznie, ale chodzi o to samo.jeszcze raz spytam, czy dostrzegasz konsekwencje wprowadzenia do analizy ipojmowania rzeczywistości pojęcia "czasoprzestrzeni abstrakcyjnej"? przecieżnie rozchodzi się o to, żeby wyznaczać kolejne fazy z żywota, wszak podziałna okresy (i odmiany charakterologiczne) już dawno został przeprowadzony. alemożna takie modele abstrakcyjne budować dla dowolnego zjawiska. pogoda czytrzęsienia "opoki" pod nogami, czy wszechświat - nie ma ograniczeń. żadnych.rzeczywistość obserwowana zawsze jest tylko chwilą. i jakby twoje możliwościobserwacyjne nie były rozbudowane, w obrębie chwili pozostaniesz. - natomiastgłównym, fundamentalnym zadaniem umysłu poznającego świat jest "dobudowanie"do murów pojedynczej celi obrazu całego więzienia. i jest to zadanie wykonalne.bo chwila warunkowana jest przeszłością, a zarazem warunkuje przyszłość. zaścałość zawsze, zawsze jest tylko abstrakcją.12
  13. 13. - układ okresowy pierwiastków- ewolucja w toku zachodzenia – pomysły odczytaniaw tym momencie, ponieważ mam świadomość głębokiego zakotwiczenia w postrzeganiui analizowaniu świata tradycyjnie pojmowanego zbiór elementów, który uzyskałhistorycznie nazwę "układu okresowego pierwiastków", musi paść stwierdzenie,że jest to konstrukcja chwilowa, oddająca stan wiedzy "na teraz". dlatego teżwymaga w dalszym działaniu poznawczym "przemodelowania", nowego podejścia izobrazowania. a ponieważ jestem o tym głęboko przekonany, poniżej, na klikukolejnych kartkach, przedstawiam niepełny, siłą rzeczy, zbiór pomysłów, jakmożna odczytywać i modyfikować układ okresowy. wszystko w oparciu o ułożeniedzisiejsze. - a jako dodatek (uzupełnienie) do tych stron muszą pojawić sięwszystkie następne, które, mam taką nadzieję, wesprą wyrażone tu zdanie.-1. pierwszym ze sposobów, który się narzuca (kiedy przeglądać formę i aktualnykształt graficzny układu), wywodzi się z liczb kwantowych. chodzi głównie onarastające pionowo (7 pozycji) i poziomo (7 + 1) rzędy (grupy), które swoimzapełnieniem oddają, są podporządkowane liczbom kwantowym. zasadniczo idzie orytm 2-8-18-32-50-72-9 (ilość elementów na poziomach). - wcześniej padło, żeschemat został skomplikowany (i skompilowany), że został zbudowany w formuleprzebiegu dla "izotopów" (rytm 4-16-32...), ale posiada kształt, jakby był wukładzie pierwiastków głównych. efekt? skutkuje to tym, że na kolejnych, jużdalszych pozycjach, brakuje dodatkowego wymiaru (czyli następnych wielkościkwantowych, 2-6-10-14-18-22- ). owszem, owe dodatkowe stany pojawiają się jakouzupełnienie i dodatek, co ratuje geometrię układu (jego symetryczny kształt),ale burzy logikę zapisu. w tej sytuacji może sprawiać trudność oddzieleniepierwiastków powstałych "pobocznie", jako następne już rzuty fali zdarzeń (copowoduje, że niektóre pierwiastki znajdują się w innym miejscu). wszystko zgrubsza zgadza się na pierwszym i drugim poziomie, tu wielkości są zgodne zliczbami. może to wynikać z faktu, że ewolucja w tym przedziale dopiero sięzaczyna i występuje mała różnorodność elementów. natomiast dalej pojawiają sięodchyłki, i to narastające. to efekt tego, że zwyczajnie i po prostu potrzebaczasu na realizację niektórych struktur (atomowych). a po drugie, co posiadazasadnicze znaczenie dla obrazowania (i rozumienia) procesu, niektóre "atomy"już nigdy nie powstaną. powód? ponieważ brakuje na ich realizację energii wtutejszej "czaso"-"przestrzeni".2. ciekawym podejściem do problemu (tu odczytu), jest uwzględnienie w analizierozkładu poziomego pierwiastków i ich właściwości. to znaczy, uszeregowanie iopisanie od maksymalnie aktywnych (chemicznie i fizycznie) - aż po "pasywne","szlachetne" helowce. takie ujęcie to jednocześnie obrazowanie całego ciąguzmian ewolucji: od jednej strony (jednej półkuli) do drugiej, z końcem na/wdrugim biegunie – ale także ułożenie elementów układu w powiązaniu z innymi.przecież nie ma wyizolowanych, na zawsze osobnych od otoczenia atomów-faktów(i zbiorów atomów, pierwiastków), to stan na dziś, zmiana ujęta w konkretnąpostać. ponieważ wszelkie procesy ewolucyjne uzyskują maksymalnie postać sfery,to ułożenie tak nakreślonych linii prowadzących do zaistnienia konkretnychelementów będzie przypominać inne rozpisanie składników świata, a mianowicie"siatkę kartograficzną" na globusie. i co tu ważne, z wszelkimi konsekwencjamitego obrazowania (łatwo wyobrażalnymi). punkty przecięć siatki to będą miejscawyróżnione i węzłowe (to analogia do węzłów na/w fali), a zaistnienie dokładnie"w punkcie" węzłowym to byłby taki "szlachetnie" nieaktywny atom.uważam, jestem przekonany, że zobrazowanie układu pierwiastków jako "globu"(czyli planety, i to w ciągłej rotacji), ma sens. naniesiona na kulę siatka,"podziałka" w postaci pionowo-poziomych linii (zależności), znacząco wspomożezrozumienie wzajemnych relacji, a przede wszystkim uplastyczni tak analizowanyproces. oraz nada mu charakter czaso-przestrzennego, czyli przebiegu, któryjest obserwowany (i odczuwany) na co dzień – i wszędzie.13
  14. 14. -3. kolejna propozycja dotyczy zdarzeń "wyłaniających", "wciskających" się na/wpostrzegany poziom ewolucji (tu atomowy), wchodzących pomiędzy już istniejąceelementy jakiś "nowinek", które rejestruje doświadczenie. można spojrzeć nato pod kątem zmiany w toku (energetycznie rozciągniętej na etapowy ewolucji,którą postrzegam "po kawałku"). proponuję, wydaje się to możliwe, żeby takiestany potraktować jako pośrednie, które tworzą się w czasie przechodzenie odjednego elementu do drugiego (od jednej "chwilowo dopełnionej" już formy donastępnej - jednak zawsze jako efekt wzajemnego wynikania i współdziałania zesobą procesów, jako efekt "następowania" zjawiska w linii, po sobie – i jakoprzynależące do jednej "rodziny"). - w trakcie takiego przechodzenia międzyjuż istniejącymi kształtami (wyróżnionymi z tła "punktami-atomami") powstająlokalne "zawirowania" i nowe elementy, czyli np. "izotopy". albo krótkotrwałefakty w postaci laboratoryjnego pierwiastka. krótki czas ich przeżywalności wtym świecie to najlepszy dowód ich przejściowego stanu. mówiąc inaczej, są touchwycone "na gorąco" (w przejściu) "zgęstki" energii między kolejnymi ważnymikwantowo punktami ewolucji (szczególnymi miejscami na fali). jednak które, cowarto podkreślić, z chwilą przesunięcia się całościowego środka ewolucji i nanowo ułożenia granic świata (np. inna temperatura), uzyskują szansę (i tylkoszansę) "ustabilizowania" się w tych chwilowych stanach (np. jako "izotopy"dla mnie) - i mogą trwać przez pewien okres. co było tylko chwilowym faktem ipojawiło się, żeby zniknąć, stopniowo, przy sprzyjających warunkach, staje sięcoraz bardziej stabilnym (i twardym) ciałem.w takim modelu izotopy, a szerzej wszelkie pierwiastki szybko się rozpadające(a już zupełnie szeroko wszelkie byty, które wyróżniam w otoczeniu), to formyprzejściowe, chwilowe stany energii w trakcie przemiany. zaistniały nadprogowoi cieleśnie (fizycznie), wynurzyły się na moment z kwantowego oceanu, i zarazponownie wtopią się w tło. to "namacalne" (podległe obserwacji i mierzeniu)efekty przejścia między jednym a drugim etapem ewolucji. im dłużej toczy sięzmiana, tym więcej elementów i więcej cielesnych bytów. ale tym również, coistotne, bliżej końca...4. występuje w układzie podział na grupy główne oraz poboczne, do pierwszychzalicza się te oznaczone pionowymi rzędami pod literą "a", a do pobocznych sąwliczane grupy i rzędy pionowe oznaczone literą "b". z tym, że zostały one,skutkiem następowania po sobie zarejestrowanych wielkości mas atomowych (i wtakim działaniu porządkującym było to nieuchronne), wpisane w rzędy poziome.a to wprowadza zamieszanie.po pierwsze, nastąpiło, według mojego przekonania, przemieszczenie grupy "b"z drugiego poziomu do trzeciego. dlatego, że już na drugim poziomie powinnobyć 16 pierwiastków. (a dokładniej mówiąc, grupę przesunięto nie z drugiegodo trzeciego, ale z trzeciego do czwartego, w trzecim jest po prostu za małopierwiastków.) - powstaje więc pytanie: jak należałoby rozmieścić te pobocznepierwiastki? czy w rytmie 2-6, to znaczy wpisać w rytm 2-6-10, jak domaga siętego kwantowanie i umieścić je z boku? a może, co także nie byłoby bez sensu,umieścić je pod pionowymi rzędami grupy "a"? czyli jako pierwsza przychodzigrupa "a", a niżej "b" - jako proces, który powstał już "pobocznie". i jeżeliteraz zobrazować to jako sferyczną zmianę w trakcie (dziejącą się), to grupa"b" byłaby po jednej stronie, "a" po drugiej stronie równika takiej kuli. wtym ujęciu część "a" byłaby tworzącą ("wyłaniającą") się stroną procesu, astrona "b" zstępującą (zanikającą) do stanu "martwoty", w zakres podprogowy.co istotne i ciekawe, w takim zobrazowaniu pierwiastki poboczne byłyby trwałymii najbardziej twardymi, sztywnymi. co zresztą występuje, przecież to one, wobecnej chwili świata, zawierają w swoim zakresie najbardziej stabilne stanypierwiastkowe (żelazo i inne metale). a izotopy kolejnych pierwiastków – to,co określa się jako "izotopy", prezentują się w tym obrazie jako ewolucyjnefakty, które się jeszcze nie "usamodzielniły" – albo ich czas już przeminął(i dlatego widzę nędzne "resztki").14
  15. 15. -5. "trzecia linia" w procesie? - czy rejestruję całość?w czym rzecz? chodzi o to, że widoczne w dzisiejszym układzie okresowym dwielinie zmiany to nie musi być wszystko. - owszem, podziału generalnego, że sądwa kierunki zjawisk (rozpad oraz łączenie), tego zbioru o żaden fakt już niepowiększę, ale to przecież nie oznacza, że w układzie nie może zawierać sięwięcej linii wydarzeń. jak, na jakiej zasadzie? jeżeli środek rzeczywistości,stan aktualny świata uzyska w procesie ewolucyjnym nową jakość (przemieści sięw nowy stan energetyczny), to przecież musi, po prostu musi to odzwierciedlićsię w "kształtce" (strukturze) elementów układu pierwiastków (zaistnieje cośw procesie nowego, a coś starego wypadnie z gry). zmiana konfiguracji, zmianarozmieszczenia elementów musi przełożyć się, z jednej strony, na stan całościi funkcjonowanie zbioru (inaczej będą ze sobą reagować składniki, zwiększy sięlub zmniejszy zbiór możliwości wymiany energii między nimi) – ale z drugiejmusi to przełożyć się, co zrozumiałe, na graficzne zobrazowanie materii, czyliw tym przypadku "sztywny" układ okresowy pierwiastków.stąd wniosek, który został zasygnalizowany na wstępie, że może się w takiejzmianie pojawić "trzecia linia", jest zasadny. tyle że, i to jest tu warunkiemzasadniczym – w takim przypadku jedna z już istniejących (dziś) linii zniknie– po prostu "zajdzie za horyzont" (zdarzeń). co innego będzie wówczas stanemmaksymalnym i aktualnie środkowym. a fakty, wszelkie byty dawniej dominujące,będą się "pętać" lokalnie i po kątach, i w postaci, tak to trzeba określić,"nędznych resztek" (czyli izotopów). - albo, to dopełnienie tego obrazu, będąna tak wyróżnioną w analizie chwilę (w ramach zawsze "do przodu" generalnieprzebiegającego procesu) tylko dobrze zapowiadającymi się zdarzeniami, któredopiero "za moment" zdominują ten lokalny świat (i okolice).może więc być tak (i to chyba nie jest złe tłumaczenie i podejście do odczytuukładu), że "trzecia strona" pojawi się, kiedy środek ewolucji przesunie sięna nową pozycję i utworzy się inny kształt-stan-chwila wszechświata. przecieżto, co uważam dziś za "wszechświat" (podążając za obrazami podsyłanymi przezastronomię czy fizykę), to konstrukcja dynamiczna, która miała początek, mastan obecny (umiarkowanie stabilny) – i "za moment" dziejowy się skończy. natym bazując mam prawo twierdzić, że to, co jakoś obserwuję, to stan wybranyz całości, że to "kadr z filmu". i że, w ramach każdego "kadru", co innego jeststanem przewodnim (środkowym). - mówiąc inaczej, w tym ujęciu zasada byłabysyta – i realność zachowana.aktualnie, na dziś, obserwuję taką sytuację, że dwa pierwiastki "prezentują"się jako bieguny "globu", są do siebie na skrajnych pozycjach - ale przecieżw ewolucji wszystko płynie i się zmienia, w naturze nie ma zastoju. dlatego"po jakimś czasie" jeden z tych biegunów "zniknie" i na jego miejsce wejdzienastępny pierwiastek - "ten trzeci". a w kolejnych "krokach" (kwantowych) iten może przesunąć się "na równik" i zdominuje sytuację (będzie najliczniejreprezentowany, bo "równikowo"). a na opuszczone w taki sposób miejsce wejdziejeszcze następny, i też jako "trzeci". - dla obserwującego proces ewolucyjnyzawsze (i wyłącznie) "widać" dwa bieguny sfery, ale każdorazowo są to inne,"odnowione" już bieguny zjawiska. sfera ewolucji "przekręciła się". - zmianaenergetyczna w taki sposób opisywana to byłoby coś takiego, że z jednej stronynastępuje "zachodzenie" za horyzont (linię graniczną) zdarzeń należących dojednej części układu (np. linii wodoru), ale jednocześnie, co tu istotne, podrugiej wyłania się "zza horyzontu" ów trzeci pierwiastek. i wówczas to, coobecnie jest na brzegu, czyli linia helowa, w trakcie swojego przemieszczaniasię w czaso-przestrzeni, staje się linią środkową i dominującą. a po drugiejstronie, przeciwnej, na miejsce helu, pojawiłby się następny trzeci, jeszczedziś nie istniejący element. i to on będzie w takich okolicznościach brzegiem.itd. jak widać, koncepcja przesuwania się zdarzeń i elementów poza horyzontma w sobie coś pociągającego, coś, z czym umysł może się oswoić. taki opiszjawisk jest zbieżny do wszelkich postrzeganych procesów.15
  16. 16. -6. dwukierunkowość i naprzemienność ułożenia w ewolucji kierunków wprowadzajeszcze inny ciekawy temat do analizy, który warto prześledzić.skoro po jednej stronie kuli znajduje się "gniazdo" i "biegun" pierwiastków"aktywnych", a po drugiej prawie zupełnie "biernych", to stany pośrednie ułożąsię dalej w taki sposób, że linie łączące bieguny utworzą ciąg zjawisk, któredziś są reprezentowane w układzie jako linie poziome. czyli energia budującastrukturę, przemieszczając się pomiędzy "biegunami", rozpoczyna swój szlak odpierwiastka aktywnego, żeby po przejściu całej linii znaleźć się na dole, wstrefie mało aktywnych. w tym ujęciu kula ewolucji byłaby "jednotorową": zgóry na dół. to znaczy, zawsze liczyłoby się od wierzchołka "aktywnego", akończyło na dolnym, "biernym" biegunie.ewolucja w takim obrazie to sfera, która zapełnia się "liniami" i "bruzduje"- "zamarza" w trakcie zmian, kształtuje się w stabilny i twardy "grunt" podnogami. dla mnie "wieczny", w ujęciu logicznym zawsze tylko "na chwilę".doprecyzowanie: zaprezentowany model opiera się na przechodzeniu zmiany, tu wformule "atomów" (i zbiorów atomowych, pierwiastków) od bardzo aktywnego stanuna stronę drugą, na drugi biegun (mało aktywny). przy czym, co posiada tutajznaczenie, również i ten "bierny" chwilowo biegun, kiedy ewolucja przemieścisię dalej, staje się biegunem aktywnym, a idące od niego linie, teraz już kunastępnemu brzegowi (ku górze), wytwarzają pierwiastki coraz mniej aktywne,"zamierające". jedna ewolucja, jedna sfera ewolucji przechodzi w następną, ata następna znów w kolejną. "zagięcie" (zawinięcie, zakrzywienie) się procesuw nowym wymiarze (powyżej lub poniżej wyróżnionego) powoduje, że cała zmianaprzechodzi na następny poziom. ale, co niezwykle ważne, dopiero razem, łącznieoraz całościowo tak wyróżnione poziomy tworzą postrzegany fakt – tu w formule"układ okresowy pierwiastków". proces energetyczny biegnie wielowymiarowo (iwielopoziomowo), ale w odbiorze, w mojej rejestracji jest to jedność. tworzysię więc "przekładaniec" poziomów zdarzeń, "cebula" zdarzeń – wielowarstwowa,wielowymiarowa rzeczywistość (fizyka). w kolejnych "zakrzywieniach" procesukształtujące się pierwiastki, coraz twardsze i stabilniejsze, budują się, takto można opisywać i postrzegać, niejako "pod" tymi aktywnymi i miękkimi ("wgłębinie" i pod "ciśnieniem"). efekt takiego złożenia procesów? buduje sięcoraz niższy poziom rzeczywistości o coraz liczniejszej reprezentacji twardychi trwałych układów (analogia - to uwarstwienie planety), aż do "stabilnego"i głęboko leżącego metalicznego jądra.inaczej mówiąc, proces w miarę przebiegu stygnie, gęstnieje i robi się corazbardziej podobny do "ciała osobliwego" - i zamiera. sfera ewolucji wypełniasię, twardnieje oraz stabilizuje (dochodzi do zapełnienia wszelkich możliwychstanów układu). jeżeli obrazować rzeczywistość jako strukturę wielopoziomową- to na każdym z poziomów powstają coraz twardsze układy, coraz zimniejsze(w opisie "do dołu", przy odwrotnym kierunku będą tworzyły się struktury, tozrozumiałe, coraz luźniejsze). po dotarciu wyróżnionego procesu do końca (iwyczerpaniu wszelkich możliwości), przechodzi on na/w niższy poziom – kiedyewolucja jednego poziomu się dopełni, następuje jej biegunowe "zakrzywienie"w następny. i buduje się nowy ciąg zdarzeń, już na tym niższym.po przejściu "linii bruzdowania" z jednej strony ewolucji na jej drugi punktbiegunowy (bruzdowanie – to analogia do kształtowania się komórek w trakciepodziałów), następuje nie zakończenie procesu, lecz trwa on dalej. ewolucja"w poziomie", "w płaszczyźnie" się wyczerpała, ale to przecież nie oznacza,że wyczerpały się możliwości. proces "schodzi do podziemi" i biegnie równieswobodnie poniżej wcześniej wyróżnionej powierzchni, już nie w tej samej, copoprzednio płaszczyźnie, lecz "niżej" (lub wyżej). tutaj ponownie, jak byłoto na wyższym poziomie, linia biegnie do drugiej strony i przechodzi przezwszelkie stany pośrednie - a całość kończy się dopiero po zrealizowaniu, powyczerpaniu wszelkich możliwych poziomów. i kończy się całkowitym bezruchem(lub całkowitym chaosem w drugim przypadku).16
  17. 17. -7. ciekawym zagadnieniem jest istnienie nuklidów u układzie okresowym. tzn.takich stanów-elementów, które nie posiadają izotopów – czyli, inaczej mówiąc,nie są otoczone "atomową rodziną". - podkreślam, zastosowana tu terminologia,"nuklid", nawiązuje do takich "konstrukcji" w chemii czy fizyce, ale odnosisię jedynie do szczególnego rodzaju atomów wyróżnionych w układzie. mianowicietym wyróżnionych, że nie posiadają form "pobocznych", to znaczy "izotopów".a więc jakoś podobnych i zarejestrowanych "odmian" tego samego pierwiastka.ponieważ użyta nazwa może wprowadzać zamieszanie, dlatego to wyjaśnienie jestkonieczne. nuklid w układzie to "atomowy samotnik".po skrupulatnym przejrzeniu zbioru takich "indywidualistów", można się ich wtabelkach doliczyć 21 sztuk. jednak, jak wynika z obliczeń kwantowych, zbiórtakich elementów jest większy i wynosi 27. zamierzam wrócić w tej chwili dotego zagadnienia, ponieważ z wstępnej analizy wynika, że ewolucja, formowaniesię struktury pierwiastków jeszcze się nie zakończyło, że nawet daleko do tegomomentu (co i tak było oczywiste z powodów innych).pytanie zasadnicze w tym momencie brzmi: dlaczego "nuklidy" są i dlaczego sątakie? a po drugie, czy nuklidów rzeczywiście jest 27 sztuk, to również wymagawyjaśnienia. pytania o naturę nuklidów, czyli jednostek w ramach układy, sąważne z tego powodu, że przecież każda ewolucja to zarazem rozpad i łączenie- i nic z tego fundamentalnego schematu zjawisk się nie wyłamuje. czy więc niedotyczy to nuklidów, czy w swojej ewolucji nie przechodzą takiego procesu? tobyłoby nieporozumieniem, logiczną głęboką sprzecznością. wszystko, każda wotoczeniu postrzegana zmiana (ewolucja) jest, i to jednocześnie, rozpadem iłączeniem. dlatego pytanie, skąd w układzie (a najpewniej również w każdejewolucji), takie pojedyncze oraz nie obarczone "rodziną" twory, jest ważne,a odpowiedzi, które muszą zostać zweryfikowane, są następujące:po pierwsze (co jest wielce prawdopodobne), ich drogi ewolucyjne, ich stanyenergetyczne należą jednocześnie do obu linii. - to znaczy, że choć są w obukierunkach reprezentowane na równej zasadzie (ale nierównomiernie ilościowo),to występują w obu torach te same, nie różniące się między sobą fakty (czylikoniec i początek jest taki/ten sam). i mimo że generalnie podlegają łączeniui rozpadowi, nie można ich rozróżnić w tym procesie, ponieważ mają takie samewielkości liczbowe (i fizyczną postać). kiedy zobrazować to falowo, mogą tobyć ważne punkty przejścia fali przez oś symetrii, a nuklidy byłyby wcielonym(obleczonym) w materię stanem fali w tym miejscu.po drugie, co pojawiło się w innym liczeniu i obrazowaniu układu okresowego,nuklidy występują jako "jedynki" po każdej ze stron ewolucji i nie mają oboksiebie niczego więcej (tacy "samotnicy"; - albo, inne obrazowanie, "komórkimacierzyste"). wydaje się, że może być i tak, że nuklidy, czy to rozpadającsię, czy łącząc, nie uzyskują szansy na zbudowanie wokół siebie w przestrzeniinnych, pośrednich stanów. być może gra tu rolę powstający w ewolucji "ścisk",kiedy zmiana dociera do brzegu. czyli kiedy, na skutek geometrii, pojawia się,zaczyna istnieć i dominować stan graniczny ("ściana", płaszczyzna końca). gdyewolucja dochodzi "do wierzchołka", "do brzegu" kuli, wówczas nie na miejscana nic więcej, po prostu zakres swobody się wyczerpał – na/w brzegu jest tylkojeden kwant (jedna warstwa), jest tu miejsce wyłącznie na jednostkę (biegunjest punktem). przy/na granicy świata pozostaje już tylko jeden fakt (kwant),on kończy (lub zaczyna) piramidę ewolucji, jest niczym "punkt węzłowy".ciekawe w tym ujęciu stanu granicznego jest to, że nuklidy rozpadałyby się iłączyły niejako "same w siebie" (czy "przez siebie"). interesujące jest to wtakim obrazie, że nie jest to niemożliwe. rozpad oraz łączenie muszą być, alepowstający nowy element jest zarazem "doskonałą" symetrią wobec tego, co byłowcześniej, jest powieleniem poprzedniego tworu. to tak, jakby przekształcićjeden stan na/w drugi bez zniekształcenia. bez zmian, które powstają w każdyminnym przekształceniu. w takim przypadku oś symetrii wypadałaby dokładnie wpołowie tego stanu (nuklidu). i byłaby doskonałą (mniej-więcej) osią symetrii.17
  18. 18. - nuklidy- punkty graniczneistotne w wyżej zaprezentowanym ujęciu (i rozumieniu roli i stanu nuklidów)jest to, że taki rozpad-łączenie rzeczywiście jest ważny, a nawet logicznieciekawy. zmiana, a jednak nic się nie zmienia, przekształcenie "bezstratne"samo na/w siebie. ewolucyjnie, przecież w toczącej się zmianie, która jestregularna z zasady (ewolucja to nie chaos), taki "samotny punkt" procesu musiposiadać znaczenie, wyróżnia go sama przemiana, więc jest stanem zasadniczym.jeżeli tak jest, a wszystko za tym przemawia, to wynika to z braku miejsca("przestrzeni życiowej") do przebiegania ewolucji, nie widzę innego sensownegoi odnoszącego się do zasad zmiany wytłumaczenia. brzeg, osiągnięcie punktubrzegowego procesu, istnienie na/w skrajnym zakresie – wyłącznie w taki sposóbmożna wyjaśnić fakt istnienia w rozbudowanym zbiorze (w którym jest mnogośćstanów pośrednich i chwilowych), że jest stan "jednostkowy", taki "samotnikatomowy", jak to nazwałem.nie może ewolucja się rozprzestrzenić, ponieważ osiągnęła granicę, i występujebrak możliwości ruchu, więc zmienia się na stan uprzedni. kiedy proces docierado kresu, kiedy pozostaje wykonać już tylko ostatni krok (czy oddać ostatnietchnienie), to jest to już jednostka – kwant zmiany. to koniec pewnego etapu,który nie ma szans dalej się toczyć. i najpewniej nuklidy, to, co postrzegamjako pierwiastek bez izotopów oraz jako fakty ewolucyjne, są dokładnie w takimpołożeniu – a ich umiejscowienie w układzie posiada znaczenie. czyli oznacza,oddaje cechy procesu – i go "znakuje".będą więc nuklidy w takim ujęciu rozpoczynać ewolucję, będą u jej początku, aich istnienie będzie jednocześnie wyznaczało granice, będzie oznaką, że w/natym odcinku zmiana się skończyła - że tu osiąga swój kres. zmiana ewolucyjnakonkretnej w układzie linii lub całego układu, to do ustalenia. dlatego możnanuklidy potraktować jako "znaki drogowe" w tym procesie, punkty orientacyjnei "milowe", które wyznaczają szerokość i zajętość przestrzeni przez proces. iz tego powodu są ważne. potraktowanie nuklidów jako "drogowskazów" oraz jakowskaźników wytyczających linie (zaczynających lub kończących) - to ciekawe iobrazowe opisanie zjawisk, rzuca się na/w umysł. i uważam, że prawdziwe.nuklidy niewątpliwie pełnią w ewolucji rolę punktów wyróżnionych, węzłowych,jednak czy będą układami (elementami) wytyczającymi szlak danej ewolucji, czyteż będą tylko dostarczać energii (przez rozpad swojej struktury na mniejszeelementy) – to pytanie istotne. że nuklidy, co wynika z przeliczeń kwantowych,zaczynają każdy poziom procesu swoim istnieniem, więc stoją na początku tegopoziomu, to zapewne posiada analogiczne znaczenie, jak umieszczony przy drodze(a tu w ramach drogi) drogowskaz, czyli wymusza-nakazuje sposób postępowania,jest stanem, który determinuje następne. jest efektem, końcem zdarzeń, któretoczyły się "do" tego momentu (i miejsca) - ale determinuje, wyznacza swoimistnieniem to, co może zdarzyć się "dalej". jego postać (cechy i parametry),położenie i ukierunkowanie w przestrzeni, to decyduje o dalszej zmianie. - wtym ujęciu owe "punkty węzłowe" decydują o kształcie ewolucji, są granicznąstrefą - a właściwie, to chyba bardziej przystające określenie do tej roli,są "słupami" granicznymi: dalej nie ma już ewolucji. dalej jest "nic(ość)"(środowisko).nuklidy, to wniosek z takiego podejścia, są ważne w procesie. czuję jednak, żezbyt wąsko i nie w pełni potraktowałem zagadnienie, że nie wszystko jeszczezostało powiedziane, dlatego trzeba będzie do sprawy wrócić. padło wcześniej,że nuklidów może być 27. poprawka – 28. "rozpisanie" procesu ewolucji wedługsześcianu uzyskuje 14 punktów węzłowych. a ponieważ sfera w czasoprzestrzenijest rozwinięciem sześcianu - ponieważ każda ewolucja to zdarzenie kuliste wmaksymalnym ujęciu, dlatego ilość nuklidów musi spełniać warunek posiadaniawspomnianej wielkości. dlatego w układzie znajduje się 28 nuklidów (to są dwielinie po 14 elementów). tyle ich będzie, tyle może być.18
  19. 19. - atom- wizualizacja "atomu" (model wspomagający)pobocznie, przy okazji analizy układu okresowego, warto zastanowić się, jakmożna wyobrazić sobie działanie atomu. to nic, że są już techniczne metody,które pozwalają na podgląd intymnego świata atomowego, a nawet majstrowaniew mim – zamierzam pokazać, że żadnej rozbudowanej aparatury tu nie potrzeba,że "atom" widzi każdy i zawsze (o ile tylko chce). i o ile zagoni do wytężonejpracy swoje atomowe "szare komórki".co jest najlepszym modelem "atomu"? - tłum. dowolne zbiegowisko, grupa ludzilub adekwatny, podobny układ ewolucyjny, który można detalicznie obserwowaćw przemianach. istotne w tym modelu jest to, że w "ulicznym atomie" wszystkowidać w szczegółach i każdego dnia. a co więcej, co również ważne, "atom-tłum"mam na wyciągnięcie ręki, natomiast prawdziwego osobiście nigdy nie zobaczę,ponieważ skala nie ta. każde zachowanie w strukturach atomowych rejestruję tuw formie i postaci mi dostępnej – a co najważniejsze, w trakcie przemian. tonie jest energetyczny "punkt", czy inna "kropka kwantowa", ale konstrukcja wchwili jej powstawania – momentu w dziejach, kiedy zajmuje maksymalny obszarw środowisku – oraz kończenia się. widzę początek, środek i koniec ewolucji,której na poziomie atomowym nigdy nie zarejestruję (osobiście).atom składa się z elementów i tłum składa się z elementów, nie ma znaczenia,co to za elementy. w obu przypadkach "mechanika elementów" procesu jest tasama - i głęboko analogiczna, a bezpośrednia "naoczność" takiego "ulicznegoatomu" jest wartością, która skutkuje zrozumieniem takiego "wydarzenia". - wtym konkretnym przypadku (poznawanie "atomu") mój eksperyment badawczy polegana tym, że umieszczam się gdzieś wysoko, najlepiej w proporcji (tego nie muszęzapewne podkreślać) do uczestniczących w badaniu układów. czyli jest z jednejstrony "eksperymentator", obserwator, ja – a po drugiej "atom"-zbiór, któryzaistniał, zgromadził się swoimi "osobnikami" na ulicy. technicznie to możebyć na przykład wysokościowiec oraz dziesiąte piętro, z którego spoglądam natworzące się na ulicy zbiegowisko.moje zadanie w tym eksperymencie jest banalnie proste: obserwuję "atom-tłum"i robię zdjęcia. oczywiście ponownie w proporcji do tempa procesów, które mniecharakteryzują i przemiany atomowe. dlatego są to działania w dużym odstępieczasu. obserwacja samej ewolucji zgrupowania (ścisk, rotacja wokół centrum,swobodne elektrony, falowania-drgawki, doskakiwanie oraz pozyskiwanie nowychelementów lub tracenie ich na rzecz otoczenia /więc przeskoki po orbitach/,kordon policji /warunki środowiskowe/, który ogranicza nadmierny rozrost, czystrumień energii przez ten kordon się wydobywający /w jakimś kierunku, któryw "ogrodzeniu" jest najsłabszy/ itd. itp.) - to wszystko jest bardzo ciekawei oczywiście rzuca się na oczy obserwatora (i pozwala zrozumieć atom). ale janie z tych, co chcą jedynie popatrzyć, wyznaczam sobie zadanie ambitniejsze:zamierzam przewidzieć, co się zdarzy w zjawisku, jakie zajdą w nim zmiany i wktórym kierunku. czyli robię zdjęcia i próbuję, staram się na ich podstawieprzewidzieć, co wystąpi "za moment" w zbiegowisku - lub jak będzie zachowywałsię pojedynczy, wyróżniony element ("elektron").moje zadanie jest pozornie banalne. ot, widzę na fotografii osobnika, któregozachowanie mnie zaciekawiło. przemieszcza się w tłumie, przepycha do centrum(coś go w tę stronę wyraźnie "popycha", czy "przyciąga") – dlatego staram sięprzewidzieć, gdzie znajdzie się na kolejnym zdjęciu, które będę robił dopieroza kilka minut. - cóż, zadanie wydawałoby się banalne i proste, jednak jegopraktyczna realizacja bardzo ograniczona. konia z rzędem temu, kto skuteczniei z detalami wytypuje położenie "elektronu-osobnika" w kolejnym "rozdaniu",taki szczęściarz może śmiało zacząć uprawiać zawodowo hazard. przeprowadzającw tak nakreślonej skali swój eksperyment, z zachowaniem koniecznych proporcji,szybko przekonuję się, że jest to fizycznie i realnie zadanie ponad moje siły,nie do wykonania.19
  20. 20. -dlaczego niewykonalne? ponieważ nawet dysponując oprzyrządowaniem w postaci"mechaniki elementów" czy inną super technologię, nie mogę tego zrobić. każdemoje ustalenie obarczone jest wpisaną na zawsze w "eksperyment" zasadnicząniepewnością, pozwala przewidywać położenie lub stan obiektu z przybliżeniemi w granicach, zawsze jako zakres potencjalny. nie ma znaczenia mój wysiłeki zastosowana metoda badawcza – obserwowanego obiektu, który tam, "na dole",się przemieszcza, nie mogę zarejestrować w przemianach (krokach po ulicy). zpowodu? ponieważ różnica przynależnych dla mnie i dla atomu poziomów istnienia(oraz wynikająca z tego szybkość reakcji) wyklucza taką obserwację. i jest totrudność fundamentalna, związana z samym działaniem: rozdziela obserwatora iobserwowany fakt mnogość procesów i poziomów. rozdziela-oddziela na zawsze,nigdy tej granicy (osobiście) nie przekroczę.tylko że - na co warto zwrócić uwagę w sposób szczególny - w proponowanym tumodelu procesu (podejściu do tematu obserwacji "atomu") elementami użytymi doeksperymentu są obiekty sobie podobne, przynależące do tego samego poziomu.a jednak, przy uwzględnieniu uwarunkowań dotyczących obserwacji, pojawia sięidentyczny i zasadniczy, ten sam problem (dylemat) poznawczy: nie mogę dojrzećw obu przypadkach i zdefiniować parametrów obiektu. przy czym, taka drobna aistotna sprawa: w moim eksperymencie, przecież to wiem, "obiekt" badany anina mgnienie nie zniknął z istnienia, nie zapadł się w zakres nieoznaczony czyinaczej definiowany, żył pełnią swojego "elektronowego" życia – więc nic niewiedział, że dla mnie przestał bytować pośród fizycznych faktów i rozpadł sięna chmurę prawdopodobieństwa. dlatego pojawia się pytanie: jak to jest z tąobserwacją – "elektron"-osobnik istniał-istnieje, czy nie? w czym, gdzie tkwiograniczenie obserwacji – w świecie, czy we mnie?czy można wyprowadzić z przeprowadzanego tu eksperymentu wniosek, że zakresdla mnie nieoznaczony (nieoznaczoność świata) jest powiązany nie tyle z tym"na dole" wirującym bytem atomowym (i innym "drobiazgiem" subatomowym), alez możliwościami obserwatora? owszem, bariera fizyczna i sprzętowa skuteczniewyklucza poznanie tego zakresu (za wolno się poruszam w stosunku do atomu),ale przecież taką samą trudność będzie rejestrował hipotetyczny obserwator,który spróbuje zdefiniować moje położenie, a będzie podglądał mnie w rotacjinp. z sąsiedniej galaktyki (a jego reakcje będą w analogicznych proporcjachjak moje do atomu). dla niego, jak dla mnie procesy atomowe, moje istnienie(dla mnie ciągłe i stabilne), będzie rwane oraz nieokreślone w stanach. dlaniego, jak dla mnie położenie elektronu w atomie, każda obserwacja będzie izgrubna, i obarczona błędem (rozmyta na fali)– i nigdy inaczej. znów różnicapoziomów i szybkości reakcji wykluczy dokładność. to położenie-umiejscowieniew świecie obserwatora względem obserwowanego obiektu determinuje wynik, którymożna uzyskać, nie technologia czy stan zmysłów.fakt - nie mogę w pełni zdefiniować położenia wybranego przeze mnie elektronuw tłumie-atomie, ale to przecież nie oznacza, że "swobodny elektron-osobnik"w okresie poza moją obserwacją znikł z istnienia (i przebywał w niebycie czyrealizował się jako fakt wirtualny). że był w zakresie "nieoznaczonym" – tuzgoda. ale tylko dla mnie, dla obserwatora "wysokiego" (czyli obserwującegoz wysoka). powtarzam, ów "osobnik" o swoim "niebycie" nic nie wie, istniejei przemieszcza się w "tłumie" swobodnie (na ile pozwalają okoliczności). dlaniego świat ani na moment nie stał się "ciemny" czy nieciągły i nie znikł zjego (w/na poziomie prowadzonej) obserwacji. - to moja, obserwatora-badacza,przypadłość decyduje o takim postrzeganiu świata, że coś z niego i "gdzieś""wypada" - a nie że świat jest "nieostry", "poklatkowany", "rozmyty".trudność w moim operowaniu elementami otoczenia, jak widać, jest zasadniczejnatury (wynika z samej istoty tej natury i mojego w niej ulokowania). - alenie rezygnuję. robię zdjęcia dalej – ponieważ chcę wiedzieć - ponieważ (byćmoże) będzie od tego zależało moje być albo nie być. chcę wiedzieć, co i jaksię "na dole" kotłuje – i dlaczego właśnie tak.20
  21. 21. -żeby jednak wszystko w moim eksperymencie było maksymalnie podobne do świataatomów oraz jego badania, przechodzę od biernego rejestrowania zaistniałychfaktów do działania aktywnego. dlatego zamierzam wysyłać "porcję" energii wkierunku jednostki-elektronu, która pomoże mi w ustaleniach. kiedy analizujęatom, najlepiej wysłać wiązkę fotonów - w tym eksperymencie adekwatna będziegrudka materii. czyli rzucam kamień. i tak celuję, żeby "mój" wyróżniony wzbiorze elektron-człowiek został uderzony. to oczywiście wywoła reakcję. wzależności od stanu tłumu (rodzaju środowiska, jego zagęszczenia, rozłożenia,ukierunkowania rotacji), nastąpi reakcja, która jakoś się "zobrazuje". rozkładmożliwych zdarzeń może być szeroki, od całkowitego zignorowania mojego czynu,aż po oderwanie się elektronu od atomu i przejście na inną orbitę. wszystkoanalogicznie (identyczne) do zachowania się prawdziwego elektronu. jednak dlamnie, "widza" obserwującego elektron-człowieka, jego przemieszczenie się nakolejne poziomy energetyczne (przeskoki) są nie do rejestracji, ponieważ sądla mnie skryte, dzieją się "podprogowo". wiem, że się dzieją, że "elektron"w "atomie" przechodzi z orbity na orbitę, przecież widzę-rejestruję ten faktna kolejnych zdjęciach w eksperymencie i ustalam każdorazowo inne położenie"obiektu badawczego" w trakcie mojego "podglądnięcia" zawartości "pudełka",ale wszelkie ruchy i przejścia między "orbitami" są dla mnie zawsze w zakresie"poza" rejestracją. w każdym następnym ujęciu obserwuję elektron-osobnika winnym położeniu i w innym stanie energetycznym (jego "emocjach") - ale nigdyto nie jest stan pewny.ważne i zasadnicze w tym modelu jest to, że ten sam eksperyment rejestrowany(i odczuwany) z poziomu elektronu-człowieka przedstawia się głęboko odmiennie.dla niego zdarzenia zawsze mają charakter ciągły i nie występują w nich żadneprzerwy czy przeskoki. w zakresie jemu dostępnym wszystko wiąże się ze sobą,kolejne stawiane kroki są dla niego nie tylko możliwe do obserwacji, ale sąprzede wszystkim przewidywalne, wynikają z stanu otoczenia i jego, elektronu,możliwości (sił, szeroko pojętej zasobności energetycznej). dla mnie proceswydaje się (i jest) nieciągły, skokowy, wręcz chaotyczny – elektron nic o tymnie wie. ja widzę "elektron" raz blisko centrum, to za chwilę "wyłania" sięgdzieś na obrzeżach, a przecież to tylko reakcja na mój strzał kamieniem.stąd mam już tylko krok do "wyprodukowania" teorii: zjawiska na/w poziomietłumu-atomu są "nieoznaczone". albo wyznaczę dokładnie przestrzeń, w którejelektron-człowiek się "pojawia", albo obliczę prędkość z jaką się zobrazujew bliżej nieokreślonym miejscu (znając siłą przyłożoną i wyliczając efekt).zawsze będę zgadywał, nie mam pewności wyniku. - dla mnie "obiekt" znika zobserwacji, i to dosłownie. nie mogę go śledzić, ponieważ nie dysponuję metodą"sfotografowania" jego położenia "pomiędzy" kolejnymi obserwacjami, różnicaw rytmie przemian to wyklucza. - kiedy siedzę na tym swoim "wysokim" piętrzeobserwacyjnym, na poziomie "atomowym" dzieją się przeróżne zjawiska. są dlamnie dalekie, głębokie - i skryte. nie zarejestruję ich żadnym, ale to żadnymprzyrządem badawczym, bo każdy zastosowany przeze mnie przyrząd znajduje się"powyżej" poziomu obserwowanego. "tłum" na ulicy odmienia się (krokami swoichelementów, "porcjami" energii), ale ja tego nie rejestruję, ponieważ jestem"daleki" od tego zakresu. mogę domniemywać, a nawet wiem, że kiedy ja tutaj,"u siebie", szykuję aparat do kolejnego "zdjęcia" (rzeczywistości), to "tam","na dole", w "tłumie-atomowym" (i niżej), coś drga, faluje, zmienia położeniei przechodzi kolejne poziomy energii. ale dla mnie jest to "zakres ciemny" iskryty, nie do rejestracji. - owszem, mogę próbować coraz bardziej "drobić"pomiary, robić "zdjęcia" w maksymalnie dla mnie szybkim tempie, jednak efekttego będzie "zgrubny", nie mogę z zasady poznać fizycznie mniej (oraz sięgnąćniżej), jak mój najszybszy "ruch"-element (działanie i "przyrząd", za pomocąktórego działam). tylko że "tam", w "atomie", reakcje są jeszcze szybsze. jawykonam jeden ruch (obrót), a "atom" "okręci" się wielokrotnie.kręci się - wiem o tym - ale poza moim obserwowaniem.21
  22. 22. -na tym oczywiście nie koniec paradoksów tego przykładu, eksperyment polegającyna obserwacji "niskich" (dla mnie odmiennych) stanów rzeczywistości, może, wpewnych okolicznościach, okazać się do przeprowadzającego badanie wyraźnie, anawet bardzo głęboko zaskakujący. poznawanie otoczenia, zasiadanie w ciepłymi wysoko położonym punkcie obserwacyjnym (przez to spokojnym), to nie zawszejest działanie bezproblemowe, są rozliczne skutki. kiedy aktywnie "maca" sięwystające ponad powierzchnię fakty, a zwłaszcza, kiedy czyni się to operującmało adekwatnymi do świata abstrakcjami (więc bezrefleksyjnie), jako reakcjaprzeciwnie ukierunkowana, może w stronę "fizycznego aktywisty" przyjść sygnałzwrotny, który nie tylko pokaże prawdziwy rozkład elementów w środowisku, alerównież jego miejsce – a to nie zawsze musi być przyjemne.dlaczego? ponieważ oto może się okazać coś zupełnie dla mnie "cudownego", codalece wykroczy poza wcześniej zaplanowany eksperyment: nagle do drzwi moich– do mojego "punktu obserwacyjnego" zastuka "elektron-człowiek". zaobserwowałmoją działalność i przyszedł puścić pod moim adresem (jako zwrotną energię)wiązkę słów o silnym zabarwieniu emocjonalnym. cóż, nie można mu się dziwić,przecież guz na głowie to przypadłość bolesna.ale to tylko jedna z potencjalnych reakcji "atomowych", ich zbiór jest, trzebaobiektywnie to przyznać, zdecydowanie bardziej rozbudowany. bo może być gorzej.jeżeli uderzenie (moje zadziałanie) było silne i mocno wybiło z orbity (i zestanu uprzedniej równowagi) ów elektron, może na mojej twarzyczce, skutkiemistnienia zjawiska tarcia, mocno zaboleć siła zginania i rozprężania mięśnitego osobnika. mówiąc inaczej, dostanę w mordę. zrozumiałe, i to nie wymagapodkreślania, zdarzenie tego rodzaju jest uwarunkowane stanem środowiska orazmoim na elektron-obiekt oddziałaniem. czyli, im większa przyłożona siła, tym(kontr)reakcja odpowiednia (skoro tak wyskalowałem swój eksperyment, to mamadekwatnego do tego efekty – wiadomo, "rozbicie" atomu skutkuje objawiającymisię daleko i głośno reakcjami łańcuchowymi).może być tak, że "elektron" nawet nie przeskoczy na inną orbitę i nie pokonatłumu, uderzenie było zbyt małe i błahe – więc zrezygnuje. ale może być i tak,że podbudowany energią rzutu i swoją złością, idzie pod mój dom. widzi oknoi punkt, z którego został rzucony kamień i zamierza się tam dostać. ale znówrezygnuje w obliczu konieczności wdrapania się na dziesiąte piętro, bo windęktoś "przypadkiem" zdemolował wcześniej (tak się to losowo w świecie ułożyło,że międzypoziomowy kanał-winda nie funkcjonuje). w tym przypadku niewątpliwa"atrakcja" spotkania się oko w oko z obiektem badawczym skutecznie mnie omija.na szczęście. moje szczęście.jednak, ech, może zaistnieć i taka okoliczność, że zadziałałem "centralnie"i skutecznie (kamień był duży, rzut celny) – a efekt w postaci "guza" obfity(i objawia się w środowisku, przypomina "grzyb"). mówiąc inaczej, obiekt jestzdeterminowany. - wdrapuje się więc na to moje dziesiąte piętrzysko (pomimoniedziałającej windy i oporu środowiska) i staje u bram moich. wówczas mogębyć pewnym, że siła jego skumulowanej (kiedyś-tam treningami) energii mnie nieominie, że zacznie rozprzestrzeniać się w sposób niekontrolowany. - no, chybaże uda się mi przedstawić równą mu siłę. na przykład oddalić go lub ukryć sięza "warstwą ochronną" drzwi domostwa. tyle że, to oczywiste i nieuchronne, wtakim przypadku wybuchająca swobodnie energia wyładuje się pobocznie, więcwłaśnie na drzwiach. ze skutkami dla nich opłakanymi.jest jeszcze jedna (teoretyczna i w naturze nie polecana) możliwość, któraprowadzi do załagodzenia całej nieprzyjemnej sytuacji - czyli ugoszczenie iudobruchanie wybuchowego jegomościa mocnym trunkiem dla dorosłych. tylko że,trzeba mieć tego pełną świadomość, to zawsze ryzyko. że będzie nowy wybuch.jako że obiekt badawczy ("atom") pozyska nową porcję zasobnej w procenty orazskwantowanej energii...-cóż, zabawa w eksperymentatora ma swoje koszta.22
  23. 23. - układ okresowy pierwiastków- jak go widzieć i odczytywać- podsumowanie na tym etapiepo pierwsze, w dzisiejszym postrzeganiu układu okresowego trzeba podkreślićfakt, że jest stanem "zastygłym" w określonej formie i że nie widać żadnychprób jego modyfikacji. oczywiście nie chodzi w tym przypadku o dodawanie doistniejącego zbioru kolejnych elementów (niekiedy z wielkim nakładem działańtechnicznych), ale zmianę prezentacji. płaska formuła postrzegania otoczenia(rzeczywistości), a z tym obecnie mam do czynienia, to nie tylko przeżytek wdobie posługiwania się wielowymiarowością i wizualizacją procesów, ale przedewszystkim "spłaszczenie" spojrzenia na otoczenie. - a to, nie waham się tegotak określić, zasadnicza przeszkoda w zrozumieniu głębokich powiązań międzyelementami świata (tu w postaci atomów). i dlatego warto, dlatego należy tozmienić.w pierwszej kolejności i głównie sprawa odnosi się do czaso-przestrzennegocharakteru układu pierwiastków - czyli rozmieszczenie jego elementów w czasiei przestrzeni. i w dynamicznej, różnorodnie powiązanej ze sobą zmianie. powód?przecież rzeczywistość to przemieszcza się, tu wszystko płynie, jest w ruchui zależności – a takiego ujęcia daremnie szukać w obecnym schemacie. że onowystępuje w głowie oglądającego i analizującego zjawiska, zgoda, abstrakcja wobserwatorze nabiera cech ewolucji w toku, tylko, pytanie, dlaczego nie możeto być widoczne od razu i na pierwszy rzut oka? uważam, że powinno. - jeżelipostrzegam i analizuję związki między elementami świata poprzez wykreślone napłaskiej kartce linie, to w efekcie nie tylko obserwuję "zdeformowany świat",ale przede wszystkim "zamyka" się on dla mnie na/w "płaszczyźnie". a przecieżwidoki "płaszczaka" są zdecydowanie uboższe od bytującego w wielu wymiarach.dlatego należy układ okresowy pierwiastków zmodelować, opisywać i postrzegaćjako sferyczną ewolucję, z wszelkimi tego konsekwencjami (dla zrozumienia idla praktycznego wykorzystania). układ jest abstrakcją oddającą występująceobecnie we wszechświecie związki między elementami materii, ale jest równieżabstrakcją zawierającą w sobie, jako fakt integralny i fundamentalny (acz niezawsze uświadamiany) - przestrzenność i czasowość tych zależności. i jakotaki także musi być prezentowany w formule procesu, jako struktura w trakciezmiany. - w ewolucji, również w abstrakcji opisującej ewolucję (tu materii),nie ma żadnych elementów, które można by określać jako niezmienne, wieczne.już samo pojęcie, kiedy je zestawić z kosmiczną nieskończonością, budzi conajmniej uśmiech. "materia" to stan chwilowy, zmienny i, przede wszystkim, wtrakcie rozprzestrzeniania się. to tylko dla mnie, "mgnieniowego istnienia",byty, które trwają miliony lat we względnej równowadze, stają się synonimemdługowieczności. ale to, co widzę (rejestruję) w postaci "układu okresowegopierwiastków", to "wycinek", część całości, której fizycznie nigdy nie poznam,jednak ponieważ ów "wycinek" jest w ciągłej zmianie, musi to uwzględniać imodel, którym się posługuję, i moje rozumienie procesów. płaszczyzna kartkijest tylko etapem w zrozumieniu świata – najwyższy czas wznieść się wyżej.konwenans, wypracowane kiedyś zobrazowanie układu okresowego sprawia (sam toodczułem), że świadomość przestrzennego i zmiennego charakteru materii stajesię jakby uboczna i nie wymusza automatycznie odmiany widzenia kiedyś tam zotoczenia pozyskanego ułożenia, nie wpływa na sposób traktowania materii wzwiązkach i wzajemnej zależności elementów. ta wiedza gdzieś tam naturalniekołacze, jednak znika z codziennej analizy. "widzenie płaskie", tak obecne wpsychice, więc naturalne i stosowane "od zawsze" (od najwcześniejszych etapówrozwoju osobniczego czy zbiorowego), staję się dziś przeszkodą. i to dosłownieprzeszkodą, fizyczną wręcz, która utrudnia zrozumienie układu. i rzeczywistościszerzej, to trudność, która musi być pokonana. mając pełną świadomość relacjimiędzy elementami, czyli przestrzennego charakteru układu, dalej operowałemjego płaską formułą - taka jest siła przyzwyczajenia i utartych poglądów.23
  24. 24. -następna kwestia, która wiąże się z postrzeganiem i pojmowaniem zbioru atomów:ulotność, dosłowna chwilowość takiej konstrukcji (i każdej ewolucji). fakt,że układ okresowy jest zbiorem stanów chwilowych oraz że jest również stanemchwilowym w ewolucji wszechświata ("utwardzonym" przez obserwację i kolejnebadania)), że przypomina tworzący się ("zamarzający") płatek śniegu – takieustalenia i fakty składają się, muszą składać się na jego odbiór. a jednak wanalizach świadomość tego stanu umyka, pozyskana wiedza, że świat się zmienia,to nie przekłada się na zmienność układu – abstrakcja przesłania proces i sama"twardnieje" (chciałoby się powiedzieć, że w dogmat). jednak skoro zmienia sięotoczenie, również musi zmieniać się (ewoluować) abstrakcja oddająca zmianę– skoro nie ma stałych faktów, również nie może być stałych abstrakcji.dlatego też nie ma i nigdy nie będzie dokładnie takiego samego tworu w ramachnieskończoności-wieczności Kosmosu, kształt i składniki, choć zawsze podległejednemu, generalnemu prawu ewolucji, są nie do powtórzenia w historii. zawszesą takie same - ale nigdy te same. nieskończoność gwarantuje zbudowanie sięidentycznego układu, ale nie tego samego, to punkt na/w prostej, zdarzenie wtej postaci jedyne. bo choć prosta biegnie z nieskończoności w nieskończoność,to każdy jej element (byt) jest jeden jedyny, niepowtarzalny – to wydarzeniejednostkowe w wieczności.mówiąc inaczej, obecna forma układu atomowego, to zrealizowana, to tu i terazzmaterializowana (adekwatne w tym przypadku określenie) wolność w przyrodzie- to "zdeterminowany przypadek". ten konkretny układ to zapis ewolucji, tejjedynej w takiej postać, to indywidualna "historia choroby". ale, co musi tupaść, pewnej i koniecznej. takie ułożenie kwantów według jednolitej regułymusiało się zdarzyć (powtórzyć) - ale tylko ten jeden raz (przecież w końcukażda powtórka i tak jest pierwszym razem).niezwykle ważnym elementem postrzegania i pojmowania układu jest fakt, że tozbiór nie tylko "atomów" (tego, co mam za atom), ale również zjawisk, którejuż zaszły, są jakoś obecne w środowisku – oraz tych, które dopiero będą wświecie obecne. - mówiąc inaczej, układ okresowy pierwiastków, to, co uznajęza układ, to zapis zdarzeń aktualno-historycznych, w którym występują elementyobecne (te najbardziej liczne energetycznie i rozbudowane), ale również są tuelementy, które swoją przeszłość (w znaczeniu: świetność) miały już pewienczas temu. a dziś są już tylko wspomnieniem. - zarazem, obok nich, także dlacałości obrazu istotne, są składniki, które stanowią już "zadatek" na dobrąprzyszłość, pojawiły się pokątnie, ale ich czas jeszcze nie nastał. a nawetnie jest pewne, czy owe dobrze "zapowiadające" się elementy dojdą do poziomuświetności.rzeczywistość – to, co mam za rzeczywistość, to złożenie faktów, wszelkich wmojej obserwacji ustalanych "zgęszczeń" energetycznych, np. w postaci atomu.jednak muszę mieć świadomość (i wykorzystywać tę wiedzę), że to nie są danez natury (czy przez inne-coś) niezmienne byty – ale że są to postrzegane na/wzakresie nadprogowym chwilowe stany skupienia. zaistniały, zmieniają się i "zamoment" się skończą. - a co więcej, każdy rejestrowany element to złożenieczaso-przestrzenne, więc powstające lokalnie. i dlatego nigdy nie jest pewne,że zgromadzi dostateczną ilość energii (kwantów), żeby się wydobyć w przedziałpowyżej progu. jeżeli zaistniał, to znaczy, że okoliczności temu sprzyjały,ale niewątpliwie warto docenić ten rzadki w ewolucji przypadek. bo nigdy niejest pewne, czy "kiełkujący" z "kwantowego podglebia" "atom" zdoła zgromadzićzasoby i pojawić się na widoku (i salonach), czyli zaistnieć jako pełnoprawnyi samodzielny, mocno osadzony w fizyczności obywatel układu. o tym zawsze iostatecznie decyduje środowisko, jego zasobność. a umiejętność do "wzbijania"się "w górę", czyli sprawność w gromadzeniu kwantów, na pewno w tym pomaga,ale tylko pomaga. przecież, kiedy nie ma w okolicy "czegoś", na czym można sięoprzeć, to nie ma szans na długie istnienie-i-obserwowanie. nigdy i nigdzie.czy byt zasłuży na "nazwisko"? - oto jest pytanie.24
  25. 25. - kwant- pojęcie kwantu- kwant a filozofiaw fizyce pojęcie kwantu jest pojęciem ogólnym, bardzo opisowym, nie ma jegodefinicji fizycznej - i oczywiście być nie może. nie chodzi o wzory i mechanikętakich elementów, ale o "fakt" kwantowy. według definicji słownikowej, kwantto: "/quantum = ile/ fiz. najmniejsza porcja, o jaką może zmienić się danawielkość fizyczna (np. energia, pęd) określonego układu; teoria kwantów –teoria fizyczna opisująca procesy, w których biorą udział mikrocząsteczki,uwzględniająca nieciągłość (skokowość zachodzących zmian) wielkości fizycznychcharakteryzujących stany mikrocząsteczek."w takim rozumieniu kwant to najmniejsza wielkość i nie jest zdefiniowane, czydotyczy to "porcji" energii, czy różnicy pomiędzy porcjami. nie jest jasne,czy "kwant" opisuje (definiuje) "ilość" energii, najmniejszy w naturze stan,czy tylko różnicę pomiędzy ilościami najmniejszymi. słowo "porcja" rozumiećmożna dwoiście, jako minimalna ilość, wielkość czegoś - oraz jako minimalnaróżnica między czymś a czymś. jednak, co zrozumiałe, niekoniecznie ustalanaróżnica musi być zarazem równa najmniejszej porcji (czegoś). w układzie, któryzbudowany jest z kwantów (porcji), różnice między "porcjami" – zachodzenieróżnic będzie mogło realizować się o kwanty, tyle że już inne, oznaczająceodrębny fakt i z innego zakresu. ale, co ważne, choć to będzie już inny kwant,to jednak zawsze jest to kwant."porcja" to ilość, jak i zdarzenie ("coś" i relacje między "kropkami coś") -dlatego "kwant", chwilowo bez głębszego definiowania, jawi się jako pojęcieze swojej natury dwoiste: opisujące stałą wielkość i związki między ustalanymiwielkościami. - czyli opisuje "cegiełkę" natury (jak by tej cegiełki na tenmoment nie postrzegać), jak i można go (w logice) stosować z powodzeniem doopisu zachodzących zmian między tymi cegiełkami. chyba nie ulega wątpliwości,że również oddziaływania między elementami dadzą się ująć w najmniejsze (aczniekoniecznie mierzalne) "porcje" energii, więc będą podlegać skwantowaniu.to samo pojęcie stosuje się, może być z powodzeniem zastosowane do opisywaniaskładnika ewolucji, jak również do zjawisk zachodzących w ramach ewolucji. -czyli jest "kwant" pojęciem opisującym "przestrzeń" (rozumianą jak odległośćmiędzy elementami) - jak i "czas", relacje.pytanie: czy ten dwoisty charakter jest uzasadniony? czy można opisywać tymsamym "elementem" ("parametrem", "faktem kwantowym") zmianę – kiedy do opisutej zmiany używam elementu, który jest w tym ujęciu "bytem" skończonym? niema przecież znaczenia, że "kwant" to "porcja", że to niekoniecznie, a pewniei rzadko, może być jednostka ("jedynka") – w analizie tak prowadzonej, nawetliczny zbiór elementów jest kwantem. czy zmiana, więc różnica między stanami- jest taką samą wielkością (tym samym), co element tej zmiany? inaczej: czynajmniejsza różnica między zdarzeniami, jest tym samym (taką samą wielkością),jak najmniejszy element tej zmiany? - czy kwant zmiany (coś) jest tożsamy zkwantem ilości, czy to ten sam "fakt" (coś)? pojęcie kwantu zawiera w sobie,jak widać, zarazem pojęcie jakości, jak i ilości, jakość i ilość zbiegają sięw jedno. ciekawe. - do tej pory traktowałem "kwant" jako najmniejszą możliwądo pomyślenia ilość "czegoś" i na tej podstawie opisywałem ewolucję. i niezastanawiałem się nad dylematem logicznym, co ilość, co jakość, utożsamiałemilość i jakość, przyjmując, że to "ilość". ale przecież tak nie musi być. niejest powiedziane, że stan "a" i "b", że różnica między tymi stanami, będzieróżna (inna od) "a" lub "b". - więcej, jeżeli a = 1 i b = 1, to różnica międzynimi także może wynosić 1. słowem, różnica między kwantem a kwantem miałabytakże wielkość kwantu. tylko czego? jak wymierzyć, jak nazwać to "coś"? czyto energia, siła, czy co? przecież minimalna różnica między dwoma kwantami adwoma może wynosić tylko jeden kwant, najmniejszy "skok" energetyczny – czywięc ten kwant będzie "połówką" tych dwu kwantów?25

×