• Salvar
Filozofia ewolucji (kwantów) 1
Próximos SlideShare
Carregando em...5
×

Curtiu isso? Compartilhe com sua rede

Compartilhar

Filozofia ewolucji (kwantów) 1

  • 604 visualizações
Carregado em

filozofia; ewolucja; kosmologia; czasoprzestrzeń; kwanty; energia; materia; logika; ...

filozofia; ewolucja; kosmologia; czasoprzestrzeń; kwanty; energia; materia; logika;
układ okresowy pierwiastków; atom; promieniowanie, widmo promieniowania; rozum;
cywilizacja; kosmos; wszechświat; czarne dziury; grawitacja; ciśnienie; nieskończoność;
wieczność; obserwator; osobliwość; prędkość światła

philosophy; evolution; cosmology; space; quantum; energy; logic;
atom; radiation; radiation; reason; civilization; cosmos; universe; black holes;
gravity; pressure; infinity; the observer; the singularity; speed of light

Mais em: Educação , Tecnologia
  • Full Name Full Name Comment goes here.
    Tem certeza que quer?
    Sua mensagem vai aqui
    Seja o primeiro a comentar
    Be the first to like this
Sem downloads

Visualizações

Visualizações totais
604
No Slideshare
604
A partir de incorporações
0
Número de incorporações
0

Ações

Compartilhamentos
Downloads
0
Comentários
0
Curtidas
0

Incorporar 0

No embeds

Conteúdo do relatório

Sinalizado como impróprio Sinalizar como impróprio
Sinalizar como impróprio

Selecione a razão para sinalizar essa apresentação como imprópria.

Cancelar
    No notes for slide

Transcript

  • 1. Janusz ŁozowskiFILOZOFIA EWOLUCJI (KWANTÓW)copyright © 2012 by Janusz Łozowskiwszelkie prawa zastrzeżoneISBN 978-83-932050-7-3ja.lozowski@gmail.com
  • 2. (...)świat, jaki jest, każdy widzi - pozostaje problem z nazwaniem widzianego.do najbardziej podstawowych pojęć, którymi opisuje się otaczający nasprzestwór, należy ewolucja.ewoluuje atom, ziemia, wszechświat - człowiek i rozum; kultura podlega wswych przemianach regułom ewolucji - tak samo jak cywilizacja, wielkośćnadrzędna do niej. na wyższym poziomie cywilizacja wpisuje się w proceszmian w kosmosie... itd. itp.powstaje naturalne pragnienie (i wniosek), żeby zestawić ze sobą te takróżne i pozornie odległe od siebie ewolucje, zobaczyć, które ze zbadanychczęści jednego procesu dają się przypasować w następnym przypadku.zadanie jest "proste": zrozumieć rzeczywistość – zobaczyć jak przebiegaewolucja Ewolucji.2
  • 3. kosmologia 1.1.3
  • 4. (fragmenty)- układ okresowy- rozkład pierwiastków- ile "układów"?wniosek jest taki, że - w układzie okresowym mam dwa układy. jeden układ dla"linii rozpadu", zmiana tworząca ten proces idzie "ku górze" (elementy zbioruulegają degradacji) - a drugi układ, do niego przeciwny, to tor "schodzący",to budowanie się struktur (tu atomów pierwiastków), kierunek takich zjawiskoddaje "linia opadania". patrząc w poziomie ("na wprost"), oś symetrii w tympodwojonym, dwuliniowym zdarzeniu przebiega między stronami układu i dzieli gona dwie części. ale to nie jest zabieg mechaniczny, tak wprowadzony logicznypodział biegnie znacznie głębiej, przez każdy element. dowolny pierwiastek idowolny fakt w takim procesie to zarazem rozpad i łączenie, a postrzegany stanfizyczny jest wypadkową (sumą) tych stronnych zjawisk. "atom" to nie jednostka,ale wielość postrzeganych (jakoś rejestrowanych) "nadprogowych" faktów – pluszakres "podprogowy", konieczny i dopełniający (i nieoznaczony). - co z takiegoujęcia wynika? sporo.po pierwsze to, że należy rozbić, podzielić w analizie obecny układ okresowyna symetryczne do siebie "wiry" (linie) - na dwa dopełniające się i wzajemniewarunkujące zjawiska energetyczne i ewolucyjne. ustalana w eksperymencie jakojedność struktura i zależności w postaci "układu okresowego" (chemiczne orazfizyczne powiązania elementów), to dwie ewolucje, które w "powierzchniowym" i"zgrubnym" oglądzie stają się jednością.inaczej - ponieważ ważne. stan dzisiejszy ilości pierwiastków i ich własności,który obrazuje powszechnie znany schemat (tabelka z pionowo-poziomymi liniami)- to "zmieszanie", łączne zobrazowanie dwu przebiegów. to fizycznie jeden icałościowo odbierany przeze mnie stan wydarzeń, jednak składający się z dwulinii. jeden proces tworzy "linia rozpadu", drugi "linia łączenia", czyli dwanajbardziej fundamentalne i wyróżnialne w ewolucji energetycznej (w ramachrzeczywistości) kierunki zjawisk. dla mnie to jedność, fizyczny proces w tokuzachodzenia (którego jestem wytworem) - jednak logicznie są to dwa zdarzenia,przeciwnie do siebie skierowane i wzajemnie się dopełniające.poznając rzeczywistość, rejestrując (porządkując oraz zestawiając) elementyotoczenia, muszę je wpisywać w ciągi (linie, zbiory, cechy) – czyli doznawanyi zastany zbiór poddaję klasyfikacji, która umożliwia definiowanie wydarzeń iustalania wzajemnych relacji między nimi. ten etap jest konieczny, przecieżmuszę "posortować" ("poliniować") otoczenie na wszelkie możliwe sposoby, żebyfizyczny "chaos" unieruchomić i zrozumieć - bez tego nie przejdę do kolejnego(i następnych). czyli szukania "wewnętrznych" i głębokich zależności."układ okresowy pierwiastków", czy dowolnie inny fakt postrzegany w świecie,to dla mnie "objaw" (skutek) ewolucji i abstrakcja zmiany, ale postrzegam zniego wyłącznie "powierzchnię", która swoje "korzenie" posiada daleko-głęboko- rejestruję i "obrabiam" wielowymiarowe zjawisko, a nie fakt jednostkowy czypunktowy. kiedy pomijam te zależności i nie dostrzegam, że przejścia zawszesą niejednoznaczne i "płynne", że koniec jednej ewolucji oznacza jednocześniepoczątek następnej, moje postrzeganie się rwie - i łatwo o błąd.atom pierwiastka jest procesem - pierwiastek (zbiór atomów) jest procesem -ale zbiór pierwiastków (abstrakcja wywiedziona ze zmiennego świata) równieżjest procesem, z którego postrzegam jedynie fragment. - z otaczającej mnie(wielowymiarowo) rzeczywistości zawsze widzę kawałek...4
  • 5. - nawiążę do tych nieszczęsnych światów równoległych.- skąd taki sceptycyzm? nie podoba ci się myśl, że gdzieś, ktoś...- niech ten "ktośny" sobie będzie, mnie mało do niego. zadaję tylko pytanie:po jakiego tak świat komplikować? jakieś wielowymiarowe przenikania, kłaczkirozedrgane i "wibrujące", w tym samym miejscu inne stworki, jakby tutejszychbyło mało i wojenek brakowało. jeden układ, jeden wszechświat - i starczy.wciskać na siłę jeszcze coś, po co?- przyznasz, że nie wzięło się to bez powodu.- mogę przyznać, nie jestem od negacji wszystkiego. tylko warto podumać, coza tym stoi i dlaczego tak się stało oraz co można o tym nowego powiedzieć.- a można?- owszem. bo to jest tak, kochany. wychodzi w obliczeniach, że energia wpadaw dziurę i znika, gdzieś się podziewa. człek z ciebie dorosły, życia niecozwiedziłeś, więc już wiesz, że w przyrodzie nic nie ginie. co najwyżejzmienia właściciela. skoro tak, kto przywłaszcza sobie zasoby?- no, kto?- my.- ?- ty, ja, wszyscy obecni. w dowolnej postaci obecni... energia "tuneluje",tu zgoda. jak mówiłem, przemieszcza się między brzegami wszechświata - i wewnętrzu wszechświata – i tylko w nim. po przejściu osobliwości (raz, wielerazy) powraca do budowania zdarzeń...zrozum, o co mi się rozchodzi. "tunel" energetyczny łączy nie kolejne czysąsiednie światy - ale kolejne odcinki tego samego procesu. gdybyś znalazłsię w czarnej dziurze i przedostał na drugi brzeg (co tak ponętnie opisująróżne fantastyczne publikacje), trafiłbyś do tego samego wszechświata –tyle że starszego. co oczywiste i zrozumiałe, fala energii, która wówczas"wypływa" "po drugiej stronie", tworzy - wchodzi w proces tworzenia nowychbytów. ale tutejszych bytów. to nie są inne światy czy procesy, to ciągle izawsze jest ten sam wszechświat. energia nieboszczyka, z poprzedniego etapuzjawisk, zasila nowe ciała - odnowiona, pozbawiona wszelkiej informacji ozdarzeniach wcześniejszych, swobodnie wprzęga się w ciała istniejące...w tym i tylko w tym sensie wniosek o światach równoległych jest poprawny.każda fala, każda kolejna generacja-pokolenie energetycznie buduje strukturęrealności. to faktycznie jest "przenikanie" się światów - ale przenikanie"światów cząstkowych". które razem, usilnie to podkreślam, łącznie kształtująi tworzą to, co postrzegam oraz czym jestem. jak kolejny kęs ciasta, którywłaśnie zjadasz, zasila twoje ciało (zauważ, podprogowo), tak samo "pożywką"dla materii wszechświata są fale energii "wybijające" w miejscach źródełosobliwych. jak na ziemi woda krąży i przechodzi kolejne cykle (w tym przezosobliwość biegunów), tak samo energia krąży w skali wszechświata. zapadniesię w osobliwość, wypłynie i zbudują się kolejne cielesne duszyczki – znówsię zapadnie... trochę to trwa...weźmy ten kawałek ciasta, dla ciebie to chwila teraźniejsza. ale pomyśl, dlakomórek twojego ciała jest to zdarzenie, które dojdzie na ten poziom dopieroza kilka, kilkanaście godzin. że nie wspomnę o twoim kośćcu, gdzie budowanietrwa latami. twoja aktualność materialna osadzona jest na dalekiej i nawetdla ciebie samego "zamierzchłej" przeszłości, której nie pamiętasz. że jużnie podniosę zagadnienia informacji genetycznej, która aktualnie cię tworzy,a pochodzi z odległych epok. twoje dzisiejsze działanie buduje twoja odległaprzeszłość – a twoja przyszłość jest zakotwiczona w twoim obecnie dziejącymsię "teraz". łańcuch, ciągłość, uzupełnianie się kolejnych zjawisk – całośćtak pojęta składa się na to, czym jesteś i za co się uważasz. zauważ, jeżelichoć jedno ogniwo w tym "łańcuchu" wypadnie skutkiem losowego zdarzenia – tociebie nie ma.5
  • 6. - ciąg pokoleń.- i to w dużo większej skali, niż ci się wydaje. o tym, że jesteśmy w liniiprostej potomkami dawno wymarłych gwiazd, nie trzeba się rozwodzić, choć toemocjonalnie porusza. kiedy uświadomisz sobie, że krew krążąca w ciele (orazsamo ciało) jest bezpośrednim następstwem tego, że były wcześniej pokoleniagwiazd, które się zapaliły, a później zgasły i rozproszyły - i na lokalnej,peryferyjnej planetce tak się "skłębiły" różnopierwiastkowo, iż mogę terazdo ciebie mówić, to robi wrażenie, przyznasz. a teraz dodaj do tego kolejnypoziom: krążenie energii w skali wszechświata. wszystko, co postrzegasz, cofizycznie rejestrujesz - w tutaj prezentowanym ujęciu – to przecież tylko iwyłącznie chwila. jedna z chwil, które tworzą-kształtują wszechświat. jeżelipostępujesz inaczej, czynisz tak, jakbyś z całości swojego życia wybierałwłaśnie się dziejący moment (z jego wszelkimi fizycznymi przemianami, którerejestrujesz i parametrami, które ustalasz) – i powiadał: oto wszystko. nicwięcej nie było i nigdy nie będzie. przyznaj, głośno zaprotestujesz przeciwkotakiemu ujęciu. a w przypadku wszechświata nie protestujesz. przecież chodzio to samo, dokładnie o takie samo spojrzenie. obserwujemy wyłącznie "jedendzień z życia" wszechświata i mówimy: to już całość. a jego przeszłość, aprzyszłość?- pogubiłem się.- sorry. potraktuj to jako zajawkę dalszej rozmowy. obecnie,żeby przybliżyći pokazać, o co mi chodzi, odwołam się do analogii.- zauważam, że chętnie korzystasz z analogii.- to ma być zarzut? masz coś przeciw? lubię odwoływać się do analogii orazskojarzeń, które nieomal automatycznie narzucają obraz procesów, którymi sięzajmuję – i, co ważne, szalenie ułatwiają zrozumienie zależności pomiędzyelementami występującymi w analizowanym zjawisku. staram się również, aby tobyły odniesienia do najbliższego i dobrze rozpoznanego zakresu. dlaczego? bołatwiej wówczas takimi pojęciami operować. osobiście szczerze podziwiam, jakktoś buduje abstrakcje, w których występują na przykład "czas urojony" lub"przestrzeń urojona". powtórzę, po co nadmiernie komplikować to, co już samoz siebie jest skomplikowane.- są granice analogii.- jeżeli jedna nie wystarczy, będzie następna (i kolejne). przekonałeś się,mam nadzieję, w trakcie naszej poprzedniej rozmowy, że osobliwość ma wiele,bardzo wiele wspólnego z nieboszczykiem. a pozornie to tak odległe procesy,przynajmniej dla tych, co odbierają taki fakt "powierzchniowo". przy okazjido tematu jeszcze powrócę, bo ważny. - przyznaję, zapisywanie wzorów to niemoja działka, podsuwanie pomysłów to również może być niezły kawałek chleba.przy tym jaki ciekawy. choć zgadzam się, że przyjęta w tej rozmowie konwencjai używanie sądów oraz stwierdzeń zdecydowanych, to można poddawać krytyce.tylko że ja, zapewniam cię, rzeczywiście tak to widzę, w moim pogłębionym"oglądzie" ("oczami duszy") procesy ewolucyjne tak właśnie się prezentują.mam nadzieję, i chciałbym żeby tak było, że rozumiesz oraz akceptujesz styltej rozmowy i zaproponowane podejście (czyli prezentacji "obrazów-ujęć" dlaewolucji-Ewolucji). - zgoda, to jest moja i na dziś propozycja zobrazowania"tego wszystkiego", ale, przyznaj, pomimo obiekcji, nie daje się tak łatwo iod razu odrzucić. jeżeli potwierdzisz, na tym etapie to mi wystarczy.- chwytajmy byka za rogi, jaka to analogia?- ściśle biorąc, to nie będzie analogia. chcę bowiem wykorzystać istniejącezobrazowanie zjawisk, które pozwolę sobie określić jako "szacowny staroć".w niczym nie umniejszając jego zasług. dlaczego tak, za chwilę zrozumiesz.układ okresowy pierwiastków...- o, masz coś przeciwko układowi?- przeciw? - nie. ale proponuję oraz postuluję wzbogacenie. nie tyle treści,tutaj kompetencji nie staje, co kształtu i sposobu prezentacji. po prostumożna przeprowadzić "lifting" pięknego acz już nieco sfatygowanego wizerunku.6
  • 7. - wybacz, nie widzę powodu. obecny się sprawdza, jest funkcjonalny. i, takpo prostu, przyzwyczaiłem się do niego.- chciałbym zaznaczyć, szanowny kolego, że od czasu sprokurowania konkretnejformy nieco lat minęło. wiadomo już, że oprócz dwu wymiarów jest jeszczetrzeci. nawet czwarty. a lokalnie ten i ów o n-wymiarowaniu rzeczywistości wbajaniach na dobranoc dla zdolnych dzieci rozpowiada...- znów kpisz.- nie tak bardzo. zapytam: dlaczego ujęcie musi być płaskie i jednowymiarowejak kartka papieru? dlaczego dwa podstawowe, a nie trzy "codzienne" wymiaryoddają układ i zależności pomiędzy składnikami materii? dlaczego nie dodaćczasu, czyli zmian zachodzących w historii (w ewoluującym zdarzeniu)? fakt,wcześniej były trudności graficzne, techniczne – ale aktualnie symulowaniewszelakich procesów bardzo się rozpanoszyło. czy stoi coś na przeszkodzie,żeby dla wygody, atrakcji, lepszego zrozumienia przekształceń w onych trzyplus jeden wymiarach tak właśnie uczynić? moim skromnym zdaniem można to inależy zrobić.- jak?- jak, jak, prosto. są pierwiastki z grupy gazowej - będą u góry. późniejidzie cały zbiór atomów, które - tak to zatytułuję - "tworzą litosferę". anajniżej, w kolejności mas, te najcięższe, metaliczne. wyobraź sobie, że wtej chwili patrzysz nie na kartkę papieru, ale na bryłę o pewnym kształcie,którą masz przed sobą. widzisz jej stratyfikację i kolejne warstwy materii.widzisz powłoki i podpowłoki. wszystko ułożone w orientacji góra-dół.- nawet zaczyna mi się to podobać. ale czy to by się przyjęło?...- to nie koniec. dorzuć ruch, dodaj czas. uwzględnij dwa generalne kierunki,łączenie i rozpad. dodaj lokalne - tutaj izotopów – podleganie rozpadowi lubłączeniu... co dostrzegasz?- chaos.- na początku zawsze jest chaos. a teraz kolejny kroczek.- jeszcze jeden?- będzie ich więcej. ten w postaci sfery. zamknij, wyobraź sobie teraz, żecałą konstrukcję układu okresowego zamykasz w kształt kuli. stykasz ze sobąbrzegi, które są tak odległe w płaskim ujęciu. określasz bieguny – tworzysz"siatkę kartograficzna". i?- niezbyt.- jakie masz skojarzenie? wyżej użyłem określenie, przecież celowo, że jestlitosfera...- ziemia, glob ziemski.- planeta, to wystarczy. na ziemię nie warto się powoływać, wyjątek trudnoodnosić do normy. ale skojarzenie trafne. kula-układ okresowy pierwiastków.czyli z jednej strony abstrakcyjne ustalenie zasad współdziałania atomów –z drugiej fizyczne, bardzo konkretne upostaciowanie. liczę na twój głos zataką symulacją.- do referendum droga daleka. co zrobisz z "dodatkami"?- lantanowce itp.? kochany, cymes, coś wspaniałego. dostrzegasz na takim wwyobraźni (ale i w rzeczywistości) kręcącym się abstrakcyjnym globie twardą,głównie krzemową warstwę? a dostrzegasz pęknięcia w niej, taki "wulkanik" wjakimś "zakątku", dostrzegasz lokalny wypływ "lawy"? dostrzegasz, wspaniale.lantanowce i ta część zbioru, to efekt "nieciągłości" w czasoprzestrzeni, poprostu banalny "wyciek" z głębi. i zapewniam, w proponowanym ujęciu ładniesię to zaprezentuje. - nie zapominaj, że w takim modelu występuje ciągłyruch i wszystko płynie. że jest ciśnienie wewnętrzne i zewnętrzne, że ciąglenarasta temperatura (w zależności, który poziom analizujesz). całość tegoświata się "gotuje" i "bulgocze". dodaj jeszcze wzajemne wpływy magnetyczne,elektryczne, chemiczne, dodaj rotację względem wybranego punktu odniesienia– i tak dalej. interesujące?- ba...7
  • 8. - zaniemówiłeś? zupełnie niepotrzebnie. dopiero teraz wypadnie zrobić kroknajważniejszy - i najefektowniejszy.- przerwałeś w takim momencie, że czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.- cieszę się, że intryga "okresowo-układowa" cię wciągnęła. następna scenawedług scenariusz wygląda następująco. pustkowie. kamera ustawiona na dalekiplan, obejmuje szeroki zakres zjawisk. obraz wolno przesuwa się na ekranie,ukazując mało przyjazny teren. po horyzont niczego ciekawego ani nikogo niewidać. - zmiana ostrości i kadrowania. odległe elementy krajobrazu stają sięwyraźniejsze, pojawiają się szczegóły. z szarego tła wyłania się wędrowiec.przeciętnej postaci, nieokreślonego ubioru, bez przeszłości. sam na/w tle isam wobec otaczającego środowiska. - następna scena: w kadrze pojawia się domna pustkowiu. w złym stanie, zniszczony przez siły natury. z daleka poznać,że opuszczony. wędrowiec zbliża się, rozgląda i ostrożnie przekracza próg.kamera wędruje za jego wzrokiem. wszędzie pusto i typowe ślady świadczące,że dawno nikogo tu nie było. puste, brudne pomieszczenia, żadnych sprzętów.panuje półmrok. - w jednym z przemierzanych pokoi wzrok człowieka wyłuskujez szarości leżące na podłodze fotografie. zbliżenie. wszędzie widać leżące wcałkowitym bezładzie i częściowo wyblakłe zdjęcia różnych osób. najpewniejmieszkańców. wędrowiec zmęczony siada na podłodze. leniwie sięga po obrazki.początkowo znudzonym ruchem przerzuca elementy albumu, później z rosnącymzaangażowaniem. w miarę trwania (długiej) sceny praca staje się intensywna icoraz bardziej zorganizowana - oraz przemyślana.cięcie. kolejny kadr "filmu" przedstawia to samo pomieszczenie i tego samegoosobnika, ale w trakcie intensywnego krzątania się. kamera pokazuje wnętrzepomieszczenia. można dostrzec ułożone i uporządkowane fotografie. widać wzbliżeniach szeregi jakoś podobnych sobie, można zauważyć linie obrazków, naktórych znajdują się mężczyźni lub kobiety. w innym miejscu pojawia się ciągrodzinny, który rozpoczyna "praszczur", a kolejne pokolenia to "wznoszą" sięponad powierzchnię ziemi w trakcie poszczególnych "odsłon"-fotek, to znów popewnym czasie wtapiają się ponownie w grunt-tło. widać różne związki międzyrodzinami i pokoleniami. wysiłek porządkowania nabiera sensu. - w trakcieusilnej pracy nad "albumem rodzinnym" "poprzedników" zaczyna coraz mniejsząrolę odgrywać to, "jak" (w co konkretnie) są ubrani poszczególni osobnicy ijakie wykonują gesty, kto z kim jest w bliskich stosunkach i zależnościach.zaczyna za to dominować ułożenie według pytania "dlaczego?" są tak "ubrani"i dlaczego są ze sobą w "związkach". w całości obrazu nabierają znaczeniacechy głębokie wzajemnych relacji, czyli tworzy się "genetyka materialna"...- scena ostatnia przedstawia wędrowca przyglądającego się swojej pracyrozłożonej na płaszczyźnie podłogi.- dobry zadatek na kryminał.- bo to jest kryminał. metody dedukcyjne, szukanie wszelkich śladów, nawettak drobnych, jak pojedyncze cząstki, praca koncepcyjna, agenturalna (lub wnaszpikowanym przyrządami laboratorium) – to się składa na ten idący przezwieki pościg. za kim? doceniam twoją inteligencję. na pewno dostrzegłeś, żebył to opis, lekko fabularyzowany, jak dokonywało się poznawanie-tworzenieukładu okresowego. od pierwszego wrażenia, spostrzeżenia chaosu materii - doładu rubryk. stan aktualny wiedzy jest na poziomie "podłogi", płaszczyzny.związki ustalone. co pewien czas pojawia się nowa "fotografia" materialnegobytu. a raczej "strzęp" takiej fotografii, pojedynczy atom inaczej przecieżtrudno określić. wydaje się, że praca została zakończona... jak wspominałem,niekoniecznie.- planeta, sfera jako obraz? to ma być ten ostatni etap?- to zabieg wspomagający. chodzi o poważniejsze zagadnienie, częściowo jeporuszyliśmy... pytanie: czy takie ułożenie układu zamyka dalszą pracę? iodpowiedź: nie. zauważ, że choć jest to "rodzina", cały ciąg spokrewnionychze sobą składników - to jednak jest to "wycinek" większej całości. - wycinekznacznie większej całości.8
  • 9. - ...?- sam na to wpadniesz. popatrz na analogię ze zdjęciami, przeanalizuj takiezdarzenie w ramach cywilizacji. kiedy się pojawiły? niedawno. wcześniej byłyportrety, szkice, naskalne rysunki. a jeszcze wcześniej? przecież były licznepokolenia, których już nigdy nie poznamy, a które należą do naszej rodziny,i to na zasadzie koniecznej.- są jeszcze badania archeologiczne.- pięknie. ale, zauważ, kolego, że to jest działalność "na szczątkach", jużw zakresie "rwanym" (rozpadającym się) ewolucji (dowolnego ciała, bytu). tęanalogię postaram się wykorzystać, o ile nie zapomnę. ale idźmy dalej. jestjeszcze okres - i to jest ważne - którego w "fotografowaniu rodziny" żadnymimetodami nie osiągniesz. to czas "przed". przed pojawieniem się osobników.jednak nie zaprzeczysz, był i głęboko wpływał na to, co się działo dalej. -oczywiście nie jesteś bezradny. jest chemia, fizyka, genetyka (i inne takie)– ustalasz zależności na poziomie komórek, genów, składników genów. czujeszsię coraz pewniej. ale, zauważ to, działasz już poza "albumem rodzinnym". imusisz mieć tego świadomość. mówiąc inaczej, dzisiejszy stan materii musi -musi być uznany za zbiór "zdjęć" z albumu rodzinnego. ale tylko, podkreślamto, jednego "pokolenia". to jedna warstwa z całości. - to czasoprzestrzenniepowiązana ze sobą "grupa rodzinna". ale przed nią były inne rodziny, po niejnadejdą kolejne.- to mogę przyjąć, choć z trudem. jak jednak owe "zakryte" pokolenia opisać?wydaje się, że to nazbyt odległa historia, żeby ją poznać, już nawet nie to,jak wspomniałeś, rozpadająca się, ale nawet takich szczątków nie ma w naszymotoczeniu. - a po drugie, czy my w dalszym ciągu mówimy o jednym i tym samym"domu rodzinnym"?- genetyka. "genetyka materii". przyznaję, może poniosło mnie, może nazbytliterackie nazwanie, ale niewątpliwie wygodne. bo kieruje myślenie od razu wodpowiednią stronę. czyli odpowiedzią na twój problem jest logika. dlaczego?ponieważ, co oczywiste i naturalne, w tym przypadku wspomóc może badającegootoczenie eksperymentatora wyłącznie konstrukcja logiczna. tutaj zaczyna sięwielka rola Fizyki. na bazie fizyki. czyli na bazie dotychczas zgromadzonegomateriału dowodowego (te wszelkie "szczątki-fotografie") trzeba zbudować, adokładniej wydedukować "układ okresowy pierwiastków wszelakich". przeszłych,aktualnych, następnych. stan dzisiejszy w tym ujęciu to tylko cienki "pasek"całości. ważny, bo to punkt naszego startu do analizy i pojmowania świata (i"opoka", na której stoimy), ale to wycinek z całości. ile może taki "raport"liczyć stron-elementów? to łatwo ustalić. ale nie jest to obecnie w temacie,więc pomińmy.- mam wrażenie, że w ten sposób sam obecnie wykraczasz poza doświadczenie iże to nie jest konieczne.- jest! i nie dlatego tak to akcentuję, że coś mi się zwidziało, albo że wanalogiach posunąłem się zbyt daleko lub nadmiernie zaufałem powstającym naich gruncie skojarzeniom. - zastanów się, jak przeprowadzisz pełne opisaniesiebie bez twoich przodków? możesz naturalnie tak postąpić, zakazu nie ma.ale to będzie "ujęcie chwili", a nie pełna wiedza o rzeczywistości. nosisz wsobie "zapis" poprzednich (wszelkich) stanów, twój genowy garnitur szyty byłpokoleniami, ale twój "materialny garnitur" także powstawał "pokoleniami".pokoleniami kolejnych układów okresowych materii. obecny jest elementem "zciągu", składnikiem, "pierwiastkiem", kwantem układu nadrzędnego. jeden faktczy element to dziw, niezwykłość, coś odbiegającego od reguły, co domaga sięcudownego uzasadnienia. natomiast zbiór podobnych, choć różniących się bytów(procesów) to norma i normalność. ty, jako struktura fizyczna, zajmujeszmiejsce po swoich przodkach, a po tobie ten kawałek podłogi – na zasadzie,to tak nawiasem, "światów równoległych" - zagospodarują twoi potomkowie. wkażdym przypadku, zauważ, "obszar" zajętości generalnie jest ten sam, alejego zawartość ustawicznie się zmienia. - po jednej stronie "wyłaniają" się9
  • 10. z niebytu kolejne wrzeszczące berbecie, które rosną i rozpychają się corazbardziej "w twoim" do tego momentu świecie. w środku owego "domu" znajdująsię rodzice i trzymają to w ryzach. a na drugim brzegu "wtapiają" się w tłopokolenia dziadków. - wszechświat wypełnia głównie materia "aktualna". jestw nim też trochę przeszłej, a lokalnie pojawia się już przyszła (czyli ta,która "za chwilę" zdominuje okolicę). tę "nadchodzącą" już widać w trakciewykonywania dokładnych "fotografii"-doświadczeń...na tym jednak nie koniec. musi być dodany zakres zjawisk leżących poza tymujęciem. wcześniejsze warunkuje istnienie następnego, a zarazem determinuje.tu nie ma chaotycznego ciągu, jest następowanie "krok po kroku" – i zawszezgodnie z przynależnym "numerem". genetyka tworzy się w trakcie istnienianosiciela. a skoro tak, i to jest mocno fundamentalny wniosek zauważ, możeszna bazie obecnego rozpoznania zasady powstawania i cech materii zrobić to,co nigdy w taki sposób nie zaistnieje i nie będzie realnie postrzegane.chodzi o stany materii, kiedy obserwatora nie było lub kiedy nie będzie. alemusisz to zrobić. owe "inne albumy" składają się na całą bibliotekę "albumównarodu", na "wspólny dom"...- ależ to abstrakcja.- masz rację, to abstrakcja. to abstrakcyjny układ okresowy pierwiastków. zjednym elementem realnym (i namacalnym) - naszym dziś. materia abstrakcyjnawchodzi na salony i domaga się zauważenia. fizyk nie ma tu nic do roboty. tozajęcie dla "fizyki filozoficznej".- miało być także o archeologii.- dobrze, że o tym przypominasz... sam przyznasz, że fizyk bywa również (a wgłębokim rozumieniu procesów energetycznych zawsze) archeologiem. i nie mam wtej chwili na myśli badania odległego krańca wszechświata, skąd blask gwiazdwędruje latami. badając składniki materii natyka się na ślady rozpadającychsię pierwiastków, które tylko w specjalnych warunkach można poznawać. słowemjest archeologiem, bo babrze się w szczątkach, które kiedyś były normalnym,pełnoprawnym w świecie osobnikiem. albo, z drugiej strony, nim będzie.- sugerujesz? ...- sugeruję, postuluję inne, nowe spojrzenie na "materię". nie, że kiedyś tampowstała - i tak już zostało. a lokalnie coś się tam z nią dzieje, kiedy nawyodrębnioną z otoczenia "grudkę" działają jakieś siły. "atom" to nie elementstały i "zatrzaśnięty" w ramach swojej zmiany, ale że następuje, jak to wnormalnym i porządnym układzie być powinno, pozyskiwanie i tracenie, wzrosti zanik - ciągłe przekształcanie. "atom", to, co za atom się pojmuje, to wczasie i przestrzeni realizująca się dynamiczna zmiana – ale, ważne, trwającaskończony oraz policzalny przedział czasoprzestrzeni fizycznie rejestrowana"konstrukcja" energetyczna. brzmi nieco zawile, ale przecież kiedy zabrakniepokarmu - ciało ginie, kiedy atom spadnie poniżej zasobności umożliwiającejistnienie, również ulegnie rozproszeniu. żadna forma (cielesna) nie jest i zsamej zasady zmiany (ewolucji) nie może być dana na zawsze, odmienia się. idotyczy to każdego poziomu rzeczywistości, który jesteś zdolny wyróżnić. -owszem, zgoda co do jednego: idea atomu powstała dawno temu. rozumiesz? ideaczłowieka powstała w przeszłości, wyłonił się nad poziomy. ale każdorazowewcielenie też się wyłania i zanika. zbiór powstał kiedyś, ale elementy zbiorupowstają i zanikają wewnątrz zbioru ciągle. póki zbiór istnieje. "możliwość"atomu powstała dawno, ale konkretna, już fizyczna realizacja ulega ciągłej,"przewidywalnej" przemianie. więcej, to ta "stabilna zmiana" jest tym, co wotoczeniu uznaję za "atom" (czy inny dowolny stan chwilowego "skupienia").zbiór stabilizowany jest zmianą, tworzeniem się nowych i zanikaniem starychskładników. generalnie, w pewnym uproszczeniu, zbiór wykazuje w obserwacjizewnętrznej cechy stabilizacji, ale do czasu. natomiast składniki zbioru(jednostki-obywatele) tak długo nie istnieją, obumierają według kolejnościpojawiania się (kolejność "do piachu" jest zawsze oraz wszędzie zachowana).fizyk w swojej doskonałej materialnej mieszaninie poznaje-rejestruje każdy10
  • 11. fakt, wszystkich "obywateli". należących do aktualnej elity, więc najbardziejważnych i zasobnych, ale i pariasów z marginesu. bada także to, co zostało wpostaci jedynie szczątkowej. każdy element układanki jest ważny, konstytuujecałość. na jednym brzegu fizyk jest grabarzem i archeologiem - na drugimakuszerem. po jednej stronie ostatni gasi świeczkę, po drugiej obwieszczaświatu nowinę. że nadchodzi nowe. i czas się na ławeczce posunąć.ciemna materia i energia... tak-tak, pamiętam, spieszysz się. spróbuję krótkowypunktować. widoczne i jakoś zrozumiałe elementy rzeczywistości to kilkaprocent koniecznej całości, taki stan rzeczywiście może zakłócać spokojnysen "obmacującego" otoczenie na wszelkie dostępne sposoby "fizyka". ale czypowinien? rozejrzyj się. przykład z brzegu: góra lodowa. płynie sobie po/woceanie atomów i wystaje nad powierzchnię. w jakiej proporcji do otoczenia?parę procent podlega nadprogowo obserwacji. przypadek? a wzajemne relacjepomiędzy "warstwami" materii? stosunek fotonów i elektronów. - albo zajrzyjwyżej-głębiej: elektronów wobec atomów, atomów oraz komórek biologicznych –biologicznej podbudowy do komórek neuronalnych. jest podobnie? kolejny fakti zakres: życie. życie w jego pionowej stratyfikacji. przypomnij sobie, jaksię czułeś na lekcjach biologii, kiedy była mowa o piramidzie zależności iwzajemnego zjadania się. jak w tym przypadku kształtują się proporcje "bazy"i "nadbudowy"? a relacje pomiędzy ciałem-nosicielem i umysłem? ... właśnie,świadomość. znasz te bzdurne bo bzdurne, ale wynikające z jakiś obserwacjiustalenia, że mózg pracuje na niewielkim zakresie, a cała reszta to ugór inadmiarowość. zbieg okoliczności? mam nadzieję, że dostrzegasz powiązaniapomiędzy tymi zdarzeniami i wewnętrzne proporcje. - oczywiście nie chodzi oszczegóły czy identyczność liczbową, ale o zasadę. zakres widoczny, dostępnynadprogowo do obserwacji jest wielkością zmienną, zależy od umiejscowieniaobserwatora i technologii spoglądania. lecz zasada wydaje się jednoznaczna:kolejne "piętro", poziom-warstwa ewolucji zawiera się, tworzy - wyłania wobrębie podpoziomu. podpoziom "żywi", "unosi", "wypycha" "w górę" strukturymaterialne poziomu...sprawa druga: o wyższości logiki nad fizyką. lub odwrotnie. - czyli gdziejest "środek"? konsekwencją przyjęcia obrazu zdarzeń, w którym wielkościamibrzegowymi są maksymalny rozpad oraz maksymalne połączenie, jest pytanie opunkt środkowy. jeżeli rozejrzeć się, sprawa punktu wyróżnionego i jakiegośśrodka nie występuje. wywłaszczanie z kolejnych miejsc wybranych w historiiprzebiegało sprawnie i skutecznie. ale logika się upiera: środek musi być.błąd? otóż nie. logiczna interpretacja i fizyczne obserwacje spełniają wymógpoprawności. środek jest, i jest jednoznacznie wyznaczalny. i się znajduje -wszędzie. dokładnie tak. wystarczy spojrzeć w niebo (lub siebie), żeby sięprzekonać, że tak skrajnie odległe w logicznym modelu brzegi procesu dziejąsię, fizycznie znajdują obok siebie. maksymalny rozpad "otacza", po prostubezpośrednio "styka" się z maksymalną zapaścią (połączeniem w jedność). amateria, materia we wszelakich postaciach, z/w której jestem (jesteśmy) - tonic innego, jak "sprawa uboczna" owego stykania. zobacz, w logicznym ujęciu,czyli rozciągniętym, gdzie zdarzenia "nanizane" są na prostą i uszeregowane,proces biegnie od jednej strony do drugiej w sposób ciągły, i biegnie długo.w efekcie po drodze, skutkiem zawirowań ewolucji i jako konieczność, tworząsię lokalnie materialne "zgęstki". natomiast kiedy fizycznie, doświadczalnieustalam przechodzenie stron w siebie bezpośrednio, to tym samym całą tak wprocesie zaobserwowaną "zawartość", stadia pośrednie muszę zdefiniować orazopisać jako realizujące się "w bok". logicznie wyznaczone stopnie-warstwydokonują się w realności "ubocznie"... kiedy w ujęciu graficznym przepływenergii pomiędzy punktami brzegowymi będzie oznaczony jako linia prosta, tomaterię na takim rysunku będzie symbolizować prosta prostopadła do niej. wtakim obrazie "materia" jest faktem logicznie absolutnie koniecznym – aczfizycznie ubocznym... jeżeli w kolejnym doświadczeniu stwierdzam fakt, że -skutkiem rozpraszania - materia zajmuje cały poznawany układ, tym samym mogę11
  • 12. powiedzieć, że środek procesu jest w każdym punkcie. a skoro środek - to ibrzeg. fizycznie środek i brzeg są wszędzie. jednak, co podkreślam, logicznieprzynależą do ściśle i jednoznacznie wyznaczonego miejsca...trzy. czasoprzestrzeń. nie zaprzeczysz, pojęcie związane z materią. i można zniego "wycisnąć" coś ponad dziś stosowane. dowód?, proszę. odwołam się kolejnyraz do analogii z życiem osobniczym, obecnie jako odniesienie do dowolnegojuż procesu, co chyba oczywiste. - w jaki sposób można opisać życie człowieka?poprzez chwilę lub historię. poprzez integralną (w twojej obserwacji) całośćwyróżnionego stanu chwilowego - albo zbiór faktów, które znajdują się w pamięci(lub bibliotece). można taki opis nazywać "punktochwilą" i "kontinuum", alerekomenduję ci termin-pojęcie "czasoprzestrzeń chwilowa" oraz "czasoprzestrzeńabstrakcyjna". że chodzi o czasoprzestrzeń, to zrozumiałe. że chwilowa, takżeoczywiste. ale czy abstrakcyjna? - wyodrębnioną jednostkę z wydarzenia, czylijakiś konkret, np. sekundę procesów fizycznych twego ciała, określisz z całąpewnością jako zdarzenie realizujące się w czterech wymiarach. a dzień, rok,dekada z życia, całe życie - czy to również będzie czasoprzestrzeń? że procesdokonuje się w ramach czasoprzestrzeni, to nie podlega dyskusji. że jednostkiskładowe są złożone z punktów-i-chwil, to jasne. ale pojawia się pytanie, czyistnienie zawarte pomiędzy ewolucyjnymi brzegami również można skalować przypomocy czasoprzestrzennych formuł? czy można takie "istnienie" wyodrębniać zotoczenia, i to pomimo faktu, że w tak zdefiniowanej łącznej postaci przecieżnigdy nie występuje? - czy, inaczej to ujmując, życie to tylko "chwila", czytakże zbiór chwil - "konkret" czy "gatunek"?przekonany jestem - i ciebie chciałbym do tego przekonać - że wnioski, którepłyną z odpowiedzi na to pytanie, są ważkie. co bowiem uzyskam, kiedy jednośćwydarzenia, którym dla obserwatora zewnętrznego jest całe życie osobnicze,wyskaluję i opiszę wzorem? to będzie oznaczało, że byt abstrakcyjny, obecnyjedynie w szarych zasobach umysłu, byt-fakt nigdy nie istniejący fizycznie włącznej postaci, poddaję analizie tak, jakby istniał. rozumiesz? z chwil, zpunktochwil buduję w umyśle obraz czegoś, co nigdy tak nie zaistnieje. aniteraz, ani nigdy. dzięki takiemu działaniu mogę, na bazie zdarzeń przeszłych,ustalić rytm zmian kształtujących zjawisko. i w konsekwencji stworzyć modelzdarzeń przyszłych. nie horoskop, nie wróżbę – tylko model... powiesz, że tonic wartościowego, że budowanie modeli zawsze było głównym zajęciem umysłu.ale jeżeli spojrzysz na rzeczywistość (np. aktualną całość wszechświata) jakochwilę, jeżeli "całość" obserwowanego procesu potraktujesz za "czasoprzestrzeńchwilową" - to skonstruowanie, stworzenie abstrakcji nadrzędnej banałem jużnie będzie. dlaczego? bo zasadniczo zmienia się punkt obserwacji. - wyrażę toinaczej, zupełnie otwartym tekstem: w opisie otaczającego świata należy zrobićto samo, co fizycy tak skutecznie przeprowadzili w głąb, dla małych i bardzomałych struktur (choć sami zdumieni, że to się tak sprawdza). obecnie podobnyopis trzeba wyznaczyć w górę i w dal. czyli słynne powłoki, podpowłoki, liczbykwantowe, i tym podobne, trzeba ustalić dla struktur dużych i bardzo dużych.oczywiście nie mechanicznie, ale chodzi o to samo.jeszcze raz spytam, czy dostrzegasz konsekwencje wprowadzenia do analizy ipojmowania rzeczywistości pojęcia "czasoprzestrzeni abstrakcyjnej"? przecieżnie rozchodzi się o to, żeby wyznaczać kolejne fazy z żywota, wszak podziałna okresy (i odmiany charakterologiczne) już dawno został przeprowadzony. alemożna takie modele abstrakcyjne budować dla dowolnego zjawiska. pogoda czytrzęsienia "opoki" pod nogami, czy wszechświat - nie ma ograniczeń. żadnych.rzeczywistość obserwowana zawsze jest tylko chwilą. i jakby twoje możliwościobserwacyjne nie były rozbudowane, w obrębie chwili pozostaniesz. - natomiastgłównym, fundamentalnym zadaniem umysłu poznającego świat jest "dobudowanie"do murów pojedynczej celi obrazu całego więzienia. i jest to zadanie wykonalne.bo chwila warunkowana jest przeszłością, a zarazem warunkuje przyszłość. zaścałość zawsze, zawsze jest tylko abstrakcją.12
  • 13. - układ okresowy pierwiastków- ewolucja w toku zachodzenia – pomysły odczytaniaw tym momencie, ponieważ mam świadomość głębokiego zakotwiczenia w postrzeganiui analizowaniu świata tradycyjnie pojmowanego zbiór elementów, który uzyskałhistorycznie nazwę "układu okresowego pierwiastków", musi paść stwierdzenie,że jest to konstrukcja chwilowa, oddająca stan wiedzy "na teraz". dlatego teżwymaga w dalszym działaniu poznawczym "przemodelowania", nowego podejścia izobrazowania. a ponieważ jestem o tym głęboko przekonany, poniżej, na klikukolejnych kartkach, przedstawiam niepełny, siłą rzeczy, zbiór pomysłów, jakmożna odczytywać i modyfikować układ okresowy. wszystko w oparciu o ułożeniedzisiejsze. - a jako dodatek (uzupełnienie) do tych stron muszą pojawić sięwszystkie następne, które, mam taką nadzieję, wesprą wyrażone tu zdanie.-1. pierwszym ze sposobów, który się narzuca (kiedy przeglądać formę i aktualnykształt graficzny układu), wywodzi się z liczb kwantowych. chodzi głównie onarastające pionowo (7 pozycji) i poziomo (7 + 1) rzędy (grupy), które swoimzapełnieniem oddają, są podporządkowane liczbom kwantowym. zasadniczo idzie orytm 2-8-18-32-50-72-9 (ilość elementów na poziomach). - wcześniej padło, żeschemat został skomplikowany (i skompilowany), że został zbudowany w formuleprzebiegu dla "izotopów" (rytm 4-16-32...), ale posiada kształt, jakby był wukładzie pierwiastków głównych. efekt? skutkuje to tym, że na kolejnych, jużdalszych pozycjach, brakuje dodatkowego wymiaru (czyli następnych wielkościkwantowych, 2-6-10-14-18-22- ). owszem, owe dodatkowe stany pojawiają się jakouzupełnienie i dodatek, co ratuje geometrię układu (jego symetryczny kształt),ale burzy logikę zapisu. w tej sytuacji może sprawiać trudność oddzieleniepierwiastków powstałych "pobocznie", jako następne już rzuty fali zdarzeń (copowoduje, że niektóre pierwiastki znajdują się w innym miejscu). wszystko zgrubsza zgadza się na pierwszym i drugim poziomie, tu wielkości są zgodne zliczbami. może to wynikać z faktu, że ewolucja w tym przedziale dopiero sięzaczyna i występuje mała różnorodność elementów. natomiast dalej pojawiają sięodchyłki, i to narastające. to efekt tego, że zwyczajnie i po prostu potrzebaczasu na realizację niektórych struktur (atomowych). a po drugie, co posiadazasadnicze znaczenie dla obrazowania (i rozumienia) procesu, niektóre "atomy"już nigdy nie powstaną. powód? ponieważ brakuje na ich realizację energii wtutejszej "czaso"-"przestrzeni".2. ciekawym podejściem do problemu (tu odczytu), jest uwzględnienie w analizierozkładu poziomego pierwiastków i ich właściwości. to znaczy, uszeregowanie iopisanie od maksymalnie aktywnych (chemicznie i fizycznie) - aż po "pasywne","szlachetne" helowce. takie ujęcie to jednocześnie obrazowanie całego ciąguzmian ewolucji: od jednej strony (jednej półkuli) do drugiej, z końcem na/wdrugim biegunie – ale także ułożenie elementów układu w powiązaniu z innymi.przecież nie ma wyizolowanych, na zawsze osobnych od otoczenia atomów-faktów(i zbiorów atomów, pierwiastków), to stan na dziś, zmiana ujęta w konkretnąpostać. ponieważ wszelkie procesy ewolucyjne uzyskują maksymalnie postać sfery,to ułożenie tak nakreślonych linii prowadzących do zaistnienia konkretnychelementów będzie przypominać inne rozpisanie składników świata, a mianowicie"siatkę kartograficzną" na globusie. i co tu ważne, z wszelkimi konsekwencjamitego obrazowania (łatwo wyobrażalnymi). punkty przecięć siatki to będą miejscawyróżnione i węzłowe (to analogia do węzłów na/w fali), a zaistnienie dokładnie"w punkcie" węzłowym to byłby taki "szlachetnie" nieaktywny atom.uważam, jestem przekonany, że zobrazowanie układu pierwiastków jako "globu"(czyli planety, i to w ciągłej rotacji), ma sens. naniesiona na kulę siatka,"podziałka" w postaci pionowo-poziomych linii (zależności), znacząco wspomożezrozumienie wzajemnych relacji, a przede wszystkim uplastyczni tak analizowanyproces. oraz nada mu charakter czaso-przestrzennego, czyli przebiegu, któryjest obserwowany (i odczuwany) na co dzień – i wszędzie.13
  • 14. -3. kolejna propozycja dotyczy zdarzeń "wyłaniających", "wciskających" się na/wpostrzegany poziom ewolucji (tu atomowy), wchodzących pomiędzy już istniejąceelementy jakiś "nowinek", które rejestruje doświadczenie. można spojrzeć nato pod kątem zmiany w toku (energetycznie rozciągniętej na etapowy ewolucji,którą postrzegam "po kawałku"). proponuję, wydaje się to możliwe, żeby takiestany potraktować jako pośrednie, które tworzą się w czasie przechodzenie odjednego elementu do drugiego (od jednej "chwilowo dopełnionej" już formy donastępnej - jednak zawsze jako efekt wzajemnego wynikania i współdziałania zesobą procesów, jako efekt "następowania" zjawiska w linii, po sobie – i jakoprzynależące do jednej "rodziny"). - w trakcie takiego przechodzenia międzyjuż istniejącymi kształtami (wyróżnionymi z tła "punktami-atomami") powstająlokalne "zawirowania" i nowe elementy, czyli np. "izotopy". albo krótkotrwałefakty w postaci laboratoryjnego pierwiastka. krótki czas ich przeżywalności wtym świecie to najlepszy dowód ich przejściowego stanu. mówiąc inaczej, są touchwycone "na gorąco" (w przejściu) "zgęstki" energii między kolejnymi ważnymikwantowo punktami ewolucji (szczególnymi miejscami na fali). jednak które, cowarto podkreślić, z chwilą przesunięcia się całościowego środka ewolucji i nanowo ułożenia granic świata (np. inna temperatura), uzyskują szansę (i tylkoszansę) "ustabilizowania" się w tych chwilowych stanach (np. jako "izotopy"dla mnie) - i mogą trwać przez pewien okres. co było tylko chwilowym faktem ipojawiło się, żeby zniknąć, stopniowo, przy sprzyjających warunkach, staje sięcoraz bardziej stabilnym (i twardym) ciałem.w takim modelu izotopy, a szerzej wszelkie pierwiastki szybko się rozpadające(a już zupełnie szeroko wszelkie byty, które wyróżniam w otoczeniu), to formyprzejściowe, chwilowe stany energii w trakcie przemiany. zaistniały nadprogowoi cieleśnie (fizycznie), wynurzyły się na moment z kwantowego oceanu, i zarazponownie wtopią się w tło. to "namacalne" (podległe obserwacji i mierzeniu)efekty przejścia między jednym a drugim etapem ewolucji. im dłużej toczy sięzmiana, tym więcej elementów i więcej cielesnych bytów. ale tym również, coistotne, bliżej końca...4. występuje w układzie podział na grupy główne oraz poboczne, do pierwszychzalicza się te oznaczone pionowymi rzędami pod literą "a", a do pobocznych sąwliczane grupy i rzędy pionowe oznaczone literą "b". z tym, że zostały one,skutkiem następowania po sobie zarejestrowanych wielkości mas atomowych (i wtakim działaniu porządkującym było to nieuchronne), wpisane w rzędy poziome.a to wprowadza zamieszanie.po pierwsze, nastąpiło, według mojego przekonania, przemieszczenie grupy "b"z drugiego poziomu do trzeciego. dlatego, że już na drugim poziomie powinnobyć 16 pierwiastków. (a dokładniej mówiąc, grupę przesunięto nie z drugiegodo trzeciego, ale z trzeciego do czwartego, w trzecim jest po prostu za małopierwiastków.) - powstaje więc pytanie: jak należałoby rozmieścić te pobocznepierwiastki? czy w rytmie 2-6, to znaczy wpisać w rytm 2-6-10, jak domaga siętego kwantowanie i umieścić je z boku? a może, co także nie byłoby bez sensu,umieścić je pod pionowymi rzędami grupy "a"? czyli jako pierwsza przychodzigrupa "a", a niżej "b" - jako proces, który powstał już "pobocznie". i jeżeliteraz zobrazować to jako sferyczną zmianę w trakcie (dziejącą się), to grupa"b" byłaby po jednej stronie, "a" po drugiej stronie równika takiej kuli. wtym ujęciu część "a" byłaby tworzącą ("wyłaniającą") się stroną procesu, astrona "b" zstępującą (zanikającą) do stanu "martwoty", w zakres podprogowy.co istotne i ciekawe, w takim zobrazowaniu pierwiastki poboczne byłyby trwałymii najbardziej twardymi, sztywnymi. co zresztą występuje, przecież to one, wobecnej chwili świata, zawierają w swoim zakresie najbardziej stabilne stanypierwiastkowe (żelazo i inne metale). a izotopy kolejnych pierwiastków – to,co określa się jako "izotopy", prezentują się w tym obrazie jako ewolucyjnefakty, które się jeszcze nie "usamodzielniły" – albo ich czas już przeminął(i dlatego widzę nędzne "resztki").14
  • 15. -5. "trzecia linia" w procesie? - czy rejestruję całość?w czym rzecz? chodzi o to, że widoczne w dzisiejszym układzie okresowym dwielinie zmiany to nie musi być wszystko. - owszem, podziału generalnego, że sądwa kierunki zjawisk (rozpad oraz łączenie), tego zbioru o żaden fakt już niepowiększę, ale to przecież nie oznacza, że w układzie nie może zawierać sięwięcej linii wydarzeń. jak, na jakiej zasadzie? jeżeli środek rzeczywistości,stan aktualny świata uzyska w procesie ewolucyjnym nową jakość (przemieści sięw nowy stan energetyczny), to przecież musi, po prostu musi to odzwierciedlićsię w "kształtce" (strukturze) elementów układu pierwiastków (zaistnieje cośw procesie nowego, a coś starego wypadnie z gry). zmiana konfiguracji, zmianarozmieszczenia elementów musi przełożyć się, z jednej strony, na stan całościi funkcjonowanie zbioru (inaczej będą ze sobą reagować składniki, zwiększy sięlub zmniejszy zbiór możliwości wymiany energii między nimi) – ale z drugiejmusi to przełożyć się, co zrozumiałe, na graficzne zobrazowanie materii, czyliw tym przypadku "sztywny" układ okresowy pierwiastków.stąd wniosek, który został zasygnalizowany na wstępie, że może się w takiejzmianie pojawić "trzecia linia", jest zasadny. tyle że, i to jest tu warunkiemzasadniczym – w takim przypadku jedna z już istniejących (dziś) linii zniknie– po prostu "zajdzie za horyzont" (zdarzeń). co innego będzie wówczas stanemmaksymalnym i aktualnie środkowym. a fakty, wszelkie byty dawniej dominujące,będą się "pętać" lokalnie i po kątach, i w postaci, tak to trzeba określić,"nędznych resztek" (czyli izotopów). - albo, to dopełnienie tego obrazu, będąna tak wyróżnioną w analizie chwilę (w ramach zawsze "do przodu" generalnieprzebiegającego procesu) tylko dobrze zapowiadającymi się zdarzeniami, któredopiero "za moment" zdominują ten lokalny świat (i okolice).może więc być tak (i to chyba nie jest złe tłumaczenie i podejście do odczytuukładu), że "trzecia strona" pojawi się, kiedy środek ewolucji przesunie sięna nową pozycję i utworzy się inny kształt-stan-chwila wszechświata. przecieżto, co uważam dziś za "wszechświat" (podążając za obrazami podsyłanymi przezastronomię czy fizykę), to konstrukcja dynamiczna, która miała początek, mastan obecny (umiarkowanie stabilny) – i "za moment" dziejowy się skończy. natym bazując mam prawo twierdzić, że to, co jakoś obserwuję, to stan wybranyz całości, że to "kadr z filmu". i że, w ramach każdego "kadru", co innego jeststanem przewodnim (środkowym). - mówiąc inaczej, w tym ujęciu zasada byłabysyta – i realność zachowana.aktualnie, na dziś, obserwuję taką sytuację, że dwa pierwiastki "prezentują"się jako bieguny "globu", są do siebie na skrajnych pozycjach - ale przecieżw ewolucji wszystko płynie i się zmienia, w naturze nie ma zastoju. dlatego"po jakimś czasie" jeden z tych biegunów "zniknie" i na jego miejsce wejdzienastępny pierwiastek - "ten trzeci". a w kolejnych "krokach" (kwantowych) iten może przesunąć się "na równik" i zdominuje sytuację (będzie najliczniejreprezentowany, bo "równikowo"). a na opuszczone w taki sposób miejsce wejdziejeszcze następny, i też jako "trzeci". - dla obserwującego proces ewolucyjnyzawsze (i wyłącznie) "widać" dwa bieguny sfery, ale każdorazowo są to inne,"odnowione" już bieguny zjawiska. sfera ewolucji "przekręciła się". - zmianaenergetyczna w taki sposób opisywana to byłoby coś takiego, że z jednej stronynastępuje "zachodzenie" za horyzont (linię graniczną) zdarzeń należących dojednej części układu (np. linii wodoru), ale jednocześnie, co tu istotne, podrugiej wyłania się "zza horyzontu" ów trzeci pierwiastek. i wówczas to, coobecnie jest na brzegu, czyli linia helowa, w trakcie swojego przemieszczaniasię w czaso-przestrzeni, staje się linią środkową i dominującą. a po drugiejstronie, przeciwnej, na miejsce helu, pojawiłby się następny trzeci, jeszczedziś nie istniejący element. i to on będzie w takich okolicznościach brzegiem.itd. jak widać, koncepcja przesuwania się zdarzeń i elementów poza horyzontma w sobie coś pociągającego, coś, z czym umysł może się oswoić. taki opiszjawisk jest zbieżny do wszelkich postrzeganych procesów.15
  • 16. -6. dwukierunkowość i naprzemienność ułożenia w ewolucji kierunków wprowadzajeszcze inny ciekawy temat do analizy, który warto prześledzić.skoro po jednej stronie kuli znajduje się "gniazdo" i "biegun" pierwiastków"aktywnych", a po drugiej prawie zupełnie "biernych", to stany pośrednie ułożąsię dalej w taki sposób, że linie łączące bieguny utworzą ciąg zjawisk, któredziś są reprezentowane w układzie jako linie poziome. czyli energia budującastrukturę, przemieszczając się pomiędzy "biegunami", rozpoczyna swój szlak odpierwiastka aktywnego, żeby po przejściu całej linii znaleźć się na dole, wstrefie mało aktywnych. w tym ujęciu kula ewolucji byłaby "jednotorową": zgóry na dół. to znaczy, zawsze liczyłoby się od wierzchołka "aktywnego", akończyło na dolnym, "biernym" biegunie.ewolucja w takim obrazie to sfera, która zapełnia się "liniami" i "bruzduje"- "zamarza" w trakcie zmian, kształtuje się w stabilny i twardy "grunt" podnogami. dla mnie "wieczny", w ujęciu logicznym zawsze tylko "na chwilę".doprecyzowanie: zaprezentowany model opiera się na przechodzeniu zmiany, tu wformule "atomów" (i zbiorów atomowych, pierwiastków) od bardzo aktywnego stanuna stronę drugą, na drugi biegun (mało aktywny). przy czym, co posiada tutajznaczenie, również i ten "bierny" chwilowo biegun, kiedy ewolucja przemieścisię dalej, staje się biegunem aktywnym, a idące od niego linie, teraz już kunastępnemu brzegowi (ku górze), wytwarzają pierwiastki coraz mniej aktywne,"zamierające". jedna ewolucja, jedna sfera ewolucji przechodzi w następną, ata następna znów w kolejną. "zagięcie" (zawinięcie, zakrzywienie) się procesuw nowym wymiarze (powyżej lub poniżej wyróżnionego) powoduje, że cała zmianaprzechodzi na następny poziom. ale, co niezwykle ważne, dopiero razem, łącznieoraz całościowo tak wyróżnione poziomy tworzą postrzegany fakt – tu w formule"układ okresowy pierwiastków". proces energetyczny biegnie wielowymiarowo (iwielopoziomowo), ale w odbiorze, w mojej rejestracji jest to jedność. tworzysię więc "przekładaniec" poziomów zdarzeń, "cebula" zdarzeń – wielowarstwowa,wielowymiarowa rzeczywistość (fizyka). w kolejnych "zakrzywieniach" procesukształtujące się pierwiastki, coraz twardsze i stabilniejsze, budują się, takto można opisywać i postrzegać, niejako "pod" tymi aktywnymi i miękkimi ("wgłębinie" i pod "ciśnieniem"). efekt takiego złożenia procesów? buduje sięcoraz niższy poziom rzeczywistości o coraz liczniejszej reprezentacji twardychi trwałych układów (analogia - to uwarstwienie planety), aż do "stabilnego"i głęboko leżącego metalicznego jądra.inaczej mówiąc, proces w miarę przebiegu stygnie, gęstnieje i robi się corazbardziej podobny do "ciała osobliwego" - i zamiera. sfera ewolucji wypełniasię, twardnieje oraz stabilizuje (dochodzi do zapełnienia wszelkich możliwychstanów układu). jeżeli obrazować rzeczywistość jako strukturę wielopoziomową- to na każdym z poziomów powstają coraz twardsze układy, coraz zimniejsze(w opisie "do dołu", przy odwrotnym kierunku będą tworzyły się struktury, tozrozumiałe, coraz luźniejsze). po dotarciu wyróżnionego procesu do końca (iwyczerpaniu wszelkich możliwości), przechodzi on na/w niższy poziom – kiedyewolucja jednego poziomu się dopełni, następuje jej biegunowe "zakrzywienie"w następny. i buduje się nowy ciąg zdarzeń, już na tym niższym.po przejściu "linii bruzdowania" z jednej strony ewolucji na jej drugi punktbiegunowy (bruzdowanie – to analogia do kształtowania się komórek w trakciepodziałów), następuje nie zakończenie procesu, lecz trwa on dalej. ewolucja"w poziomie", "w płaszczyźnie" się wyczerpała, ale to przecież nie oznacza,że wyczerpały się możliwości. proces "schodzi do podziemi" i biegnie równieswobodnie poniżej wcześniej wyróżnionej powierzchni, już nie w tej samej, copoprzednio płaszczyźnie, lecz "niżej" (lub wyżej). tutaj ponownie, jak byłoto na wyższym poziomie, linia biegnie do drugiej strony i przechodzi przezwszelkie stany pośrednie - a całość kończy się dopiero po zrealizowaniu, powyczerpaniu wszelkich możliwych poziomów. i kończy się całkowitym bezruchem(lub całkowitym chaosem w drugim przypadku).16
  • 17. -7. ciekawym zagadnieniem jest istnienie nuklidów u układzie okresowym. tzn.takich stanów-elementów, które nie posiadają izotopów – czyli, inaczej mówiąc,nie są otoczone "atomową rodziną". - podkreślam, zastosowana tu terminologia,"nuklid", nawiązuje do takich "konstrukcji" w chemii czy fizyce, ale odnosisię jedynie do szczególnego rodzaju atomów wyróżnionych w układzie. mianowicietym wyróżnionych, że nie posiadają form "pobocznych", to znaczy "izotopów".a więc jakoś podobnych i zarejestrowanych "odmian" tego samego pierwiastka.ponieważ użyta nazwa może wprowadzać zamieszanie, dlatego to wyjaśnienie jestkonieczne. nuklid w układzie to "atomowy samotnik".po skrupulatnym przejrzeniu zbioru takich "indywidualistów", można się ich wtabelkach doliczyć 21 sztuk. jednak, jak wynika z obliczeń kwantowych, zbiórtakich elementów jest większy i wynosi 27. zamierzam wrócić w tej chwili dotego zagadnienia, ponieważ z wstępnej analizy wynika, że ewolucja, formowaniesię struktury pierwiastków jeszcze się nie zakończyło, że nawet daleko do tegomomentu (co i tak było oczywiste z powodów innych).pytanie zasadnicze w tym momencie brzmi: dlaczego "nuklidy" są i dlaczego sątakie? a po drugie, czy nuklidów rzeczywiście jest 27 sztuk, to również wymagawyjaśnienia. pytania o naturę nuklidów, czyli jednostek w ramach układy, sąważne z tego powodu, że przecież każda ewolucja to zarazem rozpad i łączenie- i nic z tego fundamentalnego schematu zjawisk się nie wyłamuje. czy więc niedotyczy to nuklidów, czy w swojej ewolucji nie przechodzą takiego procesu? tobyłoby nieporozumieniem, logiczną głęboką sprzecznością. wszystko, każda wotoczeniu postrzegana zmiana (ewolucja) jest, i to jednocześnie, rozpadem iłączeniem. dlatego pytanie, skąd w układzie (a najpewniej również w każdejewolucji), takie pojedyncze oraz nie obarczone "rodziną" twory, jest ważne,a odpowiedzi, które muszą zostać zweryfikowane, są następujące:po pierwsze (co jest wielce prawdopodobne), ich drogi ewolucyjne, ich stanyenergetyczne należą jednocześnie do obu linii. - to znaczy, że choć są w obukierunkach reprezentowane na równej zasadzie (ale nierównomiernie ilościowo),to występują w obu torach te same, nie różniące się między sobą fakty (czylikoniec i początek jest taki/ten sam). i mimo że generalnie podlegają łączeniui rozpadowi, nie można ich rozróżnić w tym procesie, ponieważ mają takie samewielkości liczbowe (i fizyczną postać). kiedy zobrazować to falowo, mogą tobyć ważne punkty przejścia fali przez oś symetrii, a nuklidy byłyby wcielonym(obleczonym) w materię stanem fali w tym miejscu.po drugie, co pojawiło się w innym liczeniu i obrazowaniu układu okresowego,nuklidy występują jako "jedynki" po każdej ze stron ewolucji i nie mają oboksiebie niczego więcej (tacy "samotnicy"; - albo, inne obrazowanie, "komórkimacierzyste"). wydaje się, że może być i tak, że nuklidy, czy to rozpadającsię, czy łącząc, nie uzyskują szansy na zbudowanie wokół siebie w przestrzeniinnych, pośrednich stanów. być może gra tu rolę powstający w ewolucji "ścisk",kiedy zmiana dociera do brzegu. czyli kiedy, na skutek geometrii, pojawia się,zaczyna istnieć i dominować stan graniczny ("ściana", płaszczyzna końca). gdyewolucja dochodzi "do wierzchołka", "do brzegu" kuli, wówczas nie na miejscana nic więcej, po prostu zakres swobody się wyczerpał – na/w brzegu jest tylkojeden kwant (jedna warstwa), jest tu miejsce wyłącznie na jednostkę (biegunjest punktem). przy/na granicy świata pozostaje już tylko jeden fakt (kwant),on kończy (lub zaczyna) piramidę ewolucji, jest niczym "punkt węzłowy".ciekawe w tym ujęciu stanu granicznego jest to, że nuklidy rozpadałyby się iłączyły niejako "same w siebie" (czy "przez siebie"). interesujące jest to wtakim obrazie, że nie jest to niemożliwe. rozpad oraz łączenie muszą być, alepowstający nowy element jest zarazem "doskonałą" symetrią wobec tego, co byłowcześniej, jest powieleniem poprzedniego tworu. to tak, jakby przekształcićjeden stan na/w drugi bez zniekształcenia. bez zmian, które powstają w każdyminnym przekształceniu. w takim przypadku oś symetrii wypadałaby dokładnie wpołowie tego stanu (nuklidu). i byłaby doskonałą (mniej-więcej) osią symetrii.17
  • 18. - nuklidy- punkty graniczneistotne w wyżej zaprezentowanym ujęciu (i rozumieniu roli i stanu nuklidów)jest to, że taki rozpad-łączenie rzeczywiście jest ważny, a nawet logicznieciekawy. zmiana, a jednak nic się nie zmienia, przekształcenie "bezstratne"samo na/w siebie. ewolucyjnie, przecież w toczącej się zmianie, która jestregularna z zasady (ewolucja to nie chaos), taki "samotny punkt" procesu musiposiadać znaczenie, wyróżnia go sama przemiana, więc jest stanem zasadniczym.jeżeli tak jest, a wszystko za tym przemawia, to wynika to z braku miejsca("przestrzeni życiowej") do przebiegania ewolucji, nie widzę innego sensownegoi odnoszącego się do zasad zmiany wytłumaczenia. brzeg, osiągnięcie punktubrzegowego procesu, istnienie na/w skrajnym zakresie – wyłącznie w taki sposóbmożna wyjaśnić fakt istnienia w rozbudowanym zbiorze (w którym jest mnogośćstanów pośrednich i chwilowych), że jest stan "jednostkowy", taki "samotnikatomowy", jak to nazwałem.nie może ewolucja się rozprzestrzenić, ponieważ osiągnęła granicę, i występujebrak możliwości ruchu, więc zmienia się na stan uprzedni. kiedy proces docierado kresu, kiedy pozostaje wykonać już tylko ostatni krok (czy oddać ostatnietchnienie), to jest to już jednostka – kwant zmiany. to koniec pewnego etapu,który nie ma szans dalej się toczyć. i najpewniej nuklidy, to, co postrzegamjako pierwiastek bez izotopów oraz jako fakty ewolucyjne, są dokładnie w takimpołożeniu – a ich umiejscowienie w układzie posiada znaczenie. czyli oznacza,oddaje cechy procesu – i go "znakuje".będą więc nuklidy w takim ujęciu rozpoczynać ewolucję, będą u jej początku, aich istnienie będzie jednocześnie wyznaczało granice, będzie oznaką, że w/natym odcinku zmiana się skończyła - że tu osiąga swój kres. zmiana ewolucyjnakonkretnej w układzie linii lub całego układu, to do ustalenia. dlatego możnanuklidy potraktować jako "znaki drogowe" w tym procesie, punkty orientacyjnei "milowe", które wyznaczają szerokość i zajętość przestrzeni przez proces. iz tego powodu są ważne. potraktowanie nuklidów jako "drogowskazów" oraz jakowskaźników wytyczających linie (zaczynających lub kończących) - to ciekawe iobrazowe opisanie zjawisk, rzuca się na/w umysł. i uważam, że prawdziwe.nuklidy niewątpliwie pełnią w ewolucji rolę punktów wyróżnionych, węzłowych,jednak czy będą układami (elementami) wytyczającymi szlak danej ewolucji, czyteż będą tylko dostarczać energii (przez rozpad swojej struktury na mniejszeelementy) – to pytanie istotne. że nuklidy, co wynika z przeliczeń kwantowych,zaczynają każdy poziom procesu swoim istnieniem, więc stoją na początku tegopoziomu, to zapewne posiada analogiczne znaczenie, jak umieszczony przy drodze(a tu w ramach drogi) drogowskaz, czyli wymusza-nakazuje sposób postępowania,jest stanem, który determinuje następne. jest efektem, końcem zdarzeń, któretoczyły się "do" tego momentu (i miejsca) - ale determinuje, wyznacza swoimistnieniem to, co może zdarzyć się "dalej". jego postać (cechy i parametry),położenie i ukierunkowanie w przestrzeni, to decyduje o dalszej zmianie. - wtym ujęciu owe "punkty węzłowe" decydują o kształcie ewolucji, są granicznąstrefą - a właściwie, to chyba bardziej przystające określenie do tej roli,są "słupami" granicznymi: dalej nie ma już ewolucji. dalej jest "nic(ość)"(środowisko).nuklidy, to wniosek z takiego podejścia, są ważne w procesie. czuję jednak, żezbyt wąsko i nie w pełni potraktowałem zagadnienie, że nie wszystko jeszczezostało powiedziane, dlatego trzeba będzie do sprawy wrócić. padło wcześniej,że nuklidów może być 27. poprawka – 28. "rozpisanie" procesu ewolucji wedługsześcianu uzyskuje 14 punktów węzłowych. a ponieważ sfera w czasoprzestrzenijest rozwinięciem sześcianu - ponieważ każda ewolucja to zdarzenie kuliste wmaksymalnym ujęciu, dlatego ilość nuklidów musi spełniać warunek posiadaniawspomnianej wielkości. dlatego w układzie znajduje się 28 nuklidów (to są dwielinie po 14 elementów). tyle ich będzie, tyle może być.18
  • 19. - atom- wizualizacja "atomu" (model wspomagający)pobocznie, przy okazji analizy układu okresowego, warto zastanowić się, jakmożna wyobrazić sobie działanie atomu. to nic, że są już techniczne metody,które pozwalają na podgląd intymnego świata atomowego, a nawet majstrowaniew mim – zamierzam pokazać, że żadnej rozbudowanej aparatury tu nie potrzeba,że "atom" widzi każdy i zawsze (o ile tylko chce). i o ile zagoni do wytężonejpracy swoje atomowe "szare komórki".co jest najlepszym modelem "atomu"? - tłum. dowolne zbiegowisko, grupa ludzilub adekwatny, podobny układ ewolucyjny, który można detalicznie obserwowaćw przemianach. istotne w tym modelu jest to, że w "ulicznym atomie" wszystkowidać w szczegółach i każdego dnia. a co więcej, co również ważne, "atom-tłum"mam na wyciągnięcie ręki, natomiast prawdziwego osobiście nigdy nie zobaczę,ponieważ skala nie ta. każde zachowanie w strukturach atomowych rejestruję tuw formie i postaci mi dostępnej – a co najważniejsze, w trakcie przemian. tonie jest energetyczny "punkt", czy inna "kropka kwantowa", ale konstrukcja wchwili jej powstawania – momentu w dziejach, kiedy zajmuje maksymalny obszarw środowisku – oraz kończenia się. widzę początek, środek i koniec ewolucji,której na poziomie atomowym nigdy nie zarejestruję (osobiście).atom składa się z elementów i tłum składa się z elementów, nie ma znaczenia,co to za elementy. w obu przypadkach "mechanika elementów" procesu jest tasama - i głęboko analogiczna, a bezpośrednia "naoczność" takiego "ulicznegoatomu" jest wartością, która skutkuje zrozumieniem takiego "wydarzenia". - wtym konkretnym przypadku (poznawanie "atomu") mój eksperyment badawczy polegana tym, że umieszczam się gdzieś wysoko, najlepiej w proporcji (tego nie muszęzapewne podkreślać) do uczestniczących w badaniu układów. czyli jest z jednejstrony "eksperymentator", obserwator, ja – a po drugiej "atom"-zbiór, któryzaistniał, zgromadził się swoimi "osobnikami" na ulicy. technicznie to możebyć na przykład wysokościowiec oraz dziesiąte piętro, z którego spoglądam natworzące się na ulicy zbiegowisko.moje zadanie w tym eksperymencie jest banalnie proste: obserwuję "atom-tłum"i robię zdjęcia. oczywiście ponownie w proporcji do tempa procesów, które mniecharakteryzują i przemiany atomowe. dlatego są to działania w dużym odstępieczasu. obserwacja samej ewolucji zgrupowania (ścisk, rotacja wokół centrum,swobodne elektrony, falowania-drgawki, doskakiwanie oraz pozyskiwanie nowychelementów lub tracenie ich na rzecz otoczenia /więc przeskoki po orbitach/,kordon policji /warunki środowiskowe/, który ogranicza nadmierny rozrost, czystrumień energii przez ten kordon się wydobywający /w jakimś kierunku, któryw "ogrodzeniu" jest najsłabszy/ itd. itp.) - to wszystko jest bardzo ciekawei oczywiście rzuca się na oczy obserwatora (i pozwala zrozumieć atom). ale janie z tych, co chcą jedynie popatrzyć, wyznaczam sobie zadanie ambitniejsze:zamierzam przewidzieć, co się zdarzy w zjawisku, jakie zajdą w nim zmiany i wktórym kierunku. czyli robię zdjęcia i próbuję, staram się na ich podstawieprzewidzieć, co wystąpi "za moment" w zbiegowisku - lub jak będzie zachowywałsię pojedynczy, wyróżniony element ("elektron").moje zadanie jest pozornie banalne. ot, widzę na fotografii osobnika, któregozachowanie mnie zaciekawiło. przemieszcza się w tłumie, przepycha do centrum(coś go w tę stronę wyraźnie "popycha", czy "przyciąga") – dlatego staram sięprzewidzieć, gdzie znajdzie się na kolejnym zdjęciu, które będę robił dopieroza kilka minut. - cóż, zadanie wydawałoby się banalne i proste, jednak jegopraktyczna realizacja bardzo ograniczona. konia z rzędem temu, kto skuteczniei z detalami wytypuje położenie "elektronu-osobnika" w kolejnym "rozdaniu",taki szczęściarz może śmiało zacząć uprawiać zawodowo hazard. przeprowadzającw tak nakreślonej skali swój eksperyment, z zachowaniem koniecznych proporcji,szybko przekonuję się, że jest to fizycznie i realnie zadanie ponad moje siły,nie do wykonania.19
  • 20. -dlaczego niewykonalne? ponieważ nawet dysponując oprzyrządowaniem w postaci"mechaniki elementów" czy inną super technologię, nie mogę tego zrobić. każdemoje ustalenie obarczone jest wpisaną na zawsze w "eksperyment" zasadnicząniepewnością, pozwala przewidywać położenie lub stan obiektu z przybliżeniemi w granicach, zawsze jako zakres potencjalny. nie ma znaczenia mój wysiłeki zastosowana metoda badawcza – obserwowanego obiektu, który tam, "na dole",się przemieszcza, nie mogę zarejestrować w przemianach (krokach po ulicy). zpowodu? ponieważ różnica przynależnych dla mnie i dla atomu poziomów istnienia(oraz wynikająca z tego szybkość reakcji) wyklucza taką obserwację. i jest totrudność fundamentalna, związana z samym działaniem: rozdziela obserwatora iobserwowany fakt mnogość procesów i poziomów. rozdziela-oddziela na zawsze,nigdy tej granicy (osobiście) nie przekroczę.tylko że - na co warto zwrócić uwagę w sposób szczególny - w proponowanym tumodelu procesu (podejściu do tematu obserwacji "atomu") elementami użytymi doeksperymentu są obiekty sobie podobne, przynależące do tego samego poziomu.a jednak, przy uwzględnieniu uwarunkowań dotyczących obserwacji, pojawia sięidentyczny i zasadniczy, ten sam problem (dylemat) poznawczy: nie mogę dojrzećw obu przypadkach i zdefiniować parametrów obiektu. przy czym, taka drobna aistotna sprawa: w moim eksperymencie, przecież to wiem, "obiekt" badany anina mgnienie nie zniknął z istnienia, nie zapadł się w zakres nieoznaczony czyinaczej definiowany, żył pełnią swojego "elektronowego" życia – więc nic niewiedział, że dla mnie przestał bytować pośród fizycznych faktów i rozpadł sięna chmurę prawdopodobieństwa. dlatego pojawia się pytanie: jak to jest z tąobserwacją – "elektron"-osobnik istniał-istnieje, czy nie? w czym, gdzie tkwiograniczenie obserwacji – w świecie, czy we mnie?czy można wyprowadzić z przeprowadzanego tu eksperymentu wniosek, że zakresdla mnie nieoznaczony (nieoznaczoność świata) jest powiązany nie tyle z tym"na dole" wirującym bytem atomowym (i innym "drobiazgiem" subatomowym), alez możliwościami obserwatora? owszem, bariera fizyczna i sprzętowa skuteczniewyklucza poznanie tego zakresu (za wolno się poruszam w stosunku do atomu),ale przecież taką samą trudność będzie rejestrował hipotetyczny obserwator,który spróbuje zdefiniować moje położenie, a będzie podglądał mnie w rotacjinp. z sąsiedniej galaktyki (a jego reakcje będą w analogicznych proporcjachjak moje do atomu). dla niego, jak dla mnie procesy atomowe, moje istnienie(dla mnie ciągłe i stabilne), będzie rwane oraz nieokreślone w stanach. dlaniego, jak dla mnie położenie elektronu w atomie, każda obserwacja będzie izgrubna, i obarczona błędem (rozmyta na fali)– i nigdy inaczej. znów różnicapoziomów i szybkości reakcji wykluczy dokładność. to położenie-umiejscowieniew świecie obserwatora względem obserwowanego obiektu determinuje wynik, którymożna uzyskać, nie technologia czy stan zmysłów.fakt - nie mogę w pełni zdefiniować położenia wybranego przeze mnie elektronuw tłumie-atomie, ale to przecież nie oznacza, że "swobodny elektron-osobnik"w okresie poza moją obserwacją znikł z istnienia (i przebywał w niebycie czyrealizował się jako fakt wirtualny). że był w zakresie "nieoznaczonym" – tuzgoda. ale tylko dla mnie, dla obserwatora "wysokiego" (czyli obserwującegoz wysoka). powtarzam, ów "osobnik" o swoim "niebycie" nic nie wie, istniejei przemieszcza się w "tłumie" swobodnie (na ile pozwalają okoliczności). dlaniego świat ani na moment nie stał się "ciemny" czy nieciągły i nie znikł zjego (w/na poziomie prowadzonej) obserwacji. - to moja, obserwatora-badacza,przypadłość decyduje o takim postrzeganiu świata, że coś z niego i "gdzieś""wypada" - a nie że świat jest "nieostry", "poklatkowany", "rozmyty".trudność w moim operowaniu elementami otoczenia, jak widać, jest zasadniczejnatury (wynika z samej istoty tej natury i mojego w niej ulokowania). - alenie rezygnuję. robię zdjęcia dalej – ponieważ chcę wiedzieć - ponieważ (byćmoże) będzie od tego zależało moje być albo nie być. chcę wiedzieć, co i jaksię "na dole" kotłuje – i dlaczego właśnie tak.20
  • 21. -żeby jednak wszystko w moim eksperymencie było maksymalnie podobne do świataatomów oraz jego badania, przechodzę od biernego rejestrowania zaistniałychfaktów do działania aktywnego. dlatego zamierzam wysyłać "porcję" energii wkierunku jednostki-elektronu, która pomoże mi w ustaleniach. kiedy analizujęatom, najlepiej wysłać wiązkę fotonów - w tym eksperymencie adekwatna będziegrudka materii. czyli rzucam kamień. i tak celuję, żeby "mój" wyróżniony wzbiorze elektron-człowiek został uderzony. to oczywiście wywoła reakcję. wzależności od stanu tłumu (rodzaju środowiska, jego zagęszczenia, rozłożenia,ukierunkowania rotacji), nastąpi reakcja, która jakoś się "zobrazuje". rozkładmożliwych zdarzeń może być szeroki, od całkowitego zignorowania mojego czynu,aż po oderwanie się elektronu od atomu i przejście na inną orbitę. wszystkoanalogicznie (identyczne) do zachowania się prawdziwego elektronu. jednak dlamnie, "widza" obserwującego elektron-człowieka, jego przemieszczenie się nakolejne poziomy energetyczne (przeskoki) są nie do rejestracji, ponieważ sądla mnie skryte, dzieją się "podprogowo". wiem, że się dzieją, że "elektron"w "atomie" przechodzi z orbity na orbitę, przecież widzę-rejestruję ten faktna kolejnych zdjęciach w eksperymencie i ustalam każdorazowo inne położenie"obiektu badawczego" w trakcie mojego "podglądnięcia" zawartości "pudełka",ale wszelkie ruchy i przejścia między "orbitami" są dla mnie zawsze w zakresie"poza" rejestracją. w każdym następnym ujęciu obserwuję elektron-osobnika winnym położeniu i w innym stanie energetycznym (jego "emocjach") - ale nigdyto nie jest stan pewny.ważne i zasadnicze w tym modelu jest to, że ten sam eksperyment rejestrowany(i odczuwany) z poziomu elektronu-człowieka przedstawia się głęboko odmiennie.dla niego zdarzenia zawsze mają charakter ciągły i nie występują w nich żadneprzerwy czy przeskoki. w zakresie jemu dostępnym wszystko wiąże się ze sobą,kolejne stawiane kroki są dla niego nie tylko możliwe do obserwacji, ale sąprzede wszystkim przewidywalne, wynikają z stanu otoczenia i jego, elektronu,możliwości (sił, szeroko pojętej zasobności energetycznej). dla mnie proceswydaje się (i jest) nieciągły, skokowy, wręcz chaotyczny – elektron nic o tymnie wie. ja widzę "elektron" raz blisko centrum, to za chwilę "wyłania" sięgdzieś na obrzeżach, a przecież to tylko reakcja na mój strzał kamieniem.stąd mam już tylko krok do "wyprodukowania" teorii: zjawiska na/w poziomietłumu-atomu są "nieoznaczone". albo wyznaczę dokładnie przestrzeń, w którejelektron-człowiek się "pojawia", albo obliczę prędkość z jaką się zobrazujew bliżej nieokreślonym miejscu (znając siłą przyłożoną i wyliczając efekt).zawsze będę zgadywał, nie mam pewności wyniku. - dla mnie "obiekt" znika zobserwacji, i to dosłownie. nie mogę go śledzić, ponieważ nie dysponuję metodą"sfotografowania" jego położenia "pomiędzy" kolejnymi obserwacjami, różnicaw rytmie przemian to wyklucza. - kiedy siedzę na tym swoim "wysokim" piętrzeobserwacyjnym, na poziomie "atomowym" dzieją się przeróżne zjawiska. są dlamnie dalekie, głębokie - i skryte. nie zarejestruję ich żadnym, ale to żadnymprzyrządem badawczym, bo każdy zastosowany przeze mnie przyrząd znajduje się"powyżej" poziomu obserwowanego. "tłum" na ulicy odmienia się (krokami swoichelementów, "porcjami" energii), ale ja tego nie rejestruję, ponieważ jestem"daleki" od tego zakresu. mogę domniemywać, a nawet wiem, że kiedy ja tutaj,"u siebie", szykuję aparat do kolejnego "zdjęcia" (rzeczywistości), to "tam","na dole", w "tłumie-atomowym" (i niżej), coś drga, faluje, zmienia położeniei przechodzi kolejne poziomy energii. ale dla mnie jest to "zakres ciemny" iskryty, nie do rejestracji. - owszem, mogę próbować coraz bardziej "drobić"pomiary, robić "zdjęcia" w maksymalnie dla mnie szybkim tempie, jednak efekttego będzie "zgrubny", nie mogę z zasady poznać fizycznie mniej (oraz sięgnąćniżej), jak mój najszybszy "ruch"-element (działanie i "przyrząd", za pomocąktórego działam). tylko że "tam", w "atomie", reakcje są jeszcze szybsze. jawykonam jeden ruch (obrót), a "atom" "okręci" się wielokrotnie.kręci się - wiem o tym - ale poza moim obserwowaniem.21
  • 22. -na tym oczywiście nie koniec paradoksów tego przykładu, eksperyment polegającyna obserwacji "niskich" (dla mnie odmiennych) stanów rzeczywistości, może, wpewnych okolicznościach, okazać się do przeprowadzającego badanie wyraźnie, anawet bardzo głęboko zaskakujący. poznawanie otoczenia, zasiadanie w ciepłymi wysoko położonym punkcie obserwacyjnym (przez to spokojnym), to nie zawszejest działanie bezproblemowe, są rozliczne skutki. kiedy aktywnie "maca" sięwystające ponad powierzchnię fakty, a zwłaszcza, kiedy czyni się to operującmało adekwatnymi do świata abstrakcjami (więc bezrefleksyjnie), jako reakcjaprzeciwnie ukierunkowana, może w stronę "fizycznego aktywisty" przyjść sygnałzwrotny, który nie tylko pokaże prawdziwy rozkład elementów w środowisku, alerównież jego miejsce – a to nie zawsze musi być przyjemne.dlaczego? ponieważ oto może się okazać coś zupełnie dla mnie "cudownego", codalece wykroczy poza wcześniej zaplanowany eksperyment: nagle do drzwi moich– do mojego "punktu obserwacyjnego" zastuka "elektron-człowiek". zaobserwowałmoją działalność i przyszedł puścić pod moim adresem (jako zwrotną energię)wiązkę słów o silnym zabarwieniu emocjonalnym. cóż, nie można mu się dziwić,przecież guz na głowie to przypadłość bolesna.ale to tylko jedna z potencjalnych reakcji "atomowych", ich zbiór jest, trzebaobiektywnie to przyznać, zdecydowanie bardziej rozbudowany. bo może być gorzej.jeżeli uderzenie (moje zadziałanie) było silne i mocno wybiło z orbity (i zestanu uprzedniej równowagi) ów elektron, może na mojej twarzyczce, skutkiemistnienia zjawiska tarcia, mocno zaboleć siła zginania i rozprężania mięśnitego osobnika. mówiąc inaczej, dostanę w mordę. zrozumiałe, i to nie wymagapodkreślania, zdarzenie tego rodzaju jest uwarunkowane stanem środowiska orazmoim na elektron-obiekt oddziałaniem. czyli, im większa przyłożona siła, tym(kontr)reakcja odpowiednia (skoro tak wyskalowałem swój eksperyment, to mamadekwatnego do tego efekty – wiadomo, "rozbicie" atomu skutkuje objawiającymisię daleko i głośno reakcjami łańcuchowymi).może być tak, że "elektron" nawet nie przeskoczy na inną orbitę i nie pokonatłumu, uderzenie było zbyt małe i błahe – więc zrezygnuje. ale może być i tak,że podbudowany energią rzutu i swoją złością, idzie pod mój dom. widzi oknoi punkt, z którego został rzucony kamień i zamierza się tam dostać. ale znówrezygnuje w obliczu konieczności wdrapania się na dziesiąte piętro, bo windęktoś "przypadkiem" zdemolował wcześniej (tak się to losowo w świecie ułożyło,że międzypoziomowy kanał-winda nie funkcjonuje). w tym przypadku niewątpliwa"atrakcja" spotkania się oko w oko z obiektem badawczym skutecznie mnie omija.na szczęście. moje szczęście.jednak, ech, może zaistnieć i taka okoliczność, że zadziałałem "centralnie"i skutecznie (kamień był duży, rzut celny) – a efekt w postaci "guza" obfity(i objawia się w środowisku, przypomina "grzyb"). mówiąc inaczej, obiekt jestzdeterminowany. - wdrapuje się więc na to moje dziesiąte piętrzysko (pomimoniedziałającej windy i oporu środowiska) i staje u bram moich. wówczas mogębyć pewnym, że siła jego skumulowanej (kiedyś-tam treningami) energii mnie nieominie, że zacznie rozprzestrzeniać się w sposób niekontrolowany. - no, chybaże uda się mi przedstawić równą mu siłę. na przykład oddalić go lub ukryć sięza "warstwą ochronną" drzwi domostwa. tyle że, to oczywiste i nieuchronne, wtakim przypadku wybuchająca swobodnie energia wyładuje się pobocznie, więcwłaśnie na drzwiach. ze skutkami dla nich opłakanymi.jest jeszcze jedna (teoretyczna i w naturze nie polecana) możliwość, któraprowadzi do załagodzenia całej nieprzyjemnej sytuacji - czyli ugoszczenie iudobruchanie wybuchowego jegomościa mocnym trunkiem dla dorosłych. tylko że,trzeba mieć tego pełną świadomość, to zawsze ryzyko. że będzie nowy wybuch.jako że obiekt badawczy ("atom") pozyska nową porcję zasobnej w procenty orazskwantowanej energii...-cóż, zabawa w eksperymentatora ma swoje koszta.22
  • 23. - układ okresowy pierwiastków- jak go widzieć i odczytywać- podsumowanie na tym etapiepo pierwsze, w dzisiejszym postrzeganiu układu okresowego trzeba podkreślićfakt, że jest stanem "zastygłym" w określonej formie i że nie widać żadnychprób jego modyfikacji. oczywiście nie chodzi w tym przypadku o dodawanie doistniejącego zbioru kolejnych elementów (niekiedy z wielkim nakładem działańtechnicznych), ale zmianę prezentacji. płaska formuła postrzegania otoczenia(rzeczywistości), a z tym obecnie mam do czynienia, to nie tylko przeżytek wdobie posługiwania się wielowymiarowością i wizualizacją procesów, ale przedewszystkim "spłaszczenie" spojrzenia na otoczenie. - a to, nie waham się tegotak określić, zasadnicza przeszkoda w zrozumieniu głębokich powiązań międzyelementami świata (tu w postaci atomów). i dlatego warto, dlatego należy tozmienić.w pierwszej kolejności i głównie sprawa odnosi się do czaso-przestrzennegocharakteru układu pierwiastków - czyli rozmieszczenie jego elementów w czasiei przestrzeni. i w dynamicznej, różnorodnie powiązanej ze sobą zmianie. powód?przecież rzeczywistość to przemieszcza się, tu wszystko płynie, jest w ruchui zależności – a takiego ujęcia daremnie szukać w obecnym schemacie. że onowystępuje w głowie oglądającego i analizującego zjawiska, zgoda, abstrakcja wobserwatorze nabiera cech ewolucji w toku, tylko, pytanie, dlaczego nie możeto być widoczne od razu i na pierwszy rzut oka? uważam, że powinno. - jeżelipostrzegam i analizuję związki między elementami świata poprzez wykreślone napłaskiej kartce linie, to w efekcie nie tylko obserwuję "zdeformowany świat",ale przede wszystkim "zamyka" się on dla mnie na/w "płaszczyźnie". a przecieżwidoki "płaszczaka" są zdecydowanie uboższe od bytującego w wielu wymiarach.dlatego należy układ okresowy pierwiastków zmodelować, opisywać i postrzegaćjako sferyczną ewolucję, z wszelkimi tego konsekwencjami (dla zrozumienia idla praktycznego wykorzystania). układ jest abstrakcją oddającą występująceobecnie we wszechświecie związki między elementami materii, ale jest równieżabstrakcją zawierającą w sobie, jako fakt integralny i fundamentalny (acz niezawsze uświadamiany) - przestrzenność i czasowość tych zależności. i jakotaki także musi być prezentowany w formule procesu, jako struktura w trakciezmiany. - w ewolucji, również w abstrakcji opisującej ewolucję (tu materii),nie ma żadnych elementów, które można by określać jako niezmienne, wieczne.już samo pojęcie, kiedy je zestawić z kosmiczną nieskończonością, budzi conajmniej uśmiech. "materia" to stan chwilowy, zmienny i, przede wszystkim, wtrakcie rozprzestrzeniania się. to tylko dla mnie, "mgnieniowego istnienia",byty, które trwają miliony lat we względnej równowadze, stają się synonimemdługowieczności. ale to, co widzę (rejestruję) w postaci "układu okresowegopierwiastków", to "wycinek", część całości, której fizycznie nigdy nie poznam,jednak ponieważ ów "wycinek" jest w ciągłej zmianie, musi to uwzględniać imodel, którym się posługuję, i moje rozumienie procesów. płaszczyzna kartkijest tylko etapem w zrozumieniu świata – najwyższy czas wznieść się wyżej.konwenans, wypracowane kiedyś zobrazowanie układu okresowego sprawia (sam toodczułem), że świadomość przestrzennego i zmiennego charakteru materii stajesię jakby uboczna i nie wymusza automatycznie odmiany widzenia kiedyś tam zotoczenia pozyskanego ułożenia, nie wpływa na sposób traktowania materii wzwiązkach i wzajemnej zależności elementów. ta wiedza gdzieś tam naturalniekołacze, jednak znika z codziennej analizy. "widzenie płaskie", tak obecne wpsychice, więc naturalne i stosowane "od zawsze" (od najwcześniejszych etapówrozwoju osobniczego czy zbiorowego), staję się dziś przeszkodą. i to dosłownieprzeszkodą, fizyczną wręcz, która utrudnia zrozumienie układu. i rzeczywistościszerzej, to trudność, która musi być pokonana. mając pełną świadomość relacjimiędzy elementami, czyli przestrzennego charakteru układu, dalej operowałemjego płaską formułą - taka jest siła przyzwyczajenia i utartych poglądów.23
  • 24. -następna kwestia, która wiąże się z postrzeganiem i pojmowaniem zbioru atomów:ulotność, dosłowna chwilowość takiej konstrukcji (i każdej ewolucji). fakt,że układ okresowy jest zbiorem stanów chwilowych oraz że jest również stanemchwilowym w ewolucji wszechświata ("utwardzonym" przez obserwację i kolejnebadania)), że przypomina tworzący się ("zamarzający") płatek śniegu – takieustalenia i fakty składają się, muszą składać się na jego odbiór. a jednak wanalizach świadomość tego stanu umyka, pozyskana wiedza, że świat się zmienia,to nie przekłada się na zmienność układu – abstrakcja przesłania proces i sama"twardnieje" (chciałoby się powiedzieć, że w dogmat). jednak skoro zmienia sięotoczenie, również musi zmieniać się (ewoluować) abstrakcja oddająca zmianę– skoro nie ma stałych faktów, również nie może być stałych abstrakcji.dlatego też nie ma i nigdy nie będzie dokładnie takiego samego tworu w ramachnieskończoności-wieczności Kosmosu, kształt i składniki, choć zawsze podległejednemu, generalnemu prawu ewolucji, są nie do powtórzenia w historii. zawszesą takie same - ale nigdy te same. nieskończoność gwarantuje zbudowanie sięidentycznego układu, ale nie tego samego, to punkt na/w prostej, zdarzenie wtej postaci jedyne. bo choć prosta biegnie z nieskończoności w nieskończoność,to każdy jej element (byt) jest jeden jedyny, niepowtarzalny – to wydarzeniejednostkowe w wieczności.mówiąc inaczej, obecna forma układu atomowego, to zrealizowana, to tu i terazzmaterializowana (adekwatne w tym przypadku określenie) wolność w przyrodzie- to "zdeterminowany przypadek". ten konkretny układ to zapis ewolucji, tejjedynej w takiej postać, to indywidualna "historia choroby". ale, co musi tupaść, pewnej i koniecznej. takie ułożenie kwantów według jednolitej regułymusiało się zdarzyć (powtórzyć) - ale tylko ten jeden raz (przecież w końcukażda powtórka i tak jest pierwszym razem).niezwykle ważnym elementem postrzegania i pojmowania układu jest fakt, że tozbiór nie tylko "atomów" (tego, co mam za atom), ale również zjawisk, którejuż zaszły, są jakoś obecne w środowisku – oraz tych, które dopiero będą wświecie obecne. - mówiąc inaczej, układ okresowy pierwiastków, to, co uznajęza układ, to zapis zdarzeń aktualno-historycznych, w którym występują elementyobecne (te najbardziej liczne energetycznie i rozbudowane), ale również są tuelementy, które swoją przeszłość (w znaczeniu: świetność) miały już pewienczas temu. a dziś są już tylko wspomnieniem. - zarazem, obok nich, także dlacałości obrazu istotne, są składniki, które stanowią już "zadatek" na dobrąprzyszłość, pojawiły się pokątnie, ale ich czas jeszcze nie nastał. a nawetnie jest pewne, czy owe dobrze "zapowiadające" się elementy dojdą do poziomuświetności.rzeczywistość – to, co mam za rzeczywistość, to złożenie faktów, wszelkich wmojej obserwacji ustalanych "zgęszczeń" energetycznych, np. w postaci atomu.jednak muszę mieć świadomość (i wykorzystywać tę wiedzę), że to nie są danez natury (czy przez inne-coś) niezmienne byty – ale że są to postrzegane na/wzakresie nadprogowym chwilowe stany skupienia. zaistniały, zmieniają się i "zamoment" się skończą. - a co więcej, każdy rejestrowany element to złożenieczaso-przestrzenne, więc powstające lokalnie. i dlatego nigdy nie jest pewne,że zgromadzi dostateczną ilość energii (kwantów), żeby się wydobyć w przedziałpowyżej progu. jeżeli zaistniał, to znaczy, że okoliczności temu sprzyjały,ale niewątpliwie warto docenić ten rzadki w ewolucji przypadek. bo nigdy niejest pewne, czy "kiełkujący" z "kwantowego podglebia" "atom" zdoła zgromadzićzasoby i pojawić się na widoku (i salonach), czyli zaistnieć jako pełnoprawnyi samodzielny, mocno osadzony w fizyczności obywatel układu. o tym zawsze iostatecznie decyduje środowisko, jego zasobność. a umiejętność do "wzbijania"się "w górę", czyli sprawność w gromadzeniu kwantów, na pewno w tym pomaga,ale tylko pomaga. przecież, kiedy nie ma w okolicy "czegoś", na czym można sięoprzeć, to nie ma szans na długie istnienie-i-obserwowanie. nigdy i nigdzie.czy byt zasłuży na "nazwisko"? - oto jest pytanie.24
  • 25. - kwant- pojęcie kwantu- kwant a filozofiaw fizyce pojęcie kwantu jest pojęciem ogólnym, bardzo opisowym, nie ma jegodefinicji fizycznej - i oczywiście być nie może. nie chodzi o wzory i mechanikętakich elementów, ale o "fakt" kwantowy. według definicji słownikowej, kwantto: "/quantum = ile/ fiz. najmniejsza porcja, o jaką może zmienić się danawielkość fizyczna (np. energia, pęd) określonego układu; teoria kwantów –teoria fizyczna opisująca procesy, w których biorą udział mikrocząsteczki,uwzględniająca nieciągłość (skokowość zachodzących zmian) wielkości fizycznychcharakteryzujących stany mikrocząsteczek."w takim rozumieniu kwant to najmniejsza wielkość i nie jest zdefiniowane, czydotyczy to "porcji" energii, czy różnicy pomiędzy porcjami. nie jest jasne,czy "kwant" opisuje (definiuje) "ilość" energii, najmniejszy w naturze stan,czy tylko różnicę pomiędzy ilościami najmniejszymi. słowo "porcja" rozumiećmożna dwoiście, jako minimalna ilość, wielkość czegoś - oraz jako minimalnaróżnica między czymś a czymś. jednak, co zrozumiałe, niekoniecznie ustalanaróżnica musi być zarazem równa najmniejszej porcji (czegoś). w układzie, któryzbudowany jest z kwantów (porcji), różnice między "porcjami" – zachodzenieróżnic będzie mogło realizować się o kwanty, tyle że już inne, oznaczająceodrębny fakt i z innego zakresu. ale, co ważne, choć to będzie już inny kwant,to jednak zawsze jest to kwant."porcja" to ilość, jak i zdarzenie ("coś" i relacje między "kropkami coś") -dlatego "kwant", chwilowo bez głębszego definiowania, jawi się jako pojęcieze swojej natury dwoiste: opisujące stałą wielkość i związki między ustalanymiwielkościami. - czyli opisuje "cegiełkę" natury (jak by tej cegiełki na tenmoment nie postrzegać), jak i można go (w logice) stosować z powodzeniem doopisu zachodzących zmian między tymi cegiełkami. chyba nie ulega wątpliwości,że również oddziaływania między elementami dadzą się ująć w najmniejsze (aczniekoniecznie mierzalne) "porcje" energii, więc będą podlegać skwantowaniu.to samo pojęcie stosuje się, może być z powodzeniem zastosowane do opisywaniaskładnika ewolucji, jak również do zjawisk zachodzących w ramach ewolucji. -czyli jest "kwant" pojęciem opisującym "przestrzeń" (rozumianą jak odległośćmiędzy elementami) - jak i "czas", relacje.pytanie: czy ten dwoisty charakter jest uzasadniony? czy można opisywać tymsamym "elementem" ("parametrem", "faktem kwantowym") zmianę – kiedy do opisutej zmiany używam elementu, który jest w tym ujęciu "bytem" skończonym? niema przecież znaczenia, że "kwant" to "porcja", że to niekoniecznie, a pewniei rzadko, może być jednostka ("jedynka") – w analizie tak prowadzonej, nawetliczny zbiór elementów jest kwantem. czy zmiana, więc różnica między stanami- jest taką samą wielkością (tym samym), co element tej zmiany? inaczej: czynajmniejsza różnica między zdarzeniami, jest tym samym (taką samą wielkością),jak najmniejszy element tej zmiany? - czy kwant zmiany (coś) jest tożsamy zkwantem ilości, czy to ten sam "fakt" (coś)? pojęcie kwantu zawiera w sobie,jak widać, zarazem pojęcie jakości, jak i ilości, jakość i ilość zbiegają sięw jedno. ciekawe. - do tej pory traktowałem "kwant" jako najmniejszą możliwądo pomyślenia ilość "czegoś" i na tej podstawie opisywałem ewolucję. i niezastanawiałem się nad dylematem logicznym, co ilość, co jakość, utożsamiałemilość i jakość, przyjmując, że to "ilość". ale przecież tak nie musi być. niejest powiedziane, że stan "a" i "b", że różnica między tymi stanami, będzieróżna (inna od) "a" lub "b". - więcej, jeżeli a = 1 i b = 1, to różnica międzynimi także może wynosić 1. słowem, różnica między kwantem a kwantem miałabytakże wielkość kwantu. tylko czego? jak wymierzyć, jak nazwać to "coś"? czyto energia, siła, czy co? przecież minimalna różnica między dwoma kwantami adwoma może wynosić tylko jeden kwant, najmniejszy "skok" energetyczny – czywięc ten kwant będzie "połówką" tych dwu kwantów?25
  • 26. -pytanie: jak wyliczyć, że "przestrzeń", wielkość, "porcja" zdarzeń pomiędzydwoma najmniejszymi zdarzeniami wynosi również najmniejszą porcję, wielkość,ilość? i więcej: czy te wielkości można przyrównać lub zrównać ze sobą? czynajmniejsze z najmniejszych jest zawsze najmniejszym? podkreślam, to nie sąsą zabawy językowe, ale pytania fundamentalne. pytania, które podsuwa, jakokonieczne, analiza pojęcia "kwant". jedna "wielkość" opisuje element, składnikprocesu, a druga relacje między elementami – i w każdym przypadku wprowadzam(muszę wprowadzić do opisu) stan "kwantowy", "kwant". nie ma znaczenia, czymam na myśli "jednostkę" czegoś, czy tylko "skok" w procesie – to zawsze dlamnie (w mojej analizie) jest "kwant", logicznie to jednostka. fizycznie niewiem, co to jest, ale w logicznym opisie fizycznej zmiany kwant się sprawdza.ale czy te wielkości są ze sobą skorelowane, czy są jednakowe? analogiczne?czy są tym samym? czy kwant ilości jest również kwantem jakości?jeżeli dwoistość oraz wynikające z tego paradoksy (tylekroć tu omawiane, jaknp. ciągłość-nieciągłość zjawisk w ramach świata) potraktować jako zasadę, tookazuje się, że ilość może być w tym przypadku (kwantów i relacji między nimi)utożsamiana z jakością, że obie wielkości, oczywiście logicznie powiązane zesobą, są pochodną tego samego: kwantu. jednostki energii, na dowolnym poziomieewolucji. i - jak według powiedzenia, że ilość przechodzi w jakość - na tejsamej zasadzie można dopatrywać się analogii między tymi pojęciami."kwant" od "kwantu" się nie różni - nie może się niczym różnić, to oczywiste(chyba). przecież nie powiem, że między stanem "a" i "b" (o ile są to kwantyanalizowanego "zdarzenia", "elementy jednostkowe") zachodzi różnica. może, ito jest zrozumiałe, wystąpić różnica w ich położeniu (wobec siebie lub innego,kolejnego kwantu), lecz nie w "jakości". różnica w jakości zajdzie wówczas,kiedy między dwoma stanami, "a" i b", będzie także różnica w ilości (w jednampunkcie będą np. dwa kwanty, a w drugim jeden).to, nawiasem, potwierdza i obrazuje, dlaczego ewolucja musi być liczona od dwustanów: ponieważ wcześniej nie ma "jakości", nie ma skali porównawczej (więcwszystkie kwanty są do siebie jednakie). dopiero dwa kwanty, wyodrębnione zprzestrzeni pojedynczych kwantów (z tła), one dopiero tworzą to, co można wotoczeniu zauważyć – bo są "jakościowo" różne od reszty. wspomniałem kiedyś,że płaszczyzna z kwantów (stan maksymalnego "rozdrobnienia" kwantowego na/wśrodku ewolucji), to płaszczyzna, która nie ma w sobie wolnych "miejsc", acała "przestrzeń" jest tylko jedną warstwą kwantowych bytów i tworzy "teren"nie do przebycia (oraz "przebicia") dla czegokolwiek. jeżeli postrzegać takąpłaszczyznę jako stan kwantowego niezróżnicowania, to staje się jasne, że w"czymś takim" ewolucji być nie może. o "krok" dalej (wyżej-niżej) owszem, alenie "w punkcie". "w tym miejscu" nie można mówić o zmianie - bo nic się niezmienia. jedność jednokwantowej płaszczyzny jest doskonała: żadem element nieróżni się od pozostałych, wszystko posiada jeden stan i postać, każdy "fakt"jest tożsamy wobec znajdującego się obok. przy czym nawet definiowanie takiejpłaszczyzny w tu prezentowanym stylu, że coś jest "obok", już to jestskrótem myślowym, koniecznym, ale niepoprawnym, ponieważ w takim zbiorze niema ani elementów, ani kierunków, ani żadnych innych relacji czy cech. dopierowyróżnienie, czyli dodanie do kwantu drugiego takiego stanu i ustalenie ichwzajemnych relacji, nadaje płaszczyźnie oraz tworzącym elementom znaczenia –"cechuje", porządkuje taki zbiór, umożliwia "ponumerowanie" płaskiego świata.że to może być działanie arbitralne, prowadzone tylko z uwagi na obserwatora?oczywiście, tak się dzieje, parzcież to osobnik postrzega i ustala w jednolitymtle rytm i nadaje mu znaczenie. płaszczyzna (energetyczna ewolucja jako taka)sama dla siebie nie istnieje, musi być druga strona, która dozna-zaobserwujeten fakt i jakoś go zdefiniuje. rozróżnienie, podział otoczenia na kwanty, tozabieg zewnętrzny do procesu, konieczny, ale zewnętrzny. to, czy kwanty różniąsię między sobą, to jest ważne dla obserwatora, pomaga zrozumieć, jednak jestzabiegiem tylko wspomagającym. ale jeżeli sprawdza się, musi być wykonanym.26
  • 27. -do zagadnienia można podejść "przestrzenie". kwant, mimo że najmniejsza, czyto porcja, czy zdarzenie, jest w otoczeniu ("w przestrzeni") reprezentowanyw jakiś sposób. słowem, zajmuje jakiś najmniejszy do pomyślenia "obszar" wśrodowisku, wymiarowo najmniejszy. logicznie jest to zrozumiałe i uchwytne,fizycznie gorzej. - kwant posiada "wielkość" ("rozmiar"), i nie jest obecnieważne, jak jest wielka i co oznacza (ta wielkość będzie zresztą inna w każdejewolucji). istotne natomiast jest to, że ma swoją najmniejszą "przestrzeń",którą zajmuje. i nic tego już nie zmieni: nie może być ilości mniejszej, jaknajmniejsza z możliwych. podział w nieskończoność jest absurdem, co zarazemnie oznacza, że głupotą. stwierdzenie, że można dzielić (i dzielić) materię wnieskończoność, jak każde pojęcie odnoszące się do rzeczywistości, ma swojegłębokie umocowanie – problem tylko w tym, żeby je odszukać w chaosie (myślii innych poglądów). nie ma błędnych abstrakcji, są tylko (chwilowo) odległeod rozpoznanego zakresu.jeżeli rozpatrywać odległość między dwoma stanami, np. miedzy stanem "a", wktórym są dwa kwanty (bez definiowania, co to znaczy "kwant), a stanem "b",w którym jest tylko jeden, to mam wyraźną, zauważalną różnicę – i jakość tymsamym. różnica między tak zdefiniowanymi kwantami jest różnicą jakości, toinne kwanty. - ale, co tu ważne, odległość pomiędzy tymi "elementami" może w"pomiarze" przynieść informację, że jest to kwant, "przestrzenna" odległośćkwantu "a" od kwantu "b" wynosi, stanowi wartość jednego kwantu – tylko, tuzasadnicze pytanie, czego, jakiego kwantu"? "a" czy "b" – czy innego, jakośzwiązanego z analizowanymi (np. stanowi ich składnik)? przecież ta odległośćmoże być "przestrzennie" także równa tylko kwantowi. co więcej, nie będziewiększa oraz nie może być większa. dlaczego? ponieważ większa ilość kwantówmiędzy tymi stanami (jedynkami), to już nie różnica między dwoma, lecz więcejpunktami. między dwoma stanami może zaistnieć tylko "przestrzeń szeroka" najeden kwant. lub jej nie będzie wcale. - to znaczy, że dwa wyróżnione kwantybędą sąsiadować bezpośrednio z tym jednym kwantem i razem będą stanowić jużstrukturą jakościową (i zapewne jednolitą, łączną). czyli różnica między nimibędzie i jakościowa, i ilościowa jednocześnie. ilość dwa elementy wyróżnionew punkcie to oznaka, że zmieniła się ilość układów w stosunku do poprzedniegostanu, ale również oznaka, że zmieniła się jakość (i zajętość "przestrzeni",środowiska). kiedy mam jeden kwant, nic o nim nie mogę powiedzieć, kiedy mamdwa kwanty (jakoś) połączone, mam już "jakość", stan wyróżniony, opisywalny ipostrzegany (widzę różnice).ważne a ciekawe - "obszar" pomiędzy poziomami, pomiędzy kwantami nie musi inie może być "zapełniony", o ile mam mówić o odrębnych "bytach". brak międzyczymś a czymś "przerwy" wyklucza rozróżnienie, to jedno "coś", czyli łącznybyt (ciało). - i odwrotnie: żeby móc w zjawisku wyodrębnić składową, muszęmieć "przerwę", "odległość" między bytami, w tym przypadku przerwa decydujeo zaliczeniu do "czegoś" lub odrzuceniu.ale, zarazem, odległość kwantu od kwantu nie istnieje, kiedy przeprowadzamanalizę procesu ewolucyjnego, wówczas kwant zawsze jest "przy" kwancie, oneleżą w przestrzeni "obok siebie". i nie może być inaczej w takim działaniu,właśnie z uwagi na ciągłość wyodrębniania z tła. brak przerwy - mam ujęcieciągłe, jedność ewolucji. przerwa zaistnieje, to już proces "rwany", inny iodrębny – to inna ewolucja wkroczyła w moje pomiary. - to znaczy, odległośćmiędzy kwantami (czyli zdarzenia, zajścia) nie mogą się opierać na pustce iprzerwach, bo wówczas ewolucja staje się "rwana" i jej po prostu nie ma.przestrzeń między kwantami nie istnieje, jej nie ma i być nie może – jednaktylko dla obserwatora wyróżniającego dany ciąg zjawisk – i na danym poziomiepomiaru. w innym ujęciu (głębszym, szerszym) takie "odległości" się pojawią,i są warunkiem procesu. - "pustka" współtworzy ewolucję, ale widzi ją tylkoobserwator zewnętrzny do analizowanej zmiany, dla "zanurzonego" w procesieobserwatora rzeczywistość jest ciągła (choć skwantowana).27
  • 28. - kwant- pojęcie kwantu- czy ostateczne w definiowaniu świata?pojęcie kwantu jest niewątpliwie bardzo użyteczne i konieczne - ale abstrakcjaw formule "kwant", idea najmniejszej dającej się ująć badawczo oraz rozumowoilości "czegoś" (w tym przypadku energii, zdarzenia, czasu-przestrzeni), toprzede wszystkim i w pierwszej kolejności pojęcie logiczne. i podkreślam tenwniosek, jest zasadniczy dla dalszego toku analizy.i dlatego - o czym w końcu jest cały ten tekst - pojęcie kwantu nie dotyczytylko materii (materii pojmowanej jako składniki "twarde", czyli najmniejszeilości jakoś "namacalne"). kwant, pojęcie kwantu dotyczy wszystkiego. kwantyodkryli fizycy, ale kwant to pojecie filozoficzne.powtórzę to zdanie, ponieważ jest istotne: kwanty odkryli fizycy, pełny szacunza ten wysiłek - jednak kwant to pojęcie filozoficzne, odnosi się do zakresu"poza" fizyką. fizyk posiada do swojej dyspozycji "porcję", "skok" kwantowyw postaci zbioru-kwantu – ale że to zbiór jednostek (kwantów), to może ustalićtylko zewnętrzna do zachodzącej zmiany refleksja – filozofia. dlatego nie ofizyce kwantów wypada obecnie mówić, ale o filozofii kwantów. albo, to formułazamienna, o "filozofii ewolucji", w której kwanty, "jednostki" są elementemfundamentalnym. - kwant ma zastosowanie, z dobrymi rezultatami, w przypadkukażdej ewolucji, jest użyteczny w każdym dostrzegalnym (i niedostrzegalnym)procesie. i dlatego jest "faktem"-stanem-bytem filozoficznym, pomaga fizyce,ale to czysta filozofia.tylko że - powstaje pytanie: na ile i w jakim stopniu pojęcie kwantu odnosisię do świata, czy odpowiada prawdzie? czy coś takiego istnieje? można na topytanie odpowiedzieć: nie ma znaczenia, czy coś takiego istnieje, skoro takdobrze sprawuje się w poznaniu i pomaga zrozumieć procesy. i dlatego, nawetjeżeli pojęcie "kwantu" jest "tylko" błędnym wytworem logiki oraz "sposobem"rozumu na świat, "sztuczką" na ujęcie i zdefiniowanie procesów bez realnegoodniesienia - należy je przyjąć. a przede wszystkim stosować, skoro tak dobrzesię potwierdza (wyjaśnienie oparte na praktyce). to jednak nie uspokaja. żecoś sprawdza się w konfrontacji ze światem i pozwala przewidywać zjawiska, żeopis na każdym poziomie wspomaga zrozumienie - to jeszcze nie oznacza, a napewno nie od razu, że rozum godzi się na taki "fakt" w swoim otoczeniu.postawię pytanie inaczej: czy pojęcie kwantu jest już ostatnim tchnieniem iostatnim ustaleniem możliwego przez rozum opisu zdarzeń? czy nic i nigdy jużnie jest w stanie go w przyszłości zastąpić? czy kwant, pojecie "kwantu", torzeczywiście kres poznania, rzeczywisty kres natury, koniec logiki? czy kwantto "ściana", płaszczyzna?że wszystko zawiera w sobie najmniejszą "porcję" lub "zdarzenie" ("czegoś") -to oczywiste. oczywiste dla rozumu, który funkcjonuje, żyje-reaguje, obserwujei sam działa w oparciu o zmianę, o przechodzenie jednego stanu w drugi, więco ewolucję świata. dlatego nie może być w tym ujęciu niczego, co byłoby stałe,niezmienne, trwałe. sama taka myśl (że jest coś stałego) rodzi powątpiewaniew zdolności intelektualne głoszącego takie poglądy, ponieważ nawet nie możnawyobrazić sobie "działania", czy "istnienia" osoby-ciała-rzeczy niezmiennej.wszystko podlega ewolucji – nawet "boskie" (na)tchnienie.Kosmos - tak, Kosmos jest "trwały" i wieczny. ale dlatego, że "zakotwicza" goumysł w nieskończoności. to w zupełności wystarczy, żeby go unieruchomić wlogice oraz w myśleniu. ale czy w ewolucji, czy w przemianach jakiegoś faktumożna tak ustawić rozum, żeby dostrzegł na jego "dnie" kwant, więc "fakt" oniezmiennej już "postaci"? - czy jest w moim otoczeniu "element", o którymmógłbym powiedzieć: oto koniec ewolucji, dalej już nie ma niczego – ponieważewolucja to zmiana. a "to", co określam jako kwant (i co jest dla mnie stanemjednostkowym) już się nie zmienia.czy rozum godzi się - może zgodzić się na "ostateczny element" bytu?28
  • 29. - "kwant" – jednostka czy zbiór?kwanty pojawiają się w przestrzeni tekstu często, pojęcie kwantu zastosowanezostało już w chwili, kiedy analiza dotyczyła COŚ i NIC. to wówczas, ujmującto jeszcze ilościowo, wyłonił się jego głęboko w rzeczywistości (i w logice)zakotwiczony sens – że "istnieje", że jest filozoficznie "jedynką", która wfizyce przybiera różną postać (jednak pozostając jednostką liczenia). dlategotak, że kwant, pomijając porcjowane i ilościowe jego rozumienie (uwarunkowanejest to tym, jaką w danej chwili rozpatruję ewolucję, który poziom wyróżniam),jest właśnie takim "czymś", "co jest". co jest odróżnialne od nic. podejściefizyczne, w zakresie dostępnym od wewnątrz procesu, musi operować abstrakcjąw postaci kwantu jako "porcją" "czegoś", ponieważ rejestruje "nieciągłość","przeskok" między mierzonymi faktami oraz wielość tworzących taki przeskokelementów łącznie – jednak, co ważne, bez analizy, czy tak obrabiany kwant tojednostka, czy zbiór jednostek. dlaczego? odpowiedź, która musi w tym momenciepaść, jest kluczem do tematu: dlatego, że z poziomu fizyki takie zagadnienienie ma sensu, wykracza poza obszar poddany eksperymentowi. oczywiście to nieoznacza, że się nie próbuje szukać "boskich" elementów świata, ale ewentualne"jednostkowe składniki" pomiaru są z poziomu fizyki stanem skrytym i poniżejrejestracji – tworzą badany obiekt i przyrząd, i obserwatora. dlatego musząbyć w pomiarze pominięte.jednak nie można ich pominąć logicznie. mogę fizycznie operować "porcją", więctym samym zbiorem jednostek (i nie zastanawiać się nad tym faktem, bo skorozastosowany w taki sposób "kwant" się sprawdza, to ujęcie jest poprawne), alelogicznie muszę zadać pytanie, czy to jednostka czy zbiór, a co więcej, staraćsię na nie odpowiedzieć. - czyli z jednej strony występuje w analizie kwantczegoś - a z drugiej (choć i samo pojecie strony w tym konkretnym przypadkujest naciągane) istnieje nicość, nic. dysponuję więc w takim logicznym (tylkojuż logicznym) obrabianiu składników rzeczywistości dwoma fundamentalnymi imaksymalnymi stanami, które można zdefiniować jako 0 i 1, próżnia i energia– ewolucja i jej brak itd. mam zero i jedynkę, stan "COŚ" i "NIC", zero orazjednostkę czegoś. niżej w analizie logicznie nie zejdę, to jest mój, bytu stądi teraz, kres dowodzenia. absolutny kres. w obserwacji fizyka nieobecny, bodla niego dostępne są tylko "porcje kwantowe" (zbiór jedynek), ale konieczny,żeby świat i jego zmianę wyjaśnić. widzę "na dnie", ustanawiam zero i kwantenergii – to podstawa wszystkiego. i tylko tak.kwant - jednostka czy zbiór? jedynie możliwa odpowiedź jest taka, że to standwoisty: i jednostka, i zbiór. a jego postrzeganie zależy, co zrozumiałe, odobserwatora i jego zdolności rejestracji (dzielenia) procesów ewolucyjnych wotoczeniu. kwant jest logicznie jednostką, ale fizycznie zbiorem. na wstępnymetapie opis kwantów dotyczy "porcji", czyli zbiorów jednostek, które wpisanesą również w "zbiory jednostkowe" (kwanty wyższego rzędu). dopiero na koniecpojawia się, także jako jednostka i kwant, Kosmos. i jego składowe, energia ipróżnia, dwa graniczne w rozumowaniu stany. to jest absolutny kres. od stanu"tyci" do stanu "maksimum", na które może rozpatrywać otoczenie umysł danego,czy całego zbioru osobników, zawsze jest kwant, na każdym poziomie kwant. alepojęcie kwantu, pojęcie z jednej strony tycie, z drugiej maksymalne, stawiagranice, kwant jest stanem granicznym rozumu i logiki. okazuje się, że choćniebywale pomocny w opisie zdarzeń, jest zarazem ich ograniczeniem. nie możnawychylić się poza niego, czy nawet próbować wyjrzeć poza wyznaczone tak granice- logika na to nie zezwala. przecież nie może być niczego, co by było większeod największego, nie może być niczego, co by było mniejsze od najmniejszego.na końcach poznania - na/po obu jego stronach, co zapewne niejednego zadziwi,znajduje się to samo: kwant. jeden, jedyny kwant, który stanowi kres wgryzaniasię logiką w rzeczywistość. pojęcie kwantu, jak widać, przydaje się do opisiekażdej ewolucji, każdej logicznie i fizycznie wyodrębnionej struktury - czycałości (która również posiada swoją kwantową budowę).29
  • 30. - kwant - pojęcie graniczne?kwant z jednej strony opisuje największe, a z drugiej najmniejsze - z jednejstrony jest wpisany w zdarzenia, czyli opisuje "czas" – z drugiej jest stanemdefiniującym "przestrzeń" i "porcję przestrzeni". w kwancie, w takim pojęciu,czas i przestrzeń (jak chce fizyka), łączą się w jedność, są w tym odniesieniuwzajemnie opisywalne (czas definiuje przestrzeń, a przestrzeń czas). to kwantwyznacza czas i przestrzeń, ilość i jakość – czas-przestrzeń powstają przezodniesienie do zmiany, jako skutek przemieszczania się kwantu "coś" w "nic".czas-przestrzeń to skwantowana ewolucja w toku zachodzenia.co ważne - co chcę bardzo mocno podkreślić, za każdym tak wyróżnionym stanemlub pojęciem - mam kwant, jeden kwant. "jedynkę". nie ma znaczenia, co biorędo analizy (czy do ręki), każdorazowo myślę i operuję kwantem (i kwantowo).ja jestem kwantem, komórka mojego ciała to kwant - planeta jest kwantem orazwszechświat również; logika (cała) to kwant, jak i jej poszczególne "fakty"(abstrakcje) to kwanty; układ pierwiastków jest kwantem, jednak składa się zkwantów (kwantów-atomów, kwantów-pierwiastków). nie ma znaczenia, czy mówięo jednostce, czy zbiorze - abstrakcji, czy konkrecie o fizycznej budowie -to kwant, zawsze kwant. tylko (i aż) kwant. kwant to fascynujący "wynalazek"rozumu. "kwant" to ustalenie fundamentalne.właśnie - czy wynalazek, czy jednak konstrukcja oddająca coś konkretnego? czykwant stanowi kres rzeczywisty świata, czy tylko rozumu?po pierwsze, logika się buntuje, kiedy próbować "wepchnąć" coś jeszcze niżejkwantu, poniżej najmniejszego z najmniejszych. nie jest ważne, jakie posiadakwant "rozmiary", co oznacza fizycznie, istotne jest to, że nie można wepchnąćmiędzy niego a nicość już absolutnie nic. - owszem, zgadza się, matematykamiędzy zero a jedynkę upchnęła "całą nieskończoność" (ułamków). można by więcna tej podstawie sądzić, że i podobne przejście pomiędzy kwantem a nicościąistnieje, takie łagodne, stopniowalne schodzenie w... - gdzie? owszem, możnaby, gdyby nie to, że ułamki dotyczą innej przestrzeni, są na innym granicznympasie rozumowania – więc "kwantu logicznego" nie dotykają. dlaczego? ponieważułamki odnoszą się do przejścia między jednostką, kwantem ewolucji wyższegopoziomu a niższego. czyli, na przykład, między kwantem fizycznym wszechświataa kwantem logicznym (między zakresem nadprogowym, fizycznie rejestrowalnym aobszarem "podprogowym", warunkującym fizykę). można to dokładniej zdefiniowaćjako opis "poziomy" i "pionowy". w przypadku poziomego ułamki, zgoda, ciągnąsię w nieskończoność, opisują płaszczyznę i jej kolejne składniki. i ten ciągmusi być "niewyczerpywalny" z zasady. co innego w "pionowym" dzieleniu, tutajkoniec w procesie musi się pojawić - jako kres dzielenia. na takim poziomierozważań nie ma szansy, żeby coś upchnąć w zakres, który znajduje się międzykwantem energii a próżnią. "tam" już nie ma przestrzeni w tutejszym rozumieniu- tam "jest" "kosmiczna przestrzeń". a to, jakby nie spoglądać, coś innego od"tutaj", obok mnie. ba, nawet nie mogę powiedzieć, że coś, jakaś przestrzeń,pomiędzy tymi stanami istnieje. bo nie istnieje - nie może istnieć. kwant ipróżnia, kwant energii i nicość stoją na tym poziomie obok siebie i wzajemniesię warunkują. nie ma między nimi stanów pośrednich, jest tylko 1 i 0 – kwantenergii i próżnia.inaczej mówiąc, na tym najniższym z możliwych poziomów analizy, kwantu bronijuż nie fizyka, lecz logika. broni, a raczej uzasadnia jego istnienie. dowódopiera się na tym, że w nieskończoność rzeczywistości dzielić nie można, żemusi wystąpić kres kawałkowania. fakt, zagadnienie posiada różne historycznierozwiązania, podzielność skończona lub nieskończona to ujęcia konkurujące,ale, jak widać z wyżej wspomnianego przyszeregowania analizy raz do pionowego,a raz do poziomego działania - okazuje się, że można tak rozbieżne obrazy ipoglądy na świat połączyć. i to na zasadzie koniecznej jedności. czyli dawnyproblem, skończone czy nieskończone, w ujęciu kwantowym, traci sens: podziałjest skończony, ale materia jest ciągła.30
  • 31. - kwant(y)- kres logiki?wyjaśnienie: zastosowane w tekście pojęcie "zjawiska podprogowe" na oddaniefaktów zachodzących poniżej strefy granicznej fizycznego eksperymentu (więcktóre są "poza" pomiarem, ale zawsze pozostają w ramach Fizyki) – oraz pojęcie"zjawiska nadprogowe", które odnosi się do przedziału (kręgu) wewnętrznego wewolucji, te pojęcia zostały wprowadzone w analogii i na podobieństwo terminówwystępujących w psychologii – i są niezbędne w analizie. procesy podprogoweto stany konieczne i istniejące realnie (fizycznie), jednak nie uświadamiane,które nie są doznawane (mierzone) przez obserwatora znajdującego się w ramachmocno skomplikowanej i rozbudowanej struktury. i to dlatego "kwant fizyczny"w takim ujęciu jest najmniejszą "porcją" energii, która tworzy fizycznie, jużw pomiarze dostępny zakres "nadprogowy" ("świadomy fizycznie"), a "logicznykwant" to wielkość najmniejsza z możliwych, która z tego tytułu zawiera się wzakresie "podprogowym" (podświadomym) – warunkuje procesy i pomiary, ale samajuż nie podlega rejestracji. - fizycznie ustalam w obserwacji zawsze zbiór,logicznie "postrzegam" jednostkę.odpowiadając na pytanie, czy kwant(y) to pojęcie graniczne w ujmowaniu orazpostrzeganiu (wszech)świata, wydaje się, że tak. - więcej, trzeba powiedzieć,że to konieczność. musi tak być, ponieważ logika nie może wykazać, że mogłobybyć inaczej, że jest coś jeszcze mniejszego od najmniejszego z możliwych. -"kwant" to fundament analizy, i to dwustronny: najmniejszy i największy "fakt"w otoczeniu. co więcej, każdy wyróżniony i postrzegany element rzeczywistościto kwant. każdy. nie ma znaczenia, co wyróżniam w otoczeniu (mierzę-doznaję),to zawsze i tylko kwant.ale użyte w tym kontekście słowo "musi" oznacza, że choć stwierdzam niemożnośćinnego obrazu, nie do końca daję przyzwolenie na opracowany – rezygnuję, bomam świadomość, że inaczej nie mogę postąpić. a taki stan wytwarza psychicznydyskomfort. przecież wszelkie granice mają to do siebie, że od razu prowokująpytanie: co jest dalej? a kiedy nie ma żadnych szans na poznanie "dalszego",powstaje "naturalne" zniechęcenie i odrzucenie (albo straceńcza ciekawość,która produkuje chimery). swoją drogą to ciekawe, że rozumowi nie wystarczanawet nieskończoność i wieczność, że dopytuję się, co jest dalej. to "skaza"bycia w obszarze "ewolucyjnym", w świecie zmian oraz granic nigdy dokładniezdefiniowanych. wypada jednak, trzeba (chcąc nie chcąc) pogodzić się z myśląo nieprzenikliwości tego, co z samej zasady jest nie do przeniknięcia, i tonigdy. przyznaję, nie widzę szansy, żeby ktoś mógł w "kwantowej powłoce" cośulepszyć, a tym bardziej ją przebić (logicznie). kwanty to kres poznania, aczkres poznania "pionowego". kwanty to kres badania "w górę" lub "dół" natury.co innego badanie "poziome", na/w poziomach, to będzie nie-skończone. jednakto smutna prawda: nauka w badaniu przemieszcza się "w poziomie" (w poziomach),dlatego nigdy nie wyczerpie swoich badawczych "pokładów". ewolucja oraz jejnieskończoność, w przestrzeni również nieskończonej, kształtują możliwościnieskończone. świadomość niewyczerpywalnego poznania dla rozumu jest tak samoporażką, jak świadomość ograniczonego trwania i skończonych możliwości (któreciągle się osobniczo zmniejszają). ech...poznanie pionowe, podążające w głąb lub w górę świata, na/w teorii kwantowej(filozofii kwantowej) ustanawia swoje granice. w tym ujęciu najważniejsze niejest pytanie o fizyczny sens zmian, ale o ich logiczne, zwłaszcza filozoficznekonsekwencje. "teoria kwantów" to nie jest teoria fizyczna, ale w najgłębszymznaczeniu filozoficzna. to teoria rodem z logiki, nie fizyki. i choć pokazuje,że można ją doskonale na każdym kroku uzasadnić i zastosować w praktycznychzliczeniach - to jednak nie nabiera przez to sensu wyłącznie fizycznego, alepozostaje ujęciem przede wszystkim logicznym. i dla przyszłych pokoleń niema już miejsca w tym obrazie na "ulepszanie". - kwantów nie można ulepszyć,można uszczegółowić.31
  • 32. kosmologia 1.2.32
  • 33. - kwant, kwantowanie ewolucji- "cebulowaty" kształt zmiany, poziomy ewolucji- ujęcie aktualne i historycznekolejne zagadnienie w nawiązaniu do kwantów. ważne i prezentujące, jak wyglądaewolucja w obu ujęciach: chwili obecnej i jej historii. ewolucja to (co bezgłębszego w tej chwili definiowania uznaję za ewolucję, generalnie chodzi ozmianę według stałego rytmu i reguły), ewolucja to zjawisko wielopoziomowe -i nie tylko. może poprzednie zdanie brzmi w pierwszym odczycie niepoważnie ipozornie zawiera mało głębokich odniesień, ale tylko pozornie. ponieważ jestrzeczywiście poważnym odwołaniem się do reguły zmiany ewolucyjnej, że procesprzebiega jednocześnie "w poziomie" (i poziomach) - i pionie, czyli pomiędzypoziomami. a to posiada fundamentalne znaczenie dla zrozumienia zachodzącychzjawisk, i także dla samej ewolucji. zmiana jest poziomo-pionowa.do tej pory wybijałem na plan pierwszy zdarzenia aktualne, czyli energetycznepoziomy, które się "dzieją teraz" (również na tę chwilę bez określania, czymsą konkretne poziomy w konkretnej ewolucji, chodzi o sam fakt wielopoziomowegotoku zmiany). i choć, co zrozumiałe, nigdy nie można powiedzieć o toczącym sięprocesie, że jest wyłącznie "teraz", czy że był "kiedyś", ponieważ to zawszejest ciąg aktualno-historyczny (zbiór stanów przeszłych-obecnych-przyszłych),to jednak nie podkreślałem tego tak istotnego związku, ale obecnie trzeba towyróżnić jako zasadę - wręcz jako cechę ewolucji.doskonałym przykładem na istnienie (i zwłaszcza funkcjonowanie) w/na różnychpoziomach - jest mózg z jego kolejnymi warstwami. układ energetyczny, tu jakokonstrukcja fizyczno-biologiczna pod nazwaniem "mózg", to jakby "narośl", awięc dodatek do już istniejących form, dobudowany i nabudowywany w stosunkudo wcześniej występujących. to kolejne poziomy, coraz bardziej skomplikowaneoraz zwiększające swoje rozmiary (reprezentację w środowisku - w środowisku"wewnętrznym" czaszki, ale również "na zewnątrz" osobnika, czyli jako efektoperacji na pojęciach; oba procesy, co zrozumiałe, wzajemnie się sprzęgają)."rozum" to zmiana w toku zachodzenia, ciągła i idąca od "małych", praktycznie"punktowych" faktów (z oczywistym zastrzeżeniem, że w ewolucji postrzeganejnapdrogowo nie ma stanu punktu, zawsze jest zbiór), aż do rozbudowanych formo skomplikowanej strukturze i spełnianych funkcjach. identycznie przedstawiasię sprawa z innymi narządami, zawsze ustalam ten sam charakter zachodzącejzmiany i funkcjonowanie: wielopoziomowo (i wielowymiarowo).wielopoziomowo - co istotne - nie tylko w ujęciu "chwili obecnej" (jako stanwielu poziomów energetycznych, które przebiegają łączenie i są wyróżnialne wotoczeniu jako całościowa jednostka /w jakoś zdefiniowanej "jednej chwili"/)- ale również jako istnienie, jako proces różnych "poziomów historycznych".czyli następujących po sobie "faktach" związanych z tą ewolucją. "jedynka" wpostaci elementu (stanu, jednostkowej zmiany) buduje prostą (nieskończoną), aewolucję tworzy "na co dzień" jest "poziomy" stan chwilowy, "kwant chwili".ja, moje ciało w każdym jego elemencie, to całość - ale jednocześnie całośćzłożona z poziomów, warstw, zakresów, elementów, które łącznie, dopełniającsię oraz przeplatając, tworzą moją, dla mnie w rejestracji (odbiorze) zbornąjedność. tylko że w realności wielość różnych, jakże różnych procesów się natakie "zborne" odczucie składa. energia ogromnych ilości i ewolucja licznychpoziomów, proces idący "z przeszłości do przyszłości" - to jestem "ja" w tejobecnej chwili, dla mnie krótkiej chwili "teraz". nigdy fizycznie "punktowy",zawsze rozwleczony "pionowo-poziomo" po/w/na kwantach zachodzącej zmiany. -"ja" – to, co uznaję za moje "ja", to "rozmyta" po/w czasie-przestrzeni falazdarzeń (wielopoziomowa i wielowymiarowa), którą dla ułatwienia sobie sprawyi jako skutek mojej "powierzchownej" obserwacji, nazywam łącznie jednostką. iktórą wyróżniam z tła, usamodzielniam. - na początku mojego (za)istnienia byłkwant, który kolejnymi dobudowaniami energii stał się mną w dzisiejszym wydaniu– również kwantem. i "na końcu" to będzie tylko kwant. jeden kwant.33
  • 34. - kwanty- kwanty logiczne, ich istnienie w każdej chwili"cebula" ewolucji – warstwy kwantowe. jeszcze jeden element kwantowania wymagadoprecyzowania: chodzi o to, czy kwanty logiczne, pojmowane jako najmniejsza"porcja zdarzenia", jako "elementarny fakt" (jednostka energetyczna, jedynka),występują w każdej chwili? czy tworzą ciało, zdarzenie w każdym momencie, czyteż są obecne jako "wymiar historyczny" (były gdzieś-kiedyś)?czy kwanty logiczne budują rzeczywistość w jej najniższym wymiarze, i budujązawsze (i zawsze indywidualnie), czy też budują jej historię, a konkretna jużchwila ciała (energii, materii) jest jedynie zlepkiem tych chwil i "cebulą"(wielowarstwowym zdarzeniem), której obraz mam za "stabilne ciało"? - mówiącinaczej, czy "piramida kwantowa", różne poziomy kwantowe, występują łączniei działają wspólnie, czy są w ujęciu aktualnym nieobecne i można wspominać onich tylko w ujęciu historycznym (że były kiedyś tam w ewolucji)? czy, mówiącobrazowo, na moje ciało składają się również tak nazwane przeze mnie "kwantylogiczne" – czy jedynie "kwanty logiczne"-komórki życia (ponieważ to są dlamnie, dla mego ciała kwanty logiczne)? czy moja cielesna konstrukcja w danejchwili jest realizacją całej kwantowej piramidy i wszystkie rodzaje kwantówje tworzą, czy też jest przestrzennym tworem, które jedynie tworzą komórki?czy kwanty logiczne, "elementarne zdarzenia", wchodzą w skład aktualnych dlamojego ciała procesów (ciał skomplikowanych, z wyższych poziomów), czy nie?jaką rolę pełni kwant logiczny w ewolucji?po ilości formułowanych pytań widać, że odpowiedź nie jest łatwa. a nie jestłatwa z tej przyczyny, że ewolucja, ciało, zdarzenie w ramach energetycznegopola, to nic innego, jak "cebula" zjawisk idących "z głębin" "w górę" - i "zprzeszłości" "w przyszłość" - i obecne na/w każdym "poziomie". to strukturaw formie "nawarstwienia", fakt aktualno-historyczny. nigdy jednostka, zawszezbiór, który odbieram-postrzegam jako np. stan jednostkowy mojego ciała. to,podkreślam ten wniosek, w dostępnym dla mnie obszarze nie ma "elementarnych"bytów (procesów), to zawsze złożenie. - ale dla mnie czy w ogóle?kwant logiczny to najmniejsza "porcja" ("jedynka") energii uczestnicząca wewolucji – w każdej ewolucji. ponieważ każda zmiana ewolucyjna posiada własnystan "kwantu logicznego", czyli najmniejszą "porcję", która ją tworzy. i niejest ważna nazwa, która określa niepodzielne już do niczego zdarzenie tworzącedane zjawisko (proces, ewolucję). można kwant logiczny definiować "atomem","monadą", kwantem (logicznym) - jednak to zawsze oznacza tylko "elementarnezdarzenie" i najmniejsze z najmniejszych występujące w wyróżnionym procesie.identycznie ma się sprawa ze zrozumieniem fotonów, atomów, elektronów – itp.elementów materii. nie zrozumiem ich, jeżeli potraktuję jako formy i byty odotoczenia oddzielone. nie będą mógł wyjaśnić, jak i dlaczego istnieją fotonyświatła (i co to są "fotony"), o ile nie "rozłożę" ich na zdarzenia jeszczeniższe (kwanty fizyczne, jak je określiłem, czyli kwanty wszechświata). alei ich nie pojmę w przemianach, nie zrozumiem, dlaczego i jak istnieją, jeżelinie odniosę ich do zdarzeń leżących "poza" "tym" światem, "poza tą chwilą".podział kwantów to nie konieczność, to logiczna powinność rozumu. żeby całośćprześwietlić, trzeba ów zbiór podzielić (chwilowo), ustalić w nim wzajemnerelacje i związki – i ponownie opisać w całości. nie ma innej drogi.każde zdarzenie jest historyczne i aktualne jednocześnie. ma w sobie poziomykwantów logicznych, ten absolutnie najniższy do pomyślenia poziom "zdarzeń",a jednocześnie posiada, jest zbudowane ze zdarzeń wielkiej skali, które są izachodzą "teraz". - to tak, jakby do ziarenek piasku, które przesypuje siępojedynczo, co pewien zakres (w pewnej regularności), dodawać kolejne, corazwiększe przerwy, ustalać coraz większe cykle. sekundy, godziny, tygodnie, lata- wieki, eony ("wszechświaty") itd. to nic innego, jak ujmowanie tego samegoprocesu w różnej wielkości. sekundy tworzą i godziny, i tysiąclecia - i sąskładnikiem "najprostszym", elementarnym, "jedynkowym". kwantem.34
  • 35. - kwant- istnienie kwantu- subiektywne nieistnienie kwantu logicznegozaznaczam - poniższe sformułowania to nie bełkot czy stan odmienny, ale próbaoddania z mojej, więc "wysokiej" (skomplikowanej) ewolucyjnie pozycji faktu,że kwant logiczny istnieje. że musi "istnieć". kiedy staram się opisać "coś"takiego, co znajduje się na poziomie fundamentalnym, nie mogę jednoznacznie ifizycznie określić, że ten fundament istnieje (stąd znak umowności), przecieżon tworzy wszelkie moje poznanie (i moje elementy). dlatego - i muszę z tegowyciągać wnioski - z mojej perspektywy znajduje się taki kwant "poza" kręgiem,poza zakresem, w którym się zawieram, jest "faktem podprogowym" i "ukrytym",i to na zawsze. a co więcej, jest również faktem z zasady "ciemnym" (przecieżdopiero z niego może się stać światło, i wszelkie inne). istnieje jako stanfundamentalny, jednak kiedy zamierzam go fizycznie zdefiniować – "znika", jestpoza "fizyką". nie Fizyką jako taką (w znaczeniu: że coś "jest" i że można to"pomacać"), ale poza fizyką i dostępnym jej pomiarom (eksperymentom), ponieważpomiar z tych elementów właśnie się składa. jak mam pomierzyć element, którysłuży mi do pomiaru jako stan fundamentalny? mierzę rzeczywistość, więc taki"element" jest (jakoś "istnieje"), ale jego już pomierzyć (uchwycić metodamifizycznymi) nie mam czym, po prostu brak "narzędzia". - dlatego, kiedy sięgamna/w ten poziom, co trzeba wyraźnie podkreślić, nie "widzę" kwantu logicznego,w takim przypadku zachodzi "subiektywny" fakt nieistnienia kwantu jako bytusamodzielnego, nieistnienia dla mierzącego otoczenie obserwatora (w dowolnysposób mierzącego-doznającego). logicznie taka jednostka "jest" i być musi,żeby fizyka (i ja) mogła istnieć. ale kiedy fizyka (i ja) próbuje uchwycićnajmniejszy z możliwych stan, napotyka "ciemność", widzę ciemność. i to nawetdosłownie, bowiem dla mnie jest to zakres ciemny i niepoznawalny fizycznie.dla mnie, w moim wewnętrznym, osobistym i subiektywnym odczytywaniu świata,kwant logiczny nie istnieje, nie ma czegoś takiego. logika mówi, że jest oraztworzy to wszystko, fizyka (i moje zmysły) temu zaprzecza.dlatego obecne postrzeganie kwantów jest niepoprawne, a jednocześnie poprawne.rzecz ma się tak, że kwant logiczny istnieje i zarazem nie istnieje, jest igo nie ma. kwant to "byt logiczny", to oddanie zmian ewolucji w jej stanachi "porcjach" najmniejszych – ale nie do fizycznego pomiaru (czy do zmysłowegodoznania). w sensie logicznym kwant istnieje i ma się dobrze – ale fizyczniego nie ma. i nigdy nie będzie. fizycznie to niezbędna do wyjaśnienia procesówkonstrukcja (właśnie logiczna), ale nie-mierzalna.co zrozumiałe, nie neguję, nie odrzucam - a wręcz stwierdzam tu usilnie, żezachodzi konieczność "istnienia" kwantu "jako takiego", jako "bytu w sobie",czy jakby tego składnika Kosmosu nie nazywać. o "czymś" takim nie tylko trzebamyśleć obiektywnie - ale "to" po prostu "jest", dowolnie przemieszcza się poKosmosie tu i tam, buduje mnie i całą tę resztę – i "istnieje". tylko że, zpoziomu mojej rozbudowanej ewolucji oraz w obserwacji z wnętrza świata, tegoczegoś nie ma. kwant w zakresie "poza" (podprogowym) dla ewolucji nie istnieje- jest tłem. a tła-płaszczyzny nie można przecież zdefiniować. to logicznekonieczne dopełnienie, jednak fizycznie stan zewnętrzny."Fizycznie" kwant jest, ale zarazem nie ma go fizycznie, ponieważ znajduje siępoza tutejszą (dla mnie dostępną) fizycznością. więcej, wspomniane fizyczne"nieistnienie" dotyczy każdego kwantu logicznego, każdego poziomu, każdej wtle wyróżnionej ewolucji. kwant logiczny tworzy proces, ale znajduje się pozanim. "kwanty rodzicielskie" są składnikiem mojego istnienia, ale zawsze są"poza" moim istnieniem-ewolucją - warunkują każdą moją cechę (fizyczną), alesą poza kręgiem (sferą) procesu mi dostępnego. - kwant "tam" i "tu" jest, towarunek konieczny wszystkiego, fundament, ale nie istnieje dla analizującegogo obserwatora, który zawsze znajduje się w ramach rozbudowanego poziomu.kwant logiczny może "dojrzeć" tylko logika - nigdy fizyka.35
  • 36. - kwant- "obecny" przez historiępojęcie "kwantu" pojawiło się niedawno i jest kolejnym "wcieleniem" tego, costarożytni nazywali atomem, a inni jeszcze inaczej. chodzi mi w tym miejscuo podkreślenie, że, tak naprawdę, "kwant" był zawsze obecny w myśleniu orazopisywaniu świata, "objawiał" się we wszelkich rekcjach i analizach, i różniebył nazywany, ale w głębokim ujęciu chodziło o to samo – o "kwant(y)".wyodrębniając coś z otoczenia (dowolny fakt, ciało, proces), byt-obserwatordostrzega "kwant", nadaje mu nazwę i definiuje - oraz przydziela symbolicznąformułę. i już może przystąpić do operacji na tak zdefiniowanej formule. wtakim działaniu każde słowo (pojęcie) to nic innego, jak kwant świata (samosłowo jest kwantem języka). określenia, które się pojawiały, są albo będą -to kwanty rzeczywistości. każda istota-byt, działając na/w pojęciach, działana/w kwantach (i sama jest kwantem). jeżeli myślę (lub ktoś inny), to procesyzachodzące w układzie odpowiedzialnym za operacje umysłowe są kwantowe, to zzasady i cech fizycznego świata "porcje" energii w trakcie przemieszczaniasię w środowisku (tu akuratnie mózgu). osobnik operuje takimi "elementami"energii, którym nadaje (w moim, człowieczym przypadku) postać "dźwiękową" -lub innych zmysłów (kwant obrazu czy węchu przecież również istnieje itd.).przebiegające operacje zawsze są kwantowe, mają swój maksymalnie najmniejszypoziom energetyczny. - mówiąc inaczej, myśląc o "pierdułkach" i tak działamkwantowo i na kwantach. procesy w mojej głowie są identyczne, jak u tytanówmyślenia i największych geniuszy, którzy byt i niebyt analizowali – ale, natej samej zasadzie, moje operacje myślowe są również zbieżne z rozbudowanymianalizami świata idioty za ścianą, między nami nie ma żadnej różnicy w styludziałania mózgu (w znaczeniu fizycznym). jedynie ilość energii zaangażowanejoraz operacje na niej czynione ("przeplecenia", które się kryją za każdym zkwantów), odróżnia imbecyla od geniusza. jeden stosuje minimalne "porcje" i"tycie" kwanty, drugi maksymalne ("porcje" energii, "czegoś", tu w znaczeniusymbolicznym, co zrozumiałe - w ujęciu fizycznym wszelkie "porcje" kwantowesą równoważne). - myślenie, biologiczno-fizyczna funkcja centralnego układunerwowego, jest w swej fundamentalnej, więc fizycznej strukturze identyczneu wszystkich form, które taką funkcję posiadają. "myślenie" to energetycznezjawisko o bardzo małej skali potencjału (przyrównując do procesów świata),ale zarazem o bardzo dużym potencjale logicznego modelowania tegoż świata.jedynie skutki gromadzenia oraz podkładania pod pojęcia (symbole) fizycznych(rzeczywistych i konkretnych) elementów energii, to nadaje - tworzy różnicę wwykorzystywaniu "kwantów", ale także buduje różnych "osobników" (ewolucje).dla jednego pojęcie "kosmos" oznacza krąg zdarzeń, które otaczają go bardzoblisko, w promieniu do najbliższego punktu sprzedaży piwa - ale dla innego,bardziej "zasobnego" w kwanty, Kosmos to pojęcie maksymalne (też maksymalnelogicznie) i zawierające w sobie takich "budek" maksymalną ilość (nie możebyć więcej "punktów sprzedaży" energii).to samo dotyczy, na tej samej zasadzie, wszelkich "języków", które zostaływytworzone na oddanie obserwowanych w otoczeniu (lub w sobie) procesów, to sąkwanty, czyli elementy ogólnego "języka" (ewolucji), zawsze i tylko kwanty. atłumaczenia pomiędzy nimi, to szukanie bardziej zrozumiałej formuły wyrażeń."zrozumiałej", to znaczy bardziej zasobnej w energię dla danego "słuchacza".żeby w konkretnym języku coś wyjaśnić, muszę jedno pojęcie opisać innym – adokładniej zbiorem pojęć, które odwołują się do zasobu odbiorcy. czyli jednejkwantowej formie, jednemu kwantowi muszę przypisać wiele dla "nadającego" i"odbierającego" wspólnych elementów, żeby dialog był w ogóle możliwy. innymisłowy, muszę nadać "tłumaczeniu" (rozkwantowaniu i przebiegającej ewolucji)charakter "regularny", ująć ów rozpad kwantu-pojęcia w reguły – w "system",ponieważ to jest podstawą porozumienia, a nie chaotyczny zbiór danych. każdyjęzyk ("język"), każde zjawisko posiada "składnię", zasadę swojej ewolucji.36
  • 37. - dwa poziomy ewolucji- zakres poznaniakażda ewolucja to jeden kwant, jednostka - i posiada, obejmuje dwa poziomy:generalny oraz podpoziom. czyli całość układu jakoś wyróżniona z tła – i jegoskładniki, które otaczają i warunkują istnienie struktury (ciała, bytu). językskłada się ze słów, ale całość "językowa" to również kwant (wszystkie językiopisu otoczenia to także jednostka). każdy język to jedność-"jedynka" kwantowaw ramach zbioru podobnych "języków", ale zarazem zbiór języków w tym ujęciujest kwantem, tylko że w ramach zbioru do niego nadrzędnego, czyli ewolucjijako takiej (świata po prostu). słowo jest kwantem, ale składa się z liter, awypowiadane ze zgłosek – więc kwantów. moje ciało to kwant, ale składa się zkwantów-narządów, elementów, a te budują kwanty niższych poziomów. cały układokresowy to kwant, ale składa się z kwantów: z pierwiastków - a te z atomów,jak najbardziej kwantów. atom to kwant, ale i on składa się z kwantów. itd.itp. i zawsze-wszędzie.czyli: kwant składa się z kwantów. jest poziom, jako całościowe ujęcie zmiany– i jest podpoziom, czyli składnik tego poziomu. jest poziom generalny, kwantogólny – i podpoziom, więc składniki, kwanty wyróżnionego poziomu generalnego(za taki uznawany), które tworzą, kształtują wyodrębnioną w środowisku całość.jak ja mogę zdefiniować siebie jako strukturę kwantową i potraktować się jakokwant, czyli samodzielną cząstkę w jedności i rejestrować taki "całościowy"fakt – tak samo mogę obserwować kwanty mnie tworzące. ale, co ważne, tylko dopewnej granicy postrzegania, do pewnego poziomu. mogę obserwować narządy i ichpracę, ale już nie elementy je tworzące. - mówiąc inaczej, kwanty kwantów sądla mnie w bezpośredniej obserwacji "ukryte", są poza zakresem postrzegania.jednostka, kwant ewolucji może poznać swoje kwanty, ale nie kwanty następnegopoziomu (podpoziomu "drugiego stopnia", czy kolejnych).kwant ewolucji, jednostkowo i całościowo pojęty byt (fakt, element) postrzegatrzy poziomy: siebie - podpoziom i nadpoziom. może wpisać się w poziom wyższyw stosunku do własnego istnienia lub dojrzeć składnik go tworzące, ale dalej"osobiście" nie "zajrzy". "dalsze" jest poza jego kręgiem postrzegania, tojuż obszar do spenetrowania przez "pośrednika", czyli innego obserwatora (wformule np. przyrządu czy innego bytu).na/w tej rozpiętości rozciąga się poznanie. z tym zastrzeżeniem, że postrzegasię "na co dzień" raczej dwa poziomy, nie trzy. one istnieją jako granice istrefy maksymalne mojej ewolucji, ale otoczenie ujmuję się praktycznie przezdwa stany. mówiąc inaczej, albo widzę w głąb swojej struktury, albo wzwyż –albo wyróżniam składniki budujące moją cielesną strukturę, albo sam uznaję sięza składnik zachodzącej nadrzędnej zmiany i stan chwilowy.pojmowanie biegnie tak: określam siebie jako element złożony z "cząstek" (coistotne, w skali historii to były różne "cząstki", ale logicznie oznaczały tosamo, "jedynkę" czegoś) - i jednocześnie pojmuję siebie jako element większejcałości, przerastającej mnie skalą czasu i przestrzeni, np. jestem "cząstką"w zbiorze definiowanym jako społeczeństwo. (samo)wyodrębnienie się w postacikwantu, jako mnie i jako osobowości (bytu "z nazwiskiem"), dokonuje się przezrozpoznanie takiego przedziału, z umieszczenia się pomiędzy dwoma poziomami wstosunku do mnie skrajnymi. środek tego zakresu, czyli moje ciało, a przedewszystkim i zwłaszcza osobowość, to kwant – jeden kwant, zborna "jednostka".w fundamentach mojego istnienia jest kwant – "ja" jestem kwantem i sam należędo kwantu (ewolucji, rzeczywistości) – i wszystko wokół razem postrzeżone ipojęte (fizycznie i logicznie) to kwant. zawsze-i-tylko kwant.na każdym poziomie w analizie jest jeden kwant. zawsze jeden kwant. - ale, copodkreślam, wyróżniam, zaznaczam - różny kwant. to każdorazowo jest kwant, aleto od obserwatora zależy (od jego zdolności postrzegania), do jakiego poziomuprzypisze obserwowany fakt-kwant. to byt doznający-postrzegający dzieli jedeni ciągły tok procesu na kawałki - żeby go zrozumieć. ale to zawsze kwant.37
  • 38. kosmologia 1.3.38
  • 39. - kwant- "kształt" kwantu- geometria kwantu - geometria kwantowajuż samo podniesienie sprawy - kształtu kwantu - wydaje się dziwaczne, a conajmniej zaskakujące. jak rozważać coś, co samo nadaje, samo wchodzi w składkształtu (w takim pojmowaniu, w jakim odbywa się to na co dzień). są kwantyskładnikami ciał, zdarzeń, mojego myślenia - to z ilości (wielości) kwantówpowstają kształty, chwilowe konfiguracje przestrzenne, które są przez umysłpostrzegane jako posiadające "kształt". natomiast nie są kwanty (logiczne),w tym rozumieniu, niczym - "niczym" w sensie kształtu. pytać, jak wygląda, jak"zbudowany" jest kwant, to pytać się o to, jak wygląda próżnia. i choć kwantenergii "zdecydowanie różni" się od próżni (logicznie i intuicyjnie jest touchwytne), to w obu przypadkach trudność jest natury zasadniczej i po prostufundamentalna: nie można powiedzieć nic ponad to, że próżnia, NIC, "istnieje"(jakby słowo "istnieje" nie brzmiało dziwacznie w odniesieniu do próżni, aleznów "intuicyjnie" jest to łatwo przyswajalne) – oraz że energia istnieje. obapodstawowe (logiczne) stany tworzą nierozłączną parę zdarzenia, które z koleiwchodzi w skład zdarzeń "tutejszych", czyli ciał (konstrukcji) wyższego rzędu,rozbudowanych i skomplikowanych. - kwantu jako samodzielnego bytu opisać niemożna. trzeba sięgać, i to jest konieczność logiczna, do drugiego stanu – dopróżni. tylko przez wzajemne dopełnianie się jest możliwe ujecie i opisanietych "bytów", ograniczenie się w analizie (czy pojmowaniu) do jednej stronyprowadzi do fundamentalnych sprzeczności.kwant z zasady nie posiada znaku lub jakości, to bezpośrednio wynika z tegopojęcia - natomiast potencjał jest pochodną ilości, jest skutkiem istnieniasumy elementów, wielości kwantowych zdarzeń. "jedynka" (co by pod tym pojęciemnie rozumieć) nie ma właściwości – "jest". jest w parze z "zerem", i tylko wten sposób. jeżeli jednak stawiam sprawę "kształtu" kwantu i formułuję pytanie,jak ten "fakt" wygląda, to podnoszę problem, czym "jest" i jak kwant? i jestto tym samym pytanie o postać "zdarzenia granicznego" - o "wygląd" i "formę""zjawiska", które zachodzi na granicy logiki.że "kwant", jako "zdarzenie elementarne", musi posiadać trzy wymiary, pewienkształt - i musi się wyróżniać w "przestrzeni próżni" swoim "istnieniem", tooczywiste, to wynika bezpośrednio z samego kwantu, że "jest". coś jest, więcposiada "kształt", jest inne od "nic". natomiast nie już oczywistym, i o tow tym pytaniu chodzi, jaki to będzie kształt. przecież nie dowolny, ponieważwówczas o żadnej łącznej (łączącej się) zmianie ewolucyjnej nie można mówić- kiedy wszystko jest inne, nie ma żadnego sposobu to ze sobą powiązać. kwantfundamentalnie podstawowy (logiczny, jedynka, jednostka liczenia) nie może,po prostu nie może być inny od "sąsiada" - właśnie dlatego, że istnieje obokmnie i we mnie zmiana. że ja istnieję.oczywiście teoretycznie i w powierzchniowo prowadzonej analizie mógłbym jużw tej chwili spokojnie zapisać ostateczny wniosek (który powinien logiczniepojawić się na końcu tego rozumowania): że nic powiedzieć na temat kształtukwantu nie można, że to sprawa "spoza" dociekań i już w ewolucji (zmianie)się nie mieści (że "tam" można się dostać zupełnie inną drogą). ale...zgoda, z wnętrza obserwowanej zmiany energetycznej nic o tym powiedzieć niemogę, to rzeczywiście temat znajdujący się "poza" procesem – przecież każda"jedynka" z zasady jest poza zmianą, buduje, wchodzi w skład zmiany, ale samanie jest zmianą. i dlatego właśnie jest poza definiowaniem "od środka". ale jana dziś i w tej chwili przeskakuję w opisie od razu do granic - nie fizyki ijej skrajnego badania otoczenia, lecz logiki. i pytam o "postać" tego czegośw moim otoczeniu (dowolnie pojętym), co nazywam "kwantem logicznym". już nierozpatruję, jak wygląda kwant fizyczny, kwant tego konkretnego dostępnego miw oglądzie-doznaniach wszechświata (co jest oczywiście istotne, ale na pewnonie wyczerpuje sprawy), ale kieruję wzrok "dalej" – do podstaw.39
  • 40. -fundamentalne w tym rozumowaniu jest to, że bez "rozpoznania" (spenetrowania)zakresu tworzącego wszystko, co by tym poziomem i elementem nie było, nie mogę– nie mam szans zdefiniować, zrozumieć otaczającej mnie struktury w zmianie.kiedy nie wiem, co i jak "wszystko" wokół buduje, każde poznane w otoczeniuzdarzenie jest z zasady niepełne, nie znam jego "fundamentów". oczywiście wtakim (od wewnątrz) działaniu mogę uzyskać poprawne wyniki, nawet będą się wkonfrontacji z otoczeniem eksperymentalnie potwierdzały – ale to nie jest inie może być wiedza pełna, z zasady nie sięga "podstaw". jeżeli zapominam otym lub pomijam w rozumowaniu, na pewno, to pewnik tego dowodu, moja wiedzanie jest całościowa – nie może być.dlatego opisuję, zamierzam opisać kwant logiczny, to konieczność. ale, co tuistotne, również ostateczność rozważań, granica dolna, maksymalnie dolna już"strefa" możliwych elementarnych "zdarzeń" (z zastrzeżeniem, że użyte słowo"zdarzenie" do jednostki pasuje na zasadzie umowności, jakoś ten "fakt" muszęokreślić - jedynka się nie zmienia, buduje zmianę, ale sama się nie zmienia).intuicyjnie jest uchwytne (a logicznie pewne), że ten "elementarny przypadek"musi posiadać swój "wymiar" i "kształt" – to nie wydaje się sprawą sporną woglądzie logicznym. nie można o tym kształcie nic (mądrego) powiedzieć na tęchwilę, ale negować jego występowania nie można.po co zajmować się czymś, co nie może być ujęte z definicji? dlaczego pragnęopisać kwant? sprawa jest ważna, i nie rozchodzi się wyłącznie o naturalną wtych okolicznościach "czystą ciekawość" (jak może wyglądać "stworzenie" zwanekwantem). chodzi o to, że skoro kwanty tworzą ewolucję, czyli nadają kształtwszelkim jej produktom, zasadne jest pytanie, jak wygląda i jak przebiega to"podstawowe zdarzenie", jakie posiada kształty? to znaczy, czy jest kuliste,czy płaskie? więcej: czy jest sens mówić o kształtach kwantów? że ewolucja,w wyniku kwantowych procesów, uzyskuje postać kulistą, obrazuje się w postacisfery maksymalnie - o tym mówiłem sporo (i jeszcze więcej powiem). wynika toz samego procesu (kwantowania). sferyczność ewolucji, jako jej maksymalne iskrajne opisanie (i rozumienie), to oczywiście ujęcie poprawne na wszystkichpoziomach rzeczywistości – jednak definiowanie początków ewolucji w formule"płaszczyzny" jest również poprawne. dlaczego? ponieważ postrzegając fakty wotoczeniu czy sobie (jako ewolucja oraz zmiana), widzę je u/na początku jakopłaszczyznę, jako "ścianę", która stanowi kres mojego obserwowania – "dalej"nie widzę, bo dalej nie ma dla mnie zmiany. nie jest ważne, co i jak analizuję,mój początek czy świata, zawsze ostatecznie natrafiam w działaniu poznawczymna "płaski" stan i jednorodne, już do niczego nie redukowalne "tło" (kwantylogiczne tworzące taką zmianę).podkreślam, w takim logicznym definiowaniu "stanu początkowego" (tła) nie maznaczenia, jak ono "rzeczywiście" (fizycznie) wygląda. to może być "dowolny"teoretycznie kształt tego, co traktuję za tło – jednostki tworzące muszą być"jednakowe", ale budowane przez nie płaszczyzna-ściana-tło może posiadać jużdowolny kształt (choć, co zrozumiałe, deformowany - odkształcany przez stanśrodowiska). jednak z mojej, więc dalekiej od tej chwili formy istnienia, tojest "płaszczyzna", jednorodna płaszczyzna (zdarzeń). dla mnie to jest ściana"jednokwantowych zjawisk". jakbym się nie starał jej (logicznie) przebić, niedokonam tego. ponieważ elementami mojego działania (tu myślenia), są kwantybudujące tę "płaszczyznę". dotarłem do bariery absolutnej mojego analizowania– czyli do "płaskiego" stanu początkowego. i kwantu logicznego.początkiem zdarzeń dla mnie, jako elementu ewolucji, jest świat definiowany,opisywany – nazywany "płaskim", "dwuwymiarowy". początkiem wszelkich przezemnie postrzeganych-doznawanych procesów jest płaszczyzna kwantowa. - że owa"płaszczyzna" jest taką jedynie dla mnie, a dla składników, dla "tamtejszych"zdarzeń jest jak najbardziej przestrzenna (rozciągnięta) - a kwanty, które wtej strefie zaistnieją, są obdarzone wymiarami - to sprawa jasna, oczywista,zrozumiała. (prawda?)40
  • 41. -ważne w tym spojrzeniu jest to, że to z mojej perspektywy (stąd w "dal-głąb")płaszczyzna musi być bezwymiarowa, jednak z punktu tamtejszego obserwowania(warto przeprowadzić taki eksperyment myślowy), płaszczyzna przekształca sięw strukturę, staje się "przestrzenią". więcej, nie mogę, aby poszerzyć listękonwencjonalizmów, symbolicznych ujęć ewolucji - nie mogę określić logiczniepojęcia płaszczyzny (zdefiniować). coś, co nazywam "płaszczyzną", co potocznieokreśla się jako posiadający dwa wymiary układ zdarzeń (choć raczej pojmujesię to jako rozłożenie mikrocząstek, kwantów, atomów, punktów nieskończeniemałych itp.) - nawet odnosząc to do poszerzonych dookreśleń np. matematycznychczy fizycznych - nawet taka "płaska przestrzeń" nie może być postrzeżona izdefiniowana, po prostu "coś" takiego nie istnieje. wspomaga rozumowanie, tofakt, ale nie istnieje. nie posiadający wymiarów "punkt", płaszczyzna złożonaz takich punktów i posiadająca jedynie dwa wymiary - takie coś nie istnieje.nie można sobie czegoś takiego wyobrazić. - nie ma płaszczyzny zbudowanej zpunktów jednowymiarowych. nie ma.ja nie potrafię, jako element z tej ewolucji i logiki wyrosły, wyobrazić sobiepłaskiego świata - lub próbować tego. kiedy twierdzę, że widzę płaski świat,czy też że istnieje płaski byt, mówię nieprawdę. każda "płaszczyzna" w moimumyśle posiada postać złożoną, już z tego tylko choćby powodu, że nie możnapojąć niczego jako formy jednostkowej i bez porównania do innych podobnychukładów. - płaszczyzna, czy raczej to, co za płaszczyznę mój umysł traktuje,jest złożeniem energetycznych stanów, które powstają w trakcie jego szalenierozbudowanej w czasie-i-przestrzeni pracy (przemian kwantowych przebiegającychwielowymiarowo). po drugie, taka płaszczyzna musi być zbudowania nie z czegoś,co się określa punktem, ale ze zdarzeń elementarnych, z pojedynczych, ale wskład całości wchodzących zdarzeń elementarnych pola energetycznego (czylinie z jednostek - ale jednostek w trakcie przemieszczania się, w ruchu, a tozasadniczo zmienia okoliczności tego eksperymentu i uzyskanego obrazu). czylimusi posiadać kwant-punkt trzy wymiary i pewną "zajętość przestrzeni". mogęokreślić pojęciem "płaszczyzny" zdarzenia "podprogowe" (nieoznaczone), i takto będzie wyglądało z mojego punktu obserwacji, jednak w przeprowadzanych adotyczących tego zakresu analizach muszę uwzględnić i ciągle o tym pamiętać,że to jest "płaszczyzna ewolucyjna" (fizyczna) – nie "absolutna" (logiczna).że posiada wymiary, trzy wymiary. plus ruch (zmianę) jako wymiar czwarty.żeby płaszczyzna ewolucyjna zaistniała, muszą mieć najmniej dwa stany, czylidwie warstwy, dwa zajścia elementarne. tylko taką płaszczyznę jestem zdolnyzrozumieć, tylko taka płaszczyzna jest w ewolucji obecna i może być realniepostrzegana. jedna warstwa to stan zerowy ewolucji, poziom, który co prawdaistnieje, ale nie wchodzi w zakres odbierania. i nie ma tu sprzeczności: możecoś istnieć, ale zarazem nie być. kwanty (tu jako płaszczyzna kwantowa) tworzązdarzenia, tworzą przestrzenie przez swoje złożenia, ale nie poddają się sameopisowi, są poza opisem. mogę być pewien, że istnieją, ponieważ wytłumaczyćinaczej zjawisk nie potrafię (i się nie da) - ale opisać tej "strefy", tegozerowego poziomu nie można (opisać w znaczeniu pomierzyć – przecież, to wszakzrozumiałe, opis logiczny jest możliwy).dlatego jest to tak paradoksalne (na pozór), ponieważ analizowanie przedziaługranicznego zjawisk, procesów leżących na granicy ewolucji (na jej krańcachlogicznych i zachodzenia) jest co najmniej trudne, po prostu wytwarza w ujęciu"prostym" (geometryczno tutejszym) paradoksy. o procesach z/na granicy (jakotakich), nie można nic powiedzieć z wnętrza ewolucji. - nie można powiedzieć,że mają takie lub inne cechy, jednak można twierdzić, przez analogię, że są -"płaszczyzna kwantowa" i kwanty istnieją, muszą istnieć. nawet jeżeli pojęcia,które umysł wytwarza (żeby zdefiniować takie strefy), są tylko symbolami, tojednak są symbolami, za którymi coś stoi. że stoi, to potwierdza eksperyment.jestem. - są kwanty, mówiąc dosadnie, bytem koniecznym, aby wyjaśnić świat ijego zmienne trwanie. a to już wystarcza, żeby istniały.41
  • 42. -pytanie o "kształt" kwantów posiada charakter "akademicki", trochę przypominazabieg dowodzenia, jak i ile diabłów mieści się na łebku szpilki - ale tylkotrochę. przecież pytanie o kształt "elementarnego zdarzenia" to równocześniepytanie, jak i dlaczego łączą się ze sobą kwanty (lub rozpadają)? co dziejesię, co powoduje, że kwanty łączą się w ilościowe "mikrocząstki" – a co dalejskutkuje ich jakością? jak to połączenie się odbywa? jeżeli jest kwant tylkosferą, a więc nie ma żadnych "haków", "wypustek", "zaczepów", czy innych tegorodzaju ciekawych form połączeniowych (o czym tak barwnie starożytni prawili),to jak to się odbywa? jakie siły wiążą ten elementarny "fakt" z innym? - niejest tak prosto wyjaśnić, co decyduje, że kwanty są łączą. że się łączą, tooczywiste, ale dlaczego? - czy je coś do tego "zmusza"? czy też nacisk pola,ochładzanie się jest warunkiem wystarczającym, żeby kwanty – jako obojętne -mogły się dowolnie łączyć, formować zdarzenia, budować kształty? generalnyproces w ramach pola energetycznego jest rozpadem (wybuchem), ale przecież wpewnym okresie energia pola, lokalnie czy jako całość, łączy się i sumuje wjeden kwant, dlaczego się łączy-i-rozpada? dlaczego?zaznaczam i mocno podkreślam, że "w tym momencie" nie ma żadnych zewnętrznychsił, które by tym "sterowały" - rozważam tutaj "jedynkę" energii plus "zero"próżni. jak w takich okolicznościach coś swobodnego i niezależnego zawsze iwszędzie wchodzi w "związki" (długotrwałe), dlaczego "coś" się łączy? na tympoziomie nie mogę mówić ani o masie, ani siłach, ani o jakichkolwiek innychprzyczynach. "tu" jest "czysta energia" i czysta logika - do fizyki daleko.więc dlaczego "to" się łączy? - dlaczego?dlaczego z taką łatwością dochodzi do obu kierunków ewolucji - dlaczego razmoże to przybierać postać rozpadu, a raz łączenia się kwantów? do tego punktuopisywałem, jak to się dzieje, że kwanty się łączą i rozpadają, obecnie, w tymmomencie analizy, wypada zapytać, dlaczego tak się dzieje? i choć wyżej użyteokreślenie, że ewolucja przebiega "łatwo", zostało wprowadzone bardziej dlaefektu (literackiego), ponieważ rozpad kwantowy nie przebiega ani szybko, aniłatwo (stąd możliwość istnienia przez pewien czas ewolucji) - jednak to, żeprzebiega, to fakt nie podlegający dyskusji. można zarzucić temu "dlaczego?",że chcę rozważać zdarzenia, które nie dadzą się opisać (z tej samej przyczynyco kwanty - ponieważ same tworzą inne procesy, że są na, a nawet poza granicąlogicznego ujęcia), ale pytać, dlaczego kwanty się łączą (lub rozpadają), tooczywiście można. więcej: trzeba. przecież jakaś odpowiedź zawsze się pojawi.w tym przypadku powód jest identyczny z samym zjawiskiem, przyczyna i skuteksą z tej samej ewolucji, jej zdarzeniem. w tym miejscu rozważań stykają się iprzyczyna zdarzenia, i jej skutek. i nie ma niczego, co by było tutaj jakimś"zewnętrznym" (za)działaniem, pierwszą przyczyną – albo "czymś podobnym". tozaistnienie zjawiska powoduje, że powstają kwanty, ale zarazem zaistnieniekwantów (w formie zbioru i jego zmiany) powoduje, że zachodzi zjawisko (jakiśobserwowany fakt). zjawisko jest kwantowe, kwanty należą do zjawiska.ewolucja tworzy pytanie (i pytającego) - ale pytanie o ewolucję kształtujeproces tworzący ewolucję (samo zadanie pytania zmienia mnie, pytającego, azarazem kształtuje postać tej ewolucji-pytania – oraz ewolucji jako takiej,buduje moje wyobrażenie procesu). pytać, dlaczego istnieją kwanty - to pytaćo ewolucję, a pytać, dlaczego i jak istnieje ewolucja - to pytać o kwanty.w tym obszarze logiki - co można nawet podkreślić – fundamentalne w świeciepytanie "dlaczego?" staje się tożsame z "jak?". w/na granicznej i kwantowejstrefie oba pytania, jak zresztą wszystko, co zachodzi w logice, przybieraidentyczny, więc łączny charakter. jak kwanty jednocześnie tworzą i czas, iprzestrzeń - tak i pytanie o kwanty tworzy łączny stan "dlaczego-jak". i niemożna rozerwać tych pojęć, ponieważ warunkują się wzajemnie. nie można opisać"dlaczego" bez "jak", ani "jak" bez "dlaczego". to kolejny fakt wynikający zdwoistego stanu ewolucji, z istnienia 1 i 0. nie ma sensu pytać, dlaczego siędzieje ewolucja, bez opisania, jak się dzieje.42
  • 43. - "jak" i "dlaczego"- współzależnośćto jest na tyle ciekawe i ważne sumaryczne ustalenie, że można je wyodrębnićw osobny akapit. oto okazuje się, że przy krańcach logiki pytanie "jak" oraz"dlaczego" coś się dzieje, posiada jednakową odpowiedź: ponieważ się dzieje.- i nie jest to, wbrew pozorom, banalne ustalenie.pytać o to, dlaczego zachodzą zjawiska, to jednocześnie, jak z tego wynika,pytać, jak one zachodzą. więcej, nie można rozłączyć obu pytań. co było do tejpory (przynajmniej przeze mnie) pojmowane jako oddzielne zagadnienia, czy teżtraktowane jako poszukiwanie "pierwszej przyczyny", okazuje się być pytaniemwzajemnie zależnym, sumarycznym - nie można pytać "dlaczego" bez "jak". niemożna, ponieważ tylko fakt zachodzenia zjawisk (jak one zachodzą) wpływa nato, że pytanie, "dlaczego" one zachodzą, ma sens. bez dziejącego się procesupytania by nie było i również pytającego. pytanie o to, dlaczego realizuje sięproces, współistnieje obok samego procesu i jest pochodną zachodzenia zjawisk,a zarazem zachodzenie zjawisk, czyli jak one zachodzą, jest powodowane tym,dlaczego zaszły. nie można w analizie wyodrębnić tylko jednej strony, ponieważpopadnie się w sprzeczność – mam powiązanie, jedność dlaczego-jak.co zrozumiałe, owa sumaryczna zależność dotyczy każdego poziomu ewolucji i nieogranicza się wyłącznie do najniższych, fundamentalnych zjawisk kwantowych.przecież każda wyróżniona ewolucja posiada swoje logiczne kwanty, najmniejszetworzące ją składniki – a te, właśnie jako podstawa i fundament, są w relacjido siebie na zasadzie "dlaczego-i-jak". czyli, idąc dalej, każda ewolucja nagranicy (swojej) logiki przebiega w ten sam sposób, posiada swoją, ale też zcałością powiązaną rytmikę przemian. każda ewolucja posiada strefę, w którejpytanie o to, jak przebiega, oraz pytanie, dlaczego przebiega, jest łącznym.- zmiana dlatego przebiega, że zachodzi - a zachodzi dlatego, ponieważ jestzmianą. w każdej ewolucji jest najmniejszy składnik, który łączy w sobie tepytania - zaistniał jako jednostka, więc proces tworzy, a dlatego tworzy, żezaistniał.filozoficzne, logiczne konsekwencje sprowadzenia pytania "jak" do "dlaczego"(i na odwrót) powodują, że pytania te stają się współzależne i powiązane zesobą w sposób fundamentalny (poprzez wspólny fundament kwantowy). do tej porybyły traktowane oddzielnie, jednak okazują się łączne - okazuje się, że niemożna zjawisk opisywać (definiować) w oderwaniu od ich zachodzenia, od tego,"jak" następują (według jakiego rytmu-reguły). zjawiska jednocześnie się stająi zarazem następuje ich stan początkowy. i nie ma znaczenia, co analizuję,fizyczne ciało, proces abstrakcyjny, "byt pojęciowy" (np. pozornie samoistnesymbole matematyczne), zawsze ustalam jedność zmiany i jej reguły. nie możnamówić o rytmie procesu bez tego procesu – ale również nie ma procesu bezjego reguły. jedno i drugie zachodzi jednocześnie.w każdym przypadku ustalam współwystępowanie pytania "dlaczego" proces biegniei "jak" biegnie. z powodu? zasadniczy jest tu fakt, że bez elementów nośnych,na/w których proces istnieje i się regularnie toczy, bez fizycznego nośnika(co by nim nie było) nie ma zmiany oraz nie ma pytań o zmianę. pustka (nicość)niczego w sobie nie koduje i żadnych pytań nie stawia. - NIC "jest" - i nicpoza tym.występuje jednocześnie i powód zjawiska, i samo zjawisko. przyczyna i skuteksą nierozerwalne, to jedność.nie można ich rozdzielać bez poważnych, logicznie dramatycznych konsekwencji(niezrozumienia wydarzeń). - w ujęciu kwantowym "przyczyna" współistnieje ze"skutkiem", jest doń współbieżna, równoległa, jednoczesna. przyczyna (zmiana)powoduje, że pojawiają się kwanty, że pojawia się ewolucja - a zarazem zmiana(zachodząca ewolucja), która się zaczęła (objawia się), zachodzi w postaci iw rytmie zdarzeń kwantowych. jedno i drugie (kwanty i ewolucja, przyczyna orazskutek) są nierozdzielne. - ewolucja to kwanty, kwanty to ewolucja.43
  • 44. -nie można powiedzieć, że przyczyna poprzedza skutek (czy jakoś inaczej, np. żeskutek poprzedza przyczynę). więcej, można powiedzieć wyłącznie (zawsze i nakażdym poziomie), że zachodzi proces jednoczesny: skutek pojawia się jako wynikprzyczyny, która go powołała do życia - ale i przyczyna jest zarazem skutkiem.kwanty tworzą się jako skutek, ale i zarazem tworzą przyczynę: ewolucję. niema tak, że obserwując zachodzące zjawiska, choćby moje istnienie, mógłbym wtakim wydarzeniu wyodrębnić coś jako przyczynę mego istnienia. to, co traktujęza przyczynę (nawet w najdokładniejszym pomiarze i oglądzie), jest zawsze itylko faktem, który zaczynał, był równoznaczny z rozpoczęciem się ewolucji,tu mojego istnienia. jednak w szerszym ujęciu to tylko jeden, chwilowo i zewzględu na moje możliwości wyodrębniony element z ogromnego zdarzenia, fakt wramach zbioru. że można w taki sposób cofać się do początku wszechświata, ażpo nieskończoność zjawisk w Kosmosie? - ależ tak. i, co więcej, nie można ztego łańcucha niczego wyłączyć czy wyrzucić – nie można, ponieważ nie ma w nimniczego zbędnego, każde "ogniwo" tych zdarzeń było potrzebne, abym w zaistniałtej formie. nie było przyczyny w znaczeniu czegoś odrębnego czy pierwszego,istniejącego "poza" wydarzeniem - nie było, ponieważ wszystkie w tym procesie(nieskończonym-wiecznym) "fakty" były-są jednym i powiązanym ze sobą ciągiemewolucji (i Ewolucji), której jestem małym "ogniwkiem". każda z cząstkowychprzyczyn była początkiem mojego istnienia – i myślenia.mogę, co zrozumiałe, wręcz na niektórych etapach analizowania otoczenia to poprostu konieczność (nie wszystko mogę dojrzeć, nie mam narzędzi do badania,nie mogę od razu każdego szczegółu w analizie uchwycić itd.) - mogę niektórez tych zjawisk potraktować jako leżące poza moim życiorysem i zdefiniować jakoprzyczynę mojego istnienia - ale (ale!) to będzie zawsze i wyłącznie zabieglogiczny i dzielący jedność. to rozróżnienie na poziomy zdarzeń czegoś, co niejest podzielnym zjawiskiem w sensie fizycznym (i Fizycznym). wyodrębnienie złącznego tła przedziałów zmiany jest możliwe i odpowiada pewnym uśrednionymstanom ewolucji, jednak zawsze jest opisem "elementu" z "łańcucha" ewolucji,jego chwilowym pokawałkowaniem (skwantowaniem) dla zrozumienia. i muszę o tympamiętać. - ponieważ kiedy pomijam cząstkowość i chwilowość obserwacji, albopopadam w sprzeczności nie do pokonania - albo muszę w strefach granicznychradykalnie "ciąć" zakresy "wystające" poza moje zrozumienie – albo, to już zbezradności, odwoływać się do "pierwszej przyczyny". i mam problemy.przyczyna współistnieje ze skutkiem - skutek współistnieje z przyczyną – acałość jest ewolucją (regularną zmianą w toku).opisywanie w inny sposób postrzeganych w rzeczywistości (czy w sobie) procesów– to oznacza (informuje otoczenie), że tak mówiący nie zanalizował głęboko iw pełni zjawisk, o których się wypowiada, że nadaje im osobny, wyodrębniony zeświata charakter, czyli rozdzielny od środowiska i tym samym cząstkowy. możeto być powodowane przyjęciem jakiejś zasady porządkującej, ale także skutkiemniedostrzegania elementów "pośredniczących", brakami w oprzyrządowaniu (taktechnicznym, tak logicznym). jednak kwantowo, w ramach jednorodnej płaszczyznyzdarzeń, nie można wykazać, że jeden kwant był pierwszy (zaistniał "przed"),a następny, który widzę, to w kolejności drugi. w "płaszczyźnie" wszystko jestsobie równe i posiada tę samą postać. w takim odniesieniu skutek nie jest poprzyczynie ani przyczyna przed skutkiem - są razem, występują w jednym czasie- zachodzą w jednym obszarze, tworzą parę, której nie można rozłączyć.w najszerszym, logicznie maksymalnym ujęciu, biegnącym z nieskończoności wnieskończoność, nie ma niczego (i być nie musi), co należałoby określać jakoprzyczynę procesów. mogę lokalnie określić, zawsze arbitralnie, że coś jestfaktem wcześniejszym i poprzedza zaistnienie konkretnego bytu, jednak jest tomoje, obserwatora, zawsze chwilowe ustalenie. w ewolucji zaistnienie kwantówjest przyczyną procesu zmiany – ale zmiana oznacza zarazem, że mam skutek wpostaci zaistnienia kwantów. i dlatego można w uproszczeniu powiedzieć: skutekjest przyczyną - a przyczyna jest skutkiem.44
  • 45. - kwant- geometria kwantu - geometria kwantowa- logika kwantowakonsekwencją ujęcia zaistniałego oraz obserwowanego "kształtu" (dowolnego wotoczeniu wyróżnionego stanu-faktu) jako procesu (ewolucji, zmiany w trakciejej zachodzenia) jest to, że trzeba wszystkie ewolucje traktować jako proces– wszystkie, nawet jeżeli pozornie dotyczy to form czy kształtów "danych" i"odwiecznych".mam w tej chwili szczególnie na uwadze i myśli wszelkie "zjawiska logiczne",czyli logikę i inne symboliczne opisy świata. logikę, filozofię, ale również(a nawet przede wszystkim) matematykę z jej abstrakcjami. ponieważ wszystkojest ewolucją - z tej zasady wynika i to, że logika jest procesem - że jestwytworem ewolucji (zachodzącej zmiany). czyli że, mówiąc inaczej, nie jest inie może być formą absolutną, daną jakby z zewnątrz, odwiecznie, gdzieś-tam"bytującą", a którą obserwator czy badający "odkrywa" (wydobywa, "przywołuje"z niebytu /spoza jaskini/). błąd. błąd logiki.więcej - w odniesieniu do wyżej powiedzianego, nie mogę wyodrębnić z jednościświata logiki, czyli zasady tworzącej rzeczywistość, poza tę rzeczywistość -nie mogę jej "usamodzielnić", wyprowadzić "poza". dlaczego? ponieważ takiego"poza" nie ma. jeżeli nie ma skutku bez przyczyny i przyczyny bez skutku, to,na tej samej zasadzie, nie ma i logiki bez świata, w którym ona funkcjonuje.przecież, powtarzam (i to jest fundamentalnie ważny argument), w pustce, wabsolutnej (logicznej) pustce nic - nic nie może istnieć. również logika. niemoże, ponieważ nie ma "logiki próżni" (reguły odmieniania się nicości). możnalogicznie się odnosić do nic(ości), można analizować relacje między nic a coś– ale tylko zawierając się w ramach ewolucji, więc jako fakt już zaistniały.może być logika ewolucji (reguła ją tworząca), ale nie może logika istnieć wniczym – musi być nośnik, na/w którym abstrakcje logiki się usadowią. logika,każda reguła zmiany, jest elementem współwystępującym wobec procesu, któryopisuje – i nigdy poza nim. nigdy. ewolucja biegnie według reguły, ale regułapowstaje dlatego, że jest ewolucja. jedno warunkuje drugie. i jest jednością,jest nie-rozerwalne.swoją drogą (nawiasem) potrzebna jest "logika kwantowa", czyli oparcie zasadlogiki o zjawiska wypływające ze zrozumienia procesów kwantowych. do chwiliobecnej logika jest "kwantowa" z przypadku, musi operować kwantami, jednak ichnie uwzględnia.jedną z konsekwencji opisu symbolicznego świata w logice kwantowej będzie to,że geometrię, a więc "sztywne" ("suche") wyobrażenie procesów przestrzennych,również trzeba zrewidować. - to znaczy, wszelkie pojęcia geometrii, wszelkiepłaszczyzny, figury, czy w kolejności wymieniając bryły, wszystko staje sięprocesem, zmianą w trakcie przeobrażeń – i, co istotne, uzyskuje (odzyskuje)swoją czaso-i-przestrzenną historię (formowania się). pojęcia płaskich figur,tylko do dwu wymiarów zredukowanych abstrakcji, prezentują się w zobrazowaniukwantowym, w świetle pojęcia "skwantowana ewolucja" zjawiskami, i to zjawiskami"narastającymi". nie ma w świecie niczego, co by było "płaskie", "punktowe"("jednowymiarowe"). rysując kwadrat na kartce papieru, żadnym sposobem nie udami się przecież narysować całości "za jednym zamachem", to zawsze jest proces,zawsze ewolucja złożona z wielu elementarnych zjawisk.tak samo i w pojmowaniu. to nic, że "postrzegam" w moim odczuciu "kwadrat""momentalnie" i "od razu". warto się zadumać nad faktem, ile wysiłku kiedyśwymagało, żebym zrozumiał, że to jest figura o takiej nazwie i ile wysiłkubyło potrzeba, żebym połączył wyobrażenie (widok) z pojęciem słownym oraz jenastępnie praktycznie zastosował. a i dziś, choć pozornie jest to czynnośćautomatyczna i zachodzi "łatwo" skutkiem doświadczenia, jest to rozbudowanyproces, ustalenie takiego "kwadratowego istnienia" jest dynamiczną ewolucją.żadna myśl nie jest "dana", każdy przebieg w szarych komórkach to ewolucja.45
  • 46. - kwant- "geometria kwantowa" – odniesienia do geometrii- pojęciapunkt. wypada rozpocząć od tego elementarnego pojęcia w geometrii - "punkt",czyli co?podkreślenia, już na wstępie tego (nomem omen) punktu analizy wymaga fakt, żetradycyjna ("szkolna") geometria praktycznie nie ma szansy zdefiniowania, coto jest punkt i czym jest. dlaczego? ponieważ takiego stanu nie sięga w swoich"suchych" ustaleniach. operuje takim pojęciem, jest to "byt" wyprowadzony zeświata i jego własności poprawnie, ale czym jest realnie punkt, tego nigdy zgeometrii się nie dowiem. "punkt" jest poza - to już fizyka.historycznie różnie do zagadnienia podchodzono, różnie starano się wyjaśnićznaczenie tego niezastąpionego niczym w wyobrażaniu zjawisk oraz zależnościświata "elementu". punkt występuje w każdym geometrycznym sposobie ujmowaniarzeczywistości - i nie tylko geometrycznym. nie można się bez niego obejść,ale zdefiniowania także nie daje się przeprowadzić. takie sformułowania, jak:"nieskończenie mały punkt przestrzeni", czy "stan jednostkowy" albo podobne,to wszystko opisowe ujęcia symbolu punktu, który przecież "intuicyjnie" jestdoskonale "pojmowany". niby wszystko jasne, czym jest punkt, jednak wyjaśnićtrudno, stąd "uniki". - w ujęciu kwantowym można to zrobić. przynajmniej taksię wydaje. punkt to kwant. - "punkt" to jedynka energii, coś jednostkowego.a mówiąc inaczej - elementarne zdarzenie, ponieważ kwant (jednostka, "coś"),to "elementarne zdarzenie" w nieskończonej "przestrzeni" Kosmosu. najmniejszystan. - z zastrzeżeniem, że pojęcie "zdarzenie" jest konieczną umowa, żebyoddać taki stan, ale "realnie" "jedynka" tylko "jest", to fakt, a nie zmiana(a "zdarzenie" to zmiana). ale ponieważ chodzi o różne poziomy ewolucji, niemogę inaczej tego zdefiniować – "jedynka", kwant w ruchu to "zdarzenie" dlamnie elementarne, podstawa wszelkich zjawisk.utożsamienie punktu z kwantem prowadzi do ciekawego wniosku: są różne punkty.- jak są różne kwanty, tak są różne punkty. i dlatego w ujęciu logicznym, alew odniesieniu do kwantów (realnych faktów), następujący zapis a = b oraza ≠ b - te wyrażenia są sobie równoważne!chodzi o to, że choć kwanty "rozmiarami", więc posiadanymi "w sobie" zasobamienergii różnią się od siebie, niekiedy wręcz dramatycznie, jednocześnie dalejsą kwantami, czyli jedynką, "elementarnym zdarzeniem", które tworzy ewolucję.nie ma czegoś takiego, jak różne kwanty (pojęcie) - choć zarazem każdy kwantjest różny od występującego w zdarzeniu (fizycznie). kwanty budujące proces"w poziomie" są sobie równoważne (fizycznie) – ale kwanty "w pionie" są wobecsiebie różne ("rozmiarem"). jednak zawsze są to kwanty (jako pojęcie).wyjaśnienie, dlaczego w geometrii (w pojmowaniu) musiał się pojawić punkt, wujęciu kwantowym jest stosunkowo proste. logicznie dalej jak jedynka i zero,czyli punkt i brak punktu, zejść w ujmowaniu zjawisk nie można. ale że to wewolucji przybiera postać "elementarnego zdarzenia", to już tylko tłumaczeniezjawisk logicznych na formę fizyczną. geometria nie pyta, jak wygląda punkt,bo punkt - jak w logice kwant, a w matematyce jedynka – tworzy wszystko inne.z sumowania punktów powstają wszelkie inne formy. i nie można opisać punktuinaczej, jak przez fakt jego istnienia - lub jego zaprzeczenie. natomiast, cociekawe, w ujęciu kwantowym (ewolucyjnym) pytanie o wielkość punktu posiadagłęboki sens. więcej - jest konieczne.okazuje się, że punkt w kwantowaniu posiada "różne" wielkości, że posiada coprawda zawsze charakter punktu (kwantu) - ale równocześnie jest zależnym odkonkretnej formy, w której przychodzi mu być związanym. kwant składający sięna ewolucję, ją tworzący (w geometrii "punkt"), posiada własny zasób energii,własny potencjał – i jest każdorazowo czymś innym. innym wobec kwantu "obok",w innej ewolucji. nie ma dwu jednakowych punktów, jak nie ma dwu jednakichkwantów w ewolucji (powyżej kwantu logicznego, co zrozumiałe).46
  • 47. -jak kwant pola energetycznego jest inny od kwantu życia, choć przez cały czasjest to kwant (i dla każdej z tych ewolucji jest to kwant logiczny), na tejsamej zasadzie i "punkt" wydarzeń w polu (dowolnym) będzie punktem różnym odpunktu w innym polu. logicznie to analogiczny, tożsamy punkt – ale Fizycznieinny, odrębny. funkcjonalnie punkt od punktu niczym się nie różni (to zawszepunkt), jednak logicznie jest to tylko-i-zawsze konkretny punkt na/w prostejnieskończonej ("znumerowany").to znaczy, nazwa "punkt" (chodzi tu w końcu tylko o nazwę-słowo, abstrakcję,pojęcie) dotyczy tak samo punktu mojego ciała (czyli kwantu mego ciała) oraztak samo dotyczy "punktu" całego pola energetycznego. moje ciało jest faktempunktowym, punktem – ale również całe pole energetyczne jest punktem. z tejprzyczyny, że w geometrii nastąpiło logiczne "stopienie" (zlanie) się pojęćpunktu i kwantu, mam takie trudności z operowanie "punktem" i przypisaniem murzeczywistych, więc fizycznych wielkości ("wymiarów" i rozmiarów). - mówiącinaczej, w geometrii "najmniejsze zdarzenie" (a tylko ono jest dostępne dlatakiego opisu) stało się najmniejszym z najmniejszych do pomyślenia składnikówrzeczywistości, jedynką logiczną. fakt wywiedziony z procesów świata, punktwłaśnie, w geometrycznej analizie uzyskał postać (bezwymiarową), ale przecieżinaczej nie mógł się "zaprezentować".jednak, jak już zaistniał w analizie, możliwe stało się wyobrażanie sobie, adalej sprawdzanie eksperymentalne zjawisk wyprodukowanych w jej trakcie (więcpotwierdzać w badaniu słuszność wyobrażeń). dlatego mogę, stosując "płaskie"pojęcia, opisać wielowymiarową "geometrię ewolucji", choć nigdy jej na własneoczy nie zobaczę. i dlatego także mogę opisać ("zobaczyć") kształt i przebiegzjawisk w przestrzeni wielkiej grawitacji, choć nigdy się w czarnej dziurzenie znajdę itd. - "punkt" to konieczne i bardzo użyteczne pojęcie w analizie,ale oderwane od fizyki, usztywnione. a przez to trudne do interpretacji.geometria, posługując się pojęciem "punktu", co jest koniecznością i pochodną(bezpośrednią) istnienia w świecie kwantów, mogła przejść do działań na tychżepunktach i tworzenia z nich różnych wielkości (konstrukcji) – jednak dziś togeometria musi od filozofii oraz fizyki zaczerpnąć uzupełnienie do pojmowaniupunktu, to krok oczywisty. a "punkt", choć dalej niezbędny, staje się w ujęciukwantowym jedynie symbolem ewolucji, tej najmniejszej z najmniejszych "porcji"zdarzenia. jako symbol, jako pojęcie i abstrakcja zawsze jest punktem, jednakróżni się od siebie w poszczególnych wydarzeniach. - jeżeli płaszczyzna jestzbudowana z punktów, czyli logicznie identycznych kwantów, o tyle w złożeniachewolucyjnych występuje już "różny" "punkt", kwanty różnią się między sobą –wujęciu kwantowym są "różne" punkty, różne wielkości punktu. co do tej pory niebyło możliwe do powiedzenia, a wręcz było logiczną sprzecznością, okazuje sięw/na poziomie kwantowym jak najbardziej zasadne. - więcej nawet, okazuje sięniezbędne. dlatego, że bez "gabarytowej" różnorodności punktów wielu spraw niemożna zrozumieć i wyjaśnić (np. "wielkości" "stanu osobliwego" w ewolucji)."punkt" jest jeden - ale każdorazowo inny.zaprezentowanie, na gruncie kwantowania, że punkty są różne, to sprawa ważnadla geometrii i wymaga głębszego ujęcia. dlaczego? powód jest zasadniczy, otookazuje się, że u podstaw, w/na samym fundamencie zjawisk, leży coś, co choćnominalnie, z nazwy jest zawsze tym samym ("punktem", "jednostką"), w ujęciufizycznym posiada bardzo różne "wielkości i formy" istnienia (objawiania sięw świecie).geometria to "wypreparowana" ewolucja kwantowa, "usztywniona" - ale dobrze otym fakcie wiedzieć i odpowiednio stosować. dobrze jest (roz)poznać "głębię"powstania geometrii (jak i innych "języków" opisujących rzeczywistość), co iz czego wypływa, co konkretnie opisuje – i, co najistotniejsze, co może opisaćw kolejnych krokach. przez dodanie "fundamentu" kwantowego, jestem przekonanyo tym, uzyskuje geometria swoje miejsce w Kosmosie. nie "czysta logika", alefizyczna realność za "kropkami", "kreskami" i "kółkami" się kryje.47
  • 48. -jak wygląda punkt?pytanie w geometrii "absurdalne", w pierwszym spojrzeniu nawet "niepotrzebne"– a na pewno "dziwaczne. przecież, to odruch w takiej analizie, nie ma czegośtakiego w logice, co by było "różną", inną jedynką. ale, podkreślam, odnosisię to i dotyczy tradycyjnego pojmowania kwantu, punktu czy jedynki – oraz,co zrozumiałe, "fundamentu", "kwantu logicznego", najmniejszego stanu energiiz najmniejszych ("drobiny" maksymalnie już podzielonej – czy jakby tego nieokreślać, po prostu kwantu "coś"). tutaj, na/w tym brzegowym zakresie, punkti jego tradycyjne pojmowanie się sprawdza – tylko że, zwracam na to uwagę, wgeometrii czy dzisiejszej fizyce (procesie nadprogowym z zasady, w wewnętrznymkręgu w Fizyce) w takim rozumieniu punktu nigdy nie ma, tu są zawsze-i-tylkozłożenia, zbiory, mogę oczywiście potraktować je za "jedynkę", nawet muszę,ale to zbiór, nigdy "kropka" kwantowa.dlatego czas zmienić podejście. jeżeli okazuje się w ewolucyjnym ujmowaniu iw odwołaniu do kwantów, że mogą istnieć różne "jedynki", kwanty, punkty – toczas zmienić postrzeganie, rozumienie i wykorzystanie "punktów". skoro na/wkwantowym "klepisku" występują elementy, które mają różny wygląd oraz różnewartości, to czas im się przyjrzeć detalicznie – przecież tutaj (a dla mnie"tam") opowieści rodem z bajek są wielce zasadne.więc jak wygląda "punkt"? punkt "wygląda" dokładnie tak, jak kwant. jak kwantna danym, wyróżnionym w analizie poziomie zdarzeń.podkreślam, zawsze jest to kwant i tylko kwant (w tym opisie punkt), jednak zakażdym razem jest to inny kwant (punkt). każdorazowo to inne, oddzielne, więc"samodzielne" "zdarzenie punktowe" (kwantowe) – ale to kwant-punkt. poniżejjuż nic nie ma, to kres, granica logiki - i również fizyki.inaczej prezentują się fizycznie punkty ciała znajdującego się w polu życia,a inne są w polu energetycznym (choć jedno wypływa z drugiego), ale to zawszejest kwant. nie mają znaczenia "gabaryty" rozpatrywanego i postrzeganego (wdowolny sposób) kwantu, to zawsze jedynka, punkt – kwant. logiczna jednostkaw postaci kwantu.figura geometryczna w kwantowym zdefiniowaniu, to ewolucja (zmiana) zbudowanaz "kwantów prostych". natomiast bryła to ewolucja (i struktura) zaistniała zezłożenia "kwantów-figur". a "bryły-ewolucje", już na poziomie dostępnym dlamnie, tworzą ewolucję jako kwanty. te symbole i abstrakcje to nic innego, jakujęcie w postaci geometrycznych form (tu nazw) zjawisk ewolucji na/w różnychpoziomach. - opisanie procesów energetycznych i kwantowych (skwantowanych) wróżnej "przestrzeni", to "wyabstrahowanie", "zatrzymanie", "sfotografowanie"ewolucji-zmiany w wybranym momencie oraz kształcie (w "punkto-chwilach") – ioperacje na tak pozyskanych symbolach. działanie użyteczne, jak wspomniałem,uprawnione i poprawne – ale z definicji "spłaszczone". a przez to "zamykające"obserwatora w również spłaszczonej rzeczywistości. podkreślam ten wniosek: tojest płaszczyzna, "widzę" płaszczyznę oraz działam w ramach "płaskiej kartkipapieru" (nawet wówczas, kiedy wyobrażam to sobie jako mnogość "zagięć", czyfizycznych wymiarów). - jestem tym, co jem - pojmuję i postrzegam świat wedługtego, czym operuję w umyśle.za każdym razem, kiedy wypadnie mi mówić o kwancie, o "punkcie", o jedynce, o"elementarnym składniku" danego, wyróżnionego poziomu - choć logicznie będzieto zawsze "punkt" (kwant), to fizycznie będzie posiadał różną "postać" orazbędzie wewnętrznie odmiennie zabudowany ("zapełniony" "jedynkami") – będziezawierał w sobie różną ilość energii.logiczne byty (pojęcia, abstrakcje) są "twarde" (sztywne) - jednak pamiętaćtrzeba, że za nimi stoją (kryją się w/na niżej lub wyżej leżących poziomach)fizyczne, konkretne ciała i skomplikowane relacje między nimi, czyli fakty orozbudowanej w czasie-i-przestrzeni strukturze.-logika jest "umięśniona" fizyką - ma krew i ciało (i inne ekskrementy).48
  • 49. - prostana drugim krańcu geometrii, jako dopełnienie logiczno-pojęciowe - oraz jakodopełnienie punktu (kwantu; skończoności i chwilowości), znajduje się prosta(płaszczyzna kwantowa w ewolucji; nieskończoność i wieczność).nie przypadkiem prosta biegnie z nieskończoności w nieskończoność – i takżenie przypadkiem jest zbiorem nieskończonym punktów, najmniejszych "faktów" wgeometrii. prosta to suma wydarzeń, to "ewolucja" (zmiana w toku zachodzenia)– podkreślam, to symbol procesu, który rozciąga się, biegnie "w przestrzeni"bez zdefiniowanego początku i określonego końca. to pojęcie maksymalne zmianywyrażone w sformułowaniach geometrii. jak punkt jest odpowiednikiem kwantu -tak prosta jest odpowiednikiem samej Ewolucji, która nie ma początku i nie makońca, która rozciąga się, dzieje w przestrzeni Kosmosu z jedynie punktowymi("chwilowymi") wydarzeniami. jak występuje to w ewolucji, lokalne "wymiary"kwantu (tutaj: punktu) wyznaczają "rozmiary" ewolucji (tutaj: prostej) i jejzajętość w przestrzeni. - dlatego też prosta, symbol zmiany (choć pozostajezawsze "prostą" i zbudowana jest tylko z punktów) w ujęciu kwantowym raz się"po-grubia" - a raz staje się "kwantową nitką", którą definiuje "szerokość"jednego punktu-kwantu.co ważne, o prostej można już co nieco powiedzieć. punkt tylko jest, natomiastprosta, jako suma kwantowych punktów, jako zdarzenie biegnące (i realizującesię) w nieskończoności, kiedy zobrazować ją za pomocą kwantów (więc zmiennychw historii punktów) staje się niezwykle ciekawym "układem", obrazuje ewolucję– a co więcej, pozwala ją zrozumieć. o ile kwant-punkt może być tylko zawszekwantem i punktem (ale zarazem posiadać różne, lokalne "wymiary", różnić sięzauważalnie od siebie) - o tyle po zsumowaniu, "prostym" połączeniu takichjednostkowych, "miejscowych" zdarzeń punktowych, uzyskana w ten sposób prostaokazuje się obrazem ewolucji - jest geometrycznym obrazem ewolucji. symbolemewolucji (Ewolucji w Kosmosie).tak "wygląda" prosta w ujęciu kwantowym. - to nic innego jak ewolucja, tyleże o różnej "rozpiętości" kwantu w danej chwili. w każdym punkcie istnieje,po zsumowaniu, inny stan, inny kwant. o ile w "płaszczyźnie prostej", czyliw obrębie jednego punktu, istnieje zawsze tylko punkt i nie ma go do czegorównać (inne punkty płaszczyzny, w której znajduje się otoczenie wyróżnionegow tle punktu, do tak budowanej prostej nie należą, aczkolwiek stanowią "punktodniesienia" - są "podobne", jednak obok) - o tyle w ciągu punktów (sumie)punktów, występują "różnice". każdy następny po sobie punkt, każdy następnyz punktów prostej różni się od poprzedniego. posiada inne "wymiary" (postać),jest zasobniejszy energetycznie lub mniej ubogacony (realnie, w wielkości o"namacalnej" postaci, czy jako miraż-ułuda, więc potencjalnie). po dodaniu dosiebie tych stanów, po zsumowaniu wszystkich punktów kształtujących prostą wewolucyjnym ujęciu wychodzi na to, że taka prosta staje się falą. - posiadamaksymalne i minimalne wielkości, które definiują proces, staje się zjawiskiemfalowym, dynamicznym, przestrzennym. przy czym kolejne "zgrubienia" na/w falizdarzeń, na prostej nie muszą być do siebie podobne (i będzie to przypadekwyjątkowy). w "historii" prostej każda pojawiająca się fala-moment może byćinnej wielkości niż ją poprzedzająca. każda jest jedna i lokalna. i dopiero wsumie tworzą całość wydarzenia. czyli nieskończony ciąg Ewolucji.49
  • 50. -mówiąc inaczej, w geometrii nastąpiła faktyczna ewolucja w ramach używanychabstrakcji. jak punkt uzyskał "absolutną", "sztywną" postać, tak prosta, jako"suma" (nieskończony zbiór) takich niewymiernych wielkości, również uzyskałapostać absolutną. o ile w ujęciu logicznym jest to zrozumiałe, wszak prostabiegnie przez nieskończoność (i wieczność) - to w ujęciu fizycznym, realnym,okazuje się, że "prostych" nie ma.dlaczego nie ma prostych, dlaczego tak intuicyjnie oczywisty fakt geometriiokazuje się abstrakcją bez "głębokiej" treści? podkreślam, chodzi o "prostą"biegnącą w tej samej postaci przez nieskończoność, nie o chwilowo postrzeganystan przez umysł. wyobrażenie, że w Kosmosie są proste (podobnie w "płaskimświecie" kartki papieru, czyli że wypracowane pojęcie urzeczywistnia się wtakiej postaci nieskończenie), jest nieporozumieniem. to "namacalny", wręczmodelowy przykład tego, jak poprawna myśl, która coś oddaje ze świata, możeprzesłonić głęboką treść. - przecież "prosta" jest oczywiście sensownym orazpotrzebnym elementem opisu otoczenia, tylko nie w takiej bezpośredniej, tak"płaskiej" postaci. logicznie to konieczność w analizie, pozwala skutecznieopisywać procesy – tylko drobiazg, trzeba to jeszcze "przetłumaczyć" na faktyrealnie występujące w zjawiskach. a te nie są "jednowymiarowo proste".w przestrzeni wszechświata, jako układzie fizycznym, wystarczy się tylko pookolicy rozejrzeć, nie ma prostych – każdorazowo wyróżniony zbiór elementówpodlega odkształceniu, zakrzywieniu w swoim przemieszczaniu się przez innezbiory elementów. zachodzi "załamanie" prostej w interakcji między stanem takprzebiegającej zmiany a innymi bytami "w okolicy". przypominam, kiedy traktujęfakt (dowolny) jako coś samoistnego, musi on się w analizie "usztywnić" – i wefekcie uzyska "kształt" i znaczenie absolutne. poprawne logicznie, jednakfizycznie bardzo odległe od treści, którą "koduje" (oznacza). nie ma faktówoderwanych i samoistnych, zawsze istnieje jakieś do nich środowisko, "aktywne"otoczenie. aktywne nawet wówczas (a nawet szczególnie wówczas), jeżeli jestpostrzegane logicznie w postaci pustki absolutnej.dlatego nie mogę twierdzić, że prosta realnie istnieje – bo nie istnieje. wmojej głowie tak, jako "fakt" logiczny istnieje (i ma się doskonale), ale nierealnie. proces logicznie prosty (od "prostej") faktycznie wytwarza koło (araczej, by być dokładnym, spiralę zjawisk, jako że wszechświat się rozszerzalub zapada). czyli prosta w ewolucji istnieje – tylko że ma wygląd fali.punkt jest abstrakcją kwantu, prosta jest abstrakcją samej ewolucji – zmianyzbudowanej z kwantów. nie ma niczego, co by było w przestrzeni "prostą", aleistnieje odpowiadający prostej (jako symbolowi), jej "treściwy" fakt. prostato nie-kończąca się ewolucja. "zjawisko" ("zmiana"), które biegnie w wiecznymi nieskończonym Kosmosie, uzyskuje w prostej swój analog. Ewolucja, kiedy jąprzedstawić jako konstrukcję logiczną, stanowi taką prostą, proces bez początkui zakończenia. punkt jest symbolem kwantu - prosta to symbol ewolucji.ale jedna prosta nie istnieje samodzielnie, ewolucja jest zawsze zjawiskiemzbiorowym. dlatego każda prosta (fala) występuje w zbiorze podobnych zjawisk,w otoczeniu innych fal-prostych. razem tworzą przestrzeń, "płaszczyznę zdarzeń"- składają się na płaszczyznę, na/w jakiej zachodzi zjawisko. któraś z fal manajwiększe, inne mniejsze "wielkości" i razem tworzą płaszczyznę o różnychpoziomach (i "zgrubieniach"). kwanty znajdujące się w tej samej płaszczyźniezdarzenia, ale w różnych prostych-falach, tworzą różne poziomy - różne na/wpłaszczyźnie "wybrzuszenia". każda "fala" to przechodzenie kwantowe (czylipunktowe), wyróżnianie się z tła, z płaszczyzny ewolucji. fala to zdarzenie ijego "ślad", łączny stan, który "wynurza" się z płaskiego kwantowego zakresui tak długo istnieje, jak długo istnieje siła podtrzymująca. i ginie następniew płaszczyźnie, wtapia się w tło (przestrzeń jednorodną), gdzie nic nie jestwyróżnione. - każda ewolucja (tutaj prosta) to zjawisko wpisane w zdarzeniewiększego poziomu, większej całości, jest prostą-nieskończoną "samo dla siebie"- ale w "poza"-ewolucyjnym ujęciu staje się "odcinkiem" prostej.50
  • 51. - prosta- półprostaciekawym elementem geometrii jest półprosta. ciekawym w ujęciu kwantowym – wodniesieniu do tego, co symbolizuje. półprosta, w ujęciu tradycyjnym i dziśobowiązującym, to "połowa" prostej. dlatego, posiadając "punkt zaczepienia",czyli zdefiniowany początek, biegnie w nieskończoność. przy czym, istotne aciekawe, nie jest zdefiniowany kierunek półprostej. to znaczy, w takim ujęciunie jest wyznaczony tor, po którym takowe "zjawisko" biegnie. dlatego równiedobrze może przemieszczać się "w przód", ale również "w tył", "bok" też jestzasadny. - jednak rzeczywiście ciekawe i logicznie brzemienne w konsekwencjepojmowanie półprostej pojawia się dopiero w opisie kwantowym, w połączeniu z"jednostkami" energii (i ich przemieszczaniem się).otóż pół-prosta, jako element, czyli "połówka" prostej, okazuje się być taksamo symbolem ewolucji (zmiany), jak prosta - jednak w tym przypadku ewolucjibiegnącej "od teraz" (stąd do nieskończoności /wieczności/). półprosta stajesię w zobrazowaniu kwantowym zjawiskiem, które zaczyna się w chwili obecnej,żeby "skończyć" się w/na granicy nieskończoności. przy czym, co zrozumiałe,w tak opisywanym "procesie" wyróżniony jest szczególnie "punkt zaczepienia",to on decyduje o wyborze kierunku obserwacji i "wyceny" zachodzącej zmiany.zapewne nie muszę pisać, czym - a raczej, kim jest ten punkt.żeby wyjaśnić, w czym rzecz, trzeba odwołać się do mojej obserwacji. czyli domnie jako obserwatora, konkretnego zjawiska, które postrzega oraz wyznacza wotaczającej przestrzeni (rzeczywistości) regularności i nadaje takim stanom(ewolucjom) postać geometryczną (lub inną). - to ja, byt zanurzony w świecie,mój rozum i jego możliwości (zasób posiadanych danych o otoczeniu) wytycza,na podstawie obserwacji i przeprowadzonych eksperymentów, fakt "istnienia" iprzebiegania prostej. tak samo, na tej samej zasadzie, wyznacza, przez swojąchwilowość, odcinki, czyli składowe prostej. - i podobnie, identycznie ma sięsprawa z półprostą: to moja obecność, to moje postrzeganie nadaje jej cechyi charakter. i dlatego nie jest półprosta wyłącznie "mechanicznym" podziałemprostej na dwie części, ponieważ ten podział jest zależny od mojej obserwacji(i decyzji). - co czynię, kiedy w przebiegu ewolucyjnym, który symbolizuje dlamnie prosta, wyznaczam punkt (wyróżniam jeden i konkretny kwant z dostępnegozbioru zmiany)? jeżeli wyróżniam punkt w przestrzeni, jeżeli tak oznakowanypunkt należy do prostej, którą współtworzy - to wyznaczając go i nadając mu"szczególny" charakter, poprzez mój wybór (świadomy albo nie), wyznaczam wprzebiegu całej ewolucji "chwilę" ("punkt-chwilę"), nadaję tak dookreślonejmoją decyzją "chwili" wyróżniony stan.jeżeli cała prosta jest symbolem "pełnej", więc nie kończącej się ewolucji,to przez fakt wyróżnienia jakiegoś punktu tej prostej, czyli nadanie pewnemukwantowi znaczenia wyjątkowego, tworzę, ustanawiam półprostą. i ta półprostabiednie, "ciągnie" się od tego punktu w kierunku, który jako obserwator takżewyznaczam. efekt? tak podzielona prosta, co tu ważne, uzyskuje dwa kierunki:z nieskończoności do tego punktu - oraz od punktu w nieskończoność.wyróżniając pewien kwant, wyróżniłem w/na prostej, czyli w ewolucji, pewien"moment", wyróżniłem także kierunki i nadałem owej ewolucji cechy ze względuna mnie. na mnie jako obserwatora - lub na jakąś inną ewolucję, którą z tławyodrębniłem. oczywiście takie wyróżnienie dotyczyć może każdej, dowolnej wotoczeniu zmiany i każdego punktu, jednak istotne jest to, że w taki sposóbpółprosta staje się opisywalna. opisywalna ze względu na mnie jako szczególnystan (byt). dlatego mogę obecnie "zjawisko" (ewolucję), które z definicji nieposiada początku ani końca, ująć, opisać ze względu na ten wyróżniony kwant.co może być takim wyróżnionym stanem? - zawsze najlepiej definiować otoczenieze względu na siebie, na siebie jako byt i obserwatora - przecież to jedyny"w tym wszystkim" pewny punkt prostej. inne mogą, ale nie muszą wystąpić.jestem - więc prosta istnieje.51
  • 52. -punktem początkowym półprostej może być dowolna ewolucja, każde wyodrębnionew przestrzeni zjawisko (fakt, proces, byt). najlepiej opisać, ze względu naobserwowalność, taki punkt na podstawie własnego ciała lub zjawisk (rzeczy),które należą do poziomu mojego postrzegania (ponieważ są najlepiej widoczne,po prostu). inaczej zresztą zrobić nie mogę. muszę w poznawaniu świata wyjśćod swego istnienia, od swoich najbliższych okolic. i kolejnymi "podejściami"przemieszczać się ("czołgać"...) na następne poziomy. czyli przesuwać corazdalej "koniec" półprostej. - półprostej w maksymalnym ujęciu, bowiem w wieluprzypadkach (bardzo wielu) zasięg takiej "półprostej" jest mocno ograniczonyi skończony, dramatycznie zamyka się w lokalnym kręgu (pogłosek i plotek, awięc wiedzy o byle czym) - sięga "do najbliższego horyzontu".choć, z drugiej strony, żeby być dokładnym, żaden umysł postrzegający światnie może mieć swojej "półprostej poznania" ograniczonej. może nie wiedzieć,że istnieje Kosmos, ale jego umysł, na zasadzie koniecznego dopełnienia stanukwantowego, wytworzy pojęcie drugiego krańca świata. i nie jest ważne, czy tosię będzie nazywało "bóg" czy inaczej - na przykład "kosmos". w każdym takprzebiegającym działaniu (jak najbardziej logicznym) każdy obserwator musiposiadać swoją "półprostą" poznania. może nie być świadom, że opisał świat izdefiniował jego zmianę w postaci "półprostej", ale ją posiada. przecież to,co myśli, jego całe pojmowanie biegnie w nieskończoność, i to jednocześnie wobu kierunkach przez niego pojmowalnej "półprostej". to konkretna chwila, danyobserwator z cechami mu przynależnymi, nadaje prostej "wymiar". nadaje przezpodzielenie wiecznej i nieskończonej ewolucji, której symbolem jest prosta, nadwa stany, na dwa leżące "po obu stronach" jego istnienia zakresy. - to mojadecyzja i moje istnienie (ja, jako kwant "prostej ewolucji") nadaje znaczeniezmianie i ją opisuje. to ja wyznaczam, że ewolucja-prosta biegnie i że "COŚ"istnieje. dlatego mam prawo (oraz konieczność) powiedzieć: gdyby nie ja, nieświeciłoby słońce, gdyby nie moja obecność, ewolucji by nie było. to ja, tylkoja, jako kwant procesu i jako obserwator, mogę to stwierdzić - gdyby nie mojeistnienie słońca (nieba i ziemi, i myśli) by nie było. kiedy brak dopełnieniado zachodzącej zmiany (faktu), kiedy nie ma drugiego stanu ewolucji, który wsobie rejestruje zdarzenia - nie ma niczego (kiedy obserwatora nie ma, nie maewolucji). NIC nie mędrkuje...jeżeli teraz, po takim wyznaczeniu (podziale prostej), chcę opisać przebiegzjawisk w nieskończonym zachodzeniu, jest to oczywiście proste (odpowiedniodobrane słowo): opis taki jest możliwy. oczywiście nie byłby możliwy, gdybynie moje istnienie i gdyby nie wyróżnienie w taki sposób pewnego stanu w ramachewolucji (i prostej). kiedy żaden punkt nie jest wyróżniony i wszystkie kwantysą sobie równe, to nie ma niczego, wobec czego i w odniesieniu do czego możnaby ująć zdarzenia. to moje istnienie, ja jako kwant wyróżniony decyduję, żetaki zabieg, taki opis staje się możliwy. - po pierwsze, jestem obserwatorem.a po drugie, co znacznie ważniejsze w ujęciu ewolucyjnym, mam oto dwa stany:"za sobą" i "przed sobą". a jeżeli mam dwa stany, mogę już dokonać porównań,mam, co do czego równać. mogę równać obie "strony" prostej, czyli to, co było,i to, co dopiero będzie, mogę również porównywać stany obu stron do siebie.mówiąc inaczej, muszę podzielić prostą na dwa "fakty" składowe, ponieważ takizabieg umożliwia mi dokonanie rozróżnień, umożliwia klasyfikowanie elementówotoczenia - oraz celowe przeszukiwanie świata.żeby poznać ewolucję, musi istnieć "półprosta" - czyli "zjawisko", któremunadaje się stan "początkowy", musi istnieć punkt, od którego zaczyna liczyćsię zdarzenia (lub do którego się liczy). rezygnacja z takiego "wyróżnika"jest niemożliwa: traci się punkt oparcia. i to w znaczeniu dosłownym. żebyistnieć (i zaistnieć), muszę rzeczywistość podzielić i pokawałkować, ponieważw jednolitym tle, w ramach nieskończonych nie ma życia. życie to (chwilowe,zgoda) - ale jednak zakwestionowanie nieskończonej prostej. zakwestionowanietylko i aż "punktowe". niech żyje punkt!52
  • 53. - prosta - punkt- przejście prostej przez punktprzechodzenie prostej (prostych) przez punkt jest ciekawym potwierdzeniemustalenia, że ewolucja musi zawierać w swoim stanie początkowym dwa stany, żenie wystarcza jeden kwant do zdefiniowania ewolucji. przecież to "dogmat" wgeometrii - przez jeden punkt w przestrzeni można przeprowadzić nieskończonąilość prostych, ale przez dwa konkretne punkty, które w ten sposób wyróżniająprzestrzeń i ją "cechują", przez dwa fakty może przejść tylko jedna prosta.przy czym tak dookreślona prosta to nic innego, jak ewolucja, wyróżniona z tłaewolucja.to oznacza, że do zapoczątkowania ewolucji (i do jej opisania) potrzebne sądwa punkty, nie jeden. przez jeden może przemieszczać się wiele ewolucji, anawet nieskończenie wiele prostych - dlatego nie można żadnej z nich opisać.żeby jednak tego dokonać, muszę w przestrzeni wyróżnić jeszcze jeden punkt ije ze sobą w analizie powiązać. żeby wyróżnić w przestrzeni jakąś ewolucję inadać jej charakter regularności, nie można operować jednym punktem - jedynkamoże posłużyć do opisu nieskończonej ilości zjawisk, jednak nie wyróżnia wpłaszczyźnie żadnej, która już posiada "twarz" (a czasami i nazwisko).prosta, która przechodzi przez dwa punkty, to ważne i godne podkreślenia, niejest "prostą bezimienną", to nie jest byt wszechmożliwy - jest wyróżnioną ikonkretną prostą. właśnie ten przypadek (dwupunktowości opisu) wystąpił, kiedytrzeba było ująć prostą "od wewnątrz", od strony obserwatora. musiałem wówczasw prostej (w ewolucji) wyznaczyć dwa stany, czyli określić w odniesieniu doswojego istnienia przeszłość i przyszłość. i to były dwa niezbędne do opisupunkty, które odkreślają mnie jako kwant prostej. muszą w/na ramach prostejistnieć dwa punkty, żebym mógł się opisać jako zjawisko. czyli musi być chwilaobecna i chwila ją poprzedzająca, kwant obecny oraz poprzedni (kwant obecny wformie fizycznej, kwant poprzedni w mojej pamięci). to są dwa kwanty prostej,które wyznaczają jej charakter - z bezimiennej, każdej możliwej, którą możnaby przeprowadzić przez jeden punkt, powstaje tylko konkretna, ta moja. czylimoje życie.jeden kwant, jeden punkt w przestrzeni może być początkiem nieprzeliczalnej,nieskończonej ilości ewolucji. a raczej, dokładniej to wyrażając, mogą przezniego przechodzić nieskończone ilości zjawisk. jednak żeby opisać konkretnewydarzenie, tylko to jedyne w nieskończonej zmianie (które mnie interesuje),muszę dysponować dwoma miejscami w przestrzeni, muszę ujmować ewolucję w conajmniej dwu stanach (jakoś określonych), i tylko w taki sposób. mogę to nazasadzie "odcinka" przeprowadzić, czyli ujmować zdarzenie w/na jego "początku"i "końcu" - ale ze świadomością, że tak wyróżnione punkty są takimi jedyniedla mnie. pojawiły się na moim poziomie postrzegania jako już ukształtowaneformy, stały się elementami mojego horyzontu zdarzeń przez ich uśrednienie,ale te same punkty dla innego obserwatora mogą oznaczać coś innego, mogą byćpostrzegane odmiennie lub będą doznawane zupełnie inaczej. - ważne jednak wtym ujęciu jest to, że dla konkretnego obserwatora fakty niejako wyłaniająsię z niebytu, z leżącego poza horyzontem obszaru. to powoduje, że traktujeje (muszę je tak traktować, ponieważ nie dostrzegam ich pomniejszych stanów)– jako pełne i skończone, posiadające początek oraz koniec.zrozumiałe i oczywiste jest, że z jednego punktu (Kosmosu) mogę wyprowadzić"pęk" półprostych, ponieważ z jednego kwantu, przez fakt jego "rozkwantowania",może zaistnieć wiele różnych torów ewolucji. także z każdego następnego punktu(kwantu) można wyprowadzić kolejne "pęczki" półprostych - pęczki fal, którebędą tworzyły kolejne "konary" ewolucji. w tym życia. w rezultacie tworzy się"siatka", nieskończona siatka powiązań, której składniki, kwanty energii (a wgeometrii punkty) współtworzą wszelkie możliwe byty. w takim logicznym orazmaksymalnym ujęciu Kosmos to "fakt" skrajnie "zagęszczony". - a fizycznie? otym przyjdzie się jeszcze wiele (w różnej tonacji) powiedzieć.53
  • 54. - prosta - półprosta- "pęk" półprostych, prostych- przejście przez punktnad tym zagadnieniem również warto się zatrzymać, i to szczegółowo. dlaczego?ponieważ ujęcie zjawisk w postaci kwantowej, w "pęczkach" półprostych, posiadaswoje (niezwykle) ciekawe obrazowanie. oto widać wyraźnie, że z każdego, więcdowolnego punktu, jednego i konkretnego punktu w przestrzeni (kwantu energiiw "przestrzeni"), można wyprowadzić (albo przeprowadzić przez niego) wiele, amaksymalnie nieskończenie wiele półprostych. - a to oznacza, że jeden kwantprzestrzeni może być początkiem nieprzeliczonej ilości zdarzeń ewolucyjnych.zdarzeń, które tylko przez dodanie drugiego punktu, drugiej "identycznej" wramach przestrzeni wartości-stanu Kosmosu, uzyskują charakter oraz "nazwę" -nazwisko. jednak w tak rozpoczętej ewolucji, czyli w wyznaczonej w taki sposóbpółprostej, w każdym dosłownie kolejnym punkcie - w każdym kolejnym kwancieewolucji, zaczyna się, może potencjalnie rozpocząć się ten sam proces (o tychsamych cechach). to znaczy, że może się zacząć kolejna "paczka" fal, które tuokreślam jako "półproste". i jest to oczywiste.oczywiste z tej przyczyny, że kwant rozpada się (lub łączy) - a tym samym ztego samego punktu dadzą się wyprowadzić bardzo różne ewolucje (ale do pewnejskończonej ilości zdarzeń, wszak podział nie może biec w nieskończoność). totak, jak z jednego "protoplasty" rodu po pewnej ilości pokoleń tworzy się wśrodowisku cała genealogia - identycznie z "protoplasty" kwantowego tworzą sięliczne zdarzenia (nie-przeliczona ilość, kiedy zjawiska rozpatrywać w skalipola energetycznego i nieskończona w Kosmosie). ile takich rozkwantowań możebyć? w ujęciu kwantowym oraz w odwołaniu się do wielkości ważnych wspominamo występowaniu siedmiu poziomów, a każdy z nich posiada siedem podpoziomów -i wydaje się, że ma to w tym przypadku zastosowanie. dlaczego? przecież niemożna z jednego kwantu, nawet najbardziej rozbudowanego, wyprowadzić bezlik,nieskończoną ilość linii ewolucyjnych (w końcu zasoby energetyczne każdego,nawet największego kwantu kiedyś się kończą). nie da się od/z jednego punktuwywodzić nieskończonej ilości ewolucji, może ich być nieprzeliczona ilość, alena pewno będzie to ilość skończona. no, chyba że rozpatrywać punkt jako jużwielkość "absolutną" - jako Kosmos lub punkt nieskończonego-wiecznego Kosmosu.w tym ujęciu nieskończoność wydarzeń jest oczywista. to tylko w energetycznympolu ilość możliwych rozkwantowań, ilość półprostych wywodzących się z tegokwantu jest nieprzeliczalna – ale na pewno skończona.-jeszcze coś –niezwykle ważne w kwantowym widzeniu procesów, z czego i warto, i trzeba – ikoniecznie muszę zdawać sobie sprawę (ponieważ to fundament myślenia): przezjeden konkretny punkt w przestrzeni można przeprowadzić nieskończenie wieleprostych - zgoda – prawda – tak jest – to logicznie poprawne. - ale...ale nie jednocześnie! - nie w tym samym momencie!-to jest ustalenie dodatkowe, właśnie kwantowe, którego "jednowymiarowa", więc"sucha" ("wypreparowana" z rzeczywistości) geometria wypracować nie może. ito nigdy. - ponieważ geometria analizuje i uznaje zachodzenie zjawisk (czyliw tym przypadku przebieg, przeprowadzenie prostych) za oderwane od obecnego,aktualnego stanu ewolucji (traktuje je "wiecznie" oraz "sztywno"), nie możedostrzec, nie dostrzega ograniczeń w takim podejściu. kiedy logicznie pewneustalenia odnieść do fizycznego, kwantowego konkretu okazuje się, że nie manieskończonego i jednoczesnego przejścia prostych przez punkt-kwant, w takimkwantowym obrazie jest to niemożliwe.nie mogą "jednocześnie" dwa kwanty (stany, ewolucje) zajmować "tego samegomiejsca", w jedynkę już nic "wcisnąć" nie można. - może być proces o jedenkwant "przesunięty" - ale nie może być równoczesny!54
  • 55. -więcej - przez jeden punkt nie można w jednym stanie ewolucji, a więc przezten sam kwant i "ten sam moment", przeprowadzić więcej niż jednej prostej.nigdy i nigdzie w jednostkę niczego więcej wprowadzić nie można, jedynka tokres podziału, stan fundamentalny i podstawa rozumowania.zgoda, można tego dokonać, jeżeli w miejscu, gdzie do tej pory był poprzednikwant, znajdzie się kwant następny. w takim rozumieniu, niejako uznając punktw przestrzeni za absolutny i oderwany od ewolucji – można w takim przypadkurzeczywiście przeprowadzić przez to "abstrakcyjne" i postrzegane ponad "czasemi przestrzenią" "miejsce", nieskończoną ilość zdarzeń. to oczywiste, a dlategooczywiste, że przez "punkt" próżni, i do tego rozumiany "niezależnie" (czyliidealnie i w oderwaniu od okoliczności), może przechodzić w nieskończonościnieskończona ilość wydarzeń. nic nie stoi na przeszkodzie, a logicznie nawetwszystko to potwierdza w "wypreparowanym" oglądzie, żeby przez próżnię co ruszprzemieszczała się jakaś ewolucja. - tylko że, zwracam uwagę, takie ujęcie ipodejście do zagadnienia posiada w sobie oczywistą a ukrytą przed spojrzeniem"od środka" "pułapkę": zgadza się jako zdefiniowanie logiczne, na tym poziomiejest w pełni poprawne (więcej, inaczej "w spłaszczeniu" tego nie można sobiewyobrazić) – dlatego też umożliwia przeprowadzenie przez punkt umiejscowionyw próżni nieskończenie wiele przebiegów najróżniejszych, dowolnych ewolucji.ewolucji, czyli prostych, jako ich symbolu. tylko że, i to jest problem orazwspomniany dylemat, jak w próżni wyznaczyć "punkt"? oto jest pytanie.po drugie, w takim rozumowaniu jest zawarta następna pułapka logiczna, któraprzez odwołanie do podejścia w formule "jednoczesności", po prostu wykluczapraktycznie, już na poziomie reakcji fizycznych takie postrzeganie "przejściaprzez punkt". przecież, zwracam na to uwagę, ponieważ to jest istotny argumentw tym ciągu rozumowania, nie przemieszczę przez "punkt próżni" w "tym samymmomencie" (jednocześnie) różnych procesów. następczo, w kolejności, jeden podrugim - zgoda, jako zachodzenie w formie uporządkowanej, jakoś "ponumerowanej"(przez osobnika względem procesu wyodrębnionego, obserwatora), też prawda -ale nie łącznie i jednocześnie. przecież w to "puste" miejsce, kiedy w nim jużznajduje się jakiś stan kwantowy (jedynka energii), nic więcej nie wcisnę, bomiejsce jest zajęte. zajęte "na jeden kwant" ("czasu" oraz "przestrzeni"), alezajęte. i dlatego nie przeprowadzę "jednocześnie" przez to "punktowe miejsce"niczego więcej. - przez kwant próżni, identycznie jak przez kwant "czegoś",przez zero nie przepuszczę w "tym samym czasie" więcej niż jednej ewolucjii jednego elementu. jeżeli miejsce "zera" zagospodaruje (wypełni) jedynka, toten "teren" jest aktualnie i całościowo "użytkowany", czyli nic więcej już siętutaj nie ulokuje, nie ma jak. "za moment" owszem, ale nie "teraz". - nie matakiej możliwości fizycznej ani logicznej. nigdy.kwant, więc wyobrażenie punktu, stanowi o początku zjawisk, ale kwant zawszejest wielkością skończoną i jednostką. można od niego (z niego) wyprowadzićmaksymalną (nieprzeliczalną) ilość zdarzeń (w ramach Kosmosu nieskończoną) -ale przez niego nie można przeprowadzić więcej, jak jednego procesu w jednymmomencie. dlaczego? ponieważ jeden kwant jest zawsze obecny tylko i wyłączniew jednej ewolucji. i nie można tego ominąć – nie można w poszerzonym ujęciulogicznym (poszerzonym o poziom kwantów) tego ignorować, ponieważ kiedy taksię czyni, popada się w sprzeczności, a co najmniej postrzega zjawiska jako"jednowymiarowe" (w spłaszczeniu) - więc błędnie. kwant próżni czy energii w"konkretnym momencie" może znajdować się tylko w jednej prostej (ewolucji).następczo (jako elementarny składnik) może-musi przechodzić nieskończoną ilośćwcieleń, znajdować się w nieprzeliczalnej ilości faktów, ale nie jednocześnie.kwant jest jeden, więc niepodzielny już do niczego. - konkretny kwant na całekwantowe tyknięcie przypisany jest swoim pełnym stanem do jednej i konkretnejewolucji, nie może być jednocześnie obecny w nieprzeliczalnej, czy tylko wieluewolucjach. przez punkt abstrakcyjny można przeprowadzić nieskończoną ilośćzdarzeń, ale przez konkretny punkt-kwant można przepuścić tylko jedno.55
  • 56. - proste- proste równoległe - proste prostopadłeproste prostopadłe. i przecinające się pod kątem prostym. to fundament, wręcz"dogmat" geometrii, jedno z jej podstawowych ujęć. przy czym geometria wprostnie określa, nie definiuje (zresztą na jakiej podstawie miała by to czynić),w jakim punkcie, a zwłaszcza jak się proste przecinają. a to w zobrazowaniukwantowym posiada (zasadnicze) znaczenie.przed chwilą padło (mam nadzieję wyraźnie i jednoznacznie), że kiedy opisujesię przechodzenie prostych i analizuje zmianę w realnej przestrzeni, to mówisię o przechodzeniu ewolucji w próżni i mówi się o przemieszaniu się kwantuenergii – i jest to zawsze "fakt jednostkowy", już logicznie do niczego niżejnie redukowalny. a to oznacza skutki. właśnie logiczne, istotne dla geometriii jej ujęć. - otóż, jeżeli stwierdzam, że można przez ściśle określony punktprzestrzeni przeprowadzić nieskończoną ilość prostych (ewolucji), to tym samymjednocześnie stwierdzam, że w Kosmosie istnieje, że w takim "obiekcie" "bezkresu" zachodzi nieskończona ilość zjawisk (przemian energii) - oraz że jesttym samym nieskończona-wieczna Ewolucja.pojęciu "punkt" nadaje geometria, a szerzej "usztywniona" analiza logiczna,dwoiste znaczenie: jest punkt zarazem i próżnią, i energią - zerem i jedynką- i nie ma pomiędzy takimi "punktami" różnicy. oczywiście ten dwoisty stan(charakter) "punktu" jest w takim działaniu konieczny, ale nieświadomy. musisię pojawić w opisie i w efekcie deformuje postrzeganie (i rozumienie), alejest nie do wychwycenia w oglądzie "od środka" procesu. a taką sytuację mamwłaśnie w przypadku opisu geometrycznego (czy matematycznego) – to zawsze jesti musi być opis zawarty wewnątrz zjawiska. przecież nie można wyjść w takimdziałaniu poza obiekt badany (opis musi dotyczyć "czegoś") - to przeprowadzićmoże tylko i wyłącznie refleksja filozoficzna.jeżeli stwierdzam, że przez "0" przechodzi nieskończenie wiele "jedynek", toustalam, że ewolucja przebiega w nieskończonym Kosmosie i w próżni. ale nigdynie może zajść, przejść przez jeden kwant (w rozumieniu: energia czy próżnia)więcej, jak jedna i konkretna prosta. przez jeden "stan" energii lub próżninie może przejść więcej jak jedna prosta. nie może jednocześnie. - to znaczy,nie można opisywać zjawisk w oddzieleniu od ich "fizycznego", więc realnegoi "namacalnego" zachodzenia. geometria operując "punktem", pojęciem kwantu,nadaje mu znaczenie "wypadkowe": i próżni, i energii, ponieważ nie może tegood wewnątrz podzielić. dopiero spojrzenie zewnętrzne (obiektywne) pozwala faktpodziału zrealizować i wyjaśnić, w jakim momencie jest analizowany proces. niemożna ani rozerwać tych elementarnych pojęć, ani też ich scalać, czy łączyć wjedność pojęciową. brak rozgraniczenia prowadzi do nieporozumień. w ewolucjiistnieją dwoiste stany - ale dopełniające się, nie sumujące.i dopiero na tak wyznaczonym tle można zająć się prostymi prostopadłymi, tenwstęp był tu niezbędny. dlaczego? oto geometria powiada, że dwie proste mogąsię przeciąć. "przeciąć", czyli przejść przez ten sam punkt. bez definiowania,jak "wygląda" ten "punkt" i co oznacza pojęcie "przeciąć". prawda czy fałsz?na/w płaszczyźnie prawda, jednak w podejściu kwantowym rzecz prezentuje sięodmiennie i bardzo ciekawie - oraz posiada zasadnicze znaczenie. okazuje się,że nie ma czegoś takiego, jak dwie proste przecinające się - i to prostopadle.nie ma czegoś takiego - nie ma prostopadłych przecięć. sprawa w pojęciach, wrozumieniu zjawiska "prostopadłe". bo oczywiście mogą ewolucje przebiegać wprzestrzeni względem siebie prostopadłe, ale nie mogą się przecinać w jednympunkcie (i dokładnie prostopadle). dlaczego? ponieważ nie mogą przechodzić"jednocześnie" przez ten sam punkt w przestrzeni (jedynki czy zera). a jak niemogą jednocześnie znaleźć się w tym samym miejscu, jeżeli ten sam element zzasady nie może przynależeć w tym samym momencie do dwu różnych procesów – totak wyróżnione w ogólnym zdarzeniu ewolucje-proste nie mogą się przecinać. niema prostopadłych, czy innych, przecięć w ewolucji. nigdy-i-nigdzie.56
  • 57. - jak się ma sprawa z prostymi prostopadłymi?przez żaden kwant (czy to absolutny, czyli próżnię, czy przez kwant energii,również absolutną jedynkę), przez żaden stan jednostkowy w Kosmosie nie możnajednocześnie przeprowadzić dwu zdarzeń. - nie ma czegoś takiego, żeby jedenkwant, "pełne" zdarzenie ewolucji, było obecne, wchodziło w zakres dwu wobecsiebie odrębnych procesów. to tak, jakby powiedzieć, że jestem jednocześniesobą i sąsiadem, że tworzę swoją ewolucję oraz rodziny za ścianą (pomijam tu"dwuznaczne" fakty...). - mówiąc prosto: nie mogę być jednocześnie sobą orazkimś innym. mogę, to zrozumiałe, wpływać na przebieg tamtej innej ewolucji,oddziaływać na jej zachodzenie, jednak nie jestem żadnym "dwoistym" bytem (wrozumieniu: obecnym w dwu miejscach). żyję, jestem, działam tylko w jednym iściśle (maksymalnie ściśle) określonym punkcie przestrzeni.dlatego czegoś takiego w kwantowaniu, co opisuje i definiuje geometria jakoproste przecinające się (w jakiś tam sposób, pod pewnym kątem) – ewolucyjnejsytuacji "przecięcia" nie ma. czy więc geometria się myli? niekoniecznie. wtym przypadku znów ustalam zbiegnięcie się faktów realnych w jedność, zachodziredukowanie fizycznej złożoności w logicznym (sztywnym) obrazie. i to, co wewolucji jest tylko "minięciem" się na wielkość-stan kwantu, uzyskuje – musiuzyskać formę jednoczesności i pokrywania się. w "utwardzonej" abstrakcji, coprawda oddającej przebieg rzeczywisty, nie dojrzę "przerwy" (pustki), bo jejw tym ujęciu dla mnie nie ma. fizycznie jest – logicznie jednak wypada z takwypracowanego obrazu. i mam problem interpretacyjny. pojawia się "płaski" wanalizie świat – i są tego rozliczne konsekwencje.geometria opisując "proste prostopadłe" powiada tylko tyle, że dwie proste(ewolucje), "dzieją" się w "przestrzeni" w ujęciu "płaskim" - więc takim, wktórym nie ma wymiarów, i działają na siebie pod kątem prostym (lub innym).chodzi o to, że ich przebiegi (fale) przecinają się - ale w jednym wymiarze(na płaszczyźnie), prostopadle dla obserwatora. - kiedy ująć takie zdarzeniakwantowo i przestrzenie, okazuje się, że te ewolucje nie przecinają się. nieprzecinają się, a jedynie "mijają". - mogą dwie ewolucje toczyć się względemsiebie nawet prostopadle, ale one nigdy się nie przetną - miną się "o jedenkwant", ale nie przetną. mogą dwie fale do siebie przechodzić pod kątem, alenie mają szans, aby ich punktem przecięcia był ten sam kwant. to wykluczone.każdy kwant jest inny, każda ewolucja ma inny elementarny stan, więc nie mogąbyć kwanty "współdzielone". jedynie po "usunięciu" przestrzennego charakteruzjawiska (redukcji czasoprzestrzeni), po zsumowaniu wymiarów do płaszczyzny,następuje ich łączny, płaski dla mnie stan przejścia. "widzę" płaszczyznę, apod nią kryje się nieskończoność zjawisk. - w rzeczywistości (realnie) takimnajmniejszym "przedziałem", który oddzieli oba procesy, to będzie szerokośćkwantu. nie może być mniejsza, nie może większa. dwie proste będą względemsiebie prostopadłe, ale będą się mijały, nigdy się nie przetną. owszem, będąprostopadłe - ale na innych poziomach (jedna "wyżej" druga "niżej").jeżeli zajdzie "trafienie" jednej prostej w drugą, jedna ewolucja "wstrzeli"się w przebieg aktualny drugiej ewolucji i jeden kwant zderzy się z drugimkwantem, nie powstanie żadna lokalna strefa przecięcia się tych dwu ewolucji- a tylko nastąpi "kolizja", zderzenie dwu torów kwantowych. i taki wypadekbędzie "skutkował" wydarzeniami dla obu linii. tzn. może dojść do nagłego iwybuchowego podzielenia się ewolucji, jednej czy obu. a na pewno dojdzie doodkształcenia torów i ich deformacji. każde zderzenie niesie skutki, raczejmało przyjemne. kto zderzył się kiedyś ze ścianą (lub czymś innym), ten wie,co to znaczy kolizja. wypadkowa będzie pochodną tego, jak wyglądają oraz jakąmają siłę. inny skutek będzie, kiedy zdarzą się ciężarówka z motylem, a inny,kiedy dwie ciężarówki, itd. ale to zawsze będzie katastrofa (kosmiczna).dlatego tworząc układ współrzędnych, zestawiając dwie proste prostopadłe dosiebie, nie robię nic innego, jak opisuję przestrzeń w ujęciu czasowym – bo"układ współrzędnych" jest abstrakcją ewoluującej czaso-przestrzeni.57
  • 58. - poziomy kwantowe "wyższe"- kwant(y) w układach ewoluującychdla kwantów, tworzących zjawiska na poziomach wyższych od kwantu logicznego,zachodzi kolejna ciekawa sytuacja: kwant może być składnikiem, przynależeć dojednego tylko przebiegu (jednej prostej) - a jednocześnie (!) być elementem,uczestnikiem dwu lub wielu procesów w ewolucji.dlaczego? - wynika to z faktu, że połączenie dwu kwantów logicznych tworzynową jakość i nową ewolucję, tworzy nowy poziom wydarzeń ewolucyjnych. jak dwastany, próżnia oraz energia w Kosmosie, składają się na kwant zdarzenia, taksamo powtarza się sprawa na każdym innym poziomie: dwa kwanty (a cztery wrazz próżnią) tworzą "kwant ewolucyjny", konkretny byt, który oznacza już nowąjakość. kwant logiczny, jednostka logiczna zmiany (np. energii), może i musiuczestniczyć w dwu procesach, najmniej dwu procesach. logicznie znajduje sięjednocześnie w Ewolucji Kosmicznej i ewolucji danego przebiegu. - że to jestwyróżnienie, rozróżnienie przeprowadzone z uwagi na obserwatora, który się wewolucji zawiera (jako odcinku Ewolucji), to prawda. jednak jest to zabieg,który pozwala na zdefiniowanie lokalnego zdarzenia, ale to rzeczywiście jeststan chwilowy i ograniczony. może być wobec obserwatora niebywale rozbudowanyoraz sięgać w jego obserwacji do horyzontu zdarzeń, ale w szerszym ujęciu totylko i zawsze fragment z całości, i nigdy inaczej. jestem bytem logicznym ijestem sam dla siebie ewolucją, ale jednocześnie składam się na kolejne, oddwu kwantów logicznych poczynając, poziomy ewolucji czy to Kosmicznej, czyspołecznej, należę jednocześnie do dwu (lub więcej) poziomów wydarzeń. i tood mojej decyzji zależy, do ilu zakresów rzeczywistości się przypiszę, czyjednego (Kosmicznego), czy całego ich zbioru ("piramidy poziomów").i w takim poszerzonym rozumieniu ten sam kwant może być jednocześnie w dwumiejscach, w dwu procesach.lecz, co ważne, zawsze jest to ten sam kwant, konkretna jednostka energii, azmienia się tylko punkt odniesienia, zmienia jego zdefiniowanie. czyli mogębyć kwantem logicznym dla prostej składającej się z mojego istnienia (mojegożyciorysu dzień po dniu), mogę być także elementem prostej ludzkości – mogębyć równie dobrze elementem prostej rozumów, tak tutejszych, z tej planety -tak w skali Kosmicznej (czy tylko obecnego wszechświata). ale zawsze to będzieprosta, zawsze też będę elementem tych prostych. przy czym, co oczywiste, wKosmicznej Ewolucji i tak zawsze to do jednej generalnej prostej-kosmicznejewolucji się zbiega. w maksymalnym ujęciu to i tak jedna prosta-Ewolucja.to tylko wyróżnienie (obserwatora) decyduje, że mogę zaliczyć kwant raz dojednej prostej, tylko jednej fali - a raz ujmować go w różnych wydarzeniach.kiedy na przykład wypowiadam się o kwancie logicznym energii, energetycznejjedynce, wówczas taki kwant może być obecnym w bardzo licznych potencjalnieewolucjach, w wielu falach. i będzie elementem w "tym samym" czasie. tylko żedefiniuję "ten sam czas" jako okres istnienia różnych ewolucji – oraz, co tuważne a zasadnicze, z poziomu rozbudowanego już stanu. dla mnie nigdy nie maw odbiorze "jednostkowego faktu", widzę-doznaję-mierzę zawsze zbiór zdarzeń.a więc, pozornie, na skutek skończonego (ograniczonego w obserwacji) czasu,rejestruję zawieranie się elementu badanego ("w pudełku z kotem") w wielu, ito jednocześnie, punktach. tylko że to nie kwant ("czegoś") znajduje się wróżnych (super)pozycjach w "tym samym momencie", ale to moje, skomplikowane ipowolne rejestrowanie tego faktu "widzi" "rozmyty" wielopunktowy stan łącznie,w postaci złożenia (np. elektronu w atomie). nie kwant jest w wielu punktach– to ja jednocześnie doznaję wiele punktów. - i w tak szeroko zdefiniowanym"tym samym czasie" będzie kwant-punkt obecnym w fakcie na poziomie Kosmicznym(kwantem poziomu logicznego, najmniejszego) – i jednocześnie złoży się w stanfotonu, elektronu, atomu, komórki, mój umysł - dalej mnie całego, a jeszczedalej wszechświat i całe pole. i na koniec znów Kosmos, jako jego elementarnyzawsze stan (wszystko "kołuje", również analizy).58
  • 59. - proste równoległe- zakres wspólnykolejnym ciekawym układem (połączeniem logicznym), który mogą współtworzyćdwie proste (dwie ewolucje), to układ równoległy – występowanie "obok siebie"dwu zmian energetycznych. co poniekąd już zaistniało przy omawianiu "prostychprostopadłych". przecież "prostopadłość", czego głębiej uzasadniać nie trzeba,czyli "mijanie się" linii ewolucyjnych w przestrzeni, to jedynie szczególnyprzypadek równoległości, w zobrazowaniu i odniesieniu kwantowym staje się tooczywiste.otóż w przypadku prostopadłości dwu prostych "równoległe" są w stosunku dosiebie dwa kwanty z tak wyróżnionych przebiegów. i nic więcej. - to znaczy, zdwu "prostopadłych" wobec siebie prostych, z dwu prostopadłych do siebie orazmijających się na stan jednego kwantu w przestrzeni ewolucji, zachodzi w tymsamym czasie i przez cały okres takiego "mijania" się procesów sytuacja, żedwa kwanty, po jednym kwancie z każdej ewolucji, zajmują równoległy, ten samw przestrzeni poziom kwantowy. poziom jest ten sam, ale położenie w nim już"w przesunięciu" o jednostkę, to są różne kwanty (fakty, byty). równoległośćw tym przypadku jest więc krańcowa: mniej równoległych w przestrzeni punktówjuż być nie może. nie ma mniejszej "równoległości", jak jeden kwant z każdejprostej (czyli dwa łącznie, cztery z próżnią). "niżej" występuje już jedynienicość i nie ma żadnej równoległości, żadnego powiązania wydarzeń (choć, cozrozumiałe i logiczne, zero i jeden, próżnia i energia to również stany wobecsiebie "równoległe", to stan równoległości "absolutny" i podstawowy.)drugim krańcowym przypadkiem równoległości ewolucji jest granica maksymalna:wszystkie punkty (kwanty) z obu prostych (ewolucji) są równoległe w stosunkudo siebie i przebiegają "lustrzanie". czyli każdemu wyróżnionemu (i równieżwyodrębnionemu, samodzielnemu w tle) zjawisku kwantowemu odpowiada w drugimzdarzeniu ten sam poziom przebiegania (istnienia) oraz panujące warunki – ado tego występuje analogiczny kierunek zmiany (jednak to już niekoniecznie,przecież ewolucje mogą być skierowane w przeciwnym kierunku). ważny jest tuidentyczny w obu przebiegach stan (i w każdej chwili). - przy takim, jak widaćmocno rozbudowanym zdefiniowaniu, postrzegam i wyznaczam sytuację maksymalnegostanu równoległego.to oczywiście teoria, takiego doskonałego odwzorowania dwu ewolucji nie ma ibyć nie może – przecież proste, czyli symbol zmiany (ewolucji) nie są płaskiei "zawsze" jednorodnie niezmienne. tak jest w "spłaszczonej" geometrii, takjest w sytuacji, kiedy symbolizuję na kartce papieru proces – ale realnie, wkonkretnie dziejących się zjawiskach jest, po pierwsze, właśnie zmiana, tocecha fundamentalna - a po drugie kwant, stan "teraz" prostej różni się odstanu "po"-teraz, różni się o jeden kwant (położenia w czasie-przestrzeni),ale się różni. na/w karce papieru (na/w płaszczyźnie) logicznie to jest dlamnie zawsze "to samo" – ale fizycznie, na/w "płaszczyźnie fizycznej" to jestjuż inny fakt. proste całkowicie równoległe są logicznym tworem, dopełnieniem,stanem, który mógłby zachodzić, gdyby ewolucja była przebiegiem doskonałym.że tak nie jest, to wynika z lokalnych zdarzeń i losowych rozkładów energiiw przestrzeni. równoległość absolutna to wniosek, pojęcie "absolutne" i jestgranicą logiczną. i w tym ujęciu "występuje" tylko w jednej postaci: 1 i 0,energii i próżni, COŚ i NIC. to rzeczywiście jest równoległość doskonała – iłączna. tych podstawowych elementów-pojęć nie można rozdzielać, tłumaczą sięna siebie i dopełniają.jednym brzegiem logiki jest przypadek prostych prostopadłych, gdzie pojawiasię jeden kwant "równoległości" i współdziałania ze sobą dwu prostych – a naprzeciwnym końcu jest stan maksymalny, kiedy to wszystkie elementy-kwanty zesobą współdziałają. a pomiędzy rozciąga się całe spektrum możliwości, zbiórrzeczywistych przypadłości ewolucyjnych i ich wzajemnych, zawsze "na chwilę"powstających" "równoległości" – czyli moja realność.59
  • 60. -czyli istnieją proste (ewolucje), których przebieganie posiada wiele wspólnychcech z innymi, ale są i takie, których współwystępowanie jest żadne lub bardzoograniczone (lub trudno to określić). jednym krańcem jest brak występowaniarównoległości w ewolucjach, a drugim maksymalnie równoległy byt dwu zjawisk.jednak realnie i praktycznie tylko fakty pośrednie między tymi granicznymi wnaturze objawiają swoją reprezentację. co i miłe, bowiem "absolut", absolutnystan to nic przyjemnego. skrajności mają to do siebie.inna sprawa, i to jest ciekawe zagadnienie, czy mogą być ewolucje zupełnie niemające ze sobą kwantów równoległych? czy mogą istnieć dwie ewolucje, dwa toryrożnych procesów, które nie posiadają nigdy ze sobą nawet jednego równoległego(współwystępującego) sobie kwantu? tzn., czy mogą istnieć przebiegi w świecie(i w Kosmosie), których tory nigdy się nie miną w tej samej, jakoś do siebie"bliskiej" "przestrzeni"? z pobieżnego oglądu zdarzeń w otaczającym świecie,na przykład ludzi, trzeba stwierdzić, że praktycznie do wyjątków należy stan,kiedy dwie ewolucje się ze sobą w jednej przestrzeni i jednym czasie mijają.zazwyczaj takie istnienia realizują się w oderwanych, oddzielnych strefach(i jest zagadką dla fizyków czy astronomów, dlaczego, mimo wszystko, życiorysyich są tak podobne) – więc nie mam żadnych szans, żeby "minąć się" z kimś nadrugiej półkuli mieszkającym (o ile tam nie pojadę). jako "skromny odcinek"w rzeczywistości mogę z wieloma (nawet większością) podobnych kwantów światanigdy się nie spotkać, nie mam siły, środków i ochoty na takie, może nawet iciekawe (chwilowo), schadzki. jestem "odcinkiem" na/w prostej, ale wynika ztego, że z dokładnie wyznaczonymi brzegami. a to w dalszej kolejności oznacza(niestety), że poza ten odcinek czasu-przestrzeni się nie wychylę.jednak sprawa się komplikuje w rozważaniach, jeżeli do tych odcinków dopisaćich "prostą". czyli ująć zdarzania ewolucje skończone i chwilowe w przebiegunieskończonym. w takim ujęciu, biegnącym z nieskończoności w nieskończoność,spotkanie się dwu torów ewolucji jest jak najbardziej zasadne. więcej nawet,konieczne. nie można wyobrazić sobie, aby jakieś ewolucje w nieskończonościnigdy się nie minęły, nie weszły sobie w paradę lub nie kolidowały ze sobą wjednej "czaso-przestrzeni". odcinki-kwanty takiej możliwości praktycznie niemają, to wydarzenie z pogranicza cudu, ale proste, czyli ewolucje, muszą sięw nieskończonym "czasie i przestrzeni" spotykać lub mijać.takim wydarzeniem jest spotkanie dwu kwantów, dwu ciał w jednej przestrzeni iczasie, które mogą zapoczątkować istnienie następnego osobnika. aby spotkałysię dwie komórki rozrodcze, aby ich stany były zgodne na tyle, że może dojśćdo zapoczątkowania procesu, musi być spełniony szereg, niezwykle długi szeregzdarzeń losowych, które ten stan umożliwiają. nie jest możliwe zdeterminowanespotkanie, nie ma czegoś takiego. każdy przypadek spotkania się, minięcia wprzestrzeni dwu ewolucji, z których może zaistnieć następna ewolucja, czylispotkanie się w tej samej czasoprzestrzeni kwantów, które posiadają do siebieanalogiczne, a co najmniej podobne stany kwantowe, takie spotkanie to wyjątekod zasady. jednak, co okazuje się tu wnioskiem zasadniczym, a z mojego punktuwidzenia najważniejszym, jest to fakt konieczny w nieskończoności. w Kosmosiewszystko ze wszystkim się spotyka (nieskończoną ilość razy).żeby dwa ciała zapoczątkowały następną ewolucję, żeby się rozpoczął następnyrzut zjawisk, muszą spotykać się ("kolidować") kwanty ze sobą analogiczne.- to znaczy, nie mogą być antagonistyczne, nie mogą posiadać energetyczniewielkiej różnicy, muszą się dopełniać. a co najmniej z takiego spotkania niemoże wynikać rozpad energii. w przypadku spotykania się ciężarówki z motylemżadna stabilna ewolucja nie wyniknie, zderzenie się takich procesów będziebrzemienne w konsekwencje, lecz nie brzemienne nowymi układami. zaistniejerozpad ewolucji o mniejszej skali energetycznego potencjału. aby "minięcie"(się) w przestrzeni, "kolizja" była "owocna", musi istnieć powiązanie międzystanem energetycznym (budową) dwu ewolucji. tylko z takiej "kolizji" może -a i to w losowych zdarzeniach wielkiej skali - coś (krzyczącego) zaistnieć.60
  • 61. - proste równoległe- "równoległość okresowa"na pytanie, czy mogą istnieć przebiegi nie posiadające styczności, odpowiedziećtrzeba, że mogą. ale dotyczy to jedynie faktów skończonych, faktów zawartychwewnątrz prostej (ewolucje-"odcinki"). w przypadku analizowania procesu "wcałości", jako "prostej"-Ewolucji, takie spotkanie w nieskończonym wymiarzejest zasadą. energie z jednej ewolucji istnieją w innej, tworzą, wchodzą wskład zjawisk, które nie mają ani początku, ani końca. i tu pojawia się inneciekawe pytanie: ile może być "równoległych" punktów w ewolucji (prostej)? iodpowiedź: od jednego - do wszystkich. to już padło, ale warto podkreślić, żepowstały tak zbiór możliwości jest zakresem, w którym realizują się procesy.a że praktycznie będzie to tylko "fragment" tego zbioru, że zawsze tylko pewnailość powiązań się zrealizuje, to oczywiste. ilość takich "odniesień" międzyewolucjami będzie zależała od poziomu zjawisk, na/w którym równoległości sięrozpatruje. - czyli maksymalna w przypadku kwantów logicznych, które tworząrównoległości (są bytami do siebie maksymalnie równoległymi), ale minimalnaw przypadku pól energetycznych (wszechświatów). z tym, że ponieważ strukturapola składa się z kwantów, a te zawierają się w jednym nadrzędnym wobec nichKosmosie, to takie równoległości będą miały charakter piramidy, więc zakreswspólny będzie malał w miarę komplikacji rozpatrywanego układu. jednak w tymnajszerszym rozumieniu są to fakty do siebie równoległe – przecież "są obok",a co więcej, powstają według tej samej zasady (są równoległe logicznie).jest jeszcze coś ciekawego w ujęciu równoległości prostych (ewolucji), co niemoże występować w geometrii, a pojawia się w ujęciu kwantowym: chodzi o fakt"lokalnego" i powtarzalnego stanu równoległości.w geometrii, jeżeli coś jest równoległe, to jest tym "zawsze", nie może byćrozbieżne (gdzieś, kiedyś tam). w ujęciu kwantowym, falowym, można powiedziećjak najbardziej, że pewne fragmenty procesu są lokalnie równoległe, posiadająanalogiczne stany w pewnych zakresach - lub, w ramach tych samych procesów,zachodzą do siebie "pod kątem". fala ewolucji (jej symbol, prosta) posiadaćmoże nie tylko lokalny stan równoległości (w rozumieniu jednego zdarzenia inie powtarzalnego), ale może taka sytuacja zachodzić wielokrotnie. może dwieewolucje łączyć nie jeden, ale wiele równoległych względem siebie kwantowychstanów cząstkowych. to, co w geometrii nie jest możliwe (z powodu "płaskiego"opisu), w fali kwantowej zachodzi często. więcej, dopiero takie "powtórzeniaz rozrywki" są w ewolucji jej sednem (np. tworzenie się życia).równoległość, analogiczność zachodzenia zjawisk w dwu przebiegach, zwłaszczakiedy należą jeszcze do tego samego poziomu zdarzeń i posiadają podobny punkt"rozpoczęcia" ("pra-kwant") - to w takim przebiegu możliwe jest wyznaczeniewielu równoległych zjawisk. zaistnieje wówczas nie jeden odcinek równoległy,ale będzie ich więcej, nawet bardzo dużo. w jednej fali znajdzie się odbiciei równoległość podobnych procesów, które mają miejsce w drugiej fali. szczyt("szczytowanie") jednej fali odpowie w podobny sposób w drugiej – "dołowi",dół, itd. - geometria "sztywna" nie potraktuje takich równoległych ani jakoproste, ani tym bardziej jako równoległe, a przecież, co mam nadzieję widaćw tym opisie dobrze, te zjawiska takie sobie będą - i proste, i równoległe.okazuje się, że w rzeczywistym (fizycznym) procesie energetycznym proste mogąbyć "zafalowane", a równoległości "okresowe" - więcej nawet, że mogą być także"zakręcone" w "koło" (spiralę). a mimo tego będą prostymi. mogą działać nasiebie "prostopadle", a będą równoległym zdarzeniem.jako zjawiska analogiczne, równoległość musi być w "prostych geometrycznych"stałą, a nie okresowo pojawiającą się cechą, ale w ujęciu falowym (kwantowym)można mówić o "nawrotach", o "cyklicznym" (lub nie) pojawianiu się równoległychwłasności i parametrów w przebiegu zmiany, o zjawiskach "odcinkowo" i lokalniepodobnych – w geometrii kwantowej równoległe mogą być odcinki (jednostki), alenie proste (ewolucje).61
  • 62. -a skoro dwie proste (symbol zmiany) nie są w ujęciu kwantowym równoległe "wnieskończoność", jako wniosek oczywisty i konieczny pojawia się zobrazowaniewszechświata w formule co najwyżej okresowej równoległości w relacji do innegotego typu "obiektu" – jednak nigdy jako faktu "wiecznie trwałego" w zmianie.mówiąc inaczej, nie ma równoległych wszechświatów - w znaczeniu identyczne.każdy tak wyróżniony (logicznie) w Kosmosie fakt powstaje zawsze na tej samejzasadzie (skoro są jednakie kwanty tworzące to reguła musi być jedna) - alejednostkowo i niepowtarzalnie. takie struktury są równoległe w zdefiniowaniujako "proste", ale nie są czymś identycznym, nie są takie same. tworzą się iprzebiegają "obok", ale zawsze "na własną rękę". po pierwsze dlatego, że jestto struktura maksymalnie skomplikowana (choćby z tego względu, że ja się wniej zawieram /lub nie/), a po drugie, występuje "gabarytowe" zróżnicowanietakich kwantów – oraz ich następowanie w innym "punkcie-momencie" (przecieżnie założę, że zawsze i wszędzie wszystko dzieje się tak samo i w tym samymokresie). "wszechświat równoległy", czyli abstrakcja powstałe na podbudowie"kartki papieru", to kolejny wymowny przykład "spłaszczenia" postrzegania irozumienia zjawisk. konieczność logiczna, ale odległa od treści fizycznej. idlatego błędna.można nawet powiedzieć inaczej: dwie "proste równoległe" nigdy w przestrzeniKosmosu się nie spotkają, nie ma takiej możliwości w ujęciu kwantowym. czy toniesprzeczność z wyżej zapisanymi twierdzeniami? nie. to jest właśnie skuteklogicznego ujmowania tego, co się nazywa prostymi, punktami, kwantami. otóżw ujęciu geometrycznym (punktowym) została pomieszana, a w każdym razie niezostała rozdzielona próżnia od energii. w tym ujęciu oba stany są tym samym:punktem (w zastępstwie kwantu). czyli, jeżeli teraz oznaczam "próżnię" oraz"energię" jednym pojęciem "punktu", to w konsekwencji podzielić, postrzegaćtego funkcjonalnie w inni sposób nie mogę (a przecież to inne fakty). efekt?rozróżnienie nie jest możliwe. i poprawny opis również. kwantowo (i logicznie)jest to sensowne, jednak fizycznie (i logicznie) tworzy "węzeł", i umysł się"supłuje". już przy omawianiu przechodzenia prostych przez punkt ta trudnośćsię pojawiła i zachodziła konieczność rozgraniczenia. tutaj, przy omawianiuprostych "odnoszących" się do siebie, także ma to znaczenie.przez "punkt", pojmowany jako próżnia, można przeprowadzić nieskończoną ilośćprostych - ale w różnym czasie (następczo), przez jeden punkt (kwant) energiirównież można przeprowadzić wyłącznie jedną-prostą. czyli, wniosek, konkretnaewolucja może być "obsłużona" przez jeden i konkretny kwant.to samo powtarza się obecnie, kiedy rozważać, czy spotykają się, czy też niespotykają proste równoległe w przestrzeni. jeżeli prostymi określać ewolucjewyłącznie "energetyczne", czyli analizę prowadzić w odniesieniu tylko do COŚ,odnosić się do przebiegów zdarzeń energetycznych - to tak wyróżnione stanyewolucje jak najbardziej się spotykają. te półproste, ewolucje energetycznew przestrzeni spotkać się muszą. są rozbiegłym w "przestrzeni" Kosmosu tylkochwilowo "pękiem" zjawisk, które po pewnym okresie i tak muszą się ponowniespleść (zbiec) w jedność. dlatego w tym ujęciu stwierdzenie (rozumienie), żeproste równoległe (wszystkie proste) kiedyś się spotykają, łączą, schodzą -jest jak najbardziej poprawne, koniczne, logiczne. ale na pewno "chwilowe".i zawsze chwilowe. jednak takie "zbieganie się" (czy "rozbieganie") nie możetrwać wiecznie. - ponieważ ja jestem.jeżeli teraz pod pojęcie "prosta" podłożyć dwa stany ewolucji, czyli dwa stanykwantowe Kosmosu: próżnię i energię, to te dwie proste nie spotkają się nigdy.nie mogą się spotkać, nie są tym samym. są do siebie na nieskończoność orazwieczność równoległe, razem tworzą dwoisty stan Kosmosu, Ewolucji. pojęte takproste nie przetną się, nie mogą się ani się zbiec, ani rozbiec. to proste,które nie mogą istnieć bez siebie. te dwie równoległe, jedynka i zero, niezespolą się - to fakty absolutnie równoległe.wniosek? proste równoległe spotykają się i nie spotykają w przestrzeni.62
  • 63. - proste styczne- pojęcie "styczności"innym ciekawym zagadnieniem, które wiąże się z prostymi (oraz z pojmowaniemewolucji), to "styczność", "dotykanie" się dwu układów (ewolucji prostych).potocznie pojmuje się i definiuje "styczność" jako połączenie dwu lub więcejelementów "bez żadnej przerwy" - "stykanie" się to stan "bez oddzielającejfakty przestrzeni", bez-przerwowo. jednak w ujęciu kwantowym sprawa wyglądanieco inaczej, a na pewno komplikuje ten codzienny ogląd, który przeprowadzaobserwator o skomplikowanej budowie. dlaczego? ponieważ w kwantach nie ma ibyć nie może żadnej "styczności". przyczyna takiego ustalenia? zawiera się wrozumieniu kwantów, i to głęboko. wypada więc sięgnąć do rozważań, jak wyglądaukład, który się "styka" w ujęciu kwantowym, jak przedstawia się ewolucja ijej "styk" z inną (sąsiednią).biorę dwie ewolucje, na przykład dwa ciała, które jakoś się stykają ze sobąw pewnym przedziale przestrzeni – a przynajmniej tak to postrzegam (nawet zapomocą przyrządów czy na bazie ustaleń "płaskiej geometrii"). czyli nie mogęwyróżnić żadnych wolnych zakresów (odległości) między analizowanymi faktami.nie może ich być, przecież "styk" uważa się za maksymalny wówczas, kiedy nic"pomiędzy" nie zachodzi. - jednak sytuacja zmienia się, kiedy będą rozważał,a zwłaszcza fizycznie próbował rejestrować coraz mniejsze odległości, corazmniejsze odcinki zmiany ewolucyjnej, czyli "drobił" (np. w zderzeniach) dlamnie dostępna czaso-przestrzeń. wówczas okaże się, że dojdę w tym działaniudo takiej wielkości - którą określając kwantem - już żadnym sposobem nie mogęprzekroczyć. kwant, jako pojęcie elementarne (i "elementarne zdarzenie"), niemoże być w tak ujmowanym świecie niczym zastąpiony. dlatego, kiedy rozpatrywać"styczność" dogłębnie i fundamentalnie (logicznie i fizycznie), to okazujesię, że w rzeczywistości nie ma czegoś takiego - okazuje się, że "styczność"dwu ciał nie istnieje. na końcu otrzymuje się zawsze wielkość, której niczymjuż nie można zastąpić (przeskoczyć) – ani logicznie, ani fizycznie. w moim,nadprogowym zakresie jest to wykonalne – "na dole" Fizyki nie. "tam" nie mastyczności.dlaczego kwant nie może stykać się z drugim kwantem tak, aby nie było międzynimi żadnej "wolnej" przestrzeni? sprawa jest prosta: gdyby kwanty "stykały"się (w pojęciu potocznym), nie byłoby między nimi różnicy. dlaczego? kiedykwant, który łączy się "bez żadnej przerwy" z innym kwantem, przestaje być wtle wyróżnialnym – i tym samym nie ma takiego kwantu. dopiero "czynność" wpostaci wyodrębnienia kwantu w przestrzeni wydobywa go z niebytu – po prostuzachodzi oddzielenie od całości-jedności energetycznej. i to właśnie decydujeo tym, że kwant się pojawia ("objawia" w tle). dopóki dwa kwanty stanowią zesobą całość, są połączone przez jedność zachodzenia zjawiska, tym samym ichnie ma jako stanów rozdzielnych, jako jednostek odróżnialnych. można tłumaczyćco prawda, że w takim kwancie następuje "wyżynanie", "zarysowywanie" się nowejstruktury (np. nowego bytu w łonie matki), jednak nie można powiedzieć, żetaki kwant już istnieje. - a po drugie, wspomniane "wyodrębnianie" się z tłanie dotyczy kwantów logicznych, tylko wyższych poziomów. na tym najniższym zmożliwych może być wyłącznie "elementarny fakt", który tworzy, wchodzi w składwydarzeń wyższego rzędu. kwant, który łączy się z innym kwantem, nie istnieje.i to stanowi decydujący argument na rzecz stwierdzenia, że nie ma stycznościciał w formie absolutnej. jaka jest? odległość między układami (ewolucjami)musi najmniej wynosić jeden kwant. i to "kwant" próżni. układy wyodrębnionez otoczenia muszą się wyróżniać, oddzielać od siebie co najmniej na kwantowy"ruch" - na jeden kwantowy "skok" ewolucji. styczność w potocznym rozumieniunie ma racji bytu na poziomie kwantowym, nie ma racji bytu na żadnym poziomie.każde ciało musi oddzielać od drugiego jakaś przestrzeń, nie może być "zlania"się (ujednolicenia) dwu ciał. dwa odrębne byty są, zawsze muszą być od siebiew oddaleniu - ponieważ inaczej tracą tożsamość.63
  • 64. -to jest warte podkreślenia: kwant, który "zlewa" się z drugim kwantem (zespalamaksymalnie w logicznym ujęciu, że brak jakiejkolwiek przerwy między nimi),taki kwant, wcześniej byt samodzielny (nawet samorządny), traci tożsamość –po prostu przestaje istnieć. tłumacząc to na "geometrię płaszczyzny", prosta(ewolucja), która traci odrębność w przestrzeni i "styka" się z inną prostą- przestaje być wyodrębnialna z tła (tu płaskiego stanu, np. kartki papieru).czyli traci swoje istnienie. żadne ciało, żaden proces (byt), który uzyskujena którymś poziomie zmian konkretne kształty, nie może dokładnie, w potocznymrozumieniu, stykać się z innym ciałem. ponieważ wówczas przestaje być, to jużnie jest inne ciało, to nowy stan (nowa jakość). "tamto" ciało nie istnieje,pełny "styk" oznacza zatratę, zniszczenie.można jedynie mówić (głębiej analizując pojęcie "styku"), że takie ciała sąsobie maksymalnie bliskie w czasie i w przestrzeni, że ich wzajemna odległośćjest maksymalnie małą, jest maksymalnym zbliżeniem odrębnych przemian. czylio jeden kwant. ale nigdy to nie może być "stykanie" się, zlania dwu układów.jeżeli coś takiego następuje, ewolucja (ciało) traci swoją indywidualność iprzestaje się zmieniać, wtapia się w tło. staje się elementem tego tła. choćsłowo "staje" się, co trzeba podkreślić, w tym przypadku nie pasuje, to jestproces, który znajduje się już poza samą ewolucją. to tak, jakby powiedzieć,że trup "staje" się cząstką przyrody. on - choć i "on" już nie pasuje – podlegadalszej ewolucji, ale już nie jako człowiek, tylko jako "trup". dla istoty,która przestała istnieć w łącznej, wielopoziomowej formie, z punktu widzeniaczłowieka wcześniej reagującego, a teraz zamarłego, jest to proces leżący pozajego istnieniem, poza jego granicą poznawania i działania. i na dobrą sprawę,żeby zachować logiczny tok rozumowania, musiałbym każde słowo z tego zdaniaująć w znak umowności, ponieważ chodzi już o proces "zewnętrzny" w stosunkudo zmiany wcześniejszej. wtapianie się w tło, stykanie się z otoczeniem, tojuż zawsze znajduje się poza ewolucją – "styk" zachodzi, ale, co tu istotne,w innej skali odniesienia.postrzegając jakiś kształt, na dowolnym poziomie, poznaje się, doświadcza iodbiera istnienie pewnego kwantu (zdarzeń) do tego poziomu przypisanego (orazjako uśrednienie zjawisk niższych). tylko że postrzega się odrębność, któramanifestuje się swoim istnieniem, a nie zlany z otoczeniem układ. owo "zlanie"się z otoczeniem istnieje na niższych poziomach, "na dole" mam jedność tła,wspólnego dla wszystkich procesów tła, ale samo "ciało" stanowi odrębność -odrębność w ramach zbioru podobnych. znajduje się w płaszczyźnie podobnychsobie zjawisk, ale jest odrębnością, jest kwantem, jednostką, "kimś". i tylkotak, jako odrębność i kwant może być postrzegane. zawsze jako kwant z całościi w ramach kontekstu, ale jako kwant. - dlatego o "styczności" nie może byćmowy.pytanie: co mógłbym zrobić, żeby opisać siebie (wpierw wyodrębnić z tła), wsytuacji, kiedy musiałbym ujmować swoje istnienie jako stan "styczny" wobecinnych ciał? odpowiedź: nic. ponieważ mnie by nie było. byłaby "masa". jednawielka (nieskończona) masa energii, żadnych indywidualnych cech oraz żadnejindywidualnej osobowości, która mnie stanowi. jeżeli już bardzo się upieraćprzy słowie "styczność", to trzeba-wypada powiedzieć, że każde ciało w ujęciukwantowym jest styczne - ale z próżnią. każde ciało i każdy jego element. toznaczy z drugim "elementarnym bytem", który powoduje, że jedynka jest "czymś"innym od zera. próżnia stanowi "składnik" rzeczywistości, który wyodrębnia,pomaga wyodrębnić kwant, zdarzenie, ewolucję, ciało. - oczywiście wszelkiesłowa w rodzaju "pomaga", "powoduje" to tylko przeniesione nazwania z jednejstrefy ewolucji na drugi stan, który jest z natury "pasywny" i tylko "jest",ale to właśnie z próżnią "stykają" się ciała, to próżnia, wchodząc w zakreskwantowania (wciskając, pojawiając się) powoduje, że w przestrzeni wyodrębnićsię mogą fakty, ciała, wszelkie byty. - dlatego zasadne jest stwierdzenie, żepróżnia jest "osnową" istnienia - fundamentem bytu jest NIC.64
  • 65. - jak dwie proste się stykają?nie stykają się "bezpośrednio", to wniosek z poprzednich zapisów. dwie wobecsiebie odrębne ewolucje nie mogą się "ściskać" idealnie w przestrzeni światabez zatraty osobowości. stykają się przez próżnię, przez/na odległość jednegokwantu zdarzenia.żeby dwie proste były maksymalnie do siebie blisko położone, żeby stycznośćbyła maksymalna, musi zachodzić między nimi kwantowa odległość zdarzeń, musibyć choć jeden kwant (pustki), który oddziela je od siebie. - tylko w takimprzypadku, tylko właśnie tak można mówić o styczności dwu ciał. w tradycyjnymi codziennym rozumieniu stykania się nie mówi się o prostych stycznych – aleo zbieżnych, podobnych. oczywiście okresowo, na dystansie czasu-przestrzeniwyznaczonych przez obserwatora, ale to zawsze jest działanie "zgrubne" orazchwilowe, i trzeba mieć tego świadomość. innymi słowy, kiedy jakieś ewolucje(proste) uznaje się za styczne, oznacza to, że w analizie pojawia się już ichsuma, jest wówczas mowa o ich zlaniu się w przestrzeni, połączeniu wcześniejodrębnych procesów. czyli w takim przypadku mówi się o jednej prostej, którazaistniała jako wypadkowa z dwu lub więcej prostych-ewolucji poprzedzającychwyróżniony moment. to już nowy fakt.kolejne ciekawe, o styczności zazwyczaj mówi się w ujęciu "chwilowym". - toznaczy, przez ileś tam kwantów procesu (czy jednostek zliczania zjawiska) wprzestrzeni zachodzi zbieżność zjawisk i pojawia się ten maksymalnie bliskipunkt styczności zdarzeń. ale i w tym ujęciu nie ma styczności w kwantowym,więc głębokim rozumieniu procesów. jeżeli jakaś ewolucja stopiła się z inną,czyli dwie proste utworzyły jedną, to pojawiła się jedna wypadkowa ewolucja,jest tylko jeden kwant i jedna prosta. i można tylko opisać tę jedną prostą(o ile będzie naturalnie obecna w tle, w zbiorze podobnych) - ale nie możnatwierdzić, że to są dwie ewolucje, dwie proste, które są styczne. jest tylkoi wyłącznie jedność - jako pochodna poprzedniego stanu (czyli dwu ewolucji iw tym momencie już faktów historycznych). kiedy natomiast przedłużyć te dwieproste, kiedy je zsumować, a następnie ponownie nadać im charakter prostychrozbieżnych, więc zrobić to, co pojmuje się potocznie jako styk dwu prostychw przestrzeni (czyli "styknąć" je "na chwilę") - to w takim zadziałaniu nierobi się niczego innego, jak wznawia się ewolucję i prowadzi dalej, ale jużjako nowy proces. istotne jest to, że pojawiający się po takim zsumowaniu (aw tu prowadzonej terminologii "po styknięciu") byt, to nie jest stan, który"wyłania" się jako dalszy ciąg poprzedniego, ale jest to już nowe jakościowozdarzenie (a raczej dwie nowe, rozchodzące się w przestrzeni ewolucje skoroopis dotyczy rozdzielenia składników). stan uprzedni decyduje, co oczywiste,jakie te ewolucję mają kształty, jakie energetyczne zapasy, jak przebiegają,ale jest to już nowy stan, który "wykwantował" się z tej sumarycznej, obecniejuż zanikłej prostej-ewolucji (jednego pra-kwantu). - w "czasie" "stykania"się nie było dwu ewolucji, była jedna - i to ona następnie rozpada się na dwiedalsze (lub zbiór podobnych).więcej - nawet styk, czyli zlanie się dwu ewolucji na wielkość jednego kwantui na "czas elementarnego zdarzenia" (tyknięcia kwantowego), już to oznacza,kiedy ujmować kwantowo, że wyróżniam trzy stany: przed takim zdarzeniem (dwakwanty), samo zdarzenie (jeden kwant) – i po zdarzeniu (dwa lub więcej kwantyoddalające się od siebie). i zawsze są to odrębne wielkości i odrębne ciała.ciągłość ich zachodzenia wynika z łączenia zdarzeń w łańcuch, ale one są odsiebie odrębne. muszą być takie, żeby je można było z przestrzeni wyróżnić.te zdarzenia oczywiście wpływają na przebieg tak zsumowanej ewolucji, jednakzawsze są odrębnymi stanami i postaciami. - to jedynie "bezwładność" reakcjiobserwatora, ograniczony czasem i przestrzenią zakres postrzegania przemiankwantowych powoduje, że byt (wysokiego stopnia skomplikowania) dostrzega wotoczeniu połączone oraz zsumowane fakty, kiedy to tylko zawsze-i-wyłączniezmiana w trakcie zachodzenia. tylko kwantowa zmiana. i nic więcej.65
  • 66. - kształt kwantu, kulistość kwantu logicznego (każdego)- skończoność i nieskończoność prostych- obserwator – punkt postrzeganiato, że kwant jest kulisty i że musi tyć kulisty - że proste są jednocześnieskończonymi i nieskończonymi w przebiegach, to tak ważne ustalenie, że wypadado tego głębiej w analizie sięgnąć, przecież obie strony tego rozumowania sąod siebie zależne, czyli kwant oraz jego kształt tworzą prostą - ale prostazawiera kwant(y). mówiąc inaczej, pytanie o kształt kwantu bezpośrednio łączysię z pytaniem o kształt ewolucji (prostej).dlaczego kwant jest kulisty, dlaczego musi być sferą? żeby odpowiedzieć na topytanie, muszę jeszcze raz przeprowadzić analizę w formule "geometrycznej",poprzez odwołanie się do "naturalnego" (wyuczonego) pojmowania prostej. otóżjeżeli przypisałem "prostej", biegnącej z nieskończoności w nieskończoność,znaczenie ewolucji, skoro ustawiłem znak równości między prostą a ewolucją -to tym samym ewolucję (i to każdą ewolucję – acz w postaci regularnej, którajest podległa regule) opisałem jako prostą. a ponieważ prosta, wyprowadzonaze świata i "utwardzona" logicznie abstrakcja jest z definicji nieskończona,to przypisana do niej, utożsamiona z nią ewolucja (zmiana) również posiada ten"wyznacznik", jest nieskończona. jedno z drugiego wynika.ale – jednocześnie - i to jest tu najważniejsze, wszelkie postrzegane przezemnie w otoczeniu ewolucje, ustalam jako skończone (więc z brzegami, ze stanempoczątkowym, środkowym i końcowym). owszem, przynależą do nieskończonego ciąguzjawisk, ale są zawsze i tylko fragmentem, są stanem chwilowym i lokalnym. idotyczy to nawet struktury w stosunku do mnie maksymalnej, czyli wszechświata(skoro się zmienia, to znaczy, że miał początek i że nastanie jego koniec).w tym kontekście ważne, fundamentalne pytanie: czy więc jest to sprzeczność,czy proste-ewolucje są faktami skończonymi czy nieskończonymi? czy ustalenielogiczne jest w niezgodzie z ustaleniem fizycznym? czy dowolna ewolucja jestdla jej wewnętrznego obserwatora przebiegiem nieskończonym, a zewnętrznie jużpostrzegana skończonym? jeżeli tak - to dlaczego?pojęcie obserwatora, które się tutaj pojawia jako konieczność (a raczej jegoumieszczenie), to jedno z podstawowych w tym dowodzeniu zagadnień. dlaczego?ponieważ to obserwator, jego miejsce obserwacji wyznacza, czy rejestrowanaskończoność zjawisk występuje, czy to "złudzenie" – to obserwator ustala, zewzględu na siebie (i swoje możliwości), czy procesy są skończonymi, czy teżnieskończonymi (energetyczno-próżniowymi). dla mnie, jako bytu jednostkowego,atom (oraz jego przemiany) są oczywiście skończone. jednak, co tu jest sednemrozumowania, jednocześnie, jako ewolucja, jako przyrównanie jej do prostej,czyli z założenia nie-kończącej się ewolucji, taki atom jest nieskończony wswojej (i dla siebie) wewnętrznej ewolucji. - mówiąc inaczej, dla obserwatorawewnętrznego, umieszczonego w atomie (czy dowolnej ewolucji), taka zmiana jestnim. jest mu równorzędna, tworzy go i jest nim w kolejnych przemianach. niekończy się. obserwator wewnętrzny, czy to moje istnienie, czy obserwatora napoziomie atomowym - czy w obrębie ewolucji wszechświata, czy maksymalnie wEwolucji - dla każdego wewnętrznego obserwatora, który jest równorzędny wobeczachodzących wydarzeń - dla kogoś takiego ewolucja nie może nigdy dobiec dobrzegu, nie może się skończyć! i przyjmuje wielkość nieskończoną. po prostu,kiedy proces trwa, kiedy tworzą się stany lokalne, które tworzą jednocześnieobserwatora, wówczas i ewolucja się toczy, i obserwator postrzega zmiany. alekiedy ustaje, zdarzenia się kończą i obserwator zanika, wtapia się w tło -przestaje postrzegać otoczenie i siebie. a kiedy zanika zdolność postrzegania,zanika możliwość mówienia o obserwatorze. i dla konkretnego obserwatora jegoewolucja się wypełniła. ale, ale - co ważne - to, że ona się wypełniła, jestwiadome dla obserwatora umieszczonego "na zewnątrz", postrzegającego tamtego"z oddalenia". to, że ustała obserwacja, ustali obserwator zewnętrzny, nigdywewnętrzny. dla obserwatora wewnętrznego obserwacja nigdy nie ustaje.66
  • 67. -podkreślam – dla obserwatora zawierającego się w zachodzącej zmianie, którąto zmianę (jakoś) postrzega i ustala w niej rytm, zdarzenia przybierają postaćnie-skończonych, nie kończą się. dlaczego jest to zmiana nie-skończona? z tegopowodu, że obserwator wewnętrzny, jako ewolucja (zdarzenie w toku), nie możesięgnąć i nie może obserwować własnego brzegu, czyli jednokwantowego stanubrzegowego ("biegunowego"), który występuje na początku oraz na końcu zmiany- brzeg takiego procesu nie należy już do tak prowadzonej obserwacji, to stan"poza" (ewolucyjny).inaczej - żeby dostrzec, że coś dobiegło końca, wypełniło się, więc osiągnęłoswój kres, do tego trzeba porównania, drugiego punktu, a wewnętrznie, w ramachewolucji, która się realizuje, tego porównania nie ma (sam do siebie w jednymmomencie-punkcie się nie porównam). czy chodzi o brak możliwości porównaniamiędzy tym, co było (np. w moim ciele), czy tym, co otacza mnie (np. do innychciał) - jeżeli brak punktu odniesienia, wówczas ustaje możliwość wyrokowania(definiowania) czegokolwiek. dlatego, kiedy obserwator wewnętrzny zaprzestajez dowolnych powodów działań porównawczych, w tym momencie ustaje dotycząca goewolucja. - tylko że taki fakt (ustania reakcji), co w tym rozumowaniu jestzasadniczym stwierdzeniem, brak stanów porównawczych w bycie może skonstatowaćtylko obserwator do tej zamarłej ewolucji zewnętrzny - obiektywny.to, że ja, jako ewolucja, odmieniam się, to poznaję dopiero z faktu równaniasiebie do innych podobnych mi ewolucji, innych prostych-ewolucji, które choćwewnętrznie nieskończone (jako wewnętrzne nie mogą swego brzegu osiągnąć) -są dla mnie procesami skończonymi, kończącymi się. ja - jako "ja", nigdy samo stanie brzegu z własnego doświadczenia nie będę wiedział, moja "skończoność"nie jest (nie będzie) mi dana i dlatego mogę do tego stanu dochodzić tylko wsposób pośredni, tylko się go "domyślać" ("konstruować" taki fakt na podstawiezebranych ze świata danych).obserwuję inne proste-ewolucje, postrzegam, że zaczynają się – osiągają swójśrodek istnienia - i się kończą. jestem podobny do tych procesów, jednak niejestem identyczny (jestem odrębnym bytem). wyciągam więc wniosek: jako podobny- zachowam się podobnie: moje istnienie się zakończy. - jest to "zwrotna" zeświata informacja i wiedza teoretyczna ("nie-fizyczna"). nigdy wiec doznanie,nigdy doświadczenie!przecież w badaniu, w eksperymencie nigdy nie dojdę swego końca, ponieważ wtakim badaniu jego (dla "mnie") być nie może. to stan kwantu umieszczonego jużpoza ewolucją, jej punktowy brzeg, ale poza rozbudowaną zmianą. albo będę ja- albo mnie nie będzie, albo będzie moja nieskończona (dla mnie) ewolucja -albo nie będzie. jednak fakt zamarcia przemian - to stwierdzi zawsze ktoś inny,to już wiedza "z zewnątrz" ("ponad" faktem). kiedy jestem - śmierci nie ma.kiedy jest śmierć – mnie nie ma.jeżeli dokonałem opisania prostej z mojego punktu widzenia, to opisałem tymsamym nieskończoność - ale nadal jestem "więźniem" tej nieskończoności, tegoumieszczenia w/na prostej. dlatego też dla mnie, zawsze wewnętrznego, czy to"wnętrze" będzie wymiarów Kosmosu, czy "tylko" kosmosu mojego życia, dla mnieta prosta zawsze będzie nie-skończona. - zgoda, Kosmiczna prosta, Ewolucja wramach Kosmosu musi być nieskończona, żeby te inne, skończone, były możliwe.ale, powtarzam, nie ma żadnego znaczenia dla obserwatora wewnętrznego fakt jegoskończoności. przecież on tej linii skończonej, wypełnionej do końca ewolucjinie doczeka, nie będzie istniał, kiedy jego ewolucja się zapełni. na/w brzegujuż go nie ma. ewolucja się nie toczy na/w brzegowym zakresie, jest jednostka,tylko-i-wyłącznie kwant. dla obserwatora, dowolnego już teraz, umieszczonegow obrębie tej prostej, każda ewolucja, której jest elementem, będzie procesemnie-skończonym, będzie przebiegać bez opisywalnego-doznawalnego końca. czy tobędzie moje ciało, moje życie - czy wszechświat, czy Ewolucja w Kosmosie, dlamnie zawsze jest to wielkość nieskończona. dla bytu obserwującego-doznającegowydarzenia przybierają postać nie kończących się. nigdy nie ustaną.67
  • 68. -ale, powtarzam oraz podkreślam: takie wnioski nie pojawią się u obserwatoraumieszczonego zewnętrznie w stosunku do wyróżnionej zmiany. - a dlatego takzdecydowanie eksponuję fakt zewnętrznego ulokowania punktu obserwacji, bowiemjest to fundamentalne rozróżnienie, które w ustalaniu struktury rzeczywistościodgrywa główną rolę i dotyczy wszelkich zdarzeń. podział obserwacji na obrazpozyskiwany "od wewnątrz" i "od zewnątrz", uświadomienie sobie, że postrzegamotoczenie dwoiście, to zasadniczy fakt, który porządkuje moje ustalenia (lubje poważnie utrudnia, kiedy o tym nie wiem). zmieszanie obrazów, przemienne,niekonsekwentne postępowanie obserwacyjne mści się błędnym wynikiem – i muszęo tym wiedzieć.dlatego fakt mojego "zejścia" za horyzont (ewolucji), "wypadnięcie" z obszaruaktualnych wydarzeń świata - dla takiego na zewnątrz znajdującego się punkturejestracji, z którego widać moją całościową, pełną ewolucję (a więc równieżi jej postać brzegową, czyli jednokwantową) – dla tego obserwatora moja, jaknajbardziej nieskończona dla mnie zmiana, nigdy nie kończąca się "prosta" -dla niego przybiera postać skończonego zdarzenia, staje się faktem (bytem) ospełnionych, zakończonych - zamkniętych brzegach. mówiąc inaczej, dla niegotaka prosta jest "ledwo" odcinkiem. - dla mnie zdarzenie rozciągające się wnie-skończoność, bez brzegu, czyli moje istnienie, dla innego obserwatora jestprzebiegiem ograniczonym w czasie-i-przestrzeni, jest skończone. więcej nawet,jest policzalne (można fakt "wydatować").istotne w takim działaniu, tu rozróżnieniu punktów obserwacji na wewnętrznei zewnętrzne jest to, że na tak zakreślonym tle wszelkie zdarzenia ewolucyjne,które mogę jakoś odbierać i postrzegać jako skończone, więc ograniczone, będąprostymi-ewolucyjnymi, które się "wypełniają", docierają do swojego brzegu. tobędą te proste, których ewolucja się zapełniła w trakcie dostępnego dla mnieprzedziału obserwacji (są krótsze trwaniem od mojego istnienia). natomiast te,których stanów brzegowych nie obejmuję swym rejestrowaniem, czyli znajdującesię poza moim zasięgiem postrzegania - wszystkie one, łącznie z moim własnymistnieniem, będą nieskończone (nie-skończone). choć, naturalnie, jak jest tow przypadku mojej własnej "skończonej nieskończoności" (o czym dowiaduję sięz analizy innych podobnych mi kwantów) - tak samo o skończonej nieskończonościtych innych, przerastających mnie prostych, dowiaduję się z analizy logicznejpojęcia nieskończoności. czy, jak tutaj, z analizy pojęcia prostej. - czy poprostu z zasady analogii między wydarzeniami. i nigdy inaczej. o skończoności"drobnych" bytów wiem z obserwacji naocznej, doświadczam tego, a eksperymentjest tu podstawą wnioskowania – natomiast o skończoności "wielkich" faktówdowiaduję się z eksperymentu logicznego, budując na bazie dostępnych stanówkonstrukcję do postrzeganej-doznawanej chwili zewnętrzną.czyli, te wydarzenia, które postrzegam jako przerastające mnie ("wymiarami"),które mam prawo, a przejściowo muszę uznać za nieskończone - je wszystkie, nakoniec, muszę zaliczyć do procesów skończonych i ograniczonych, które dopierow ramach Kosmosu i Ewolucji stają się składnikami nieskończonego wydarzenia.czyli, co było dla mnie zaskoczeniem, i co jest niewątpliwie ciekawym orazważnym wnioskiem z analizy kwantowej - to, że "proste", w taki sposób nazwanei zdefiniowane elementy rzeczywistości (symbolizujące zmianę i ewolucję), sąjednocześnie skończone i nieskończone, że proste, które geometrycznie posiadająnieskończony w czasie i przestrzeni przebieg - że te proste są zarazem takiei takie. zależnie od tego, co symbolizuję prostymi, jaki przebieg ewolucyjnydo jakiego poziomu przypisuję, wyróżniona zmiana uzyskuje w opisie postać albozdarzenia bezkresnego, albo skończonego. to umieszczenie bytu obserwującegodecyduje, jak postrzega i, co istotne, jak rozumie zmianę (i świat w ujęciucałościowym) – to ja, obserwator, decyduję, czy fakt jest skończony, czy nie– czy przebiega chwilowo, czy jest znacznie, Kosmicznie, większy.-punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.68
  • 69. - "kształt" kwantu- sfera ewolucjijak obecnie od tego ciekawego, ale już zrozumiałego wniosku o nieskończonościskończonej, przejść do kształtu kwantu? jak każdemu kwantowi, który zawartyjest w ewolucji (i Ewolucji) nadać wzmiankowany już kulisty kształt? sprawaw owym dwoistym ujęciu prostej, w powiązaniu z jej skończonym lub bezkresnymprzebiegiem. - jeżeli każdą ewolucję opisałem, zdefiniowałem jako prostą, jużbez znaczenia, czy chodzi o foton w jego przemianach, atom, czy moje istnieniew ramach nieskończonego-wiecznego Kosmosu - zawsze jest to prosta, i zawszejest to prosta o dwoistym znaczeniu: skończona albo nieskończona. przecieżzawsze znajdzie się obserwator (byt), którego postrzeganie będzie zawierałosię wewnątrz zmiany (wszak nawet w "elementarnym zdarzeniu" tworzącym stanlokalny układu jest to ewolucja, to zawsze zmiana) - i zawsze znajdzie sięrównież obserwator zewnętrzny do zdarzenia, który maksymalnie jest umieszczonyna poziomie Ewolucji. oczywiście w tym przypadku chodzi o "obserwatora", więcbyt logiczny, który fizycznie znajduje się wewnątrz procesu, ale postrzegai analizuje otoczenie i na tej podstawie "widzi" za pomocą abstrakcji zmianędo niego nadrzędną. mówiąc inaczej, "tu" ("tam" z mojej perspektywy) już niema żadnego zdarzenia o cechach obserwatora.z takiego dwoistego pojmowania prostej trzeba przejść do kształtu kwantu – ito każdego kwantu, niezależnie o który poziom chodzi. jak to przeprowadzić?właśnie wychodząc z ustalenia, że każda ewolucja jest skończona i nieskończonajednocześnie. co to wnosi? że, aby znaleźć taki odpowiednik, czyli opisać wgeometrycznym kształcie podobną właściwość - trzeba się odwołać ni mniej, niwięcej - tylko do kuli. przecież, zwracam uwagę, tylko kula, sfera posiada tedwuwartościowe i odpowiadające wymaganiom warunki. czyli jest nieskończona,ale i skończona w innym opisie, przy innym umieszczeniu obserwacji.a raczej, żeby być dokładnym, przecież biorę za wzór zdarzenie rozbudowane iwysokiego poziomu, to "rysowana", tworząca kulę prosta, która się po/w niejopisuje i zarazem taki fakt rysuje (kształtuje) w przestrzeni, to tak kreślonaewolucja tworzy kulę. mówiąc inaczej, kiedy prosta-ewolucja zakrzywia się wczasoprzestrzenny fakt, staje – tworzy się to, co dla mnie oznacza "sferę",kulę, co w taki sposób postrzegam i nazywam (w zgrubnym i powolnym działaniuobserwacyjnym). energetyczny proces w postaci prostej (więc przemieszczającegosię kwantu), zakreśla, rysuje – i w efekcie buduje w moim doznaniu ze stanówchwilowych (punktów na/w prostej) kształt – w tym przypadku kulisty. i jestto fakt zarazem skończony oraz nieskończony.inaczej – prosta (ewolucja) kształtująca sferę nie posiada końca i przebieganieskończenie, jako kula (okrąg na płaszczyźnie) nigdy nie ma kresu. i dlategostanowi odpowiednik nieskończonej prostej geometrycznej, logicznie ustalonejabstrakcji. czyli symbolizuje niekończoną ewolucję. a zarazem, dla obserwatorazewnętrznego wobec takiego "kulistego zdarzenia", jest kula jak najbardziejskończonym i policzalnym stanem, bryłą skończoną i ściśle w czaso-przestrzenizdefiniowanym. posiada wymiary. jednak, co istotne, w całości dostępne są onetylko dla obserwatora zewnętrznego – natomiast dla wewnętrznego są to granicejego świata i zawsze widzi tylko część "wymiarów". jest więc "kula" zarazemskończona i nieskończona.jak od tego przejść do kształtu kwantu logicznego? przez ustalenie, że skorokażda ewolucja to prosta - a ta "nawija" się na/w sferę (czyli ją buduje) –że skoro każdy postrzeżony element ewolucji jest kulisty, bowiem opisuje goprosta skończona-nieskończona - ponieważ każda prosta w innym ujęciu równieżjest kwantem (każda ewolucja jest kwantem, pełnym kwantem - także logicznymkwantem) - to tym samym przypisanie kwantowi logicznemu "kształtu" kuli, jestzasadne.-kwant logiczny musi być kulą. i to najmniejszą z możliwych.69
  • 70. - "pęk" prostych- styczność, mijanie się prostych – przejście przez dwa punkty- wielość prostych w ewolucjiprzez jeden punkt Kosmosu można przeprowadzić nieskończoną ilość prostych -czyli przez dany punkt nieskończoności w tejże nieskończoności, będzie sięprzemieszczać nieskończona ilość ewolucji. z podstawowym i fundamentalnym wtym ujęciu zastrzeżeniem: nie jednocześnie. - kiedy o tym zapominam, kiedy wanalizie logicznej nie uwzględniam faktu "następowania" po sobie ewolucji izajmowania miejsca na zasadzie "generacyjnej", popadam w sprzeczność. efekt?"widzę" "w punkcie", a co gorsza rozumuję w taki sposób, że umieszczam w nimnieskończoną ilość zdarzeń. błąd – straszny błąd.zgoda, w ujęciu "spłaszczonym" (w ramach dwuwymiarowej kartki papieru), bezoddzielnego postrzegania faktów (po ich "skompresowaniu" w umyśle i usunięciudzielącej je pustki), przez punkt "przechodzi" nieskończona ilość prostych,ale – powtarzam – to jest ujęcie geometryczne, więc logicznie "twarde", bezkoniecznego komponentu w postaci próżni. - ale, idąc dalej, proste wędrująceprzez punkt w przestrzeni tworzą "po drugiej stronie" pęk prostych, ewolucjapo pokonaniu punktu rozprzestrzenia się i maksymalnie nabiera cech kulistych(staje się sferą), to od tej "płaskiej" kwantowej struktury (energetycznie nawejściu "punktowego" stanu), narastają wydarzenia, narasta sferyczna i pełnazarazem ewolucja. końcem jest jednokwantowa "powłoka" zdarzenia. maksymalniejeszcze powiązany "wybuch". a krokiem następnym jest rozpad struktury, ustalamoddalenie się elementów na tyle, że struktura bytu przestaje być zjawiskiemłącznym i powiązanym. i na końcu tak zobrazowanego "wybuchu" jest - w ujęciugeometrycznym - nieprzeliczalna ilość prostych, które się rozprzestrzeniają,rozchodzą w próżni, w nieskończonym Kosmosie i w maksymalny sposób. prostychlub półprostych, rozróżnienie zależy od obserwatora.pojedyncze kwanty, wywodząc się z jednego punktu (tu: kwantu-pola), biegną wpróżni – i coraz bardziej oddalają się od źródła. ale rozbieganie, oddalaniesię kwantów może być teoretycznie nieskończone (skoro Kosmos jest nieskończonyi nieskończona jest Ewolucja) – i jeżeli poprzestać na takim opisie wybuchu,jako zdarzeniu kończącym bieg wszelkich zjawisk, to nie wiadomo, dlaczego sięto zaczęło i nie wiadomo, gdzie-kiedy się skończy. i wówczas proste, kwantytego pola, rozprzestrzeniają się bez żadnych przeszkód – i to nieskończenie.i nic więcej już się nie wydarzy. bo niby dlaczego-jak miałby coś nowego sięwydarzyć? ot, jakimś "zbiegiem okoliczności" (cud mniemany) poprzedni stan,już obecnie historia, zaistniał w swojej łącznej postaci w nieskończoności,wytworzyły się byty mniej lub bardziej skończone (i czasami rozumujące o tymwydarzeniu) – ale teraz wszystko się rozprasza. gdzie? do nieskończoności. ikoniec. - koniec? - niekoniecznie.w nieskończoności podobnych "wysepek" powstałych przez "zbiegi okoliczności"również jest nieskończenie wiele. zaistniały, teraz istnieją – będą istnieć.zaistniały i się rozpadły - lub rozpadają. "obok" lub "gdzieś-kiedyś". jestwięc oczywiste, że losowo rozłożone kwanty energii, z nieskończonej ilościpodobnych faktów, które miały swoje pięć minut przed tym zdarzeniem (w ilościnieskończonej) - nie będą się rozprzestrzeniać nieskończenie, że napotkająalbo takie same kwanty, jak one, albo staną się kwantem, wejdą w skład kwantu,który już istnieje w wielkiej postaci (czyli dodadzą się do już istniejącego- ale innego bytu). takie spotkanie dwu kwantów w przestrzeni to nic innego,jak ewolucja, początek zmiany. kolejny stan w opisie zewnętrznym, ale pierwszyw opisie wewnętrznym (tego nowego już procesu). - do takiego spotkania dojśćmusi, "za chwilę" czy "za nieskończoną chwilę", ale musi.do wyznaczenia ewolucji, jak do wyznaczenia prostej (jej opisania), potrzebnesą dwa punkty, oto je mam. mam dwa kwanty, które połączyły się – i tym samymzostała zapoczątkowana ewolucja. jest stan, który się wyróżnia w jednorodnymwcześniej tle, wyróżnia pośród rozbiegłych we wszystkich kierunkach kwantów.70
  • 71. -mam oto "powłokę" powstałą z "wybuchu" pola (lub innej ewolucji), która sięrozprzestrzenia w próżni, i mam jakiś kwant, który istnieje z innego, "nieco"wcześniejszego wybuchu, który się zrealizował w przestrzeni kosmicznej. jeżeliteraz te dwa kwanty się spotkają, jeżeli utworzą jeden kwantowy fakt (cząstkę,która będzie wyróżnialna z tła, w tym przypadku z "nicości", z próżni) – to wtakich okolicznościach uzyskam nową jakość, dwie jednostki łącznie wytworząjakość wpływającą na swoje otoczenie (środowisko). czyli nowość zaistniała,kolejna prosta biegnie w swoją nieskończoność.-małe a konieczne w tym miejscu wyjaśnienie. ze względu na to, że prezentowanytu zapis nie oddaje całości filozofii ewolucji (siłą rzeczy to fragmenty) –może powstać wrażenie, że pojęcia "Kosmos" oraz "wszechświat" to to samo i wefekcie wytworzy się zmieszanie (i zamieszanie). chciałbym to wyraźnie i mocnopodkreślić: dla mnie Kosmos to "stan" nadrzędny wobec wszechświata. inaczej,niż to się obecnie (i powszechnie) dzieje, nie utożsamiam pojęć "wszechświat"i "kosmos" - wręcz jest to dla mnie krańcowo rozbieżny stan. o ile Kosmos towieczność i nieskończoność (nieskończoność-wieczność), o tyle "wszechświat"(dlaczego w zapisie ze znakami umowności? o tym więcej w innym punkcie) jest"zjawiskiem" jak najbardziej lokalnym, niewielkim, ulotnym – w trakcie zmiany.i "przejściowym". nawiązuje tu do idącego przez wieku rozróżnienia na byt wswojej postaci stały i zmienny, nieskończony i skończony, wieczny i chwilowy– czyli logiczny Kosmos i fizyczny wszechświat.wszechświat jest procesem w Kosmosie mgnieniowym, wielokrotnym i powtarzalnym(ale nigdy tym samym). natomiast "Kosmos" to pojęcie maksymalne, logiczne - ijednostkowe, to ostateczny punkt pojmowania rzeczywistości. Kosmos to skrajny"kwant" logiki. - o ile "wszechświat" jest strukturą wewnętrzną w Kosmosie,ewolucją nieskończono-skończoną - o tyle Kosmos to już "prosta prawdziwa" -to nieskończoność nieskończona. - Kosmos to nie "wszechświat".co daje takie rozróżnienie? to, że kwantowe zjawisko, ten jeden "większy" iwłaśnie się (w mojej analizie) zbiegły kwant, może zacząć ewolucję, kwantową.więc może się wokół niego rozpocząć (z faktu bycia już jakością w tle, czyliposiadania znaku) gromadzenie energii, innych kwantów. może zapoczątkować sięproces, który w konsekwencji doprowadzi do powstania nowego energetycznegopola. - spotkanie się dwu kwantów w nieskończoności jest zdarzeniem pewnym,musi zaistnieć. natomiast ile potrzeba na to "czasu", nawet nie próbuję teraztego określić, ponieważ zdarzenia w Kosmosie i tak nie posiadają swojej skali(czas to pojęcie z niższych poziomów). ale takie spotkanie jest pewne. możewydarzyć się po maksymalnie nieskończonym czasie, ale się wydarzy. jak jedenplus jeden jest dwa. oczywiście dwa kwanty nowej ewolucji. - czy one będą ztutejszego pola (a tylko spotkają się "o kwant dalej"), czy z "poprzednich",przecież to nie ma znaczenia, liczy się rezultat funkcjonalny: jeden dodanedo jednego – i tworzy się "para" (ewolucyjna).w Kosmosie rozprzestrzenia się nie kwant (jako zdarzenie), tylko kwant jako"elementarna porcja energii", "jedynka" energii. z istotnym zastrzeżeniem, żeintegralnie powiązany z tym faktem ruch kwantu w otoczeniu oznacza faktyczne"zdarzenie" (kwant "co kwant" jest "o kwant dalej"). i dlatego symbolizującataki element energii prosta rozbiegająca się w próżni napotyka (mija) innekwanty - a to już oznacza zapoczątkowanie ewolucji, mam opisaną pierwszą fazęprocesu (ujętą w dwa punkty). a kiedy zaistnieje początek, zacznie odchylaćbieg innych prostych i zacznie się łączenie energii. coraz szybsze łączenie.im więcej energii, tym szybciej przyłączane są kolejne elementy. znów tworząsię zdarzenia-efekty kwantowe (które nigdy nie przestały biec, to poznającyumysł kawałkuje to, co nie jest rozdzielne) – przecież "przerwa" w procesienie-istnieje. cóż to w końcu ma za znaczenie, że "między" faktami (ewolucjami)była nieskończona ilość sekund czy lat? - nic to nie znaczy. dla zaistniałejewolucji to "jedna chwila", nieskończenie mała chwila...71
  • 72. - sfera ewolucji- jako suma płaszczyzn- działanie na siebie dwu lub więcej płaszczyznzagadnienie działania na siebie zbiorów w ujęciu kwantowym to kolejny temat,który warto zasygnalizować w tym miejscu, przecież dla mnie, obserwatora "zwysokiego pułapu", wszystko wokół to zbiór, złożenie, dlatego jest to ważne.co zrozumiałe, wzajemnego spotkania w przestrzeni dwu zbiorów kwantowych niemożna rozpatrywać tak samo i analogicznie, jak spotkanie prostych, to kolejnypoziom komplikacji (analiz i zmian). są płaszczyzny "zdarzeniem zbiorowym",posiadają, tworzą taką strukturę różne poziomy i różne stany energetyczne (awięc elementy i zbiory elementów,warstwy). i to jednocześnie. dlatego, kiedydochodzi do "spotkania" płaszczyzn-ewolucji i wzajemnego zadziałania ich nasiebie, może dojść do minięcia się albo kolizji składników – ale również, coistotne (z uwagi na praktyczne skutki), może zajść, i zajdzie, wypadkowa tychprocesów. o ile prosta może się tylko zderzyć lub minąć z drugą prostą, o tylezbiór prostych, płaszczyzna, zbiorowisko poziomów zdarzeń, może jedno i drugie.czyli zderzyć lub minąć.mówiąc dokładniej, dwie ewolucje, ich elementy tworzące, mogą się w pewnym, alenie przypadkowym miejscu, zderzyć, a w innym minąć. mogą się do siebie zbliżyćna kwantową odległość lub kwantowo zderzyć, wszelkie prawidła (i możliwości)oddziałania prostych na siebie mają w tym przypadku zastosowanie. jednak, jakoskutek faktu, że są to zbiory i że trzeba rozpatrywać skomplikowane zjawiska,dodatkowo występują jeszcze inne, głębsze zależności (komplikacje). ponieważsą to rozbudowane, wieloelementowe zdarzenia, dochodzi w działaniu na siebiei we wzajemnym wpływie na siebie dwu płaszczyzn do zjawisk, które w przypadkuprostych były jedynie skrajnymi, maksymalnymi przypadkami. - mogą się zbioryzderzyć i minąć jednocześnie, a raczej ich składowe mogą tak się zachować wewzajemnych relacjach. nie jest przecież tak, że ewolucja, tu definiowana jakopłaszczyzna, czyli uczestniczące w zbiorze kwanty-punkty, są rozmieszczone wprzestrzeni jednakowo. w płaszczyźnie, w ujęciu kwantowym, jest oczywiste, żemogą być różne punkty i różne ich położenie, kwanty mają różne wielkościoraz stany energetyczne – współtworzą jedność funkcjonalną, ale to zbiorowiskofaktów. słowem, płaszczyznę (ewolucję) tworzą kwanty, które posiadają różnypoziom energetycznych zasobów, a to skutkuje w momencie spotkania.istotne w postrzeganiu i analizowaniu działania na siebie płaszczyzn-ewolucjijest ich struktura, czyli wytworzona w trakcie powstawania i utrzymująca sięw okresie istnienia zbioru jego "ziarnistość". przecież płaszczyzna, która tusymbolizuje zmianę ewolucyjną, to złożenie kwantów, to stan nieciągły, więcskwantowany. ważne jest w tym obrazie to, że wokół każdego elementu, kwantuenergii, jest próżnia jako składnik niezbędny. taki zbiór nazywam płaszczyzną,ale to złożenie energii i pustki, i oba elementy są konieczne, żeby procesmógł się toczyć. "widzę" to jako płaszczyznę jednorodnych kwantów, ale muszęmieć świadomość, że to zbiór różnych składników na różnych poziomach, które są"otoczone" próżnią – ponieważ tylko taka konstrukcja może się zmieniać. kiedywokół kwantu brak miejsca na ruch, po prostu nie ma ewolucji.co więcej, te różne gabarytowo kwanty na licznych poziomach muszą zawierać sięw środowisku o zmiennej "ilości" próżni. znów wyrażenie niezbyt precyzyjne,ale chodzi o to, że wokół elementów jest inny odstęp, zależny od rozpatrywanegopoziomu. pomimo że "dystans" między kwantami logicznymi musi być wszędzie izawsze jednakowy (i wynosi jeden kwant próżni), to ewolucja jako całość ma wsobie różne poziomy, warstwy - i jako suma tych warstw jest reprezentowana wprzestrzeni przez fakty do niej przynależne, ale występujące "w rozciągnięciu"(w różnych od siebie odległościach), czyli posiada strukturę i gęstość. a toprzekłada się na skutki "spotkania". dlatego, kiedy dwie rozbudowane ewolucje(płaszczyzny) się "skomunikują", może dojść do następujących zjawisk: częśćkwantów się minie, a część się zderzy – i wytworzy nowe jakości.72
  • 73. -istotne w takim zdarzeniu jest to, że skoro każda (skomplikowana) ewolucja toniepowtarzalne i chwilowo jednostkowe zdarzenie, więc w przypadku zadziałaniana siebie takich zbiorów (dwu lub więcej) wystąpi naturalne, oczywiste – anawet konieczne "przesunięcie" między tworzącymi je wewnętrznie poziomami (zuwagi na to, że to są różne ewolucje, więc już tylko z tego faktu nie są wten sam sposób zabudowane). efekt? kiedy spotka się konkretny poziom z innym,ale należącym do generalnie tego samego zakresu całości wydarzeń, to spotykająsię mimo wszystko dwa odmienne wobec siebie kwantowe procesy. a to oznacza,że dokładnie się nie pokryją. nie pokryją się, czyli nastąpi w części kolizja,a w części minięcie (i brak reakcji). ale te, które zareagują, stworzą nowąjakość. - jeżeli siła zderzenia, przechodzenia przez siebie ewolucji będzie"spokojna" (w miarę), to zaskutkuje łagodnym rozpadem lub łączeniem energii,ale kiedy dojdzie do zderzenia wielkich różnic energetycznych, wówczas mamfakt katastroficzny, zazwyczaj rozpad struktur na kwanty mniejsze. - dlategoteż rezultat spotkania się dwu płaszczyzn-ewolucji jest jakościowo bogatszyod spotkania się dwu prostych. w przypadku prostych może być tylko to albo to- w przypadku płaszczyzn jeszcze stan trzeci: i to, i to. (czyli "tamto"...)-skutki takiego spotkania doskonale widać, kiedy spotykają się dwie fale, np.w środowisku wodnym. pojawiają się wówczas kręgi należące do jednej i drugiejzmiany, które przemieszczając się w czasie-przestrzeni przenikają się. przyczym część z nich zostaje wygaszona, formują się w mniejsze lub ukierunkowaneodmiennie, a część łączy się w większe, wzmacnia się. sprawa komplikuje sięznacząco (obraz takiego zjawiska), kiedy w zdarzeniu biorą udział nie dwie,ale więcej ewolucje. tworzą się wówczas wielopoziomowe lokalne zapętlenia irozbudowany stan. i jest to, powtarzam, już zdarzenie, które muszę definiowaćjako proces zachodzący w czasie i przestrzeni. to ważny fakt w rozumowaniu.to jest już nie pojedynczy poziom, ale zbiór. a to oznacza, że spotykają sięzdarzenia zbudowane z warstw – że są to fakty, które powstawały przez aktualnąchwilę i przez historię. to zawsze jest stan skomplikowany, który budował sięlokalnymi punkto-chwilowymi – jednak obecnie, "teraz", taki stan w ewolucjiogólnej (nadrzędnej) jest wyróżniony w otoczeniu jako byt i jednostka, i tofunkcjonalnie zborna jednostka. dlatego też, kiedy spotykają się takie stany,to działają zarazem w wymiarze obecnym i historycznym – po prostu działają nasiebie jednostki-zbiory rozwleczone po czasach i przestrzeniach.w przypadku spotkania się dwu płaszczyzn, zjawiska czasowo-przestrzennego,dochodzi (w odróżnieniu od zjawisk spotkania się dwu prostych) do zdarzeniajakościowo rozbudowanego – ponieważ poziom komplikacji jest większy. o ile wramach prostych mogło być tylko zderzenie lub minięcie się elementów, o tylew przypadku płaszczyzn, procesów "aktualno-historycznych", może dojść do: 1)zderzenia pełnego (totalnego), unicestwiającego wszystko (ewolucyjnie rzadkiprzypadek), 2) minięcie się dwu ewolucji, w minimalnym zbliżeniu na jedenkwant (również mało prawdopodobne zdarzenie), 3) minięcie oraz zderzenie sięjednocześnie (najbardziej prawdopodobne).proste mogły biec obok siebie, zbliżać się na dystans kwantu, kolidować lubmijać, natomiast w przypadku płaszczyzn i zbiorów, w takim spotkaniu rejestrmożliwości oddziałania jest większy. przecież w takim zdarzeniu uczestniczyduży fragment płaszczyzny, dlatego reakcje zajdą "w przedziale" – a to oznaczadla obserwatora, po pierwsze, liczne doznawane-postrzegane stany, a po drugiesą to fakty nadprogowe (fizyczne). czyli płaszczyzny-ewolucje, wchodząc zesobą we współdziałanie, wpływają na siebie i rezultatem jest nowy stan, któryjest pochodną w stosunku do nich (to stan "międzypłaszczyznowy"). w spotkaniudwu prostych zdarzenie przebiegało minimalnie na kwant, natomiast w przypadkupłaszczyzn na "jeden zbiór", na elementarny zbiór zdarzeń - na jedną prostą,ponieważ to ona tworzy płaszczyznę.spotkanie dwu płaszczyzn dokonuje się na "długość" i "grubość" prostej.73
  • 74. -w spotkaniach zbiorów (tu płaszczyzn), z uwagi na skutki, podkreślenia wymagaprzypadek "pośredni", najczęstszy – czyli lokalne zderzenia kwantów i lokalneminięcie się. jednak co się zderzy, a co minie, to jest uwarunkowane stanem,strukturą działających na siebie procesów - mówiąc prosto, czy będą na tyleodległe od siebie budową, że się nie potrącą (ponieważ będą to inne poziomypiramidy możliwości), albo właśnie wpadną na siebie. płaszczyzna geometrycznajest logicznie (w ujęciu "usztywnionym") "płaskim", dwuwymiarowym "faktem",jednak w tłumaczeniu na fizyczne procesy to zbiór prostych-ewolucji. dlategoteż logiczna płaszczyzna jest realnie nie tylko płaszczyzną, ale jest tworemprzestrzennym, który posiada swój zakres (od-do). a to oznacza, że występujew czasie-przestrzeni przedział, który posiada na brzegach (krańcach) tylko pojednym już kwancie, a który to kwant jeszcze należy do tak wyodrębnionej wtle ewolucji. zawsze można taki ostateczny, wliczony do ewolucji kwant wykazać(co nim będzie, to zależy od rozpatrywanego poziomu i zdolności obserwatora),od "brzegu" jednego kwantu do "brzegu" jednego kwantu – to zakres ewolucji.i teraz, kiedy spotykają się tak zdefiniowane i wyróżnione zbiory, zachodzizjawisko, że spotykają się rozciągnięte, i to "daleko", procesy. i mogą sięspotkać różnorodnie, również "na/w granicach", ale i centralnie, całościowo,itd. ilość stanów pośrednich, w których mogą się "kontaktować", jest ogromna,zależnie od tego, z jakiego poziomu pochodzą, jakimi dysponują zasobami. alezawsze, o ile minięcie nie będzie absolutne, czyli żaden z kwantów się niespotka ze swoim odpowiednikiem w drugiej ewolucji, to wystąpi stan, w którymdojdzie do przebiegu-zdarzenia typu trzeciego: część się kwantów zderzy, aczęść minie. zadziałają w tym przypadku na siebie dwie odrębne ewolucje, tooczywiście są jednostki i byty oddzielne – ale, co ważne, istniejące w ramachwspólnego środowiska. czyli zbudowane są z podobnych (identycznych logicznie)elementów, a po drugie warunki, reguły są wspólne – dlatego w efekcie takiegospotkania może powstać proces wypadkowy (co by nim nie było). gdyby nie tłoi wspólny obszar uczestniczenia w świecie, takiego spotkania, a tym bardziejwspólnego działania nie można by zarejestrować.zwracam uwagę na ten wniosek, jest bardzo ważny, jedność elementów i regułytworzy wspólny fundament zdarzeń. niezależnie co logicznie "wyprodukuję", mamzawsze pewność, że są to fakty sobie pokrewne – mówiąc inaczej, niezależnieco i jak wymyślę, to zawsze jest "stąd-i-teraz", to nigdy nie jest i nie możebyć "inny świat".oczywiście mogą być różne spotkania, ale istotne jest tutaj to, że one mogązajść. kiedy spotyka się człowiek z samochodem, następuje nie totalne, więcmaksymalnie pełne spotkanie (spokojnie i zsynchronizowane, wielopoziomowe),ale mam tutaj do czynienia ze "spotkaniem", tylko pewna ilość elementów "sięspotka", pozostałe zostaną odrzucone, elementy odpadną od obu "przedmiotów".a ciało słabsze zostanie zdewastowane. przecież nigdy nie jest tak (lub bardzorzadko), że wszystko się spotyka z odpowiednikiem "po drugiej stronie". takistan zachodzi wyłącznie na/w poziomie kwantów logicznych, tu jest normą. alew przypadku bytów skomplikowanych zadziałanie zbiorów "pokrewnych" (bliskich)jest rzadkie – tylko że jak już do niego dochodzi, to tworzy się nowa jakość.przy czym, co warto pokreślić, taki "wyjątek" banalnych i codziennych spotkań(czyli spotkanie szczególne i ewolucyjnie bliskie) to – zrozumiałe - fakt (iakt) "rodzicielski", kiedy roz(po)czyna się nowość.-kiedy spotykają się dwa kwanty logiczne, powstaje nowa jakość – i nie może,co fundamentalnie istotne, powstać nic innego. kwanty logiczne nie spotykająsię "bezinteresownie" (acz z "przyjemnością") – budują bowiem w "zapętleniu"(uścisku wzajemnym) nową rundę zjawisk. coś w płaszczyźnie połączyło się (wramach zmian, jako efekt ruchu) i "organizuje" wokół fakty. to można nawetpotraktować optymistycznie: nie z każdej kolizji-spotkania musi wyjść rozpad– przeciwnie. kwant do kwantu ...74
  • 75. - płaszczyzna - zbiór- przejście zbioru przez szczelinę (jedną lub kilka)- działanie na siebie zbiorów (oddziaływanie)przejście przez jedną szczelinę.kiedy ewolucja przemieszcza, rozprzestrzenia się w środowisku (czyli dochodzido jej wybuchu, logicznie jest to sferyczny wybuch, fizycznie pojawiają się wprocesie deformacje), musi, prędzej czy później, spotkać się z inną ewolucją,zbiorem elementów innej ewolucji. i teraz w zależności od tego, jaką dysponujesiłą (potencją, jak jest zasobna) oraz jak dochodzi do spotkania się energii– następuje różne formowanie (formatowanie) wypadkowego kształtu dalszej, jużkolejnej fali. elementy otoczenia pełnią w tym przypadku rolę aktywną, samymswoim istnieniem i wywieranym naciskiem, odkształcają tor ruchu – ale równieżkształtują "wybuchającą" (tworzącą się) zmianę.najprostszym przykładem przejścia zbioru przez "szczelinę" (i nabierania tymsamym "struktury"), jest przechodzenie, przeciskanie się cząsteczek wody przezprzeszkodę z otworem. ale dotyczy to oczywiście każdego zbioru, każdej porcjienergii w postaci kwantowej, od światła po wszechświat. w takim przejściu, awięc w trakcie "przeciskania się" przez środowisko, zachodzi przepuszczenietylko pewnego fragmentu danej ewolucji, dochodzi do selekcji kwantów, któredo tego momentu ją tworzyły. część zbioru jest "eliminowana", odrzucana jako"niedopasowana" przez stan środowiska, a część, która losowo znajduje się na"torze prostopadłym" do takiej przerwy (filtra) i jest zgodna, dopasowana dopanujących w "płaszczyźnie kwantowej" warunków, swobodnie przenika na drugąstronę zapory. gdzie wywołuje, jakby był to punkt początkowy ewolucji, fale wpostaci swobodnie rozprzestrzeniających się zjawisk (w omawianym przypadkuwodnych). i po drugiej stronie zaczyna się (licząc od tego punktu, w którymwystępuje "szczelina", coś, co formuje zdarzenie) nowa, zaistniała na skutekprzejścia energii ewolucja, realizuje się nowy proces i w nowej przestrzeni.o ile działa siła (i dopływa energia), tworzy się nowy etap, nowy "wybuch",(dla obserwującego zmianę taki "początek", czyli wyróżniony punkt początkowyjest "wybuchem", proces się tu zaczął i rozprzestrzenia w każdym kierunku, wlogicznym ujęciu jest wszechkierunkowy). - w tym przypadku "szczelina" byłajedynie punktem początkowym zjawisk ("oznakowanym"), to miejsce, z któregobiorą początek półproste (a w szerszym ujęciu proste) ewolucji. rolę takiejszczeliny spełnia w naturze wszystko. od bramki, która formuje i przepuszczana stadion tłum w postaci uszeregowanej (i spokojnej), przez "polaryzujące"strumień fotonów pryzmaty, przez fakty historyczne, które jakoś "naświetlają"odczytywanie przeszłych wydarzeń, przez "kompleksy" wyznaczające-deformującew umyśle reakcje - itd. itd.w tak postrzeganym procesie ("w wybuchu kształtowanym") nie wszystkie kwantyulegają przepuszczeniu przez szczelinę, część zostaje odsiana i zderza się zkwantami płaszczyzny, czyli się bezpowrotnie rozprzestrzenia. uszeregowaniu,porządkowaniu podlegają małe ilości elementów, których tor przemieszczania siępokrywa się ze "szczeliną". ale to wystarczy. szczelin w środowisku jest wiele- kwantów mnogość - przejść ogromna ilość – więc skutkiem tego musi powstaćkształt, ciało. "coś".zbiór, który można zdefiniować jako "płaszczyznę zdarzeń formujących", działaw takim przypadku jak filtr, przepuszcza tylko pewną ilość elementów, a innepozostają w przedziale dotychczasowej ewolucji. jeżeli jest to układ celowoprofilowany w formule "filtra", więc przestrzeń zamknięta (z granicami), naprzykład naczynie, to po wypełnieniu kwantami dostępnej przestrzeni pojawiasię w tej części (strefie) stan stabilizacji. i jeżeli teraz będę okresowo, wsposób uporządkowany (właśnie celowy) otwierał szczelinę i wypuszczał kwanty- inaczej mówiąc, będą przemieszczał zbiór faktów płaszczyzny ograniczającej,to pojawi się na wyjściu uformowany, skwantowany moim działaniem stan zjawiskewolucyjnych. powstanie ewolucja sformatowana (kropki i kreski kodu zmiany).75
  • 76. -co istotne, może między elementami tworzącymi proces pojawić się łączność wformule kwantowej (na jednostkę), ale może jej nie być. kiedy są to zdarzeniaodległe od siebie w czasie-przestrzeni (przerwy są na tyle duże, że obserwatornie rejestruje związków między faktami), będą to różne i samodzielne zjawiska,czyli odrębne ewolucje. natomiast w przypadku, kiedy choć jeden kwant zmianyłączy okres jednego "otwarcia" od następnego, mam do czynienia z falą, z faląmodulowaną ewolucji. faktem modulującym, modulatorem procesu w tym przypadkujestem ja. natomiast w naturze jest nim dowolny fizyczny proces, przez który"przeciska" się energia.takie formowanie ewolucji może być wybiórcze. - to znaczy, mogę przepuszczaćtylko te elementy zbioru, które mnie jakoś interesują, a inne kierować obok("na zatratę"). jeżeli zbiór poddany działaniu jest zbudowany z elementów oróżnej budowie, mogę - zależnie od potrzeb - preferować tylko pewien zakrestego zbioru. zadziałam na kształt oraz stan takiej ewolucji poprzez nadawanieszczelinie wielkości (wartości), która będzie preferować, przepuszczać, więcfiltrować tylko te kwanty, które mnie szczególnie obecnie obchodzą. od zakresupromieniowania światła (jego skali), po kwanty zbudowane z wielkich agregatówenergetycznych - wszystkie dadzą się filtrować. mogę wyczulić filtr tylko naścisłe określony zakres zjawisk lub tylko na pewne zbiory. - mówiąc inaczej,znając zasadę, mogę tak "wyskalować" szczelinę, przez którą przemieszcza sięewolucja, że na wyjściu uzyskam podobne, nieomal identyczne fakty-zjawiska(oczywiście w zakresie tak wyznaczonego zbioru indywidualnych stanów). czyliprzez czynność filtrowania otrzymuję ewolucję, która jest uporządkowana (jejkwantowe wielkości są "ociosane" i zbieżne względem siebie) - oraz otrzymujęuporządkowanie w sposobie przebiegania procesu. i mam porządek w ewolucji. takaktualny, tak historyczny. powstaje zdarzenie i elementy tego zdarzenia (jużdowolnie pojętego, nie ma znaczenia, co będzie poddawane filtrowaniu), któresą względem siebie podobne, stanowią zbiory "faktów z jednej rodziny". a przezto użyteczne (nie są chaotyczne).filtrem będę nazywał nie tylko szczelinę, ale całą płaszczyznę, która zawieraową szczelinę. każda ewolucja zawiera w sobie takie "szczeliny" - przerwy wciągłości. najmniejsza z możliwych to kwantowa odległość między kwantami. iprzez te "puste" stany ewolucji przenikają energie, przechodzą energetycznestrumienie - i zawsze jest to początek nowej ewolucji "po drugiej stronie".jeżeli "szczeliny" są uporządkowane, to na wyjściu otrzymam zawsze zdarzenieobrazujące się strukturą, powtarzalne i posiadające w sobie stabilne poziomy.czyli tworzy się proces przewidywalny i ukierunkowany (na cel).w rzeczywistości selekcja jest wielostopniowa, obejmuje wiele szczelin orazprzejść. takimi szczelinami dla życia biologicznego były np. warunki, którepanowały w pierwotnej atmosferze - sytuacja około planetarna i kolejne fazyewolucji materii nieożywionej i ożywionej, czyli sytuacja roślin, zwierząt, adalej człowieka i rozumu. część energii ulega odfiltrowaniu (ta, która lokujesię na poboczach filtra), a przechodzi ta, która - losowo – znajduje się natorze zgodnym ze szczeliną i która może swobodnie przeniknąć przez otwór (iktóra jest kluczem "dopasowanym" do tej "dziurki".)ilość przejść ewolucji (to hipoteza na tę chwilę) jest ograniczona. tzn., niemoże konkretna ewolucja przechodzić dowolną ilość razy przez kolejne filtry,ponieważ się "rozfiltruje" na elementy składowe. z tym zastrzeżeniem, że immniejsze skomplikowanie wyróżnionego i poddawanego filtrowaniu elementu, tymtakich przejść może być więcej. po prostu - byt "prosty" przejdzie w świeciedalej, bo napotka mniej barier. rozbudowany układ, na przykład moje ciało, niemoże przetrwać wielu filtrowań, szybko się "zużyje" w trakcie przeciskania sięprzez oporne środowisko, fizycznie struktura nieustannie się formuje i co ruszpotrąca jakiś filtr. ilość przejść przez filtry (świata) układów zasobnych wenergię nie może być znaczna i prowadzić daleko i głęboko - kiedyś, to pewne,trafia się na "filtr", który skutecznie odsiewa ewolucję (na zawsze).76
  • 77. - figury – bryłykolejnym etapem są figury i bryły.figury są "zjawiskiem"-faktem "zamkniętym" na płaszczyźnie, jak to definiujegeometria, a bryły są "zamknięte" w przestrzeni przez płaszczyzny. - czyli zpobieżnego oglądu pojęcia figury przy pomocy i odniesieniu się do kwantów (ikwantowania) wynika, że nie będzie to tak, jak definiuje geometria w swoim"spłaszczonym" rzucie. - abstrakcja geometryczna tworzy figurę jedną prostą,zamykając ją w/na płaszczyźnie, natomiast figury w ujęciu kwantowym powstawaćmogą dwojako: z "załamywania" się w otoczeniu (w odbiciu), w zakresie "prostejprzestrzeni" - oraz z przechodzenia obok siebie, mijania się w ważnej kwantowoodległości i pod jakimiś kątem różnych prostych. na rysunku tak to wygląda:przypadek pierwszy z lewej to trzy różne ewolucje, które w jednym czasie i wewzajemnym powiązaniu (są jakoś do siebie zbieżne, posiadają podobne cechy ielementy) przechodzą obok siebie i w ten sposób zakreślają, tworzą, składająsię w przestrzeni w figurę. czyli w tym przypadku zbiór różnych procesów, tuw liczbie trzech, współtworzy, na skutek bliskości elementów w środowisku,jednostkę – "figurę". i warto to podkreślić, przecież w wyniku tego "zbieguokoliczności" dochodzi do wyróżnienia (się) w jednolitym tle jakoś powiązanejstruktury - coś łączy tak wyodrębnione elementy. to może być stan faktyczny,ale to może być złudzenie obserwatora, który (w sobie) aktywnie łączy fakty inadaje im charakter. istotne jest jednak to, że tak "wybruzdowana" strukturato stan odmienny od tła, a przez to "widoczna".dwa kolejne ujęcia to "załamywanie" się tej samej linii ewolucji, ale w różnychokresach przejścia przez otoczenie. w takiej sytuacji, pomimo że chodzi ciągleo to samo wydarzenie ewolucyjne, powstają regularności, które można obserwowaćzewnętrznie jako jedność. widzę "powolnie" oraz "z wysoka", w efekcie processzybki łączy się dla mnie w jedność (widzę linię tam, gdzie jest tylko ruch"jedynki" kwantowej). mimo że ewolucja w tym przypadku wielokrotnie zakrzywiasię, mimo że jest to "fakt" (np. jeden kwant energii), rejestruję łączny stan.jako obserwator "z wysoka" nie mogę dojrzeć elementów i etapów składkowych,ponieważ to jest zakres dla mnie poza obserwacją. jeżeli wydarzenia tworzącefigury kwantowe będą znacząco różne od zakresu "rozdzielczości" obserwatora,czyli będą należały do innego poziomu niż sam obserwator, to w jego odbiorzedojdzie do sumowania się zdarzeń (punktów-chwil) - jest to coś podobnego dosumowania się w ruch nieruchomych obrazów filmu. dodawanie do siebie faktów,postrzeganie ich łącznie tworzy dla mnie w postrzeganiu jedną ewolucję, więccałościowy proces, który kwantowo (logicznie) dzieje się rozdzielnie. i tyczyto zjawisk leżących niżej obserwatora. te leżące "wyżej", które przekraczająswoją wielkością czas obserwacji danej jednostki, są odbierane "po kawałku" irozbite na fakty, nie połączą się w jedność z braku dostępnego przedziału dorejestracji (krótkiego życia obserwatora). choć, co zrozumiałe, będą równieżtworzyć figury w przestrzeni ewolucyjnej.na rysunku wyraźnie widać, że przebieg i tworzenie się "kształtów" nie możeodbywać się w tej samej płaszczyźnie, nie może zaczynać się i kończyć na tymsamym kwancie. co w geometrii jest regułą i "uproszczeniem" zjawisk, w ujęciukwantowym nie może wystąpić. początek i koniec figury to inny "moment-poziom".w figurze, kiedy prosta-fala tworząca zjawisko rozchodzi się w przestrzeni,jej koniec będzie najmniej o jedno "kwantowe tyknięcie" różnym od początku.77
  • 78. -najmniejszą ewolucją, ale jednocześnie pełną ewolucją (i nie kolizyjną, więctworzącą w tle funkcjonalną strukturę), którą wykreślą proste w przestrzeni,będzie zjawisko, kiedy figurę utworzą dwie proste, dwie mijające się kwantowow przestrzeni fale ewolucji.z takiego mijania się w przestrzeni dwu procesów (tu prostych symbolizującychewolucję) powstanie już pełna figura (kwantowa "budowla"), w której dystanspomiędzy elementami tworzącymi będzie wielkością "jednostkową" ("na kwant").dwie proste przechodzące przez płaszczyznę i zarazem pozostające ze sobą wjakoś definiowanym związku (są wyróżnione z tła z uwagi na cechę zachodzącegoprocesu lub przez obserwatora, który je "celowo" wydobywa), wyznaczają, tworząni mniej, ni więcej tylko kwadrat. "kwantowy kwadrat".podkreślam ten wniosek i obraz kwantowy, ponieważ jest zasadniczo sprzecznyz "wdrukowanym" w myślenie geometrycznym sposobem postrzegania i definiowaniaotoczenia, czyli że kwadrat to figura, którą budują cztery proste (odpowiedniosię przecinające). w tradycyjnej geometrii dwie proste nigdy nie wyznaczą wprzestrzeni kwadratu, w takim trybie dwie proste definiują tylko płaszczyznę(kartkę papieru i "kartkę" w myśleniu), ale nie tworzą związków. natomiast wprzestrzeni, czyli realnie (fizycznie), skwantowane proste (fale mijające się)właśnie taką strukturę "produkcją". - do powstania, do zaistnienia "kwadratukwantowego" potrzeba nie czterech, ale dwu prostych, potrzeba czterech kwantóworaz czterech odległości kwantowych między nimi. "figura kwantowa" buduje sięze złożenia dwu mijających się "na kwant" wobec siebie "prostych-ewolucji".-poniżej zamieszczony rysunek celowo wyznacza proste jako przecinające się -ponieważ to nie ma w kwantowaniu znaczenia, zawsze powstanie kwadrat. na takfundamentalnym ("jednostkowym") poziomie odległość między elementami (kwantamitworzącymi proste) również jest kwantowa. i dlatego może-musi "w zbliżeniu"wytworzyć się kwant.fizycznie, kiedy "przecinają się", czyli mijają na odległość kwantową dwieproste-ewolucje - w takim procesie, jako fakt wspólny, musi powstać figura,"kwadrat".dlaczego? ponieważ bok takiego kwadratu, czyli odległość pomiędzy kwantami,musi być zawsze równa kwantowi (jednostce liczenia, czyli na najniższym jużpoziomie kwantowi logicznemu). nie może być większa, nie może być mniejsza.nie może być inna, jeżeli mam mówić, że ta konkretna (tu "kwadrat") figurajest zjawiskiem kwantowym i wyodrębnionym z tła. - nie może być mniejsza, bowówczas nie ma wyodrębnienia z tła i samodzielnego istnienia ewolucji – alerównież nie może być większa, ponieważ wówczas nie ma związku przyczynowegomiędzy "prostymi". przejście obok siebie na jeden kwant struktur wewnętrznierównież zabudowanych "jednostkowo" skutkuje – musi skutkować. np. zbudowaniem(się) figury kwantowej.78
  • 79. -w kwantowaniu, jak widać, proste symbolizujące ewolucję (fale) mogą przecinaćsię, ale i tak z takiego spotkania powstanie figura, która tworzy regularnąstrukturę. w tym przypadku kwadrat. jednak, co ważne, jest to "przecięcie" naróżnych poziomach zachodzącej zmiany, a odległość między nimi wynosi najmnieji najwięcej jeden kwant - przecinają się tu procesy, nie byty jednowymiarowe.i dlatego w zapisie, żeby oddać ten fakt, pojawia się (jako konieczność) znakumowności, przecież inaczej wyrazić tego nie można. każda odległość w figurzekwantowej wynosi jeden kwant i jego elementami również są kwanty, mijającesię w czasie-przestrzeni jednostki energetyczne współtworzą, składają się nabudującą się fizycznie postrzeganą formę (kształt, stan). i ważne jest tutajzaistnienie wspomnianej jednokwantowej "przerwy" – a jednocześnie tylko jejtaki "rozmiar". to nie może być mniej, ponieważ wówczas nie ma wyodrębnionejz tła jednostki (co by tą jednostka nie było), ale nie może być więcej, bowówczas nie ma łączności między elementami, przerwa większa niż kwant logicznytworzący postrzeganą strukturę wyklucza zborny, łączny tok jej zmian. mówiącinaczej, pustka "rozrywa" ciągłość "figury". - jeżeli obecnie uwzględnię wanalizie, że są to takie same kwanty i że należą do tej samej ewolucji (aczna jej różnych podpoziomach) - to zaistnieje ewolucja w ramach ewolucji.tu należy dodać, na zasadzie wtrętu, że życie, czyli ewolucja biologiczna wjej "spiralnym" przebiegu, nie dzieje się w formule łączenia (i splatania) dwuprostych, lecz z łącznego (za)istnienia aż czterech prostych. w efekcie, jakoskutek takiego "spotkania", otrzymuje się nie kwadrat - tylko sześcian. czteryproste kwantowe to tyle, co dwie proste "podwojone". czyli cztery kwanty "pojednej stronie" zmiany, a osiem w dwustronnym (dwu-osobniczym) powieleniu. ztakiego dwustronnego i pełnego zdarzenia, czyli z ośmiu kwantów, buduje się(i kształtuje) sześcian ewolucji – maksymalnie kula, sfera.dlaczego "podwojone"? ponieważ nie ma ewolucji tylko jednej prostej, zawszejest konieczność występowania najmniej dwu przebiegów. kod genetyczny, więczmiana w toku zachodzenia, to "prosta podwojona", to fala o dwu przebiegach.dwu kwantowych oraz wewnętrznie również podwojonych przebiegach. - bardziejobrazowo to wyrażając, potrzebny jest jeden człowiek, jako czaso-przestrzennezjawisko, ale muszę do niego dodać drugiego osobnika, kwantowo mu podobnego.osobnika, który także zbudowany jest w oparciu o dwie linie i posiada swojepodwojone ewolucyjne części. - czyli, żeby uzyskać dwoistą ewolucję, połączyćmuszę dwa przebiegi, które wewnętrznie posiadają dwoistą strukturę. w efekciekażda ewolucja, każdy proces, który obserwuję, to jest zdarzenie w formule"podwojonej", dwu-liniowe. dwuliniowe ewolucyjnie – i czteroliniowe w ujęciujednostkowym.muszą się połączyć dwa podwojone przebiegi, żeby zaczęła się i mogła toczyćewolucja. a dwa wewnętrznie podwojone przebiegi to osiem prostych tworzących,to cztery podwojone fale ewolucji - to nic innego, jak pełna kula ewolucji,właśnie sfera.-zasada, że musi być podwojenie, żeby zaistniała ewolucja, dotyczy, jak widać,każdego poziomu zdarzeń.każda z prostych musi posiadać dwa punkty - żeby była opisana,każda płaszczyzna musi posiadać dwie proste - żeby była opisana,każda bryła musi posiadać dwie płaszczyzny - żeby była opisywalna.każdy byt czaso-przestrzenny musi mieć dwa stany - żeby można było go ująć izdefiniować.-to nie jest przypadek, że kod dziedziczny posiada dwa przebiegi (linie) – orazże dopiero ich suma tworzy efekt w postaci dwu łącznych przebiegów potomnychi konstrukcji wypadkowej. dwie podwojone jednostki łączą się, żeby zaistniałapodwojona jednostka.1 + 1 = 1. "jedynka podwojona".79
  • 80. - kilka prostych mijających się w przestrzeni- czyli dwie i więcej płaszczyzny ewolucjianalizując przebiegi prostych użyłem terminu "podwojona prosta", w praktyceoznacza to jedną płaszczyznę. - z kolei "podwojona płaszczyzna", przechodzącna wyższy poziom zmian, to pełne, więc sześciowymiarowe zjawisko ewolucyjne,pełna sfera ewolucji. sześciowymiarowe w obserwacji "od środka" (z wnętrzazachodzącego zjawiska). na poprzednich stronach padło, że kiedy cztery prostemijają się w przestrzeni na dwu różnych poziomach (w odległości jednostki, tukwantu), to budują w przestrzeni kwantowej sześcian (a nie, jak w tradycyjnejgeometrii kwadrat) – ale to zarazem oznacza, że mijające się dwie płaszczyznytworzą sześcian – a to, po kolejne, oznacza, że dwie ewolucje łącznie tworząsferę ewolucji. i to niezależnie pod jakim kątem wobec siebie przebiegają ijak działają procesy. - w każdym przypadku, na najniższym poziomie (kwantówlogicznych, jednostek tworzących zmianę) spotkanie w przestrzeni dwu odległychod siebie na jednostkę płaszczyzn musi tworzyć sześcian - kulę ewolucji jużw szerszym ujęciu. - czyli najmniejsze, "dziejące" się "na dnie" wydarzeniekwantowe (i kształtujące wyróżnioną ewolucję) musi posiadać kształt sfery, wanalizie (lub pomiarze) fizycznie dostępne elementarne zdarzenie zawsze jestsferyczne - jest kulą w trakcie zmian.-następnym "rzutem" takiego rozumowania jest powiększenie ilości wprowadzonychw proces prostych, ilości płaszczyzn, ilości zbiorów, które się mijają i nasiebie wzajemnie oddziaływują.sześcian tworzą cztery proste – obecnie trzeba przeanalizować, co się dzieje,kiedy prostych jest pięć, sześć itd. co się dzieje, kiedy spotkają się dwie,trzy, cztery itd. płaszczyzny? i dopiero tutaj (niejasno to przeczuwam), natakim poziomie relacji między elementami, pojawia się konieczność sięgnięciapo stany oraz liczby kwantowe. zgoda, zostały wypracowane dla innego obszaru,ale ponieważ wszystko (co mogę zobaczyć-pomierzyć lub logicznie opisać) jestskwantowane i przebiega w formule kwantowania, to możliwość (i konieczność)wykorzystania tych wielkości narzuca się samoistnie - skoro takie wielkościdoskonale sprawdzają się w jednym zakresie świata, mogę-muszę sięgnąć po niew definiowani innego obszaru. że pozornie odmienny, że "nieoznaczony" i dlamnie skryty? - po pierwsze, nie zaszkodzi sprawdzić, czy się nie potwierdzi.a po drugie, co tu znacznie ważniejsze, jedność świata i reguły musi się wkażdym analizowanym zakresie objawiać, także w jego matematycznym ujęciu.jeszcze nie jest to dla mnie pewne, jednak wydaje się, że dopiero tu, w tymmiejscu można rozwiązać dawny dylemat, dlaczego nie zgadzały się otrzymywanewielkości z działań na liczbach kwantowych oraz w obrazowaniu geometrycznym(chodziło o to, że z rozpisania sześcianu wychodziły inne wartości niż przyliczbach kwantowych, i było to frustrujące).przypominam, że liczby kwantowe to było: 2, 8, 18, 32, 50, 72, 98, natomiastz geometrycznego rozrysowania sześcianu i ustalania jego punktów węzłowychpojawiały się niestepujące wartości: 2-4-8-16-32-64. podejrzewałem już nawet,że drugi zestaw liczb, który opisuje na przykład zjawisko powstawania, więc"bruzdowania" komórek w zarodku - że są to liczby kształtu ewolucji, któreokreśla wzór: 2n(n = 1, 2, 3, 4, 5, 6). a w drugim przypadku, czyli dla wzoru2n2(n = 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7), że to ilość kwantów w ewolucji. być może w tymmiejscu uda się sprawę zakończyć, a na pewno warto ją podjąć.chodzi o to, że mijanie się w przestrzeni prostych (czy płaszczyzn na wyższympoziomie) przebiega w specyficzny, a nawet ciekawy sposób. dlaczego? ponieważnie jest to, co ważne, mijanie się typowo geometryczne, ale rozbudowane (tonie płaski rzut na/w płaszczyznę, ale zdarzenie w czasie i przestrzeni). dosprawy oczywiście powrócę, i to wielokrotnie - to konieczność.80
  • 81. - bryły- mijanie się w przestrzeni dwu płaszczyzn (lub kilku)- ewolucja wielopoziomowakolejnym stopniem komplikacji w geometrii są bryły - czyli, jak stwierdza tadziedzina, rozwinięcie figur, płaskich zdarzeń w przestrzeni. jednak równieżw tym przypadku, w ujęciu kwantowym, sprawa jest wysoce ciekawa i zasadniczokomplikuje obraz oraz pojmowanie brył.otóż, jeżeli figurę może wykreślić na/w płaszczyźnie już jedna prosta, któraulega "załamaniom", różnemu filtrowaniu i odbiciom od otoczenia (co doskonalemożna zaobserwować w tworzeniu tak zwanych "jednociągówkach"), to w przypadkubrył zachodzi podobny fakt, rejestruję tu podobne procesy: może powstać bryłaz odbić płaszczyzny od elementów środowiska, może zaistnieć bryła jako efektzakrzywiania (się) w czasie-i-przestrzeni oraz wielokrotnych załamań procesuenergetycznego (deformacji strumienia kwantów). czyli w takich okolicznościachzostanie wytworzona bryła z jednej tylko płaszczyzny – z jednej ewolucji, tusymbolizowanej przez płaszczyznę.więcej - realnie (praktycznie) nie ma czegoś takiego w kwantach, co by było"figurą", jednowymiarowym tworem w przestrzeni. każdy kwant i każdy kwantowywytwór posiada przestrzenne rozmiary, jest wydarzeniem, które istnieje jakofakt "namacalny" - "rozciąga" się i zajmuje miejsce w świecie. oczywiście niemuszę w każdym przypadku sięgać takiego poziomu (lub nie mogę), to może byćróżny i odległy od mojego postrzegania "stan skupienia", który zdefiniuję ztego powodu jako "nieoznaczony" oraz "ciemny" (podprogowy), jednak logiczniejest to uchwytne i pewne – wiem, że "coś" posiada wymiary (i rozmiary), "coś"to stan różny od "nic".figury, które powstaną w trakcie przechodzenia fali (prostej) w środowisku -to kwantowe twory, które posiadają kształt (ciało) i przebiegają w czasie i wprzestrzeni. wystarczy tylko jedną prostą odkształcić, a już w jednolitym dotego momentu tle zarysuje się regularność - a jeżeli jeszcze odległości międzykolejnymi przejściami prostej (zakrzywieniami) są sobie kwantowo bliskie (najednostkę) zaistnieje, powstaje łańcuch zdarzeń, tworzy się bryła. jeżeli wtradycyjnej geometrii musi zaistnieć co najmniej jedna prosta, żeby powstałafigura (np. koło), to w przestrzeni kwantowej wystarczy jedna fala-ewolucja,żeby powstała "bryła sferyczna", kula. czyli rozwinięcie czaso-przestrzennekoła na płaszczyźnie.sfera, kula - to rezultat przechodzenia (oraz "nawijania" się "na siebie") wprzestrzeni jednej prostej (płaszczyzny w zwielokrotnieniu). ponieważ "suche"ujęcie (geometria) redukuje wymiary (do jednego), w analizach, a co więcej,w myśleniu, tworzy się koło zamiast kuli. - koło na płaszczyźnie to symbol,to chwilowe zobrazowanie fizycznej sfery (jednego poziomu kuli wyłaniającegosię z płaszczyzny – bryły w trakcie tworzenia się).ponieważ w kwantach i w ich łączeniu się (lub rozpadaniu) nie może być jednegowymiaru, zawsze z rozchodzenia, przemieszczania się fali w środowisku tworzysię bryła kwantowa. "zarysowane", wykreślone zostanie w rzeczywistości samymruchem elementu zjawisko, wyodrębni się kształt na kilku poziomach, najmniejna dwu. i "objawi" się bryła. im więcej elementów mijających się prostych nasiebie działa, tym efekt bardziej rozbudowany i skutki znaczniejsze. - ważnejest tu również to, że mijające się "na kwant" w przestrzeni dwie proste (lubkilka) tworzą bryłę - i to nawet wówczas, kiedy nie ulegają zakrzewieniu. samfakt "współpracy" gwarantuje, że coś skomplikowane się "wybruzduje" w tle. azałamanie którejś z prostych tylko tę łamigłówkę zwiększa. ponieważ środowiskojest oporne i są inne ewolucje, takie załamania następują, nie ma fali, któranie ulega odbiciom. ewolucja nigdy nie realizuje się po liniach prostych -nawet jeżeli jest to "prosta"-ewolucja. nie dzieje się to "prosto", ale jako"krzywizna". i to jako krzywizna wielorako i wielokrotnie "pokrzywiona".ewolucja biegnie prosto - po liniach krzywych.81
  • 82. - kod dziedziczny- podwojeniena tak zakreślonym tle geometrii kwantowej wracam do kodu genetycznego orazjego zdefiniowania, w końcu to dla mnie temat maksymalnie żywotny. nie muszęzapewne wykazywać zbyt dużą ilością opisów, że struktura kodu dziedzicznegodlatego posiada (obrazuje się dla analizującego procesy) dwie spirale, dwieskręcone w spiralę i podwojone linie, że inaczej nie może istnieć. przecieżpodwojenie to fundamentalna zasada w ewolucji.aby zaistniał proces ewolucyjny, potrzeba dwu stanów - żeby zaistniała bryłaewolucji, czyli konkretna biologiczna konstrukcja w tym przypadku, potrzebatakich zdarzeń minimum cztery. dlatego każdy kod tworzący osobnika (i każdyelement tego kodu) posiada, składa się z dwu linii, to są dwie fale w trakcieprzemieszczania się względem siebie i środowiska, a ich suma dopiero tworzyłącznie ewolucję, to, co za ewolucję uznaję. czyli zjawisko odmieniające sięw czasie-przestrzeni.ale to dopiero jest jedna komórka, tak postrzegany proces to dopiero jeden zwielu (bardzo wielu) elementów tworzących "bryłę" w formule życia. ważne w tymujęciu jest to, że to tylko jedna chwila w istnieniu zjawiska ewolucyjnego.żeby dodać do tego ciąg zdarzeń, więc zbudować strukturę w rozwinięciu poprzezhistorię, potrzeba drugiego takiego stanu, po prostu drugiej komórki o takichsamych cechach (podwojonej wewnętrznie). do wyprodukowania jednej ewolucyjnejstruktury muszę zatrudnić cztery zdarzenia kwantowe, dwie fale (fale o jużdwoistym, podwojonym rytmie). natomiast do wytworzenia, zaistnienia bryły wujęciu czasoprzestrzennym potrzebne są dwie "bryły chwilowe".powtarzam - do powstania "bryły chwilowej" potrzebne są cztery linie procesu(stany kwantowe), a do powstania "bryły ewolucyjnej", czyli całego zdarzeniaw ujęciu historycznym (rozciągniętego w czasie i przestrzeni), potrzebne sąminimum dwie "bryły chwilowe". - mówiąc inaczej, musi w przestrzeni zajść (izejść się) razem osiem zdarzeń kwantowych, żeby pojawiła się bryła, ewolucja- coś, co rozpocznie zdarzenia. na przykład w formie mojego, już fizyczniebiologicznego ciała. to dlatego pełna kula ewolucji, sześcian ewolucji, musizawierać w sobie osiem kwantów, sześć ścian zdarzeń. jak w fali, którą opisujesześć "aktywnych" odcinków należących do ewolucji (osiem wszystkich, wraz zbrzegami) - oraz dziewięć punktów całej skali. kiedy złączą się dwie komórkiżycia, to łączą się dwa podwojone przebiegi ewolucyjne i powstaje jedna, jużpełna komórka (pełna ewolucja). ale jest to dopiero założenie wstępne, któremusi zaistnieć, żeby można było mówić o ewolucji, o jej początku.komórki "rodzicielskie" (czyli z pozycji następnego zdarzenia, które dopierozaistnieje, kwanty "poziomu zerowego") są już podwojone, ponieważ są elementemświata i bez stanu podwojenia nie zaistnieją. ale też dlatego, kiedy dochodzido ich połączenia, tworzą strukturę cztero-kwantową. tylko że taka komórka niejest i nie może jeszcze być ewolucją. to dopiero jej pierwszy etap (zerowy,wstępny i ciemny dla tworzącego się bytu), który musi zaistnieć, żeby processię zaczął, ale z zasady ukryty, poza wielopoziomową zmianą. - istotne w tymrozumowaniu obecnie jest to, że dopiero dodanie drugiej oraz analogicznej wbudowie struktury (więc po prostu pierwszy w tym przypadku podział komórkowy),to tworzy ewolucję, zapoczątkowuje pełną ewolucję, zdarzenie ośmioelementowe.i pełną sferę ewolucji. powstaje bryła ewolucji z dwu brył chwilowych.zwracam uwagę na ten fakt, dopiero od uformowania się drugiej komórki zaczynasię ewolucja – może proces ewolucyjny się rozpocząć. o ile pozwoli na to stanśrodowiska. fundamentalne w tym opisie jest to, że nie ma elementu w formiejednostkowej, nie ma jako zmiany. jak do zdefiniowania prostej potrzebne sądwa punkty, tak do początków ewolucji (i jej analizy) potrzeba dwu kwantów,w tym przypadku komórek biologicznych. nawet podwojona jednostka sama z siebieewolucji jeszcze nie oznacza, muszą być dwie wewnętrznie podwojone. dopierowówczas "bryła"-życie zaczyna się toczyć (wirować).82
  • 83. - bryła chwilowa- bryła ewolucyjnado wytworzenia "bryły chwilowej" wystarczy jedna płaszczyzna (i dwie proste),ale do powstania "bryły ewolucyjnej", kwantowego zjawiska ewolucyjnego, którerozciąga się w czasie i przestrzeni, są już potrzebne dwie płaszczyzny, dwapełne zdarzenia. jedna komórka jest co prawda pełną ewolucją, czyli posiadakształt oraz pełną strukturę (sama powstała z dwu poziomów zdarzeń), jednakto konstrukcja wielokomórkowa, więc najmniej dwu-"komórkowa", to dopiero stanpierwszy bryły ewolucyjnej. - żeby zaistniała funkcjonalna ewolucja potrzebadwu pełnych "komórek" (jednostek).im więcej w przestrzeni mija się ze sobą płaszczyzn (im więcej zaistnieje wśrodowisku pełnych "komórek" i pełnych ewolucji) - im więcej będzie ze sobąwspółdziałać kwantowo (na odległość kwantową i w rytmie) elementów składowych,tym większa powstanie struktura, tym więcej układ "zagospodaruje" otoczenia- tym również będzie bardziej skomplikowany. po prostu, wyróżni się w tle izacznie "wystawać" w środowisku. dlaczego? ponieważ zasobność ewolucji (bytu)przekłada się na jej obecność w świecie, także na "ważność" (znaczenie, którezdarzeniu przypisują inni lub które sam sobie nadaje). że niekiedy "rozmiar"nie jest współbieżny do zawartości (treści) i rozmija się z ocenami idącymi zzewnątrz, że, bywa, "osobnik" posiada nieodpowiedni format (i stanowisko), żepostrzega siebie ponad możliwości i zasługi - to już przypadłość ewolucji. wkońcu na kogoś "nieszczęście zasobności" (nadmiernej wobec umiejętności orazokoliczności) musi spaść. pocieszające, że trwa to tylko "do czasu". słabo,nieodpowiednio dopasowany do sytuacji byt szybko podlega odsianiu, ponieważnie mieści się w tworzącej "to wszystko" regule.ale podobnie, jak w przypadku prostych, które tworzą w "zakrzywieniu" figuręna/w płaszczyźnie, taką ewolucję tworzyć mogą nie tylko liczne płaszczyzny wjednym czasie (acz mijające się na różnych poziomach) – podobnie "zdarzenie"w postaci zmiany o cechach jedności może wytworzyć jedna płaszczyzna, która wróżnym czasie "zaginie" się w przestrzeni, "skręci" lub "zakrzywi". powstanąwówczas poziomy tego samego zdarzenia, tej samej ewolucji, i będzie ciągłość"tego samego przebiegu", ale w/na różnych już warstwach ewolucji. oba sposobyopisu i tworzenia się zjawiska są do siebie analogiczne, i, co ważne, skutekjest podobny.jest, na przykład, moje ciało zbudowane z komórek, więc można je opisać jakozdarzenie mijania się w przestrzeni licznych płaszczyzn (czyli ogromnej jużilości pełnych ewolucji komórkowych) - ale równie dobrze można opisać całośćciała jako jedną płaszczyznę (a tę umieścić w obrębie społeczeństwa). jednakmożna opisać cały ciąg-zbiór wytworzonych i współdziałających ze sobą komórekjako jedną płaszczyznę, ale komórek (jednostek) rozciągniętych w przestrzenii czasie (powstających w czasie i konkretnym punkcie przestrzeni). komórki wtym drugim przypadku będą "odcinkami" jednej płaszczyzny, która oddaje proces(raczej fragmentami, kwantami-punktami). czyli komórki będą faktami, którepowstały na różnym poziomie, należą do innego już zakresu i warstwy, jednakmożna je potraktować jako efekt jednej ewolucji, kolejnych faz całościowego ijednego zjawiska, kolejnych kwantów, poziomów kwantowych całości. - sposóbobrazowania, jak widać, zależy od tego, co i jak się wyróżnia. przecież zawszechodzi o to samo: kwantową zmianę. a jedyna występująca w analizie różnica towiększa ilość wyodrębnionych z tła zdarzeń (elementów) oraz "naoczność" dlaopisywacza-obserwatora.jestem niewątpliwie wydarzeniem, analogiem bryły ewolucyjnej, ale składam sięz brył chwilowych. jeżeli jednak odnieść się do całego zbioru, w którym sięznajduję, do innych osobników i całej populacji, do całego gatunku wreszcie -to w tym ujęciu staję się zdarzeniem chwilowym. w dziejach gatunku (i życia)jestem jedynie kwantem-punktem - zjawiskiem, które powstało, żeby zaraz sięskończyć. w/na takim planie zawsze jestem tylko jednym kwantowym "tyknięciem".83
  • 84. kosmologia 1.4.84
  • 85. - kwanty- łączenie się kwantów (dlaczego istnieją i jak się łączą?)- kwanty "podwojone"kolejny temat do rozważenia: łączenie się kwantów energii w próżni, dlaczegoi jak się łączą - co sprawia, że się łączą? bo że się łączą, to oczywistość.inaczej nie byłoby pola energii oraz jego wytworów. gdyby nie było przemianyi jej skutków w postaci mi znanej z każdego oglądu otoczenia, zachodziłabykonieczność wprowadzenia nieustającego cudu - lub miałbym tylko jednostkowośćwydarzeń (dokładnie w tym tylko egzemplarzu). obie możliwości, co zrozumiałe,są logicznie mało pociągające. a gdybym zdecydował się na któryś wspomnianywariant, to musiałbym poddać w wątpliwość własne istnienie i, co szczególnieniemiłe, swoje "ja". powód? przecież w tych okolicznościach pytanie, dlaczegowłaśnie ja miałbym się w bezkresie nieskończoności zrealizować, pozostaje wmocy – i to w sposób fundamentalnie zasadniczy.łączenie się energii jest więc faktem - faktem którego nie można z rozważańusunąć, bez tego etapu ewolucji energii pola (jako fragmentu całej KosmicznejEwolucji) nie byłoby niczego. przy czym, co można podkreślić na marginesie,nie ma znaczenia, co rozumiem pod pojęciem "energia" - chodzi oczywiście okwanty. czyli "coś", fakt "namacalny" i istniejący. łączyć się może zawsze itylko coś, pustka ani się łączy, ani nie odmienia, NIC nie analizuje świata.co zrozumiałe, mogę mówić o różnym stopniu skupienia czegoś, jednak nie mogęodrzucić bytu w formie "COŚ". a skoro energia jest, to ma w sobie tym samymnajmniejszą z najmniejszych, elementarną "wielkość" - jedynkę, kwant. i są toz definicji elementy składowe wszystkiego. tylko, dlaczego one się ze sobąłączą i wchodzą w reakcje, oto jest pytanie. - oczywistość samego łączenia ijego analogiczność na wszelkich poziomach fizyki jest po porostu faktem, boistnieję. dlatego nie wystarcza tylko pytać: jak możliwe jest łączenie się wpróżni kwantów oraz dlaczego one się łączą? - trzeba na te pytania spróbowaćodpowiedzieć. i nie są to pytania, wbrew pozorom, łatwe do analizy. chodzi ozasadniczy dylemat, że w próżni nie ma żadnej siły, która będzie "nakłaniała"rozpraszające się kwanty logiczne pola do ponownego skupiania się w jedność(do jakiegokolwiek połączenia). nie ma żadnej w otoczeniu podstawowej siły natym poziomie Kosmicznej działalności, która będzie "składała" kwanty w nowepole, w tym czy w innym cyklu. - oczywiście to się dzieje, argument mojegoistnienia jest tu rozstrzygający, i nic go nie wzruszy. dlatego wypada i muszęzapytać: jak to się realizuje i co sprawia, że łączenie jednak ma miejsce? -to są pytania istotne i fundamentalne - dotyczą mojego istnienia – istnieniawszechświata – i kwantów na każdym poziomie. efektem tak sformułowanego (i togłośno) "zapytania do świata" jest ten fragment notatek.częściowych odpowiedzi padła już wcześniej, i na różne sposoby. przy analizieewolucji pola pojawił się opis, jak próżnia i kosmiczne zero ciepłoty wpływana przemiany kwantowe, jak to hamuje "wybuch" i następnie działa na roznoszonew przestrzeni jednostki energii. z chwilą maksymalnego, wiec już sferycznegozajmowania przez pole "przestrzeni", realizuje się początek drugiego etapu wjego dziejach: po wybuchu zachodzi łączenie się energii. z tą chwilą zaczynasię proces wyhamowywania kwantów, tracą one znak, stają się "pojęciem", czyli"płaskim" i pozbawionym wymiarów "porcjowanym" stanem energetycznym kolejnejewolucji. "oddziaływanie" próżni zachodzi, zachodzić musi - i posiada na tymetapie znaczenie zasadnicze. w środowisku, w którym nie występują żadne siłydziałające na energię, już sam brak takich sił jest czynnikiem ważnym – bardzoważnym – najważniejszym. Kosmicznie fundamentalnym. kiedy nie mogę wprowadzićw proces żadnej siły (jakiejkolwiek) - to mam co prawda poważną trudność wustaleniu reguły zmiany, ale jednocześnie mam, co tu jest faktem głównym inajważniejszym, brak na tym poziomie ograniczeń. a brak ograniczeń pozwalapowiedzieć, że nic (a już na pewno "nikt") tym procesem nie steruje. brak siłsterujących to wolność maksymalna (co nie oznacza, że buduje się chaos).85
  • 86. - próżnia a łączenie i rozpad energiibrak sił podtrzymujących drgania energii, to jednocześnie warunek w ewolucjipodstawowy: żeby drgania zamarły, żeby ponownie kwant uzyskał wyjściową orazobojętną postać (żeby zanikła, "zamarła", "wyzerowała" się energia i całajej przeszłość). przecież nie mogę zakładać, że zachodzi "przeciąganie" przeznieskończony ciąg zdarzeń informacji (choćby szczątkowej) o tym, co było. wkolejnych bytach taka "nadmiarowa" już informacja będzie się kumulować i wnieskończonej skali zbuduje nieskończony nadmiar – absurd. muszę założyć, żeewolucja "zeruje" się doskonale, żeby każdy następny cykl, po pierwsze, mógłsię zacząć "czysty", bez żadnych "genetycznych obciążeń", a po drugie, żebytworzył własny fakt istnienia i historię. - kiedy "elementarne zdarzenie"znajdzie się w próżni, nie ma z czym ani w czym dalej zachodzić, kończy się.taki kwant energii traci swoje właściwości tworzenia i wchodzenia w reakcjęz innymi kwantami, traci swoją wcześniejszą postać, dokonuje się przejścieenergii w kwant logiczny ("pierwotny"). i to jest ten ważny fakt. od tegomomentu mam "czystą energię", która może ponownie tworzyć nowości i łączyćsię w dowolną strukturę. nieskończoność zostaje kwantowo (na kwanty) pocięta– i "odcięta". i jest to warunek niezbędny.dylemat: co powoduje, że może pojawić się pierwszy kwant ewolucyjny? w tejchwili pomijam "początek" całej Ewolucji, ten nieskończony przebieg (swojądrogą to ciekawe zagadnienie logiczne - "początek" nieskończoności - ech, coten rozum wymyśla, ale to wzmiankowane wcześniej "nienasycenie" jest tegopowodem). natomiast ja obecnie pytam się o ten konkretny początek – "mego"pola na przykład (w którym przyszło mi rozumować). co sprawiło, że pierwszydwudzielny stan, nowa jakość kwantowa powstała? powstała i nie rozpadała sięw próżni już w następnym kroku. a tak, z logicznego punktu widzenia, powinnobyć: po powstaniu kwantu (czy komórki życia), już w kroku następnym, musizajść jego (jej) rozpad na kwanty "podstawowe", na kwanty logiczne, przecieżnic temu nie przeszkadza. dlaczego ewolucja nie utknęła na/w tym stanie? cosię dzieje i dlaczego, że może osiągnąć postać wielkiego "układu", zaistniećw formie kwantu-pola? nic procesu nie "popędza" ani nie "zapędza", żeby sięelementy łączyły, wręcz "właściwości" próżni łączeniu się kwantów utrudniajążycie - przeszkadzają "doskonale" (lepiej nie można). co więc się "dzieje",że proces zachodzi?żeby spróbować odpowiedzieć na to zasadnicze pytanie, muszę przepatrzyć w tymcelu proces przemian energii, jak on przebiega i jak się zachowuje. "cechy","właściwości" samej próżni, choć są decydujące dla ujęcia zjawisk, to jednakdo opisania przebiegu łączenia się i rozpadu trzeba sięgnąć do kwantowychzjawisk, aż tak głęboko. dlatego zachodzi konieczność nawiązania do opisu,jak "wybucha" energia, jak się w przestrzeni roznosi (każdej przestrzeni, tymbardziej w próżni), jak się rozprzestrzenia to, co "pozostaje" po zdarzeniuw postaci pola – czyli kwanty logiczne. żeby więc zdefiniować proces, muszęwyjść od "płaskiego" stanu – i przejść do pełnej sfery ewolucji i maksymalnezajęcie otoczenia.kiedy pole energii rozpada się na elementy jednostkowe (kwanty logiczne) izajmuje coraz większe "środowisko", taka sfera powstaje wraz z wyczerpywaniemsię energii, która oddala się "w nieskończoność". to element ważny w tymujęciu - zachodzi zjawisko takiego rozłożenia się kwantów, że tworzą one"powłokę kwantową", czyli jednokwantową powłokę kuli ewolucji. ostatnim (iostatecznym) stanem pola energetycznego jest jednokwantowa sfera. następnymkrokiem w tak zakreślonym procesie jest już fakt końca ewolucji i "powłoka"się rozrywa, warstwa graniczna pęka, "łańcuch" zdarzeń przestaje posiadaćcharakter łączny. ewolucja, proces wcześniej jakoś integralny, przestaje wformule zbornego zjawiska istnieć. kiedy dystans kwant do kwantu przekraczarozmiar kwantu (logicznego) - dochodzi do "rozerwania" i zaniku ewolucji(proces wchodzi w okres "rwany", "pogrobowy").86
  • 87. -i teraz ciekawe - następuje etap łączenia się energii. jako następny etap po"spełnionym" wybuchu energii mam scalania się kwantów. - od tego kroku, naskutek zdarzeń losowych, załamań torów kwantowych, wyhamowywania drgań przezchłód próżni oraz "nacisku" innych ewolucji w Kosmosie - pojawia się kwantewolucyjny, nowa jakość. czyli dwie niezależne i samorządne jednostki "coś"połączyły się w nieskończoności (swobodnie - ale pod "wpływem" otoczenia). iod tego momentu energia zaczyna się łączyć w coraz większe struktury, kiedynapotyka podobne kwanty, przyłącza je - lub sama zostaje pochłonięta. - alejest problem: dlaczego nie dochodzi natychmiastowo do rozpadu energii na/wkwanty elementarne, na części i elementarne zdarzenia - dlaczego dochodzi dodalszej ewolucji? i kiedy to się dzieje? zaraz "po" rozpadzie, jeden kwantdalej, czy "później"? i co to znaczy w takich okolicznościach (tu w próżniKosmosu) "zaraz po", "później"? proces biegnie dalej "krok obok" czy "gdzieśi kiedyś"? interwał czasowy dla powstałej ewolucji jest "informacją zbędną",znajduje się poza jej istnieniem, ale w analizie procesu, który powstał, tozasadnicza sprawa. dlaczego? jak?odpowiedź: ten etap ewolucji pola (energii), choć jest "rozerwaną" ewolucją- czyli nie ma już łącznego charakteru "tamtego" pola (tamto, wcześniejszew stosunku do wydarzeń pole przestało istnieć jako łączne zjawisko) – toczysię przecież dalej. ma postać "ewolucji rozproszonej", proste-ewolucje biegnąw nieskończoność, ale "ciągłość" zjawiska występuje. logicznie, ale jednakwystępuje. fizyczny, łączny proces "wypalił" się, kwanty "oswobodziły" sięi pędzą dalej - ale logicznie jest to ciągle-i-dalej "ewolucja" (Ewolucja).toczy się jako "przedłużenie", jako rozłączne, ale przecież energetyczne i"ewolucyjne zjawisko". nie ma powiązań, struktura takiej ewolucji nie tworzyjuż całości-jedności, ale zachodzi rozprzestrzenianie się energii na skutekimpetu wybuchu (dalej i dalej...). powstaje coraz większa kula takiej, teraz"pogrobowej ewolucji". ewolucja tego przeszłego i "minionego" pola trwa nadal- tyle że samego pola, jako bytu łącznego, nie ma. zachodzi, i to dokładnie,analogia do ciała człowieka i procesów "po życiu": choć już skończyła sięjego ewolucja, to fragmenty, rozpraszając się przecież w środowisku, nadalsą przedłużeniem tamtego istnienia (trwa "ewolucja rozpadu").identycznie z początkiem życia człowieka. zachodzi proces wyodrębniania sięnowej ewolucji, nowej jednostki - ale z elementów energetycznych dostępnychdo zabudowania (się) w otoczeniu. kiedy byt powstaje, kiedy kwanty łączą sięw strukturę, proces nie może sięgnąć po dowolny element, potencjalnie (więcz boku analizując) idealny do budowy. proces może najdalej (i najbliżej) tymoperować, co ma "pod ręką", czyli na dystansie jednego kwantu. dalszego czybliższego nie wykorzysta, to są z tej perspektywy elementy (fakty) poza – sąnieobecne w zakresie postrzegania (i reakcji). dlatego każdy proces ma swójpoczątek w ramach "tamtej", wcześniejszej, rodzicielskiej ewolucji, w ramachtak pojętego środowiska pobiera energię. to znaczy, jakby to nie brzmiało,nowa jakość powstaje w/na "trupie" poprzednika, a raczej już w/na "trupach"wielu poprzedników. energia rozprzestrzeniająca się w próżni, choć już niestanowi sama ewolucji (łącznej ewolucji), jest nadal Ewolucją i w trakcieprzemian. i dalej w tej "przestrzeni" (w środowisku) dokonuje się ekspansjaenergetyczna. kwanty nadal tworzą jakąś "ekosferę", jakieś lokalne warunki,które dany fragment próżni wyodrębniają z otoczenia nadając im, przez swoje"istnienie" w tym miejscu, znaczenia ("znakują" go). choć odległości międzyelementami są już tak wielkie, że nie można mówić o polu jako o zjawisku, tonadal pozostają na tyle małe wobec nieskończoności, że są i długo jeszczebędą "tycie" w stosunku do niej – a przez to "łączne". w tym wypadku "kulaewolucji" "istnieje" pod postacią "rwaną", ale da się w nieskończoności jejelementy wyznaczyć oraz wytyczyć tory procesów. to etap, jak to nazwałem,"ewolucji logicznej", opis "kuli ewolucji logicznej". - a jej granicami sąnieskończoność i wieczność. dokładnie!87
  • 88. -dlatego muszę ten "okres" zmian nazwać Ewolucją. bo to nie jest ewolucja.zasady zmiany są takie same (i zawsze takie/te same), ale to już proces odewolucji odległy, czyli zjawisk znanych mi na co dzień. - ewolucja to mojacodzienność – Ewolucja to codzienność Kosmosu. a to oznacza, że każde pole"rozprzestrzenia się nieskończenie", że ekspansja każdego takiego "wybuchu",każdej ewolucji pola energetycznego jest w swym przebiegu nieskończona – żeprosta (czy półprosta) ewolucji może być poprowadzona w takim zakresie wbezkres. i tak biegnie. bo nic w próżni nie może zatrzymać takiej ekspansji,nie ma sił, które by wyhamowały prędkość kwantów. mogę powiedzieć, że każdepole, że każda ewolucja (przecież moje ciało również) rozprzestrzenia sięnieskończenie, że jestem "składnikiem" nieskończoności. że te elementy, któretworzyły mnie rok temu, lata temu - są, czemu nie, już w jakimś ciele (możenawet rozumnym) po drugiej stronie globu - albo po drugiej stronie tutejszegowszechświata - albo nawet już i wszechświat opuściły i gdzieś tam pomagają wistnieniu. "przedłużenie" torów "moich" elementów jest właśnie nieskończone.- i ostatecznie kuliste. nieskończone dlatego, że Kosmos jest nieskończony,a kuliste dlatego, że nic "wybuchu" z żadnej strony nie hamuje, a jak nie masiły powstrzymującej, powstający kształt musi być sferą, wszechkierunkowymoddalaniem się w postaci sfery.-to wszystko prawda - tylko że "teoretyczna". może potencjalnie tak się dziać,może nastąpić nieskończone roznoszenie się energii w otoczeniu, czyli możeewolucja przybrać nieskończony stan zajętości otoczenia – "tylko" że jest tokonstrukcja logiczna. poprawna, ale logiczna. i choć można wykazać, że każdezjawisko i każde ciało energetyczne jest elementem nieskończoności - to wpraktyce zachodzi jednak zjawisko łączenia się energii w większe struktury,nawet w Kosmosie. dlaczego? bo sprzyja temu fakt "ekosfery". czyli dalsze,przedłużone "istnienie" – rozprzestrzenianie się energii pola. choć mogłobysię potencjalnie rozbiegać ono w nieskończoność, a "ekosfera" tym samym miałanieskończone wymiary (rozmiar), a "rozrzedzenie" energii nieskończenie małe(a Kosmos "ekosferą absolutną") – jednak to, że "Fizyczne" nie zachodzi ażtak nieskończenie małe rozrzedzenie, to wynika z tego, że istnieję. mnie bynie było, gdyby nie zachodziły "zdarzenia" losowe, które w nieskończonościtworzą sytuację, że energia się nie tylko rozpada, ale także ("lokalnie")łączy. nieskończoność Ewolucji to zapewnia. zapewnia to nieskończoność sobiepodobnych procesów - w nieskończonej ich ilość - w ramach nieskończonegoKosmosu. przebieg procesów jest nieskończony, ale również ich ilość jestnieskończona. to powoduje, że choć potencjalnie (logicznie) przebieg mógłbybyć nieskończony - to w wyniku Fizycznego "spotykania" się w nieskończonościtych nie-skończonych "ewolucji", powstają jak najbardziej skończone lokalnezdarzenia!kiedy ewolucja "stąd-teraz" rozprzestrzenia się w nieskończoność, skutkiemtego, że w nieskończonym Kosmosie takich "zdarzeń" również jest nieskończonailość (to tak do końca nie jest, ale szczegóły są w innym punkcie - polecam,bo ciekawe) - dochodzi do nieskończonej ilości "zderzeń" ("zazębień" się)procesów "po drodze". kwant logicznie już swobodny oraz "czysty", napotyka"chmury" podobnych sobie elementów - i w wyniku "kolizji", ale jednak dalejw tej "chmurze", zaczyna "nowe życie" z innym "partnerem" (ale identycznym).i "coś" się "poczyna".to nawet zabawne stwierdzenie, ale jakże prawdziwe: z nieskończonego procesu- w wyniku "zderzeń" ze sobą nieskończonej liczby podobnych sobie zdarzeńnie-skończonych - tworzy się skończona liczba lokalnych ewolucji. również ocechach podobnych.cóż - nieskończoność do nieskończoności - i tworzy się skończoność.-nieskończoność to ciekawe (i fajne) miejsce...88
  • 89. -powracam do opisu zdarzeń w takiej rozprzestrzeniającej się, choć już nieposiadającej łącznego charakteru ewolucji. - to w tej "przestrzeni", jakośnacechowanej przestrzeni, jakoś odrębnej od próżni "całkowitej" (choć próżni"całkowitej", pojętej logicznie nie będzie, nieskończoność procesu Ewolucji"gwarantuje", że również w nieskończonej próżni będzie zawsze coś z energiinieskończonej; słowem, nie będzie "wolnych" miejsc inaczej, jak losowo) - tow takiej wyróżnionej "przestrzeni" zaczyna się jednak w ramach Kosmosu rzutnastępny Ewolucji (i lokalnie ewolucji). jedna się skończyła - zaczyna sięnastępna. "tamta" "trwa" jako "ewolucja nieciągła", a nowa zaczyna się jakojej fragment, jako zdarzenie ciągłe w ramach nieciągłego i wyłącznie już"potencjalnego" "zdarzenia". ewolucja "poprzednia" z takiej perspektywy to"byt", który podlega "rozprzestrzenianiu się".i to jest poszukiwane wyjaśnienie. zwracam na nie szczególną uwagę, trudzącsię z zaznaczeniem językowych różnic pomiędzy tymi ewolucjami. chodzi o fakt,że choć "tamtej" ewolucji już nie ma, ona "nadal istnieje", rozprzestrzeniasię dalej. przyrównanie do "trupa", choć wymowne i obrazowe, jest działaniemnieco uproszczonym, ale innego nie ma. "nieboszczyk" jest jednak ewolucją,choć już rwaną. w ramach "trupa"-pola, który przecież ciągle się odmienia,zachodzi nowy etap, nowe zajmowanie energii w przestrzeni – i pojawiają sięnowe ewolucje, które powodują zmiany. dlaczego? bo jest środowisko. "tu" niemam stanu próżni całkowitej, jest otoczenie jakoś zabudowane, a przez to mam"nacisk" środowiska, nie mam wolnego toru, elementy istniejące, choć drobne,jednak tworzą "otoczkę", w której panują określone warunki, coś do czegośmoże się zbliżyć (choćby losowo) i połączyć. i nie rozpadnie się od razu, bojest opór, hamulec w postaci "ewolucji poprzedniej" (środowiska)."trup" nie istnieje - i istnieje zarazem! - zależnie w jaki ciąg zdarzeń gowpisać. jeżeli odniosę go do okresu, kiedy był żywym i aktywnym, nie ma gojuż, nie istnieje, zdarzenia "trupie" go nie dotyczą. ale jeżeli przemianyująć szerzej, gdzie zjawiska chemiczne (energetyczne) w ramach ciała trupasą tylko składnikiem większej ewolucji, to on nadal, jako energetyczny fakt,ma swoją reprezentację w przestrzeni. w tym sensie, jako energetyczna zmiana- nadal jest ewolucją i zarazem fragmentem większych wydarzeń. stan "żywy",ciągły procesu dla całego ciała został na pewnym poziomie zdarzeń rozerwany,ale owe "rozerwania" nie doszły jeszcze poziomu kwantów logicznych. z tym,że w przypadku ciała człowieka (biologicznego bytu) kwantami logicznymi będąoczywiście atomy materii.i dlatego, choć "formalnie" pola (ciała) już nie ma, ono nadal kształtujezjawiska w próżni. w powiązaniu z próżnią nadal zachodzą "procesy" i różne"zdarzenia" energetyczne. inne wobec mi bliskich, ale zachodzą.-ten długi wywód był po to, żeby wykazać, że choć zjawiska powstania nowegokwantu (jako zjawiska większej skali) odbywa się w próżni – jednocześnie niejest to próżnia "czysta", logiczna. jest to tylko i aż stan "zmieszania",połączenia próżni i energii. pomimo że jest to bardzo, i bardzo rozrzedzonyjuż energetycznie stan, to nie ma sytuacji absolutnej pustki, to niemożliwe.ponieważ podobnych zdarzeń (rozpadu pól) jest w skali nieskończonej równieżnieskończenie wiele, to "na jednostkę Kosmosu" wypada zawsze coś, nie mazupełnie pustych miejsc. coś przemieszcza się w postaci "szczątków", jakoefekt poprzednich ewolucji – coś się tworzy lub zanika. mam pustkę wraz zenergią, a to oznacza, że występują "łagodniejsze" warunki dla nowości (są"łagodniejsze" niż by były w potencjalnie "absolutnej" próżni).na marginesie warto słowo o próżni, skoro tak to wypadło. okazuje się, żenie tylko nie ma absolutnego czasu i przestrzeni, ale nie ma taż absolutnejpróżni, jest tylko "zmieszanie" próżnia-energia. to nawet logiczne, skorobez tych dwu elementów nie można wyobrazić sobie zjawisk, skoro nie ma zerabez jedynki. dlatego jest tylko łączny - "zmieszany" byt (Kosmiczny).89
  • 90. - łączenie się energii w próżnijeżeli teraz w "zakresie" takiej "rodzicielskiej" ewolucji, choć martwej jużi wypełnionej, przeprowadzę dalsze, czyli "pogrobowe" ewolucje, to powstanieprzebieg, który na końcu uzyska postać pola nowej jakości. - od lokalnychkwantów, przez ich łączenie się losowe z innymi podobnymi kwantami z innychprzebiegów, powstanie nowa ewolucja i cykl zjawisk, spirala ewolucji się nanowym polu zamknie (końcem pola "poprzedniego" jest zaistnienie pierwszegostanu pola następnego - końcem ewolucji jest początek następnej). i potoczysię nowy cykl ewolucji, nowy jej fragment. itd. w nieskończoność.energii jest "pod dostatkiem" (nieskończoność), przynajmniej na/w niektórychtorach i na pewnych drogach w przestrzeni ("strumień" kwantów z poprzednichewolucji), trafiając na takie "zasobne trakty", ma przed sobą kwant, którypowstał w przestrzeni, zapewnione długie trwanie. to znaczy, może gromadzićenergię. gromadzić z tego pola, z którego sam się wywodzi, jako efekt, przezfakt "przyciągania" swoją "masą" innych kwantów z otoczenia – ale również i"trafianiem" w inne kwanty w środowisku, które pochodzą z "wybuchów" jużdokonanych, z innych pól-trupów. z pól energetycznych, które były "kiedyś"."jak dawno"? tego "najstarsi górale" nie pamiętają... tego nawet nie ma jakokreślić, bo wszystko dzieje się poza czasem, a "czasu absolutnego" nie ma,Ewolucja kosmiczna nie jest w żaden sposób "wyskalowana" z mojej perspektywy– co nie znaczy, że niedefiniowalna. ale Ewolucja jest, to pewne – i zaczynasię jej kolejna odsłona w nowej postaci.dlatego obraz procesu jest taki: w "okolicy" Kosmicznej (bez definiowaniatej okolicy i jej rozmiarów), "co jakiś czas" wybuchają pola energetyczne ikończą swój żywot - a ich energia rozprasza się (swobodnie) w próżni (w NIC).te "strumienie" energii wzajemnie na siebie "wpadają", a w efekcie działają,nie jest więc niczym nadzwyczajnym (a wręcz banalnie koniecznym), że w takim"zbiorczym" strumieniu, jako skutek zderzeń i sił tych zderzeń – gdzieś "coś"lokalnie "zakiełkuje": powstanie "zlepek" kwantów logicznych. czyli zaczniesię budować energetyczne zjawisko: ewolucja. a jak się już coś zlepi (ciągledopychane w taki "punkt" dopływającymi od "poprzednich" ewolucji "falami"energii), to dalszy proces "ma z górki", coś się zlepiło - dalsze dolepi sięsamo. o ile ten dopływ ("pokarmu") nie ustanie...kiedy powstanie pierwszy dwudzielny stan energetyczny ("masa energetyczna"),"przyciąga" swoją jakością inne "obojętne" stany. co ważne, ten nowy byt mawarunki "cieplarniane", nie jest wystawiony na ekstremalnie działania próżni("logicznej próżni"), dlatego zaistniał, trwa, i ma szansę się rozbudować.jego ewolucja zachodzi "pod ochroną", pod osłoną wygasającej ciągle ewolucjipola "poprzedniego" (energia rozprzestrzenia się dalej, oddala - co wyraźniepodkreślam oraz szczególnie mocno - bowiem kolejne fale-warstwy energetycznewywierają "nacisk", "dociskają" do siebie swobodne elementy kwantowe, któreinaczej by się oddaliły). na początku, jak w rodzicielskim otoczeniu (nawetbardzo dosłownie rodzicielskim, bo "nowość" jest jego skutkiem), zachodząprocesy małej skali, które mogą się w losowych zdarzeniach stać wielkimi i"samodzielnymi". i muszą się takimi stać – przecież prawdopodobieństwo skaliKosmicznej to zapewnia (stwierdzenie dobre w tym miejscu). że nie wszystkieprzeobrażą są w tym procesie nabierania sił "z kopciuszka w księżniczkę"?zgoda, ale na kogoś wypadnie. ktoś los na loterii Ewolucji wyciągnie, zbiórw końcu jest przeogromny (Kosmiczny) i "tylko" nieskończony. dlatego możnabyć pewnym, że na ileś "pokrak" i "piękność" jedna się objawi. jeżeli nie ztego pola kwanty "zdominują" i zapoczątkują nową, "treściwą" ewolucję, to zinnego. nieskończoność takich zjawisk sprawia, że dalszy ciąg ewolucji mawartość równą jedności - jest pewny. natomiast podkreślić wypada jeden faktw tym ujęciu: konkretne zjawisko, dana ewolucja i jej konstrukcja wystąpitylko jeden raz w tejże nieskończoności. "twarz" jest jedna, ale każdorazowoinna. przykre – ale prawdziwe.90
  • 91. - kwanty - łączenie się- łączenie się kwantów innych poziomów (pierwiastków, atomów)kolejnym problemem, który trzeba rozważyć, to sprawa łączenia się w dużeukłady i struktury więcej niż dwu kwantów logicznych. wypada się tym zająćponownie, ponieważ dalszym etapem tego procesu będzie połączenie pomiędzyatomami tego samego i różnych pierwiastków - wszelkich ewolucji, wszelkichkwantów. czyli ważne zagadnienie. bo to, że kwanty logiczne się łączą, tosprawa banalna. kiedy odnieść proces do nacisku otoczenia (rodzicielskichwarstw), to zbliżenie dwu elementów nie stanowi problemu, musi zajść w takzdefiniowanych warunkach. połączą się, bo w końcu są to jednakowe, obojętnena dodatek postacie energii. natomiast pytanie o to, dlaczego połączy sięze sobą indywidualność, jaką jest np. atom objawiający się siłą, dlaczegołączą się ze sobą różne stany energetyczne (różne atomy), to już wymagagłębszej analizy. trzeba zacząć ponownie - raz kolejny - od opisania, jakwyglądają i jak się formują kolejne poziomy kwantowe, jak tworzą się nanich zjawiska. czyli trzeba wyjść aż od poziomu zerowego.poziom zerowy. - to poziom jednego kwantu, na którym występuje tylko jedna"komórka". ale sprawa nie jest taka prosta. mam oto taką sytuację, żespotykają się w przestrzeni dwa kwanty logiczne i następuje ich połączenie.a raczej zaczyna się proces połączenia, nie dzieje się to przecież jakocud. to nie jest na zasadzie "szast-prast" i połączyło się. to nie jest aninagłe, ani "bezczasowe" - ani banalne. jest to kwant zdarzenia, najmniejszez możliwych wydarzeń, ale to już jest proces! podkreślam, to jest stawaniesię, to zaczęła się ewolucja. coś do identycznego sobie dąży, żeby połączyćsię (pod naciskiem otoczenia, to trzeba mieć w stałej pamięci procesu).identycznego, takiego samego, więc można z nim wejść "w związek". ale jestto nie zawsze, nie w każdym przypadku identyczność pod każdym względem –tutaj rozpatruję fakty na poziomie logicznym i one oczywiście muszą być podkażdym względem do siebie identyczne, ale na wyższych poziomach mogą sięłączyć kwanty procesu w postaci co prawda logicznej – ale różne gabarytami.mam tu szczególnie na uwadze komórki rozrodcze, męskie i żeńskie. to sąkwanty logiczne, ale z przeciwnego bieguna możliwości ewolucji. łączą siędwa elementy identyczne sobie w funkcji logicznej, acz rozmiarem różne.kwant do kwantu zawsze da kwant – i nie może być inaczej. właśnie, napoziomie zerowym zaczynają się już procesy poziomu drugiego, a pierwszego wramach rozpatrywanej ewolucji, to z chwilą połączenia się, zetknięcia dwukwantów logicznych ta ewolucja się zaczęła. do tego momentu można tylkomówić, że proces się toczy, że elementy się do siebie zbliżają, ale niemożna twierdzić, że już jest ewolucja. do momentu zaistnienia jedności wpostaci np. komórki biologicznej podwojonej (czyli zapłodnionej), nie maewolucji. połączenie oznacza początek procesu – choć w szerszym ujęciu jestpoprzedzony mnogością zdarzeń. z perspektywy nowej ewolucji "tamtowcześniejsze" nie istnieje.w ogóle sprawa z poziomem zerowym nie jest taka oczywista. ten poziom, choćnie znajduje się bezpośrednio w ewolucji, to w niej uczestniczy. nie jestteż tak, że on jest dany, że to cudowne zdarzenie i zaistniało "od razu".nie ma go dla ewolucji, ale jest wpisany w obręb ewolucji wyższego poziomu,a przynajmniej w obręb poziomu generalnego, Ewolucji. dla poziomu zerowegowydarzenia "zaczynają" się z chwilą wyodrębnienia z całości poprzedniejewolucji kwantów logicznych i uzyskaniu przez nie postaci i odrębności. boto stanowi pierwszy "krok" w procesie. można więc zasadnie dowodzić, żepoczątkiem poziomu zerowego jest ostatni poziom poprzedniej ewolucji. możnadowodzić, że to jest łańcuch nierozerwalny, a tylko wyodrębnienie logiczne,dla potrzeb zrozumienia, nadaje mu formę początku i końca, skutku iprzyczyny. w realu jest to proces, którego rozdzielać nie wolno, możnawykazać tylko jego kolejne postaci w nieskończonej fali zjawisk.91
  • 92. - "poziom zerowy" ewolucjirozróżnienie na zdarzenia "wcześniejsze" i "późniejsze" w Ewolucji, choć tozbieg czysto logiczny, przecież w Kosmosie nie ma żadnego datowania (acz niedo końca, ponownie odsyłam do dalszej części tekstu), takie działanie rozumujest i koniecznością – i pozwala powiedzieć, że są wydarzenia, nawet na tympoziomie (w nieskończoności-wieczności), które można określić jako "procesyrodzicielskie" i "potomne". i to, zastrzegając się, że to analogia, prawieże dosłownie. "pole potomne" jest rzeczywiście przedłużeniem wydarzeń, którezaszły w "polu rodzicielskim" – bez takiego "łańcucha" zdarzeń nie można onowości mówić, musi być "otoczenie", środowisko, w którym powstaje nowość. wnajszerszym ujęciu jest to Kosmos i Ewolucja.-dlatego poziom zerowy dla ewolucji wyróżnionej ma swoje kwantowe "korzenie"w poprzednim, nazwę go "-1", bo znajduje się już zupełnie poza przebiegiem,poza ewolucją wyróżnioną. o ile poziom zerowy i postać jednego kwantu, którysię dopiero połączy i zapoczątkuje ewolucję, jest jeszcze jakoś w obrębiezdarzeń (ale poza ewolucją), o tyle poziom "-1" jest przebiegiem (ale zawszejako przedział), który musi zajść, żeby ewolucja na poziomie pierwszym mogłaponownie się objawić. cały proces na poziomie zerowym to wyodrębnienie siękwantów z poprzedniej ewolucji, ich "dryf" w "przestrzeni", a następnie sięspotkanie i powstanie jednego kwantu - kwantu ewolucji. poziom zerowy to niejest wydarzenie "dane", choć tak wygląda z punktu widzenia dalszej ewolucji.poziom zerowy to leżący poza ewolucją przebieg energii w przestrzeni - to"odcinek" przestrzennych zdarzeń poprzedzających byt wyróżniony."czas" tworzenia się tego poziomu, choć "znikomo mały" wobec zdarzeń, któretworzą fizyczną strukturę, jednak jest – i musi zajść. przecież zawsze mamzdarzenie do wyróżnionego poprzedzające, okres formowania się zjawiska. zpunktu widzenia "dalszej" ewolucji (już zaistniałej) przedział poprzedzającyjest "poza", więcej: nie istnieje, bo nie może. i nie ma czasu. proces mniewarunkujący nie jest mną, pomaga zaistnieć, ale nie jest mną. i dla mnie tego"wcześniejszego" czasu nie ma, to inny czas. że podobny do mojego, to wiemz analizy logicznej procesów i zakotwiczenia ich w jedności Kosmosu oraz wjednej regule zmiany – ale to nie jest czas mojej zmiany (to inne pokoleniei inne "zwyczaje").jednak logicznie, w szerokim polu obserwacji procesów energetycznych, to jestta sama i jedna ewolucja, której fragmentem przyszło mi być. i w tak pojętymłańcuchu wydarzeń poziom zerowy nie jest ani zerowym, ani pierwszym (czy teżkolejnym) - ale jest elementem ciągu o nieskończonej ilości zdarzeń. jestemkwantem w/na prostej nieskończonej, i warto z tego wyciągać wnioski.-dlatego nim połączy się kwant z drugim kwantem, "ileś" "czasu" zachodzi -"jakaś" "chwila" musi "zaistnieć". to zakres "bezczasowy" i leżący "poza" wpostrzeganiu obserwatora wewnętrznego, ale jak najbardziej czasowy, kiedy godefiniuje obserwator zewnętrzny. jak wyskalować to "zdarzenie"? dostępnym ijedynie sensownym logicznie działaniem jest odwołać się do kantów, czyli do"tykania" kwantów, do czasu ich łączenia się (lub rozpadu). mam jednostkę:wielkość "jednego kwantu"."odległość" pomiędzy jednym a drugim kwantem, czyli również jeden kwant (tulogiczny, ale bez definiowania teraz, ile wynosi ta "jedynka"), "pokonanie"tej odległości to kwant. "tyknięcie" kwantowe musi więc mieć wartość jednegokwantu - kwant z kwantem łączy się przez okres jednego kwantu.-"poziom zerowy" dla zaistniałej ewolucji "wzrasta" w "czasie" jednego kwantu- i jest procesem znajdującym się "poza" konkretnym, zaznaczonym przebiegiem.ale jest koniecznym, żeby poziom "pierwszy" nowej linii ewolucyjnej możnabyło wyjaśnić.92
  • 93. - prędkości nadświetlnewyjaśnienia wymagają tak zwane "prędkości nadświetlne", poruszanie się w tejczęści zdarzeń energetycznych. temat ciekawy, nawet fascynujący – a na dziśz obszaru nawet nie spekulacji, ale fantastyki. a przecież w świetle kwantówi opisywania za ich pomocą ewolucji, zaczyna się to jawić może nie jako cośkoniecznego, ale możliwego. to nie jest fanaberia rozumu, który ma ochotępodróżować szybko (i szybciej), a po drugie wszelkie ograniczenia są mu obcez natury (jego myślenia). kwanty dają tu pewną nadzieję. że dla "zamożnych"(duchem i energią), to inna sprawa.zacznę od tego, że - przede wszystkim - prędkości "nadświetlne" są faktem"obiektywnie" istniejącym, tworzą wszystko, co jest w świecie i we mnie. tozawsze proces, który ma swoje podprogowe zachodzenie - a to oznacza, że takpo prostu musi się toczyć szybciej od maksymalnej mi dostępnej prędkości. bokiedy uznam, że "światło" ma w układzie fizycznym (tu: wszechświecie) swojąmaksymalną i eksperymentalnie ustaloną wartość, to przecież nie neguję, żenie ma do tej wartości prędkości większej. tylko stwierdzam, że w obszarzedostępnym jej nie ma i nie może być. ale, ważne ustalenie ewolucyjne, każdybyt, każdy element zakresu mi dostępnego buduje się, kształtuje, wyłania zpłaszczyzny (kwantowej). a więc jego zaistnienie "dokonuje się" - to zawszejest proces. nie mam w dostępnym obszarze niczego, co byłoby dane, co byłobybytem prostym. to tylko złożenie – i to, powtarzam, dokonujące się.dlatego wniosek z tego rozumowania brzmi: nawet element światła tworzy się iwyłania, tworzy się kwantowo "w pionie" i wyłania z płaszczyzny (tła). żebyw ewolucji można było przekazać sygnał, muszę posiadać wielkość pełną oraztrwałą, przekaz może zajść na elementach powyżej progu. ale ich tworzeniesię przebiega podprogowo i właśnie "nadświetlnie" w stosunku do procesów wmoim zasięgu. bo skoro moje są największe (fizycznie), ale zarazem budują się- to fakty je tworzące muszą przebiegać szybciej. czyli są to do mnie faktypoza-fizyczne (meta-fizyczne). ale na pewno Fizyczne. bo są. - to zdarzeniekonkretne, i zawsze Fizyczne.dlatego prędkości "nadświetlne", to szybkość reakcji większa od tego, co sięw danym momencie znajduje w rozpatrywanym świecie (lokalna wartość prędkościświatła). takie prędkości nie tylko mogą być, ale i są. występują, są faktem(składnikiem) procesów ewolucji na najniższym poziomie, kwantów logicznych.te prędkości rzeczywiście muszą zawsze być wobec mnie nad-świetlne, ponieważtworzą ze swoich stanów prędkość światła. coś, co tworzy (buduje) największąz możliwych prędkości, musi samo kształtować się "szybciej", to zrozumiałe.w tym znaczeniu piramida zdarzeń ewolucyjnych, jej kolejne poziomy to takżepiramida prędkości procesów: największe prędkości dotyczą najmniejszych wrzeczywistości elementów, fundament buduje się najszybciej (tu: prędko, alerównież i najwcześniej), inaczej by go nie było. im większe skomplikowanie,im wyższy poziom na skali energetycznej, tym prędkość zjawiska mniejsza.pytanie, obecnie przychodzi czas na pytanie główne: czy będą możliwe podróżez prędkościami nadświetlnymi? - tak. będą możliwe. - ale odpowiedź nie jesttak prosta, jak na pierwszy rzut oka się wydaje. coś w ewolucji możliwegonie oznacza, że jest to do wykonania. teoretycznie sprawa do przeprowadzeniajest możliwą, ale praktycznie, jak zaznaczyłem, dla nielicznych. - o ile wogóle dojdzie do takiego poziomu.dlaczego to zastrzeżenie? ponieważ prędkości nadświetlne, choć występują wobrębie wszechświata (i go tworzą w zakresie podprogowym), jednocześnie niepozwalają na poruszanie się w tym układzie szybciej od "c". skoro coś mnietworzy elementarnymi stanami, nie mogę tego pokonać, bo rozbiję się o ścianę"teraz" (o płaszczyznę kwantową). mniejsze wartości można pokonać sygnałemzbudowanym z jeszcze mniejszych elementów oraz przemieścić się w otoczeniudalej-szybciej - ale nie prędkość światła, maksymalne tempo budowania sięstruktury (mnie i świata). nigdy jej nie przebiję wewnątrz rzeczywistości.93
  • 94. - wniosekprędkości nadświetlne tworzą wszechświat, ale dlatego nic się szybciej odświatła w nim nie przemieści. w relacji do prędkości, którą posiada światłow danym układzie, nie ma szybkości większych, nie jest możliwe poruszaniesię układu fizycznego z nadświetlną prędkością. jako ciało materialne, więc"utkane" z fotonów (i niższego drobiazgu), nigdy nie mogę przebić tej bariery(ściany, płaszczyzny) - żadna materialna struktura nie osiągnie prędkościnadświetlnej.co, powtarzam, nie wyklucza podejścia, a nawet jest oczywistością, że możnaprzemieszczać się z dużą, bardzo duża – dowolną prędkością. prędkością,wobec której wartość przemian świetlnych jest małą, bardzo małą – znikomą. -i nie jest to paradoks. i nie jest to stwierdzenie bez sensu. i nie jest tofantastyka. to opis możliwości ewolucji. - w czym tkwi haczyk? na jakimpoziomie ewolucja pozwala sobie na takie, z mojej perspektywy niewybredneżarty? cóż, odpowiedź jedynie możliwa jest tylko taka: w Kosmosie.dokładnie – na poziomie Kosmosu, czyli poza wszechświatem "poruszanie się"układu fizycznego może-musi realizować się z prędkościami do mnie dużymi ibardzo dużymi, potencjalnie nieskończonymi. ale to oczywiście kolejny żartewolucji, mówiłem przecież, że nie ma próżni doskonałej. więc i na poziomieKosmosu występuje opór, hamowanie i niszczenie bytów tam się znajdujących.wszelakich bytów, a wysłanych intencjonalnie tym bardziej. - ale logicznie,tak do mnie skrajne prędkości, są możliwe - i są oczywistością.i znów zwracam uwagę na żart ewolucji, bo ewolucja w tym zakresie to zaistedowcipniś niesamowity. daje drogę, w która można pójść, ale od razu ustawiana niej takie bariery, że tylko siąść i podziwiać. bo co muszę zrobić, żebyznaleźć się w przestrzeni poza-wszechświatem? muszę z niej oczywiście sięwydostać. ale, pytanie, jak to zrobić? przecież w każdym kierunku mam stanpłaszczyzny – ścianę kwantów. powoli jej nie przebiję (gruba), przy szybkimdziałaniu sam się roztrzaskam – a chcę wyjść. jak to zrobić? cóż, fakt, tomożliwość dla bytów, po pierwsze, rozumnych, po drugie zasobnych w energię.w dużo energii. w mnóstwo energii. - i to "kilkupunktowej". dlaczego tak? boporuszać się w Kosmosie można tylko będąc we wszechświecie. dokładnie. to nieja żartuję, ale ewolucja. powtarzam, z niej żartowniś nielichy. co to więcoznacza? - że wyjść poza wszechświat może ten obserwator, który wszechświatzabierze ze sobą. do przemieszczania się statku kosmicznego w próżni będziekonieczna "otoczka", "kokon" w postaci całego ewoluującego pola energii. abyzachowana była lokalna stabilizacja warunków (przez jakiś czas) i ciągłośćistnienia wewnętrznych bytów (np. mojej cielesnej struktury), które zawierająsię na co dzień w ramach światła, musi być wytworzona ewolucja o cechachwszechświata. oczywiście nie takich gabarytów, bo to prowadziłoby wprost doabsurdu, ale to musi być energetyczny proces "słusznych" rozmiarów. kilka naprzykład gwiazd czy coś takiego. a dlatego kilka, że musi być w procesienacisk z kilku stron, jedno źródło nie wystarczy. kilka tworzy w środku tegozbioru stan stabilny i porównywalny do wnętrza wszechświata. i tylko to możesłużyć za (chwilowy) statek kosmiczny.-jedno trzeba jeszcze wyjaśnić: nigdy nie będzie można, dla potrzeb ewolucji"wewnętrznej", znajdującej się w obrębie światła (czyli we wszechświecie"zamkniętej"), nie da się wykorzystać prędkości leżącej poza tą granicznąwielkością. nie można dziś i nie będzie można jutro poruszać się samemu wtej strefie zjawisk, więcej: nawet żadnego "kanału", drogi transmisyjnej dlasygnałów informacyjnych się nie zbuduje. pomimo że ten zakres faktyczniezachodzi - nie jest w żaden sposób do praktycznego wykorzystania (przekazudanych). owszem, jest na co dzień i bieżąco eksploatowany, i to przez każdąewolucję, ale jako obszar intencjonalnie penetrowany nie zaistnieje. koniec."upiornych oddziaływań na odległość" nigdy nie będzie (świadomie).94
  • 95. - dlaczego nie można wykorzystać "kanału nadświetlnego"?w ramach ewolucji i w ramach wszechświata to sprawa oczywista, jednoznacznai fundamentalna - nic się nie przemieści szybciej, jak może się przemieścić.a to oznacza, że prędkość maksymalna w układzie fizycznym, w każdym układziei w każdym momencie ewolucji - to prędkość tworzenia się "światła", czyli wtym przypadku elementów promieniowania. najwyższy na skali energetycznej punkti pierwszy mierzony ("na dole" zdarzeń, najprostszy swoją budową w zakresiedostępnym) – to szczyt możliwości fizycznych, szybkości zachodzących reakcjiw układzie zwanym "wszechświatem". w aktualnej chwili nie ma i nie może byćwiększego tempa tworzenia się i poruszania w takiej strukturze. - że jest totym samym wartość zmienna w historii, to inna sprawa (o tym w innym punkcie,i to szeroko), ale to jest zawsze wartość brzegowa, maksymalna, nic szybciejod "światła" nie może się poruszać. nigdy i nigdzie, w ramach energetyczneji nadprogowej zmiany, nie ma prędkości większej od "c". i dlatego nie możnazagospodarować, wykorzystać istniejących obiektywnie zdarzeń, które zachodząw formule nadświetlnej, to są brzegowe "naddatki". owszem, tworzą obserwatorai jego wszelkie (w tym techniczne) konstrukcje, ale właśnie dlatego, że jetworzą, są poza wykorzystaniem. muszę się w jednostkę złożyć (zbudować), żebymóc sygnał przekazać, a ponieważ i sygnał składa się na tej samej zasadzie,to muszę "czekać", aż to się dokona.dlaczego? zagadnienie jest identyczne, jak w przypadku ludzi, to doskonała dowyjaśnienia dylematu analogia. nie mogę, nie można w obrębie danego zbiorubiologicznego (czy innego) przesłać informacji bez zbudowania "przekaźników",w tym przypadku ciał osobniczych. podkreślam, takie pojedyncze i konkretneciało jest zarazem odbiorcą i nadajnikiem informacji (i również "sygnałem").jest odbiorcą informacji z przeszłości (np. w postaci elementów genetycznegokodu), którą "nadała" w "otoczenie" ewolucja wobec wyróżnionej poprzednia iminiona (rodzicielska), a jednocześnie tak powstały "w pionie" osobnik jestnadajnikiem sygnału informacyjnego - zbudowawszy się, może "treść" wiadomościprzekazać dalej (do następnej ewolucji, do nowego w czasoprzestrzeni kwantu).ale, co ważne i zasadnicze w tym rozumowaniu, ciało musi zaistnieć nadprogowo,jako pełny byt oraz fizyczna wielkość namacalna. sygnał może tylko-i-zawszeprzenieść fakt fizyczny, czyli "pełny" (pełnoprawna w świecie jednostka), anie część tak wyróżnionego bytu lub zdeformowana struktura. cóż mi z tego, żemoje elementy tworzą w stosunku do mnie nadświetle prędkości, tej rytmiki wzmianie nie zawłaszczę. istnieję dzięki niej, to prawda (i dobrze), ale niemogę tego poziomu wykorzystać do celów intencjonalnych. bo jak?oczywiście sprawa, jak zawsze w ewolucji, nie jest jednoznaczna, każde ujecieprocesu można poszerzyć o poziom logiczny i ciekawy (np. splątanie kwantowe,o czym także w innym miejscu, ale to odległy od tego punkt; jednak polecam,bo ważne). tylko że to zawsze jest dopełnienie z uwarunkowaniami. czyli w tymprzypadku jest to niemożliwe do wykorzystania praktycznego. można powiedzieć,że właściwie na szczęście, choć do czegoś by się pewnie przydało.i to dlatego każda ewolucja jest jednocześnie nadajnikiem informacji – faktemnośnym (nośnikiem, przekaźnikiem) - oraz odbiornikiem. każda ewolucja jestzdarzeniem kwantowym o pionowym charakterze zaistnienia (buduje się pionowo,"w górę"), a w poziomie może tylko przekazywać informację w tym samym rytmie– czyli kwantowo i za pomocą kwantów. nie może przesłać "od razu" informacjigdzieś na drugi koniec zbioru, ponieważ rozchodzenie musi się odbywać tylkokwantowymi zjawiskami: od ewolucji do ewolucji, od zaistnienia do zaistnienia– i rytmicznie (logicznie). i ten zbiór, co zrozumiałe i niezwykle istotne,musi istnieć. sygnału przecież przez próżnię nie prześlę, nawet jeżeli bardzotego chcę i wierzę w jakieś mało sensowne ("niematerialne") fantazje.wniosek jest jednoznaczny: "kanał" nadświetlny co prawda istnieje, ale jestnie do wykorzystania dla ewolucji istniejącej "wewnętrznie" (w materii) i wcelach intencjonalnych.95
  • 96. kosmologia 1.5.96
  • 97. - liczby kwantowe a człowiek- liczby kwantowe w życiu człowieka – datytematem przewodnim całości tekstu jest pokazanie oraz powiązanie wielkościkwantowych z rzeczywistością. wspominałem i podkreślałem mocno wcześniej, żechoć kwanty odkryli fizycy (i połączyli je ze światem materii na poziomiemikroelementów), to w szerszym, maksymalnie szerokim rozumieniu są kwanty iopisująca je teoria systemem filozoficznym, są filozofią ewolucji. co więcej,i co ma znaczenie dla zrozumienia roli takiego "tworu", kwanty i ich idąceprzez wieki różne nazywanie w filozofii było obecne "od zawsze", dzisiejszeich pojmowanie tylko poszerza wiedzę, nie jest wyjątkowe ani zbytnio nowe. wanalizach otaczającej rzeczywistości kwanty były obecne nawet w tym czasie -kiedy analizujący nie miał o tym pojęcia. i to dlatego tak wiele można byłoz tego świata zrozumieć, to dlatego dziś mogę powiązania między kwantami ainnymi ustaleniami zaprezentować. na przykład w życiu człowieka.kolejną bowiem sprawą, na którą warto zwrócić uwagę (w sposób szczególny), azwiązaną wprost z liczbami kwantowymi, jest rola różnych dat i ich "wymiar"w osobniczym (i społecznym) życiorysie. wymiar/rozmiar w znaczeniu wartościliczbowej odniesionej do lat. a w szerszym znaczeniu dotyczy to wszelkiegodatowania człowieka i postrzeganej w sobie zmiany. przecież nie jest i niemoże być przypadkiem, że w istnieniu człowieka (czy innej gadziny) tak ważnąrolę mają pewne wielkości opisujące upływ czasu (i przestrzeni), na przykładwiek liczony w latach.zwracam uwagę na te wielkości, ponieważ już samo ich zestawienie z liczbamikwantowymi daje do myślenia, ma to swoją wymowę. - ale, swoją drogą, jest iciekawe, i pouczające, że tradycja, kultura i codzienne obserwowanie świata,mogło takie wielości wypracować. nie znając takich liczb, dysponując jedyniezewnętrznymi objawami tych wielkości, potrafiono je zdefiniować i, co ważne,zastosować. niby zrozumiałe, bo liczby kwantowe po prostu się objawiają - alemimo wszystko, aż tak jaskrawa obecność tych wielkości zastanawia. i budziszacunek dla zdolności obserwacyjnych. nie tylko obecność "dyskretna", alewłaśnie aż tak oczywista na co dzień.-oto liczby kwantowe:2 - 8 - 18 - 32 - 50 - 72 – 98. oraz: 2 - 4 - 8 - 16 - 32 – 64.a oto daty:6 (lub 7/8) lat. 16 (lub 18). 32 (lub 33). 64 (lub 65). 98.-już widok, zestawienie tych wielkości wiele mówi. wzajemne odniesienie latżycia i liczb kwantowych, to nie tylko zastanawia, ale po prostu daje wyglądw rytmikę przemian człowieczych (a zapewne i innych, w proporcjach, układówewolucyjnych). kwanty są obecne w życiu (w ewolucji) na każdym dającym siępostrzegać poziomie, opisują również przemiany osobnicze.wiek 6 lub siedem lat w życiu człowieka, to nic innego, jak przyjęta, i to ww różnych kulturach, granica uznania dziecka za wchodzącego w życie. kwantowo(w liczbach kwantowych) jest to 8, czyli pełna wielkość ewolucji. to wiek 8lat pozwala na uczestniczenie w zwyczajach religijnych, jest granicą uznaniaza "zdolnego" do pełnienia funkcji społecznych. 7 lat – to rozpoczęcie nauki(w wielu społecznościach), a zarazem zakończenie okresu kształtowania sięorganizmu. to zakończenie pierwszego etapu w życiu.lata 16 i 18 w życiu człowieka, to już (jak oznajmiają liczby kwantowe) fazypowstawania i zaistnienia pełnej ewolucji. przy stanie 16 uzyskuje ewolucjadwuelementową, dojrzałą (tutaj dojrzałą biologicznie) strukturę. w kulturachwiek szesnastu lat jest uznawanym za dolną granicę przedziału dojrzałości,a 18 to już dojrzałość nie tylko biologiczna, ale też formalna w kulturze.itd.zbieżność tych dat z kwantowaniem dosłownie "rzuca się na oczy".97
  • 98. -zakres 21 – 24 lat.to w tym okresie dochodzą w życiu jednostki ważne role społeczne, uzyskujew strukturze grupy prawa, które wiążą się z rolami w ramach zbioru. mogą tobyć na przykład prawa polityczne, obowiązek pracy itp. itd. odniesień jestrzeczywiście sporo. 3 x 7 = 21, 3 x 8 = 24.to w tym okresie osobnik wchodzi w świat jako pełnoprawny, jako równoprawnyjuż uczestnik zdarzeń. dorósł. i staje się elementarnym bytem, który zdolnyjest do funkcjonowania jako pełna osobowość (i ewolucja). w tym również, cotu ma zasadnicze znaczenie, do funkcji przekazywania "sygnału" w procesie.- czyli do przekazania "kolejnej generacji" kodu ewolucyjnego w środowisku(po prostu do rozmnażania się).-wiek 32 - czyli stan środkowy w liczbach kwantowych. 4 x 8 = 32.zapewne nie muszę przypominać i podkreślać, jak ważne oraz jak wielorako sązwiązane z tym wiekiem w kulturze liczby i ich odniesienie do życia – jak sąznaczące.wiek 32 (33) to powszechnie w odczuwaniu, ale przede wszystkim w realnie siętoczącym życiu uzyskiwanie maksymalnych efektów działań, to najważniejszy, wszerokim ujęciu, moment istnienia. jeżeli uwzględnić jeszcze, że w praktycechodzi o przedział lat 16 (18) – 50, z punktem wyróżnionym "32", to obrazstaje się pełny. to w tym zakresie osobniczej ewolucji zachodzą znaczące inajbardziej rozbudowane fakty, w tym przedziale tworzone są najwartościowszedzieła (co by tym dziełem nie było). ten czas życia to nie co innego, jak odstarożytności wyróżniany stan/okres "akme" w życiu każdego człowieka, czylinajbardziej "produktywny" pod każdym względem wiek. te lata stanowią, są poprostu "szczytem" fali życiowej istoty ludzkiej.-wiek 64 (65) lat. 8 x 8 = 64.tradycyjnie w tym wieku uznaje się, że organizm człowieka się "wypalił" i tymsamym, ustawowo (choć nie zawsze biologicznie), uzyskuje prawo do relaksu i"wypoczywania". czyli wypada z przedziału "produkcyjnego" (i redystrybucjidóbr). oczywistym jest, że nie dotyczy to każdego osobnika, indywidualna iprzez osobiste doświadczenia kształtowana struktura biologiczna tyka swoimikwantowymi "sekundami", jednak różnice nie są wielkie. 64 lat przemija – iorganizm człowieka zaczyna silnie odczuwać odkształcenia w charakterystyceczasoprzestrzeni własnej ewolucji (szczególnie porankami, kiedy to stara sięustalić, jaki aktualnie jest dzień i jak się analizujący podmiot nazywa). -pomimo silnego obecnie trendu na wydłużenie okresu aktywności (i zbierania,na rzecz innych, składek emerytalnych), kwanty mówią swoje: w tym wieku, poosiągnięciu 64 lat, człeniu, daleko już nie pobiegniesz oraz zbyt wysoko niepodskoczysz. a w ogólne "to" już nie to...-wiek 98. 14 x 7 = 98. 12 x 8 = 96.to "schyłek" życia. i w praktyce. i w ujęciu kulturowym. i w ujęciu, jak towyraźnie widać, liczb kwantowych. dożywających tej granicy wyróżnia się, anawet otacza szacunkiem (choć najczęściej potrzebują codziennej opieki), zajakoś innych od pozostałych uznaje, gromko świętuje "setne" urodziny, pyta oprzepis na długowieczność i takie przemyślenia szeroko rozgłasza.tylko czy owi "szczęśliwcy" tak samo myślą o tej granicznej sytuacji, tak wkwantach ważnej?... jak dotrwam - to powiem.-wiek 128. 18 x 7 = 126. 16 x 8 = 128.kres. w liczeniu kwantowym granica maksymalna zbornej jednostki wyróżnionejz tła energetycznego. maksymalny zakres zmian w jednym cyklu osobniczym.98
  • 99. - grupy społeczne- liczby kwantowe a struktura grupypytanie: co sprawia, jakie różnice, że w jednym przypadku z dwu jednostek (tuludzi) powstaje rodzina, a w innym tylko (czy aż) kwant społeczeństwa? czymróżni się kwant w postaci rodziny (mężczyzna + kobieta), a czym kwant, którytworzy na przykład grupę z dwu albo ośmiu mężczyzn, przecież, czemu trudnozaprzeczyć, w takim przypadku także powstanie kwant-grupa. w jednym zbiorzei zestawieniu (kobieta i mężczyzna) łączą się ze sobą dwa kwanty – i tworząjeden kwant, w drugim także mam jednostkę do zliczeń. w przypadku mężczyzny ikobiety struktury są "dopasowane" i ewolucyjnie uzupełniają się, co skutkuje"fizyczną" wymianą energii między nimi (i fizyczną bez cudzysłowu), tylko żew relacjach dwu osobników tej samej biologicznej budowy taka wymiana równieżzachodzi (czasami intensywna). co decyduje, że są to tak odmienne (w skutkach)relacje?jako efekt międzyosobniczej wymiany energii mogą zaistnieć kolejne kwanty -tak indywidualne, tak społeczne, mogą pojawić się nowe jakości, np. dzieci,a w kolejnych rzutach procesu zbuduje się wielopokoleniowa rodzina (3 lub 4generacje). idąc dalej w tym rozumowaniu, w przypadku wzajemnego połączeniai oddziaływania na siebie 4 rodzin w czasie aktualnym (w jednej warstwie i wramach ewolucji, w jednym okresie czasu i bliskiej przestrzeni), także ustalamwymianę energii. czyli rodziny mogą się szybko "dopracować" skutków w postacinowych jakości, potomstwa. czym takie relacje różnią się od grup i związków"dopasowanych inaczej", jakie skutki taka zbiorowość wytworzy i dlaczego? cojest głównym czynnikiem wyróżniającym procesy?warto przeanalizować tworzenie się kwantu (grupy) w ramach społeczeństwa, aktóry to kwant budują osobnicy jednej formy ewolucyjnej. kiedy łączą się dwakwanty społeczeństwa (dla prostoty rozumowania tylko jedna płeć) o jednakowychi równorzędnych stanach ewolucyjnych, z takiego połączenia odpowiednich sobiejednostek powstanie także kwant - tylko że kwant w postaci grupy, powstaniezbiór lokalny w ramach zbioru generalnego. ale skutki jego istnienia, co tuważne, nie wytworzą ewolucji następnego rzutu, przynajmniej w rozumieniu, żebędzie potomstwo. coś zaistnieje, taka grupa na pewno wytworzy nowe byty (iinne produkty), ale nie będą to ewolucje przedłużające proces biologiczny. wtym przypadku nie występuje przekazanie "sygnału". - oczywiście dziś, w dobieinżynierii biologicznej, takie ograniczenie traci swoje znaczenie, a za moment(dziejowy) straci go zupełnie, jednak wykazanie takiego rozróżnienia swojejwagi nie straci nigdy, ponieważ zawsze będą ewolucje, które mogą "wytworzyć"związki "rodzicielskie" (i to niezależnie od swojej konstrukcji) i w efekcieuzyskać "potomstwo" - oraz takie, które nie będą, z różnych powodów, takimiparametrami dysponowały. przy czym, co ciekawe i ważne, sens pojęcia "efektypotomne" można rozciągać szeroko, to nie muszą być tylko obiekty biologiczne.to może być np. praca twórcza, publikacja, czy inny podobny wytwór ewolucyjny(materialny czy niematerialny).ważne w tym rozumowaniu jest to, że rodzina (pojęta tradycyjnie, na dziś) tostruktura, której "produktem" będzie nowa jakość. tylko taka "konstrukcja",kolejne ważne oraz zasadnicze, może wytwarzać "namacalne" nowe jakości (któreprzedłużą ciąg ewolucyjnego istnienia). grupa złożona z jednakowych kwantównowe jakości (i także namacalne) zbuduje, ale będą to na przykład barykady naulicy lub inne podobne kształty... co powoduje, co decyduje, że jedna grupawytworzy takie, a druga odmienne kwanty? czym te kwanty się różnią i czym są?czym różni się struktura grupy społecznej, w której dominuje rozkład "pionowy"("rodzinny") od grupy, którą tworzą zależności w ramach poziomu, "poziome"(np. jednakowi osobnicy)?w szerszym rozumieniu sprawa jest ważna, ponieważ dotyczy wszelkich procesówewolucyjnych, w których takie rozróżnienie można przeprowadzić - to chyba ioczywiste, i zrozumiałe.99
  • 100. -obie tak zakreślone grupy mogą wytworzyć nowe ewolucje, coś powstanie z ichdziałalności. owe ewolucje oddziałają na otoczenie, i to w podobny sposób, aefektem ich istnienia w obu przypadkach będzie jakiś kwant zdarzenia - i tow chwili aktualnej, jak i w ujęciu historycznym. w obu przypadkach powstanąewolucje dwupoziomowe, mające charakter zjawiska pełnego (faktu realnego). iobie grupy są w czasoprzestrzeni tak samo "płodne", tworzą takie same faktyoraz zdarzenia, wpływają na otaczający ich świat. a przecież "na oko widać",że nie są to te same i takie same wartości. obie grupy powstają tak samo:jako dopełnienie się ich struktury o kolejne kwanty. tak samo, na tej samejzasadzie przebiega wymiana energii w ramach grupy, jak i z otoczeniem – i topsychicznej, i fizycznej. w obu grupach zajdą analogiczne procesy, będą sięwyodrębniać kolejne podstany kwantowe (przywództwo np.) - czyli hierarchiagrupy, "kolejność dziobania" będzie podobna.-właśnie, czy podobna? w przypadku grupy-rodziny wymiana przebiega pomiędzy"biegunami", czyli od jednej strony do drugiej (rodzice - potomstwo). a jakw grupie równorzędnych elementów? czy w tym przypadku będzie zachowana takastruktura wymiany? co w takiej grupie będzie punktem "biegunowym"? co będziepobierało, a co oddawało energię? i jeszcze jedno - czy taka grupa elementówo identycznej budowie będzie miała dwa poziomy, jak to się dzieje w ewolucjiróżnych osób? czy w tym przypadku będzie występował jeden poziom – ewolucjapełna, ale na jednym tylko poziomie? "pełna", zaznaczam, w rozumieniu, że maw sobie, posiada 8 elementów - ale nie istniejąca na różnych poziomach (dwuminimum).i to może być ta zasadnicza różnica, o którą chodzi. to znaczy – elementemróżniącym obie ewolucje, choć są takie same w świetle kwantowych liczb orazzdarzeń wewnątrz – jest fakt istnienia tych procesów jako "rozciągniętych"pomiędzy dwoma poziomami ewolucji - albo tylko na/w jednym.-ciekawe w tym rozróżnieniu jest to, że jeden kwant (tu kwant-grupa) zajmujetylko jeden poziom, a nie dwa. w tym ujęciu kwant zbudowany z osobników o tejsamej konstrukcji zmienia się, ewoluuje "w płaszczyźnie", w ramach zbioru otej samej konstrukcji kwantów (tego samego rodzaju). proces biegnie tak samoi podwajanie się, i wszelkie liczby kwantowe mają tu zastosowanie – jednakzdarzenie ani na moment nie opuszcza swojego poziomu i zawiera się tylko wnim. ewolucja ma te same cechy i przebieg, ale tworzy się tylko i wyłącznie"w poziomie" - łączą się zawsze i wyłącznie takie same elementy (kwanty).w przypadku drugim, ewolucji między poziomami (spotykają się dwa procesy wprzesunięciu o jeden kwant zbudowane, które należą już do dwu różnych stanów)- skutkiem takiego pionowego połączenia się ewolucji (także pełnych) zbudujesię również pełna, ośmioelementowa struktura potomna. kiedy mijają się dwierozbudowane czasoprzestrzenne ewolucje na odległość jednego kwantu, tworzysię pomiędzy nimi zakres wspólny, zakres wzajemnego na siebie działania – itworzy się zakres wymiany energii. i to w tym, dla obu ewolucji wspólnym izabudowanym podobnymi elementami obszarze, tworzy się nowa jakość, tu, w tymprzypadku, biologiczna ewolucja potomna. a co więcej, poza tak wytyczoną wśrodowisku "strefą rodzicielską" nie może się nic zbudować, bo w pustce nicsię nie zbuduje.-wniosek, jaki wypada z tej analizy wyciągnąć będzie taki, że kwanty należącedo tej samej strefy (poziomu) nie mogą utworzyć nic innego, jak "kręgi" wramach swojego zbioru. proces ewolucyjny w obu przypadkach jest identyczny,ale dokonuje się raz "w pionie", drugi raz "w poziomie". - w ramach jednegopoziomu proces dotyczy zbiorów sobie równorzędnych, których "produktem", takto można określić, będzie "powielanie" kwantów, natomiast międzypoziomowaewolucja wytworzy nową jakość – strukturę potomną.100
  • 101. - procesy "poziome" i "pionowe"- zależności- efektyróżnica dla obu generalnych, wyróżnionych w ewolucji kierunków jest zasadniczai fundamentalna: w procesie "poziomym", w ramach poziomu-warstwy kwantowej,nie dochodzi do przekazania sygnału ewolucyjnego dalej, ponieważ budujące sięstruktury są w stosunku do siebie "identyczne". - "w poziomie" nie występujeewolucyjny "ruch o kwantowy krok dalej". taka sytuacja pojawia się tylko wprzypadku działania na siebie procesów z różnych poziomów, procesów mijającychsię, odległych od siebie w przestrzeni "na jeden kwant".można to zdefiniować inaczej, w odniesieniu do pojęć związanych z jakością iilością, czyli również dwoma podstawowymi "parametrami" opisującymi zmianę wtoku jej zachodzenia. - otóż "w ramach poziomu" zachodzi, kształtuje, budujesię ewolucja ilości, natomiast zmiana w "pionie" przebiega jako dopełnienieoraz drugi możliwy typ reakcji – to ewolucja "jakości". w poziomie jakościpowstają z dodawania się do siebie ilości, natomiast w pionie ilości powstająz dodawania się do siebie jakości.mechanizm, przebieg obu wyróżnionych typów ewolucji będzie, a co więcej musibyć jednakowy. i to w poziomie, i w pionie. ale, to ustalenie istotne, efektytak postrzeganych zmian są inne. - to znaczy, będą przebiegać identycznie izawsze kwantowo (to proces skwantowany, a przez to policzalny), lecz różnicabędzie taka, że w poziomie powstaną kolejne zbiory - a w ewolucji zachodzącejmiędzy poziomami, w pionie, powstaną, zbudują się kolejne jednostki zbiorów.ewolucja "pozioma" to ewolucja zbioru(ów) – natomiast ewolucja "pionowa" toewolucja jednostek.można to wyrazić inaczej (i dosadniej): z dodawania samych ilości, z mnożeniabytów ponad potrzebę (ewolucyjną) nie powstanie jeszcze jakość w rozumieniunowej, pionowej struktury, która będzie zdolna przekazać sygnał o krok dalej.ale jednocześnie, to logiczne dopełnienie do poprzedniego zdania, również zdodawania samych jakości, bez ich ilościowego, zbiorowego komponentu (wszaknie istnieje jakość bez nośnika), nie powstaną pionowe formacje, czyli tutajnowe jednostki ewolucyjne. to w połączeniu dwu elementów w ramach "pionowej"ewolucji (i tylko tak), to w zadziałaniu na siebie (przez siebie i w sobie)dwu jakości (rodzicielskich) zaczyna się ewolucyjny przebieg – ale, co ważnei wymaga podkreślenia, tylko się zaczyna. żeby proces trwał i przemieszczałsię w środowisku, żeby coś z tego nadprogowo zaistniało, musi takich zdarzeńbyć więcej. dla ewolucji, w ramach przebiegającej zmiany nie jest obojętne (zuwagi na skutki), czy kwanty dodają się do siebie (łączą albo rozpadają) wramach jednego tylko poziomu (warstwy kwantowej), czy zachodzi to w zakresienajmniej dwu poziomów (dwu warstw). pomimo że przebieg (postać) obu kierunkówzjawiska będzie jednakowy w logicznej obserwacji (definiowaniu) i będzie siękształtował według jednej i tej samej reguły, to jego efekty postrzegane wpostaci fizycznych "kształtów" będą różne. raz zacznie się i potoczy dalejewolucja zbiorów, a raz ewolucja jednostek.przy czym, co zapewne nie wymaga podkreślania, w rzeczywistości oba kierunkizmiany istnieją razem, zachodzą łącznie. w końcu to jeden świat, jedna energiaw ruchu (plus próżnia jako "środowisko) – oraz jedna reguła budowania się wtym "zjawisku" lokalnych bytów. Kosmiczny banał.podkreślenia, a nawet wybicia na pierwszy plan wymaga w tym kontekście sprawadwupoziomowości zachodzącej zmiany – że budująca się między dwoma poziomami(płaszczyznami ewolucyjnymi) struktura, wszelkie tak "zadzierzgnięte" związkimijające się "na kwant" odległości w przestrzeni oznaczają nową jakość, jużewolucję w jej czaso-przestrzennym rozciągnięciu. mówiąc inaczej, tworzy się"symetria", odbicie lustrzane, "zakrzywienie" zmiany – dodają się dwie stronyna zasadzie "dopełnienia". "w poziomie" kształtuje się symetria z tych samychjednostek, "w pionie" symetria jednostek "w przesunięciu" o kwant.101
  • 102. - liczby kwantowe- odniesienia do zjawisk społecznych- jednostka a zbiórponiższe, podawane przykładowo wielkości kwantowe (tak dla ewolucji zbiorów,tak dla ewolucji jednostek), są maksymalne. podane tu liczby są "idealnymi"stanami, takimi, które mogą zajść w środowisku (zbiorze, strefie, poziomie),do którego przez cały czas istnienia układu dopływa energia, i to w stopniuzaspakajającym potrzeby. uwzględnienie tego faktu jest konieczne, ponieważ wefekcie procesy ewolucyjne nie wyhamowują, nie dochodzi do ich destrukcji (sąłączne i tworzą "łańcuch zdarzeń"). że to sytuacja (prawie) niemożliwa, tooczywistość, przecież życie (istnienie jako takie) w środowisku to ciągła izazwyczaj brutalna walka i o zasoby, i o samo przetrwanie. że "rozum" łagodziten "naturalny" i głęboko wpisany w mechanizmy tok zachowań – prawda. ale, torównież stwierdzenie prawdziwe, tylko czasami (i u niektórych).przykłady zrealizowania się liczb. oto czytam w "antropologii", że podstawowagrupa społeczna (grupa łowiecka), najczęściej jest opisywana jako wielkość 25- 30 osób. już to może stanowić podstawę do analizy, jednak w świetle liczbkwantowych będzie to przedział 24 - 32. a nawet, ale to warunkowo, zakres 16- 32 jednostek (16 - 24 warunkowo w takim ciągu). dlaczego przedział 16 – 24pojawia się warunkowo? ponieważ jest to wielkość jednego zbioru, jednej tylkorodziny, która musi być, żeby układ stał się elementem dopełniającym. 16 topełen zbiór, ale jako kwant-zbiór. tu nie występuje stan, na który wskazująliczby kwantowe, czyli tych jeszcze dwu elementów na "dobry początek" i jużkolejny początek w nowej ewolucji. natomiast wielkość grupy 25 – 30 jednostekjest dobrym odniesieniem, które pokazuje, że liczby kwantowe w społecznychzbiorach uzyskują swoją reprezentację.następny przykład. ktoś pisze, że grupą funkcjonalną jest stan 500 osobników,że tylko takie (jako całość) grupy mogą realizować swoje zadania w środowiskui tworzyć struktury społeczeństwa (przez mnożenie, wielokrotność). zaglądamdo liczb kwantowych - i proszę, jest wielkość 512 kwantów. ciekawe, prawda?kto kim się tu sugeruje, liczby kwantowe strukturą grup społecznych, czy teżgrupy liczbami? - to tak żartem, przecież wcześniej już padło, że nigdy niemożna rozdzielić procesu od jego zasady, a zasady od procesu. liczby kwantowesą, wcielają się w wielkość grupy społecznej. ponieważ proces ewolucyjny owągrupę tworzący podlega liczeniu kwantowemu – ponieważ jest skwantowany, to wefekcie budujące się struktury (tu społeczne) muszą takie wielkości zawieraćw sobie. nie ma znaczenia "wielkość" kwantu, to zawsze jest kwant i "mechanikakwantowa". - co więcej, liczenie jednostek w konkretnym zdarzeniu zawsze jestobarczone losowością i wymaga uwzględnienia wielu danych. w przypadku reguły(kwantowania) mam od razu stan, wielkość idealną - czyli 512 osób. mogę więcśmiało założyć, bez obawy o pomyłkę, że właśnie takie wyliczenie jest pełneewolucyjnie, a podawane 500 osobników to tylko lokalny, losowy fakt. albo poprostu podający tę wielkość autor, dla wygody liczenia, ujął w analizie tylko"pięćsetkę" z całości. można i tak.podobne wielkości znajdują się w opisie ras, genotypu, kultur itd. a jeżeliliczby kwantowe definiują tak dokładnie procesy z obszaru ludzkiej populacji- mam prawo powiedzieć, że dotyczą i innych populacji – i innych, wszelakichewolucji. bo, to pytanie zasadne, niby dlaczego tylko w tym jednym przypadkuzachodziłaby taka zgodność? w odniesieniu do człowieka "namacalność", więcej,oczywistość tych liczb jest aż przytłaczająca. nie tyle zastanawiająca, wszakdotyczy jednego świata i jednego procesu, ale właśnie "przytłaczająca", że tosię aż tak głęboko i w sposób ewidentny prezentuje - że dotyczy historii orazstanu aktualnego. odnosi się do człowieka, ale dotyczy planety i jej historii- dotyczy biologii - dotyczy zwierząt – dotyczy świata i (wszech)świata – izawsze-i-wszędzie.a reszta? reszta to pochodna tego faktu. i losowe zawirowania.102
  • 103. - podwajanie ewolucji- "zasada podwajania"- małe podsumowaniena koniec tego odcinka notatek - podsumowanie zasady podwajania. podwajania,występowania w procesie dwu elementów (jednostek, kwantów) jako stanu nie toże logicznie koniecznego, co jest prawdą, ale fizycznie niezbędnego, żeby oprocesie można było mówić i żeby ten proces mógł się toczyć (mógł się w tlewyróżnić oraz toczyć). czyli chodzi w ewolucji o fakt zasadniczy, który muszęw każdej analizie rzeczywistości uwzględnić. podkreślam, to fundament mówieniao ewolucji i opisywania zmian.po pierwsze, "zasada podwajania", można to nawet określić w tym momencie jako"prawo podwajania" ewolucji, dotyczy zjawisk zachodzących tak "w pionie", jaki "w poziomie". nie ma wyjątków. - to znaczy, że pełna ewolucja, pełny kwantewolucji (gdy takim się stanie, wybuduje się w zakresie nadprogowym, fizycznie"namacalnym" i mierzalnym) przechodzi, zmienia swoją pozycję w przestrzeni.i jako byt "pełnoprawny" może rozpocząć przekazywanie sygnału do następnegopunktu w ewolucji – staje się zdarzeniem, które dysponuje siłą ("i godnościomosobistom"), żeby taki "sygnał" wytworzyć i przesłać dalej. mówiąc inaczej,posiada wystarczający zasób energii na "rozpychanie" się w środowisku oraz nazaznaczanie obecności.z pełnej ewolucji – z dwu jednostek ewolucyjnie podwojonych, w ramach zmianyzachodzącej między poziomami, powstają nowe jakości – kolejna jednostka. jużjednostka (kwant) kolejnego poziomu, to kolejny krok w historii. i taki fakt,w miarę wyłaniania się z tła (gromadzenia energii), usamodzielnia się, stajesię "bytem" – i, jako następne już "pokolenie", może znów oddziałać z innymstanem ewolucji "w pionie". czyli w mijaniu "na kwant" (czasu-i-przestrzeni)współtworzyć nowość. w przypadku łączenie się ewolucji dwu różnych poziomów,ale kwantowo bliskich sobie, efektem jest nowa jednostka, nowa konstrukcja wpostaci zbioru podwojonego (jednostka ewolucyjna).natomiast z pełnej ewolucji "w poziomie" powstają zbiory. kwant zaistniały,wytworzony – powołany do działania w trakcie ewolucji "pionowej", łączy się wcoraz większe struktury, zbiory energetyczne, ale "tożsame". buduje się takżena zasadzie podwajania, ponieważ w procesie zawsze musi uczestniczyć elementw formule ewolucyjnej (sam musi być podwojony oraz współtworzy proces wraz ztakim samym stanem), jednak w efekcie takiej zmiany budują się struktury, wktórych brak zróżnicowania, brak symetrycznego dopełnienia, brak tu "drugiejstrony" ("lustra").-podwojenie - to dokładnie: zdwojenie stanu. uzupełnienie, dopełnienie kwantudrugim takim samym przebiegiem (symetrycznym do niego). i dotyczy podwojeniekażdego nowego poziomu, każdego nowego zakresu ewolucji. czy to w pionie, czyw poziomie. zawsze na/u początków zmiany jest stan dwudzielny, dwuelementowy– podwojony. i muszę mieć tego świadomość. kiedy ustawiam (ustanawiam) gdzieśi kiedyś stan jednostkowy w przedziale fizycznym, popełniam zasadniczy błądmyślowy: nie ma bytów jednostkowych, elementarnych, punktowych. to zawsze iwszędzie złożenie – najmniej z dwu jednostek.żeby uzyskać nowy kwant, nową jakościowo jednostkę w pionie ewolucji, muszępodwoić stan poziomu poprzedniego, pełną, dopełnioną "do brzegu" ewolucją zniższego zdarzenia. - również w poziomie, żeby uzyskać, zbudować nowy zbióri uzyskać nową postać ewolucji zbiorów, potrzebuję dwu pełnych jednostek zpoprzedniego odcinka (strefy) wyróżnionego zakresu ewolucji poziomej. zawszedwa podwojone wewnętrznie (i symetrycznie "w sobie" zabudowane) energetycznestany budują zmianę, są warunkiem tworzenia się nowego bytu ewolucyjnego. wotoczeniu, "po horyzont" (fizyczny), każdy rzeczywisty fakt, to wydarzeniedwoiste, podwojone – dwuliniowe. najmniej dwuliniowe.ewolucja to proces "podwajania" - jednostka jest niczym, para wszystkim.103
  • 104. kosmologia 1.6.104
  • 105. - układ okresowy pierwiastków- co to jest?- od kiedy istnieje?pytania o "istotę" układu okresowego pojawiały się już wielokrotnie na tychstronach (oraz jeszcze się pojawią), jednak obecnie wypada zająć się nimi wodniesieniu do zasady "podwajania" ewolucji. - to już kolejne "dopełnienie"pojmowania układu (i analogicznie innych ewolucji), dopełnienie, bez któregoanaliza zjawisk związanych z tą abstrakcją nie jest w pełni możliwa. poniżejlista pytań, które muszą zostać sformułowane, żeby można się było w analizieo krok dalej przesunąć:ile potrzeba pierwiastków (jednostek obrachunkowych dla ewolucji w postaciukładu okresowego), żeby można było mówić o istnieniu układu? czyli od iluelementów, od jakiej ilości składników (tworzących taki zbiór) zaczyna sięukład? w jakiej kolejności i w jakiej ilości pojawiają się pierwiastki układtworzące? - abstrakcja określana jako "układ okresowy pierwiastków", którajest zbiorem kwantów (zbiorem skwantowanym), uzyskuje cechy zbioru od chwilizaistnienia dwu, kilku – ilu elementów?ile potrzeba pierwiastków - i przede wszystkim jakich - aby można było mówićo istnieniu materii "namacalnej" (tego, co za materię uznaję)? ile musi sięwytworzyć, zaistnieć pierwiastków, żeby materialny zakres ewolucji uzyskałpostać i znaczenie (jeden pierwiastek to za mało)?- układ okresowy (pierwiastków) - co to jest?pojedynczy pierwiastek, pojedynczy fakt w ramach układu, to jest oczywiścieewolucja - ewolucja zbioru-atomu (i zbioru atomów). ale przecież ewolucja niezaczyna się i nie kończy się na jednym elemencie, stan jednostkowy (czy też"elementarny") w ewolucji nie występuje. nawet jeżeli w analizach pojawi misię wielki jak wszechświat zbiór atomów "jednego gatunku" (zbiór opisany wformule jednego pierwiasteka), to nie mam jeszcze "układu okresowego" (mam,co najwyżej, jednostkę do dalszego liczenia). a nawet więcej, w takim ujęciunie mam jeszcze pierwiastka, bowiem tak zaistniałego zbioru nie mam z czymporównywać - po prostu jest fakt, i na tym się kończy. jest odmienny od zera,od braku czegoś (i próżni), ale to jedyny punkt pozwalający zauważyć nowość.natomiast nie mam układu, to w tym momencie daleka i niepewna przyszłość. -jeszcze więcej w tym zobrazowaniu: również jeden, cały i w pełni uformowanyukład pierwiastków (uformowany w pełni w moim pojmowaniu), również jednostkaobrachunkowa w postaci całego układu nie istnieje. jeżeli jeden pierwiastek,jeden człowiek, jeden fakt nie stanowi ewolucji – to na tej samej zasadzie iw tym samym ciągu rozumowania, jeden układ nie jest zdarzeniem ewolucyjnym.jeden układ jest tylko/aż jednym układem, ale nie ewolucją definiowaną jakoproces tworzenia się materii.-dlatego w sensie logicznym jednego pierwiastka być nie może. fizycznie takifakt początkowy, na zasadzie kwantu logicznego procesu (tu tworzenia układu)musi zaistnieć, żeby dalsze wydarzenia mogły się toczyć (i łańcuch zjawiskmógł się zbudować), ale ten stan nie jest ewolucją, jest poza. każda analizaewolucji musi rozpoczynać się od dwu elementów, w tym konkretnym przypadkuod dwu pierwiastków, nie wcześniej. nie ma jednego atomu, jednego elektronu,fotonu - itd. tak samo nie istnieje jeden tylko rodzaj atomu (pierwiastek).atomy powstają jako zbiory w różnych okresach, mają różne "czasy przyjściana ten świat" i posiadają różną budowę. jedne są "stare", więc energetyczniezasobne, inne dopiero się tworzą; jedne są rozbudowane w wiele elementów, ainne są "proste", dopiero w trakcie przemian. - tworzenie się materii, co wpostaci "układu okresowego" ujmuje taka abstrakcja, to proces zachodzący wczasie-i-przestrzeni, nie ma układu poza tym procesem. układ to ewolucja wtrakcie formowania się, a nie skończony i "utwardzony" na zawsze fakt.105
  • 106. - ile potrzeba pierwiastków, aby można było mówić o istnieniu układu?ewolucja atomów, jak każda, to ewolucja pionowo-pozioma. "w pionie" energiawchodząca, tworząca strukturę, którą określam jako "atom", poprzez opadaniena kolejne poziomy i łączenie się (np. jako skutek wychłodzenia i hamowaniadrgań), buduje coraz bardziej rozbudowane struktury, tu struktury atomowe.od "lekkich", "gazowych" elementów – po ciężkie, zasobne, "żelazne". zmiana"w poziomie" natomiast zachodzi jako "powielanie" się tego samego stanu – ibudowanie układów o tych samych właściwościach fizykochemicznych. ewolucjapionowa to łączenie się jakości, które budują nowe ilości (tu atomy w formiepierwiastka) – w poziomie ewolucja łączy ilości, co skutkuje nową jakością(tu z atomów tworzy się pierwiastek – lub zbiór pierwiastków w ramach całegoukładu).-"w pionie" buduje się układ okresowy - "w poziomie" powstają, kształtują sięelementy składowe układu.- ile potrzeba pierwiastków, żeby można było mówić o istnieniu układu?odpowiedź: moment zaistnienia oraz wyróżnienia się ewolucji z otoczenia, tozawsze jest przedział, to zakres między 2 a 8 elementów tworzących ewolucję.i dalej, jako krok następny procesu, pomiędzy 8 a 16 (18). dlatego można opoczątku fizycznym układu pierwiastków mówić od chwili, kiedy zrealizuje siędo końca trzeci poziom układu. czyli z chwilą, kiedy będzie ciąg 2 – 8 - 18pierwiastków. do momentu, kiedy takiej liczby pierwiastków jeszcze nie ma,można mówić o przedziale tworzenia się, "zakresie ciemnym" i podprogowym takwyznaczonej zmiany energetycznej.na zasadzie lekko przerysowanej literacko analogii (ale tylko lekko, wszakzawsze zachodzi jedność procesów i ich zasady tworzącej), mogę powiedzieć, żedo czasu pojawienia się pierwszego pierwiastka trwa okres "płodowy" układu.od czasu jego wyodrębnienia się w środowisku - okres "noworodkowy". od dwu -"niemowlęcy". od 2 do 8 - "dziecięcy". 8 - 16 (18) - "młodzieńczy". a dalej"dorosły". - będą jeszcze okresy - "podeszły" i "starczy".podkreślam, to nie jest zabawa słowami, czy wykorzystywanie bliskiego mojejzmianie zakresu świata do opisania innej ewolucji, pozornie bardzo odległej.przecież te elementy (ja i układ pierwiastków) to składniki tego samego i taksamo się przeobrażającego (wszech)świata, ta sama materia tworzy mnie orazukład – i ta sama zasada za tym się kryje. dlatego mam prawo takie analogiestosować, a kiedy są pomocne w zrozumieniu nawet muszę je używać.- od jakiej ilości pierwiastków zaczyna się układ?od dwu. jeden pierwiastek, choć niewątpliwie musi zaistnieć w przemianie, toukładu jeszcze nie tworzy. przedział, w którym układ się zaczyna, to zakresod dwu pierwiastków (dwu różnych pierwiastków, nie jego izotopów, co ma w tejanalizie znaczenie). a ponieważ każdy kolejny tworzący się pierwiastek jestcoraz bardziej skomplikowany, ma w sobie coraz więcej energii (i rozbudowanąstrukturę), potrzebuje więcej przemian na zaistnienie, buduje się więc dłużejw skali czasu i wymaga większej przestrzeni. co ważne w tym ujęciu, wydłużasię także powstawanie kolejnych przedziałów i grup pierwiastków. jeżeli upoczątków było to zjawisko stosunkowo "proste" i "szybkie" (na miarę materii"namacalnej" i jej ewolucji), o tyle następne "pokolenia pierwiastków" (teciężkie i duże, z końca układu) potrzebują wielu przemian do wyodrębnieniasię. co, nawiasem, umożliwia badającemu je fizykowi obserwację w trakcieprzeobrażeń. można w laboratorium podejrzeć "na gorąco" tworzenie się stanówpośrednich tej ewolucji, które "na chwilę" uzyskują "twardy", umożliwiającypomiar stan energetyczny. - i w efekcie te stany pośrednie brać za odrębnepierwiastki (bo obserwator jest ulotniejszy od czasu "formowania" się samegozjawiska).106
  • 107. - układ okresowy- ile układów?w praktyce układ zaczyna się od dwu pierwiastków, ale dotyczy to, zrozumiałe,tylko jednego ciągu ewolucji. powyżej już padło generalne stwierdzenie, żenie ma – i to na żadnym poziomie analizy – pojedynczego faktu w ewolucji. coby tym faktem nie było, jak wielki dystans proces (czy abstrakcja procesu) bynie obejmował. nie ma stanu jednostkowego - nie istnieje tylko jedna liniaewolucji. dlatego nie ma tylko jednego układu okresowego.-i dlatego na pytanie, ile jest "układów" pierwiastków, trzeba znów sięgnąćpo ewolucyjną zasadę podwajania. muszą być najmniej dwie jednostki - w tymprzypadku dwa układy, żeby można był mówić o ewolucji w postaci materii, wpostaci pierwiastków.najważniejsze w tym toku rozumowania jest wykazanie (przez odwołanie się dogeneralnej, nadrzędnej zasady ewolucyjnej), że w praktyce nie ma jednego, żenie może być tylko jednego układu, który by wszystko w sobie "konsumował". wrzeczywistości są liczne układy, a najmniej muszą być dwa. - najmniej musząbyć dwie linie ewolucji materii, dwie drogi.-te drogi - to naturalnie różny czas ich zaistnienia, czyli różne tym samymprzebiegi. przecież tylko w taki sposób można wyjaśnić istnienie izotopów,więc bardzo podobnych sobie stanów pierwiastka. jeżeli nie opiszę tego jakoprocesów z innego czasu i przestrzeni (jako stanów pośrednich), to nie będęmógł tego zrobić inaczej. mogę skonstatować fakt i przyjąć go do wiadomości,ale na pytanie, "co to są izotopy oraz dlaczego są?", odpowiedzi nie udzielężadnej. nie mam punktu zaczepienia. - kiedy natomiast uznaję, że ewolucja toproces toczący się wielowymiarowo (i wielopłaszczyznowo), jeżeli stwierdzam,że są co najmniej dwa poziomy zdarzeń i wzajemne oddziaływanie ich na siebie(i przepływ energii pomiędzy nimi), to mogę wykazać, że w tak opisanym i takrozumianym zdarzeniu są i stany pośrednie, i sam fakt przepływu, i różny wczasie i przestrzeni moment tworzenia się odrębnych elementów (a dla mniepozornie jednego pierwiastka). w tak szerokim ujęciu istnienie izotopów czykrótkotrwałych składników materii to oczywistość oraz konieczność – to stanchwilowy, który obserwuję. izotopy to fizyczne "stany pośrednie" tego samegopierwiastka, ale które przynależą do innego układu. są to elementy całości,ale które już "odchodzą" z ewolucji, albo "wschodzą" w zakres obserwowalny.a najliczniej i najbardziej "masywny" element tej ewolucji to chwila obecna.układ pierwiastków jest procesem w trakcie przemian – i nie można inaczejgo pojmować.- ile układów?odpowiedź: najmniej dwa. tzn. dwie linie, dwa poziomy. ale ile ich będziekonkretnie (takich linii, które zdołały się zrealizować do tej pory i, coważne, istnieją jeszcze w jakiejś formule) - to do ustalenia.czy istnienie w obecnym układzie pierwiastków dalszych poziomów (ciężkich) itowarzyszących im licznych izotonów dowodzi, że tyle było już linii przemian- że tyle było już w historii materii linii ewolucyjnych i się jeszcze nieskończyły ostatecznie? skłaniam się raczej do wniosku, że w tym przypadkuchodzi jednak o stany pośrednie, że tak opisane izotopy należą do tego samegopierwiastka, tylko z różnych okresów jego przemian. jednak nie wyklucza toujęcia, że jest to różna ewolucja, z różnych faz. raczej pierwiastki ciężkienależy rozumieć jako przemiany wewnątrz jednej linii ewolucji, a nie różneewolucje (z różnych układów).-wniosek zasadniczy, który należy wyprowadzić w wyżej zapisanego brzmi: niemoże być jednego układu.107
  • 108. - układ okresowy- analogie- obrazowanie ewolucjianalizując układ pierwiastków odwoływałem się, i to wielokrotnie, do procesukształtowania komórki, co w nim widać i jak zachodzi. określenie "komórka" wtym ciągu rozumowania jest ważne. wynikają z niego ciekawe analogie, którenie tylko wspomagają zrozumienie, ale są konieczne, kiedy analizie poddajęzakresy jeszcze nie rozpoznane lub "ciemne" z zasady (na zawsze czy chwilowoponiżej progu rejestracji). po pierwsze, jeżeli układy są podobne do komóreki powstają w ten sam sposób (czy komórki tak samo jak układ, jeżeli za punktodniesienia brać chronologię) - to oznacza, że analogie są, a na pewno mogąbyć daleko idące. jakie? takie, że i cały układ, i jego podukłady (ale takżecały wszechświat w najszerszym ujęciu) tworzą się, ich powstawanie zachodziw formie ewolucji i na podobieństwo tworzenia się komórek życia. argument,że jedna zasada musi się jednakowo (analogicznie) realizować, jest tu, moimzdaniem, rozstrzygający. o ile, co zrozumiałe, przyjąć, że taka jedna zasadajest faktem. - ale, osobiście (i chyba nie tylko ja), odrzucam podejście, żeświat jest formowany (formatowany) przez lokalne i liczne tym samym zasady(w nieskończoności), nie daję przyzwolenia na wielość reguł. dlaczego? chaosw ramach jednej zasady jest faktem, w przypadku mnogości praw będzie totalny(i nic tu z podejścia, że lokalnie może być ład, bo przecież w bezkresie itak "kiedyś-gdzieś" oddziałanie tych lokalnych stanów musi się dokonać – ato wyklucza dłuższe i stabilne trwanie). - jeżeli ma być zachowana jednośćświata oraz powiązanie elementów (możliwość korzystania z innych składnikówewolucji) - to tak samo, jak kod genetyczny życia jest dla wszystkich tegozakresu elementów jednaki (fizycznie i logicznie), tak samo "kod genetycznyewolucji" ("kod ewolucji") musi być jeden. realizować będzie się w wielu – wniezliczonych konkretnych postaciach, ale musi być jeden. odrzucenie zasadyjedności (jednego "kodu" – i zasady analogii) oznacza dowolność i chaos. atego nie dostrzegam w świecie. uważam, że proces powstawanie komórek-układówpierwiastków jest analogiczny do tworzenia się komórek życia, że tak nawetpozornie inne oraz odmienne logiczne struktury (abstrakcje) również powstająjako ośmioelementowe układy materii. powstaje maksymalnie 8 po 8 elementówukładów. razem 64 elementy.chodzi o fakt, który obserwują biolodzy w trakcie formowania się komórek -zachodzi mianowicie podwajanie liczby składników, energia układa się w takiejsferze w ramach podziału lub łączenia – i, co ważne, układa się "biegunowo"lub "równikowo". zachodzą zmiany, które skutkują tym, że w pewnych miejscachukładu gromadzą się "zgęszczenia", a następnie dochodzi do podziału komórkioraz powstania nowego odrębnego, ale stanowiącego łącznie całość ewolucyjnązjawiska. czyli nowej komórki. dlatego muszę traktować ten układ (ten świat,w którym żyję) jako stan tworzący się - jako ewolucję w toku. jako "komórkę"materii w trakcie podziału - "wyżynania" się w rzeczywistości, "bruzdowania"w Kosmosie.-mówiąc jeszcze inaczej - wszechświat (również i układ okresowy), to elementpodwajający się, tworzący. zachodzą w nim procesy analogiczne, identyczne doprzypadku podwajania się komórki. różnica jest tylko jedna: skala zjawiska.o ile w komórce zachodzi to na/w malej ilości energii i małej przestrzeni,o tyle w przypadku wszechświata jest to zjawisko "rozległe" (delikatnie tookreślając). ale to zawsze-wszędzie jest ten sam proces w sposobie dzianiasię. wszechświat jest również "komórką", która się podwaja, która dzieli sięna coraz bardziej skomplikowane stany. można się zastanawiać, w jakim czasieobecnie, w której "komórce" przyszło mi żyć i ile takich komórek potrzeba,żeby życie powstało - ale to na pewno jest ewolucja "w trakcie" (dzieleniasię i rozprzestrzeniania).108
  • 109. - sfera ewolucji- zestawieniezamieszczony w tym punkcie rysunek to graficzne wyobrażenie sfery ewolucji izestawienie danych – to zsumowaniu wszelkich i do tego momentu opracowanychujęć. podkreślam, chodzi o zbiór ustaleń, które odnoszą się do obecnego punktuopisu, oczywiście to nie zakończenie działań, ale tylko etap w definiowaniu,do tematu w dalszym toku pracy będzie trzeba nawiązać (wielokrotnie).(1, 2, 3... 7, 8) - to są elementy, poziomy sfery ograniczone liniami, któreoznaczają "południki", a tych jest 9.tak to wygląda w ujęciu kulistym - i rozłożeniu. nieco niepoprawnym, jednak,co najważniejsze, oddającym myśl. w takim sferycznym ujęciu doskonale widać,że zostało tu pomieszczone wszystko, co do tej chwili zostało wypracowane dlaewolucji. czyli zmiany w toku i maksymalnie sfery.jest 8 linii pionowych (tyle samo, co w obecnym układzie). to są odrębne linieewolucyjne, odrębne układy (lub tylko linie w ramach jednego układu, zasadajest generalna). jest 7 linii, które stanowią granice stref, są wielkościamii przedziałami (ponieważ to jest zawsze fizycznie zbiór zjawisk – logicznielinia, ale fizycznie zbiór warstw kwantowych) – to miejsce przejściowe międzypoziomami.jest również 6 odcinków ewolucyjnych zawartych między 7 liniami poziomów. atakże 8 odcinków, jeżeli dodać "strefy biegunowe", czyli jednokwantowe i jużbrzegowe (w innym nazwaniu "stan punktowy", który zaczyna lub kończy zmianę,jednak w skład ewolucji nie wchodzi). oraz są, co istotne, główne kwantoweliczby, które są przypisane do poszczególnych poziomów (linii).i jest, co podkreślam, ponieważ to warunek podstawowy toczącej się zmiany wformie ewolucji, dwukierunkowy tok procesu. jednego procesu, ale składającegosię, budowanego (łącznie) przez dwa przeciwnie do siebie skierowane linie. wramach fizycznie postrzeganej jedności (ciała, zjawiska, bytu) występują, nazasadzie integralnej, nie do rozdzielenia (i nie do odrzucenia), dwa przebiegiewolucyjne, dwa tory zmiany. widzę jedność, a "w głębi" pędzą dwa strumienieenergetyczne, które kształtują postrzeganą (lub mierzoną) jedną formę ciała.dwukierunkowość ewolucji to właśnie dwa przeciwnie ukierunkowane wydarzeniacząstkowe – i nie wolno mi o tym zapominać. jeżeli potraktuję występujące wotoczeniu stany jako układy jednostkowe, elementarne, a co więcej oddzieloneod innych, popełnię błąd, i to fundamentalny. skutek? nie zrozumiem świata.rzeczywistość to dwa procesy, które są dla mnie jednym.109
  • 110. - sfera (ewolucji)- zależnościna powyższym rysunku, co warto w tym momencie wyróżnić (to istotny fakt dlaopisu zmiany ewolucyjnej i składnik rozumowania), jest tu widoczne "stykanie"się, występowanie "obok siebie" (bez przerwy) linii zdefiniowanych jako "1"i "8" - czyli "zamknięcie się" układu z "drugiej strony" – czyli pokazanie,że w rzeczywistości chodzi o jeden i całościowy proces, który jedynie stajesię w moim "spłaszczonym" (do kartki papieru) obrazie podzielonym na odległesobie części. widzę kartkę z liniami i naniesionymi na/w nie nazwami (a takżeinnymi symbolami, za którymi coś się kryje), ale przez ten fakt, właśnie tej"płaskiej" konstrukcji szkicu, umyka mi z pola widzenia, a co gorzej nie mamświadomości, że tak oglądana i analizowana abstrakcja to realnie "zamknięty"w sferę proces ewolucyjny w trakcie zachodzenia. widzę płaszczyznę kartki – i"rozumuję płasko" o zdarzeniu, które nie jest ani płaskie, ani skończone. ito jest problem.jest na/w rysunku także zawarte ujęcie (potencjalnie, ponieważ nie można tegofaktu było tu prosto zawrzeć, ale to wniosek konieczny) - że ewolucja toczysię "po spirali". skoro to sfera, skoro to struktura w trakcie wybuchu albozapaści (czyli "rozszerza" się lub "pomniejsza" w obserwacji zewnętrznej), toefektem musi być właśnie spirala – dążenie do centrum lub odchodzenie od takwyróżnionego punktu. co istotne w tym podejściu, ale już w odniesieniu wobecprzebiegu realnego, więc toczącego się konkretnie i wobec konkretnych zdarzeń,w praktyce nie będzie to miało, co zrozumiałe miejsca – "spirala", logicznieidealny obraz zmiany i konieczny, to konstrukcja maksymalna (tak samo, jak isfera dla zdarzeń zachodzących wewnątrz fizyki). po prostu, tak idealnego ipełnego rozłożenia równikowego i równoleżników nie zaobserwuję, zawsze stanwypadkowy (konkret) będzie "spiralą zdeformowaną", przekształconą przez to,że przeciska się przez oporne środowisko. ale i tak, to również wymaga tutajpodkreślania, będzie to zawsze spirala, której koniec jednego poziomu stanowizarazem początek poziomu następnego, to jest proces mijania się w czasie iprzestrzeni, i to mijania "na jeden kwant" – i po coraz mniejszych kręgach.ewolucja toczy się po coraz ciaśniejszej spirali (lub coraz szerszej, kiedywyróżniony jest kierunek rozpadu w analizie).jeżeli chodzi o układ okresowy, to takich "komórek" ("globusów" z naniesionąsiatką kartograficzną) będzie w tej chwili dwie. z tym, że druga się dopiero- jak to wynika z wyliczeń - formuje, powstaje (czyli "bruzduje", że odwołamsię ponownie do wielce użytecznej analogii). oraz jeszcze nie osiągnęła tymsamym pełnego stanu (jeszcze się wszystko nie zrealizowało). dla dwu komórekpełna wielkość to 128 elementy, jednak do "tego momentu" pewien czas ewolucja"pokołuje" (i wszystko wewnątrz niej).-jeszcze jedno: obraz tak zarysowanej ewolucji, jej kulista forma - to ujęcienie tylko dla układu pierwiastków, co zrozumiałe, ale dla każdej ewolucji. tuponownie kłania się zasada jedności reguły i (wszech)świata. wszelkie kwantowezjawiska - wszystko, co (jakoś) istnieje, można tak opisać i zobrazować. kula(sfera) i jej "siatka kwantowa", którą tu rysuję w formie i w odniesieniu dosiatki kartograficznej definiującej planetę, to opis oraz zobrazowanie dlacałości. nie ma wyjątku. nie ma nigdzie żadnych "wyższych" formą zjawisk, np.psychicznych, czy też kulturowych (co człowiek chętnie przypisywał sobie dotej pory), które by się z tego opisu wyłamywały. wszelkie procesy w logicznejkonstrukcji to sfera (fizycznie deformowana) - również myślenie, rozumowanie,odczuwanie, emocje (jak miłość) – tworzenie - czy tłumy na ulicy – wszystkoto można zobrazować, postrzegać i analizować jako kulę ewolucji. a co więcej,na takiej podstawie również określać jej stany (na przykład matematycznie).i to jest ten zasadniczy zysk z tego podejścia, po który warto się pochylić.jedność wszędzie.110
  • 111. - układ- ile układów? ile pierwiastków? ile izotopów?- zasada "7/7" i "8/8" (wyjaśnienie)ponieważ wielokrotnie w zapisie pojawia się odwołanie do przywołanych wyżejzasad, czyli reguł opisujących zmianę, krótkie wyjaśnienie. dlatego krótkie,że doprecyzowania jeszcze się pojawią – a w praktyce całość tekstu jest takimposzerzonym objaśnieniem ("suplementem" do reguły).zasada "7/7" opisuje stany wewnętrzne w ewolucji, ilość elementów budujących"krok po kroku" wyróżnioną w otoczeniu zmianę, natomiast zasada "8/8" oddajezależności pomiędzy pełnymi ewolucjami. "7/7" to opis od wewnątrz – "8/8" toujęcie od zewnątrz procesu.łączenie się pełnych ewolucji (czy to układów, czy komórek, itd.), podlegazasadzie "8/8", ale ich wewnętrzny przebieg, czyli ilość stanów kwantowych,które muszą zaistnieć, aby taka ewolucja powstała, to już jest domena zasady"7/7". elementy wewnętrzne ewolucji to także pełne ewolucje, także stanowiąosiem poziomów (odcinków) - również podlegają liczbom kwantowym. ale, co tuposiada znaczenie zasadnicze, mieszać obu kierunków opisu (i obserwacji) nieto, że nie można – nie wolno. owszem, to są dopełniające oraz warunkujące sięwzajemnie ujęcia, ale nie są tym samym spojrzeniem. obserwacja "od wewnątrz"wnosi inne obrazy i wartości (liczbowe), postrzeganie "od zewnątrz" inne. razwidzę z ewolucji proces "w toku" przemian (wewnętrznie), a raz w pełni i jużbrzegowo w środowisku, jako skończony i wyróżniony jednostkowy byt (ewolucję,kwant – "coś").obraz ewolucji może być przez obserwatora rejestrowany na dwa sposoby: jakowspółuczestniczenie w zmianie, czyli "od środka" - albo "z zewnątrz", kiedyzmianę ujmuję w formie pełnej i brzegowej (ponieważ tylko ten obszar zmiany wtakim ujęciu jest dostępny). wewnętrznie widzę reakcje (etapy) prowadzące dopełnych ewolucji (elementy składowe) - a zewnętrznie widzę już gotowe, więcpełne i kompletne stany (np. komórki po podziale). w środku widzę proces – zzewnątrz widzę skutek procesu. w środku skutku nie zobaczę (bo go jeszcze niema), na zewnątrz nie ujrzę kroków pośrednich w ewolucji (bo już ich nie ma).a jako obserwator fizyczny mogę postrzegać tylko i zawsze z jednej strony. -ale, co zrozumiałe, oba spojrzenia łącznie (!) prowadzą do poznania, a przedewszystkim do zrozumienia zjawisk. nie można, nie wolno ich rozdzielać – niemożna, nie wolno ich mieszać. to są dwa dopełniające się ujęcia, i tylko tak.jedno ujęcie, jedno spojrzenie ewolucji nie oddaje, tylko dwa punkty widzeniaspełniają to kryterium (o tym szerzej w innym punkcie).w liczeniu kwantowym mam zawsze wielkości, które ulegają zmianie. w liczbachkwantowych mam już zarazem i koniec jednego - i początek następnego odcinka(stad np. 16 a nie 18). w ujęciu pełnych ewolucji (choć też kwantów) mam nieco innego, jak zasadę ewolucyjnego podwajania. czyli zasadę dopełnienia "dopełnej jednostki". operując zasadą "8/8", opisuję nie co innego, jak proceszachodzenie zjawisk w skali "pełnej" ewolucji, natomiast kiedy operuję zasadą"7/7", opisuję stany wewnętrzne zmiany, ilość elementów, które muszą zaistnieć,żeby ewolucja się dopełniła - stała pełną. żeby "wyłoniła" się na moim, jużdla mnie dostępnym poziomie obserwacji.naturalnym w tym ujęciu jest to, że zasada "7/7" jest "podstanem" do zasady"8/8", ujęciem wewnętrznym tego samego procesu. zasada "7/7" określa częśćnajważniejszą, ale część pełnej ewolucji. opisuje i podlicza ilość elementóww procesie, nie opisuje natomiast całości. zasada "8/8", można powiedzieć, tooperowanie na wyższym poziomie, na całości zjawiska (oraz zjawisk). o ile woparciu o zasadę "7/7" liczę stany wewnętrzne ewolucji, podliczam, jakich iile kwantowych zjawisk musi zajść, żeby powstała ewolucja, o tyle zasadą "8/8"zliczeniu podlegają zrealizowane już, całe i ukształtowane ewolucje. - jednazasada pomaga liczyć to, co w środku - druga to, co się z tym całym kształtemdalej dzieje. jedna to wnętrze, druga istnienie w otoczeniu.111
  • 112. - zasada "7/7" i "8/8"- konsekwencje w liczeniu ewolucjido tej pory może niezbyt mocno podkreślałem zasadnicze, głębokie powiązanie,wzajemność i współwystępowanie obu tych zasad, a jest to po prostu niezbędnew analizie rzeczywistości – żeby zrozumieć zachodzenie wszelkich ewolucji. wczym rzecz? na przykład w tym, że obserwacje dokonane przez biologów, w jakisposób przebiega podwajanie się komórki, jak formują się kolejne "komórkowestany" w początkach życia, że jest to pozornie sprzeczne z ustaleniami, któresą pochodne, odnoszą się do kwantowania oraz liczb kwantowych. ustalony rytm2-4-8-16-32-64, który występuje w zjawisku, jest niezgodny z ustaleniami dlapoziomów kwantowych. gdzie problem? otóż biolodzy, pilnie obserwując powstanieżycia, ustalili oczywisty - a co więcej trudny do innej interpretacji rytm:2-4-8-16-32-64. a tymczasem z liczenia kwantowego wynika następujący schematzmiany: 2-8-18-32-72-98. - dlatego zasadne i konieczne jest pytanie: co różnitak ustalone rytmy, przecież realne i głęboko osadzone w ewolucji? odpowiedź,która się pojawia, jest zaskakująca: nic! dlaczego? żeby to pokazać, zapiszęje obok siebie, w takim zbiorczym ujęciu najlepiej widać, że chodzi o to samo.poziom ilość pełnych ewolucji ilość kwantów(np. komórek) (elementów)1 1 22 2 83 4 184 8 325 16 506 32 727 64 98jak z tego zestawienia można dość prosto wyczytać, trzeba przypisać temu, coobserwuje się jako pełne stany (na przykład całe komórki w trakcie podziału),dokładnie jednoznaczne i ścisłe określone liczby kwantowe. obserwując komórkiw trakcie podwajania, obserwując i zliczając taki w otoczeniu przebiegającyproces (jako "rozciągnięte" w czasie i przestrzeni zjawisko, z którego możnajedynie zarejestrować poszczególne etapy), obserwuje się nie tylko np. cztery"elementy komórkowe", co by z "prostej" i zewnętrznej obserwacji wynikało, alew tym czasie jest już 18 elementów, realnie oraz faktycznie obserwacja ujmuje(dotyczy) 18 komórek. że postrzegam tylko 4 komórki ("jednostki" w zmianie)?ich faktycznie tyle jest - ale dla mnie, na moim poziomie widzenia i w moimsposobie postrzegania. tylko że jednocześnie, w ramach całego, już zewnętrzniepostrzeganego wielopoziomowego procesu, występuje razem 18 elementów – czyli16 "pełnych" komórek + jeszcze początek następnego wydarzenia. zachodząca iobserwowana zmiana to nie są tylko cztery komórki (jednostki), ale to są jużdwie płaszczyzny zdarzenia, to już jest ewolucja dwupoziomowa. a na każdej zpoziomów występuje po osiem elementów (czyli te płaszczyzny posiadają swojepodpoziomy, podłpaszczyzny zdarzeń – to już proces rozbudowany).ważne - na poziomie pierwszym, na poziomie, który dla skomplikowanego, więcpóźnego ewolucyjnie obserwatora oznacza "poziom pierwszy" - na/w takim stanieobserwator rejestruje komórkę, jeden "fakt", coś. w jego "zgrubnym", zawszew stosunku do takiego kwantu zewnętrznym oglądzie to element jednostkowy, awięc "elementarny", już do niczego nie podzielny. fizycznie dla obserwatora,dla takiego obserwatora, to zawsze jednostka (tu komórka) – ale realnie, kiedyten stan głęboko (logicznie) zanalizować, to nie jest "komórka", ale już dwaelementy. to jest (i zawsze na tym poziomie jest) stan ewolucyjny, podwojony.wielkość jednego kwantu to już "zdarzenie" leżące w zakresie "poza", więc niedo obserwacji. czyli znajduje się na/w przedziale zerowym, ósmym, a ten zakresobejmuje, definiuje dopiero zasada "8/8".112
  • 113. -w tym miejscu nie mogę sobie odmówić przyjemności (cóż, człowiek jest tylkoczłowiekiem), żeby nie powołać się na kolejny, jakże jaskrawy i wymowny, aległęboko w ustaleniach ewolucyjnych osadzony przykład istnienia i "objawiania"się liczb kwantowych, liczenia kwantowego, które można przeprowadzić w ramachpowstawania życia. podaję za "antropologią":powstanie człowieka: 2 miliony lat temuaustralopiteki: 6 milionówczłowiekowate: 25 milionówmałpy: 38 milionównaczelne: 65 milionówtu mała przerwa. 2 miliony, czyli ostatni stan kwantowy, który jeszcze należydo ewolucji, to wiek, który przypisuje się dla zaistnienia człowieka (lub 1milion lat, to w innym źródle, ale to również kres ewolucji i ważna liczba).6 - milionów, to kolejna słuszna kwantowo wielkość, to ostatni odcinek, któryistnieje między pełną, 8-elementową ewolucją, a stanem 2, czyli końcem. 6 toilość dostępnych wewnętrznie odcinków ewolucji.człowiekowate - 25 milionów lat temu. dlaczego nie 24, tego nie wiem, jednako milion nie będzie szło (w końcu przy takich rozmiarach liczy się nie pełnai dokładna wielkość, ale istotny jest rząd; a po drugie, kto powiedział, żeustalenie jest poprawne, w końcu było prowadzone "na szczątkach", i to już wbardzo szczątkowej formie).małpy - 38 milionów. moim zdaniem powinno być 40. ale i w tym przypadku niezamierzam się spierać, może być i 38. poziom się zgadza.no i - naczelne. tutaj wielkość do zapisania 64 jednostek aż się prosi. tylemoże trwać pełna wielkość ewolucji. 65 to jednak o ten milion za wiele. ale,konsekwentnie i podobnie, jak to zanotowałem poprzednio, nie zamierzam zbytmocno podkreślać faktu, że to najpewniej "nieostre" ustalenia (nie są błędne,co zrozumiałe, ale siła rzeczy nieostre). cóż milion lat wobec wieczności?dalej: ssaki - powstanie: 225 milionów. dlaczego nie 224, co jest wielkościąjak najbardziej kwantową, to także do głębszego ustalenia. 224 to (224 : 8 =28), a przy ujęciu pełnych przebiegów ewolucji jest tak: 224 : 64 = 3,5. awięc dokładnie trzy pełne przebiegi w kwantowaniu i jeszcze dokładnie połowa.co prawda bardziej byłoby bliskie takiej wielkości 256 (jako 4 x 64), czylipołowa z 512 (8/8), ale wielkość trzy i pół jest do przyjęcia. - powtarzam,bardziej, moim zdaniem, dla powstania ssaków "odpowiednim" w tym wyliczeniubyły stan 256 milionów lat temu, ale i 224 jest do zaakceptowania, mieści sięw zbiorze. a ponieważ następna era w dziejach to datowanie na 270 milionówlat temu (początek permu), dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, żeby początekssaczego zaistnienia umieścić w permie. na co, odnosząc się do niedawnych ichyba jeszcze nie do końca potwierdzonych ustaleń (przynajmniej do mnie tonie dotarło), właśnie gdzieś na takim poziomie ten fakt należy ulokować, aleoczywiście nie przesądzam. choć osobiście, po doświadczeniach w operowaniuliczbami kwantowymi, przychylam się bardziej do logicznego datowania zdarzeń,jak do ustalania okresów przy pomocy rozpadających się atomów (np. węgla). poprostu jestem przekonany, że "twarda" i logicznie ustalona data jest stanempewnym, natomiast tego o "rozmytej", nieostrej wielkości fizycznej nigdy niemożna powiedzieć.a tak przy okazji, jak już o człowieku oraz liczbach kwantowych poszło, wartotu przywołać znane obliczenie, że cielesna, całość energetycznej konstrukcjioznaczającej fizyczną postać człowieka – że ta ilość energii zmieści się wsześcianie o boku 40 cm. czyli "człowiek" (co tak dumnie brzmi) w prowadzonymtak zliczaniu to tylko/aż 64 dcm3"substancji" materialnej. czy muszę jakośspecjalnie podkreślać te wartości? mam nadzieje, że jest to oczywiste. a dotego wyraźnie pokazuje miejsce człowieka "w tym wszystkim".113
  • 114. - inne cywilizacje- w świetle liczb dla wszechświata i polanie, to nie jest odstępstwo od głównego nurtu zapisu, wbrew pozorom temat jestściśle związany z wielkościami kwantowymi. o ile może coś-gdzieś-kiedyś-jakośistnieć w ten deseń, czyli obserwować otoczenie i o nim rozumować mniej lubbardziej skutecznie, jest na pewno (na pewno) w relacji do wielkości ważnychkwantowo – tu nie ma żadnych wątpliwości. ponownie zapiszę frazę o jedności,świat i jego reguła tworząca są niezłączone zawsze-i-wszędzie. i dlatego niema pytania, czy "inni" znają i wykorzystują wielkości kwantowe, muszą znać.a jeżeli istnieją, to oznacza, że wykorzystają.ale - tu odrobina realizmu w odniesieniu do liczb i poszukiwań tych innych,otóż wynika z nich, i to wprost, że stanów (miejsc po prostu), gdzie będziemogło (za)istnieć życie, nie jest tak mało - choć dużo również nie. nie każdyz wszechświatów, ale tylko te należące do środka "krzywej ewolucyjnej" będąmogły (potencjalnie) być nośnikami życia – oraz rozumu. co jest tu przecieżkluczowe. pozostałe są z samej zasady poza analizą. przedział i zbiór światówmożliwych do zaistnienia jest spory (na pewno do policzenia), ale jedynie wniewielkiej ilości takich konstrukcji życie, a tym bardziej w inteligentnejformie, może się pojawić. - a co więcej, zasada przynależenia do spokojnegookresu rozciąga się na każdy poziom analizy, posiada znaczenie zawsze. czyli,już w obrębie konkretnego (wszech)świata również. mówiąc inaczej, w innych,poza wyróżnionym jakoś "środkowym" okresem w zmianie, będzie albo za chłodno,albo za gorąco - więc niegościnnie.owszem, "wszechświat" jest wydarzeniem lokalnym i osobnym w Kosmosie, ale ztego przecież nie wynika, że nie podlega działaniu zewnętrznych sił i jest nazawsze odseparowanym (a jeżeli ktoś tak go traktuje, natyka się na zasadniczydylemat logiczny: skąd i jak się "coś takiego" wzięło). jeżeli postrzegam iopisuję świat w powiązaniu z nieskończonością zmiany i stałością reguły, tona sadzie środka mogę stwierdzić, że drastycznie zmniejsza to ilość możliwychświatów do zasiedlenia. i jest to konieczność logiczna.po drugie - we wnętrzu wszechświata ilość ograniczeń nie tylko, że nie spada,ale rośnie, i to do potęgi. to znaczy, będzie istniała warstwa, dokładnie iściśle określona warstwa w zbiorze podobnych, w której zaistnieją (wszędziepodobnie i podobne) zjawiska życia. ale nie poza tak wyróżnionym okresem, tunie ma dowolności. przecież musiały się pojawić elementy do budowania, a tychnie ma na wczesnym etapie (i nie będzie na późnym). musi wytworzyć się, jakto określiłem w innym miejscu, "zakątek życia" w układzie okresowym, żeby wjego ramach mogło coś żywego zacząć się tworzyć. rozprawianie, tym bardziejposzukiwanie śladów życia w rejonach, gdzie są inne warunki, to błąd - i tozasadniczy (świadczy o głębokim niezrozumieniu reguł). wyrażę to bezpośrednio:nie mogło być dużo wcześniejszego wydarzenia życia, ale i nie może być dużopóźniej "czegoś takiego". powstanie życia jest ściśle ograniczone do pewnejwarstwy czasoprzestrzeni. poza tym zakresem nie ma szans, żeby powstano. ijeżeli już poszukiwać życia, to tylko w tym zakresie, w tej warstwie.ale zarazem zasada środka szukanie życia (prawie) wyklucza. dlaczego? skądtaki pesymizm? prawda jest banalna: informacja o życiodajnym stanie nie ma aniczasu, ani jak się wcześniej w przestrzeni znaleźć. ponieważ nie ma komu ją wotoczenie ekspediować (świadomie czy nie). dużo wcześniej życia, rozumu tymbardziej, nie było i nie miał "kto" wiadomości w otchłań czasu wrzucić. dziśnatomiast, jeżeli teraz (równolegle do mnie w czasie) ktoś istnieje i takiewieści po wszechświecie rozsyła, bo chce podyskutować o tym świecie (czy innym)- nic mi po tym. bo nie doczekam sygnału. przecież takie informacje, które w"to" miejsce "po mnie" trafią, żadnego zysku w moje istnienie nie wniosą, takisygnał jest faktem "poza". cóż, duchy nie czytają przekazów między-rozumnych.wniosek dla poszukujących? a dajcie wy sobie wszyscy, do jasnej ciasnej, ztym spokój.114
  • 115. kosmologia 2.1.115
  • 116. - liczby kwantowe i ich obecność w świecie- słońce - cykle słoneczne- człowiek a cykle- ziemia - "planeta szczególna"?rytmy kwantowe. trudno, jak widać, raz wpadłszy na tor liczenia kwantowego, aw tym przypadku liczenia rytmów kwantowych "objawiających" się w cielesnej,więc fizycznie i w dostępnej badaniu postaci (dla wieku poszczególnych układówewolucyjnych) - raz na to się natknąwszy sprawę porzucić. temat wdzięczny, cokrok sporo przykładów się znajduje, dlatego odpuścić żal. oto kolejna "garść"takich ustaleń, już nie zastanawiających, ale podawane jako "pewniki" (bo sątak wyraźne). czyli obecność liczb i rytmów kwantowych w wyróżnionych w tlezjawiskach - w zjawiskach, które postrzegam obok siebie i w sobie.-zastrzeżenie (do ewentualnego zastrzeżenia). na takie zliczanie i odnoszeniewielkości kwantowych do obserwowanych zdarzeń może pojawić się zarzut, że wtakim działaniu idę zbyt daleko, że przyjmuję jako pewne wielkości, które winnych okolicznościach mogą być odmienne - że analizuję w ten sam sposób coś,co posiada inną podbudowę i charakter, że rytmom, głównie ziemskim, a w tymzakresie biologicznym, nadaję znaczenie uniwersalne i daleko, zbyt daleko (iw sposób nieuprawniony) rozciągam tutejsze, stąd wywiedzione reguły - że byćmoże gdzieś przebiegające procesy prezentują się innym rytmem, że opisują jeodmienne zegary (tamte, lokalne). itp.nie zamierzam negować powagi takiego zarzutu. uważam, że wart jest poważnegoi pogłębionego odniesienia. i nie tylko w tym miejscu. - więcej, do pewnegostopnia całość tu zapisanych stron, bez względu na poruszany aktualnie temat,odnosi się do zagadnienia, czy mogę, czy mam prawo przenieść i zastosować tuopracowane wielkości w innym, dowolnie innym rejonie. uważam, że tak. nawetwięcej, nie mam innej w takim działaniu (poznawania świata) metody, moje "tui teraz" to fundament wszelkiego analizowania. muszę odwoływać się do "widokuza oknem", ponieważ moja aktualność jest punktem odniesienia, i nie posiadamżadnego innego. fizycznie jestem zawsze tu-i-teraz.czy zarzut nadmiernego, zbyt dalekiego przenoszenia ustaleń tutejszych na/winne obszary jest słuszny? nie, oczywiście nie.ponownie odwołam się do wcześniej zapisanego ustalenia (dla mnie już w randzezasady), że jedność świata (i wszechświata) dopuszcza, a nawet wymusza takiepostępowanie. mogę jedną ewolucję odnosić do innej (pozornie odległej w moimodbiorze) dlatego, że jest to ten sam proces - i jedna reguła jego przebiegu.to tylko moje widzenie (chwilowe oraz nieostre w szczegółach), dzieli zmianęna kawałki. nic odrębnego lub dziejącego się inaczej nie zachodzi, i więcej:nie istnieje. wystarczy, że przywołam w tym miejscu "zadziwiającą" zgodność,dla tak wielu zadziwiającą zgodność obserwacji czynionych z "tego zakątka" iprzeniesionych na "całość postrzeganego" obszaru. gdyby to był inny proces,czy tylko lokalnie inaczej się dziejący, pojawiły by się w pomiarze małe, awraz z oddaleniem badanego obiektu wielkie odchyłki - a ich nie widać, nie maróżnic. stąd zadziwienie, "reguły antropiczne", czy podobne ujęcia. dlaczego,skąd, co/"kto" się kryje za taką zgodnością? odpowiedź jest oczywista, pewna,jednoznaczna: jedność zmiany i reguły.wniosek:mam prawo stosować i przenosić na inne procesy (i na ich całość) rytmy, któreustalam tutaj i teraz, stąd się wywodzące, ponieważ są to rytmy "wpisane" wświat - i to na każdym obserwowanym (i podprogowym) zakresie. tu wyprodukowanareguła dotyczy wszelkich zjawisk dlatego, że punkt mojej obserwacji należy dozbioru, jest elementem całości na takiej zasadzie, że nie jest wyróżniony wstosunku do innych. tak dla mnie obrazuje się jedność wszech-świata.-moja wyspa jest "stąd i teraz", a przez to reprezentatywna.116
  • 117. -słońce.słońce, dla mnie gwiazda z okolicy, od dawna fascynowała człowieka - w tymi rytmy, które w słonecznej aktywności można wyodrębnić. już omawiając zasadę"7/7" wskazywałem, że jej bardzo dobrym zobrazowaniem są pojawiające się wstałym (mniej więcej) rytmie plamy, bo jest to zmienność związana z kwantamii jest z tego powodu zjawiskiem przewidywalnym. skoro wszystko można poddaćskwantowaniu, to również pojawianie się na tarczy słonecznej ciemniejszychmiejsc musi temu podlegać.zasadniczy cykl, średni cykl tworzenia się zjawisk na słońcu, to wielkość 11lat. z oscylacją od 7 do 17 lat maksymalnego powstania. może zastanawiać się,skąd w tym szeregu wielkość 11 lat, dlaczego wprowadzam tę liczbę i odnoszędo stanów kwantowych. liczba jedenaście, fakt, nie jest "zbieżna" z rytmemkwantowym – ale tylko pozornie. dlaczego nie można mówić o rozejściu się iniezgodności liczb? oto wyliczenie:1 (dzień)864512409632 768252 1442 097 152zwracam uwagę, że wielkość środkowa w takim zbiorze (cyklu) wynosi 4096. ato, przy podzieleniu przez 365 dni, czyli przez jeden rok - daje: 11,221917.odpowiednio również pozostałe z tej skali wielkości, podzielone przez zakresroku, wnoszą w wyniku wielkości, o których można sądzić (choć dokładnie nieznam rozmiaru wielkich cykli słonecznych), że mają swoje znaczenie. - co dopozostałych wielkości, czyli zakresu 7 i 17 lat, brzegów tego zjawiska, towyliczenie dla 7 lat stanowi: 5 x 512 = 2560 : 365 = 7,0136. - dla 17 lat:12 x 512 = 6144 : 365 = 16,832. - natomiast wielkość 4096 (11,22 lat), tostan 8-krotnych wartości 512, czyli środek tego ciągu liczbowego. a 5 i 12,jak wynika z przeliczeń, to brzegi procesu - ale środek wypada dokładnie wpełnym stanie kwantowym. jestem przekonany, że górny brzeg oraz jego wartośćnie wymaga głębszego komentarza, zawiera się i wypada dokładnie w wartości,która znajduje się w kwantowaniu (to jedna pełna ewolucja i jej połowa).co innego z wartością dolną, czyli ze stanem 5. - mogę zakładać, że realniejednak występuje nieco niższa wartość tej liczby, że, najpewniej, będzie towielkość 4. dolna granica cyklu byłaby nie w 7 lat, ale w 5,6109. tak to zwyliczenia przynajmniej by wynikało, choć w praktyce może to być po prostuniewidoczne i nie do rejestracji. postulowałbym dokładniejsze wyznaczenietego dolnego zakresu, ponieważ zasadniczo odbiega od wielkości kwantowych.wyróżnione powyżej cykle są tymi, które widać najwyraźniej, które są zbieżnedo zdolności obserwacyjnych (i zmysłów człowieka), ale jest pewne, że musząistnieć jeszcze większe i znaczne większe cykle w tym procesie, chwilowo otych zakresach zjawisk tylko się "napomyka". ponieważ nie ma na tę chwilę wsposób dostateczny zweryfikowanych obserwacji o tak długim okresie, dlategosą tylko przypuszczeniem i teoretyczną możliwością. w świetle reguły, którątu prezentuję, takie cykle to nie stan potencjalny, ale konieczność. i chodzio cykle znacząco większe, sięgające rytmów, które opisują zjawiska w skaliwszechświata. - kiedy obserwacja uczestnicząca sięga "najbliższej okolicy"(w czasie i przestrzeni), trudno mówić o dużych cyklach, ich ogrom po prostuprzytłacza obserwatora. ale jak z istnienia kropli wody można wywnioskowaćoceany – tak samo można wyprowadzić (wyliczyć) z lokalnego rytmu kwantowegorytm całej struktury. - i jest to zadanie do wykonania.117
  • 118. -w odniesieniu do zaprezentowanej piramidy liczb mogę powiedzieć, że ważnymiszczególnie cyklami (w małej skali czasu), będą dla słońca następujące rytmy:89,775 (90) - 718,2 – 5745,62 lat. poszczególne wielkości takich dat dobrzebyłoby sprawdzić - i jest to możliwe do wykonania (o ile już to nie zostałoprzeprowadzone, np. poprzez zliczanie zawartości rdzeni lodowych, albo jakoanaliza przekrojów pni drzew). - mogą śmiało zakładać, że takie liczby będąwyraźnie obecne w środowisku i że będzie można z nich wyczytać istnienie tutylko logicznie ustalonych przedziałów.-cykle gwiazdowe.gwiazdy, w tym oczywiście i tutejsze słońce, prezentują się w środowisku nietylko w rytmie dobowym czy kilku lat, ale muszą zmieniać się w skali setek,tysięcy, milionów, a także miliardów lat. i zmieniać w sposób uregulowany –obliczalny. są elementem całości, tworzą się ani losowo, ani nie w dowolnejchwili, ale ścisłe przynależą do linii ewolucyjnych oraz generacji – dlategomają wpisaną w siebie rytmikę kwantową. ważnym w tym podejściu jest to, ważnedla zrozumienia świata i jego kwantowego przemieniania się, że do obliczeń,do wyznaczania tych rytmów nie muszę stosować wielkości o "rozbudowanym", aprzez to skomplikowanym w liczeniu stanie (które będą przez to bardzo odległeod mojego codziennego stosowania, po prostu obce, dalekie od intuicyjnego i"żywego" postrzegania). przecież trudno nie poddać się emocjom, kiedy poznajęliczby odnoszące się do fizycznego procesu, np. ewolucji gwiazdy, wielkościoszałamiają, przygniatają. - o ile jednak zakres, "potęga" takich wielkościwyznacza ogromne dla mnie przedziały czasu (przestrzeni, masy, prędkości), tojednak ich "podstawa" jest mi nie tylko bliska, ale tożsama. a to już zmieniaspojrzenie, umiejscawia i wpisuje mnie w ten fizyczny ogrom. ilością energiizaangażowanej w moje istnienie nie mogę konkurować z gwiazdami, jestem w tejskali pyłkiem – ale ów ogrom i pyłek są do siebie w bardzo ścisłej proporcjii relacji, kwantowej relacji. moje istnienie jest pochodną gwiazd - ale imoje, i gwiazd istnienie jest pochodną kwantów. to wszystko, "po horyzont",jest jedna rodzina (ewolucyjna).-i warto, trzeba wyciągnąć wniosek z faktu, że kwant logiczny tworzący mojeistnienie jest pochodną kwantu logicznego tworzącego wszechświat, i to przezcałe jego istnienie, tak aktualne, tak historyczne. ten sam element budujenajbliższą gwiazdę, atom, który dopiero co dotarł do moich płuc z kolejnymoddechem - czy odległy, nawet niewidoczny zakątek, albo każdy inny składnikmego otoczenia. u podstaw każdej tak wyróżnionej ewolucji mam ten sam kwant"czegoś" – oraz tę samą zasadę budowania się z kwantów procesu. między tymielementami zachodzi różnica skali, ale nie zasada tworzenia. dlatego niemuszę bać się i rezygnować z opisu czegoś, co w odniesieniu do mnie wydajesię bezkreśnie większe (lub bezkreśnie mniejsze) – to jest, prawda, większe(lub mniejsze), ale jest, po pierwsze, w kwantowej proporcji do mnie, a podrugie powstało (powstaje) analogicznie. i mogę to poznać.dlatego najlepsze w opisywaniu świata powyżej oraz poniżej mojego fizycznegozakresu istnienia (i obserwacji) są te wielkości, które mają "przełożenie"na znane mi zakresy z dnia codziennego i otoczenia. i nie muszę ciągle sięzastrzegać, że to coś innego. to są naturalnie inne zakresy, inne wielkości– ale nie są to niepoznawalnie inne zakresy i skrajnie obce stany. wszystkoto jest "tylko" przedział możliwości w organizowaniu się kwantów w rytmachkwantowych. i jeżeli mogę zdefiniować te wielkości znanymi mi liczbami i domnie sprowadzalnymi – warto to zrobić.jestem miarą wszechrzeczy. a jednostką tej skali jest kwant (logiczny).118
  • 119. - człowiek- cykle – biorytmyw kontekście rozważań o rytmach kwantowych nie sposób pominąć rytmów, któresą zawarte w życiu człowieka, przecież istnienie takich rytmów nie podlegadyskusji, a w świetle zasad kwantowania mają one swoje znaczenie i dokładniewyliczalną w procesie rytmikę. poniżej, co zrozumiałe, tylko niewielki zbiórrytmów, moim zamiarem bowiem jest wykazanie, że takie rytmy istnieją, a niepełne ich skatalogowanie.bodaj najważniejszym, który narzuca się w obserwacji reakcji ciała, to rytmmiesięczny, rytm o wartości 26 - 29 dni. dość tradycyjnie odnosi się ustalonytak przedział reakcji organizmu do cyklu księżycowego, który trwa 29,5 dnia.a jak to wygląda w liczeniu kwantowym? otóż z cyklem miesięcznym sprawa niejest prosta. powód? to nie jest cykl oparty "bezpośrednio" (przy pierwszymoglądzie) na liczbach kwantowych. poprawniej – jest, tylko że nie są one wtym rytmie aż tak prosto i "naocznie" zauważalne (są "zakryte" samym procesemi przez to w obszarze "poza"). dlaczego? przyczyna pozornego "rozjechania"się tego cyklu z wielkościami kwantowymi znajduje się w głębokim ewolucyjniezakotwiczeniu. jak to pojawiło się już przy liczenia wieku wszechświata (dosprawy wrócę), trzeba do pełnych ewolucji (pełnych odcinków ewolucji) dodaćwielkość chwilową. czyli ostatni zakres, który się wypełnia (w tym przypadkuzakres, który nie ma szansy się wypełnić). - co tu jest ważne? to, że "cyklmiesięczny" to praktycznie dwie fazy: wypełniania się kolejnych i już pełnychewolucji (w organizmie jednego osobnika) - i dodatkowo jeden niepełny cykl,który nie ma szansy tylko w tym układzie się zakończyć, bo w takim procesiebrakuje wielkości ostatniej i "dopełniającej" (konkretnie zapłodnienia), nieosiąga pełnego wymiaru, bowiem brak dwu stanów pełnego zakresu.cykl miesiączkowy jest odbiciem zasady - ale nie jest prostym wypełnieniemliczb kwantowych, te są w nim zawarte w pełnej postaci - ale z "dodatkiem",który pełną ewolucją stać się nie może w samodzielnym zdarzeniu (brak jestczynnika, który "domyka" ewolucję).mówiąc inaczej, cykl miesięczny "sam z siebie" jest pochodną kwantowania, alenie jest "skończonym" procesem, przecież pełna ewolucja to taka, która uzyska"dopełnienie". co jest "dopełnieniem" do cyklu? zapłodnienie. cykl miesięcznybez tego zakresu zdarzeń "urywa" się przedwcześnie, jest niepełny z samejzasady. kiedy nie dochodzi do takiego momentu, proces postrzegany nie możezobrazować wielkości kwantowych – bowiem one w tym procesie nie zaistniały.pełne liczby kwantowe procesu są "poza" tak wyznaczoną ewolucją, już do niejfizycznie nie należą – są potencją, która nie miała okazji się zrealizować,i to potencją "na zawsze" (to "byt pusty").jak liczyć taki cykl? 24 + 6 = 30. gdzie 24 dni to wielkość trzech pełnychcykli, a 6 znów jest stanem maksymalnym, który może posiadać taka w ramachjednego organizmu "niedokończona" ewolucja. w sumie wypada maksymalny termin30 dni. ten ostatni odcinek może być różny i występować w osobniczo swoistymrytmie. - dlaczego nie jest to jednak ani pełne 4, ani 8 stanów kwantowych?do ośmiu ewolucja dąży, ale tylko dąży. - to znaczy, że przy stanie 32 dnipowinna się zamknąć jako całe zdarzenie, uzyskać przedłużenie w już dalszymzachodzeniu, ale nie osiąga tego wymiaru – i "wypada z gry". to nie jestwielkość 8/8, jako pełne stadium - tylko jego połowa, a raczej zbliżanie siędo połowy. bowiem kiedy dojdzie do zapłodnienia, to ewolucja osiągnie stan32 i uzyska dalszy ciąg. wielkością dopełniającą jest tu przebieg następny,kolejny cykl 32 dni. już jako wydarzenie o cechach życia. ten kolejny cykl,drugie 32 dni w ewolucji, to dopełnienie do całości - i to w tym następnymodcinku zachodzi formowanie się zdarzeń.cykl miesięczny, "sam dla siebie", jest procesem "niedokończonym" z zasady.ma w sobie część pełną - i "zadatek" na ciąg dalszy, ale czy on nastąpi, tojuż warunkuje środowisko.119
  • 120. -cykl miesięczny to ewolucja "wypełniającą" się do pełnego zakresu, dążąca dowielkości kwantowo zasadniczej (32 dni), ale nigdy tego pułapu nie osiągniebez dopełnienia w postaci zapłodnienia - to proces w toku, dziejący się, alebez zakończenia. dlatego sensowniejsze wydaje się liczenie jego przebiegu wujęciu, według zasady "7/7", jako stanów wewnętrznych ewolucji (4 x 7 = 28),aniżeli ujmowania tego w rytm zasady "8/8".w przypadku ewolucji słonecznej, kiedy omawiam cykl 11 letni (i wyższe, jużjako wielokrotność), mówię tym samym o skończonych, pełnych ewolucjach (sątakimi dla mnie, zewnętrznego obserwatora). natomiast kiedy analizuję rytmwydarzeń w postaci cyklu miesięcznego człowieka, jest to proces, który siędla mnie realizuje - "widzę" go współbieżnie, równolegle, to mój poziom. oile poziom reakcji słonecznych jest do mnie odległy i zewnętrzny (to ja sięw nim zawieram), o tyle rytm miesięczny jest moim, powstałem i zmieniam sięw takim cyklu. dlatego rejestruję nie fakt zakończony, bo sam się nie kończęi brzegu nie osiągam, ale zdarzenie w trakcie docierania do brzegu - jednegoz brzegów. dlatego widzę stany cząstkowe, pośrednie, a pełne ewolucje są tuzdarzeniem "poza". dopiero dopełnienie, czyli nowa jakość fizyczna (tu nowapodwojona komórka), dopiero taki stan będę postrzegał w jego pełnym wymiarzei zewnętrznie.w cyklu miesięcznym, jak widać, obowiązuje zasada, że element ewolucji stajesię "pełnoprawnym" elementem takiej ewolucji dopiero wówczas, kiedy przejdzieśrodek ogólnego procesu i w środku (lub w przedziale środkowym) uzyska postaćdwudzielną. to znaczy, kiedy stanie się zjawiskiem składającym się z pełnegoi całościowego zdarzenia (w tym wypadku będą to 4 pełne cykle, środek całegoprzebiegu). w tym przedziale, kiedy ewolucja stanie się dwudzielna, czylinapotka w przestrzeni drugi kwant, następuje rozpoczęcie zjawiska - zaczynasię dalszy tok ewolucji.można powiedzieć, że w przypadku zapłodnienia drugi kwant, czyli plemnik,jest "dopełnieniem" do tego brakującego stanu. jest przebiegiem ewolucyjnym,którego potrzeba, żeby proces mógł "przeskoczyć", przejść przez stan środkowy- jest "zapełnieniem" (i dopełnieniem) brakującego ilościowego elementu. -plemnik, jak każda ewolucja, jest już wyjściowo stanem dwudzielnym, czyli wtym przypadku musi to wynosić 16 (2 x 8) elementów. tyle, ile brakuje w krokuostatnim ewolucji. dodanie tej wartości, dodanie drugiego ewolucyjnego (teżkwantu), to dopiero powoduje, że może proces potoczyć się dalej. bez takiegodopełnienia (a musi ono dokonać się w wąskim przedziale) - bez tego zdarzeniesię kończy w postaci niepełnej i "wypada".i nie jest to pomieszanie zakresów, operuję tu i tu takim samym odcinkiemczasu. w przypadku i jajeczka, i plemnika, rytm (kwantowy) powstawania jestten sam. kiedy mówię, że cykl miesięczny to 24 + 6, to po drugiej stronie,plemnika, występuje rytm analogiczny. taki sam rytm powstawania, w tym samymczasie. to musi być ten sam (taki sam) cykl, żeby dwie ewolucje mogły się (wnieskończoności) spotkać.również tutaj musi być "spotkanie" w celu dalszej kontynuacji, bez tego niema ciągu dalszego, łańcuch zdarzeń ulega rozerwaniu, nie przekroczy punktu32 - środka zdarzeń. dopiero spotkanie dwu kwantów, w tym przypadku komórekbiologicznych powoduje, że razem (i w bardzo wąskim przedziale), jako fakt iwydarzenie dopełniające się, mogą przekroczyć próg-granicę - stan środka, ośsymetrii ewolucji. co zrozumiałe, w tym środkowym punkcie musi znajdować sięstan w postaci jednostek, pojedynczych kwantów, bo spotkać się mogą jedyniekwanty - pełne byty. jednak ostatnim zakresem, który występuje w przedzialeindywidualnych ewolucji, jest zawsze stan "niepełnej ewolucji", które są wtrakcie "dochodzenia do granicy". brak tego ostatniego zakresu i dopełnieniado "pełni" wyklucza zdarzenia.-ale kiedy niepełne procesy się spotkają... och-ach-ech – ech ...120
  • 121. - ziemia- planeta "szczególna"?nie można, w tym miejscu rozważań nad rytmami, nie postawić pytania: a jakto się ma do ziemi? dlaczego właśnie na tej jednej, pozornie banalnej, gdzieśw mało ciekawym miejscu położonej planecie życie mogło powstać, rozwinąć sięi trwać? słowem - stawiając sprawę jasno – czy to jest planeta szczególna,czy to jest planeta wybrana, czy to jest "pępek" świata? odpowiedź: tak - toplaneta szczególna.-wyjaśniam od razu, że żaden religijny, czy zwichrowany tok rozumowania nieprowadzi do tego wniosku. proces, którego (na dziś) jestem zakończeniem, jaknajbardziej jest fizyczny, realny, logiczny – i oparty na kwantach. to, że naziemi powstało życie (i rozum w konsekwencji), to nie jest przypadek czy dotego świata zewnętrzna interwencja - choć jest to zdarzenie losowe. losowe,ale nie jako wynik "gry w kości". przecież w ramach wielkiej liczby zdarzeń,to oczywiste/naturalne/konieczne, takie miejsce dogodne do dalszej ewolucjimusiało się gdzieś we wszechświecie pojawić. a w nim, już w przedziale, tylkow zakresie środka ewolucji, musiało powstać życie i kolejne w tym procesiejego objawy. "przypadkiem" powstało na ziemi - jestem jego elementem. i mogęten fakt stwierdzić.-dlaczego powstało na ziemi?muszę w tym momencie odwołać się do "zasady środka" ewolucji. do tematu wrócędalej, tu nadmienię, że w bardzo zgrubnym ujęciu jest to powiązane z na codzień i intuicyjnie ustalaną prawdą (i przez wieki), że najlepszy moment dodziałania to środek. w przypadku powstania życia to również ma zastosowanie,i to na bardzo głębokim, maksymalnie głębokim w ewolucji poziomie. kiedy mamodpowiedzieć na pytanie, dlaczego tu, na ziemskim globie, zaistniały warunkidla życia, muszę się właśnie na tę zasadę powołać, nie ma wyjścia. życie możepowstać w zakresie środkowym ewolucji - i musi w tym zakresie powstać. życieto "zdeterminowany przypadek". ale ponieważ "środek" to pojęcie szczególne,dlatego logiczny dowód (i jego fizyczna interpretacja), co tym środkiem jest,to poziom wyższy analizy, w części wstępnej może poprawić się tylko w formiezasygnalizowania.zasada środka ewolucji (i kolejnych wyznaczanych środków w wielopoziomowymprocesie) najlepiej wyjaśnia możliwość i potrzebę zrealizowania się ilościowoniezliczonych środkowych stanów (które kończą się w moim myśleniu). w ramachnieskończoności, bo aż taki zakres zjawisk w tym wypadku trzeba rozpatrywać,jakieś miejsce w Ewolucji energetycznej te wszystkie "środki" spełni, to poprostu pewnik. że padło na "tutaj i teraz"? osobiście nic przeciwko temu niemam. ale jeżeli się choć prze moment o wspomnianej nieskończoności pomyśli,to jakoś tak (dziwnie) się robi...ziemia posiada właśnie takie środkowe położenie, gdzieś to zrealizować sięmusiało, tak po prostu.na innej planecie, przy innym zakresie rytmów, nie byłoby tak dogodnych dlaewolucji przebiegów. rytm ziemi, jako najbardziej zgodny z rytmami kwantowymi(to "przypadek" w rozkładzie wszelkich planet, że ziemia się w takim rytmieznalazła, ale jest pewne, że taka planeta w zbiorze się trafi), ten rytm jużna "wejściu" zgadzał się z liczbami kwantowymi. i zapewniał tym samym, jakootoczenie, dla wewnętrznych przebiegów rytm zgodny z generalnym przebiegiemewolucji. na tej planecie realizowały się od początku rytmy kwantowe (i towszelkie możliwe), procesy były (i są) zajściem maksymalnie środkowym orazmaksymalnie stabilnym. i to był fundament, który pozwolił na proces ewolucjichemicznej - i w konsekwencji życia opartego na tych zjawiskach (stabilnego,umiarkowanego, a przez to cieleśnie łącznego).ziemia to "przypadek" ewolucyjny – ale konieczny.121
  • 122. - planety "szczególne"skoro ziemia jest planetą szczególną w całym zbiorze planet oraz należy dozbioru - podzbioru, który jest potencjalnie obdarzony życiem, zastanowić sięmożna, jak taki podzbiór planet będzie wyglądał, jakie muszą być spełnionewarunki (w wielkościach kwantowych), żeby zaistniał?nie ma sensu zakładać (i byłoby to niemożliwe w ujęciu zasady środka) - żeziemia jest w takim zbiorze wyjątkiem absolutnym (jedynym) i krańcowo spełniakryteria takiego "wybranego" globu, aż takiej idealności trudno oczekiwać.natomiast nie ulega wątpliwości, że większość elementów, większość taki zbióropisujących zależności musi być tu spełniona. że tak ogólnie oraz logiczniedefiniowane uwarunkowania muszą być zbieżne lub podobne do ziemskich - albowręcz identyczna w innym przypadku. ziemia jest niewątpliwie planetą ciekawąi szczególną, ale raczej nie jest wyjątkiem w ramach zbioru takich planet(czyli planet w punktach węzłowych i kwantowo ważnych się znajdujących). mogęprzypuszczać, że jest to glob w okolicach środka takiego zbioru, ale jest małoprawdopodobne, że znajduje się w centrum (choć, dlaczego nie?).-jakie parametry wchodzą w grę?zasadniczo wiele z tych ograniczeń jest już znanych, ale powtórzyć je można,a przy okazji dorzucę kolejne. bardzo ważnym czynnikiem jest wielkość i stangwiazdy, w następnej kolejności rozmiar planety i odległość pomiędzy nimi, tozasadniczy parametr. im mniejsza gwiazda, tym również jej punkty węzłowe będąmniejsze (czyli punkty węzłowe promieniowania będą zlokalizowane w mniejszejodległości od gwiazdy). a to ma ważne znaczenie dla umiejscowienia planet iewentualnie żywych stworzeń, które z takiego źródła energii korzystają. możnaz tego wnosić, że wielkość planety również będzie kolejnym ograniczeniem, ito ważnym.planeta nie może być zbyt wielka (musi się zmieścić w węźle kwantowym), aodległość planety od słońca, jak w przypadku ziemi, powinna być w ewolucyjnieważnym kwantowo punkcie. dla ziemi ta wielkość jest równa "8". z tego możnawyciągnąć wniosek, że położenie takiej planety w przestrzeni musi oddawać irealizować rozkład kolejnych punktów węzłowych fali. wchodzą tu w grę takiewielkości: 8 - 16 - 24 - 32 - 40 - 48 - 56 – 64. zakres szeroki, ale zapewneprawdziwy. przy czym nie gwarantuje zaistnienia życia. musi planeta znaleźćsię w dogodnej strefie, ale jest to jeden z wielu parametrów. zbiór w takisposób opisywany będzie składał się z wielu podzbiorów o coraz węższych i"wyśrubowanych" granicach.-następny ważny parametr - czas obrotu planety wokół osi. jest oczywiste, żetaki ruch musi być zgodnym z rytmiką tworzącą węzły kwantowej fali. niewielkanawet niezgodność i rozsynchronizowanie tego parametru (więc działanie wbrewkwantom) spowoduje, że przebieg zjawisk będzie nierównomierny, procesy będąnależeć do różnych fal. skutek? łatwy do przewidzenia: brak "wyższego" rzęduewolucji. - tak jak planeta musi się znajdować w punkcie węzłowym, zapewne wpunkcie 32, tak samo jej wielkość obrotu, czas zjawisk wewnętrznych musi sięzgadzać z wielkościami kwantowymi. w przypadku ziemi jest to zakres "24" (zmałą odchyłką). teoretycznie najlepszym byłby czas 32 godzin obrotu, więc poszesnaście godzin na obie części doby, a te części znów w równowadze. cóż,może (warto to sprawdzić). w przypadku ziemi jest to cykl trzyczęściowy, poosiem godzin każdy (to także przejaw rytmu "8/8"). wielkości skrajne, czyli8 i 64, wydają się mimo wszystko dla życia zbyt małe lub zbyt wielkie. jestmi trudno sobie wyobrazić egzystencję przy wielkości czasu przemian 8 lub 64godzin. przekonany jestem, że optymalna wartość to 32, a zakresem możliwymdo przyjęcia 16 - 56 godzin obrotu. przy zasadniczym warunku, co oczywiste,że słońce ma odpowiednie parametry. to znaczy, że nie znajduje się nadmierniedaleko i może dogrzać planetę.122
  • 123. - planety układu słonecznego- wyliczenia kwantoweziemia - o ziemi można nieskończenie, również w ujęciu liczb kwantowych. i mato swój głęboki sens. wyliczenia dla tej "szczególnej" planetki, a oparte nakwantowych wielkościach, można przeprowadzić następująco:odległość od słońca, średnio 149,6 miliona kilometrów (150 milionów), możnawyrazić jako drogę do pokonania przez promień światła rozpoczynający się odgwiazdy. czyli 499 sekund (lub 500), co oznacza 8,32 minuty (8,33). - już teliczby dają interesujący wgląd w położenie ziemi względem centrum i jeszczeciekawszy w stosunku do liczb kwantowych (oraz innych planet, które nie majątakiego "kwantowego szczęścia"). wielkość "osiem" oznacza w liczeniu kwantowymkoniec pierwszego cyklu. czyli ziemski glob znajduje się nie w środku, nie winnym ważnym punkcie, ale w samym zakończeniu cyklu kwantowego. w położeniu,w którym ewolucja uzyskuje wartość końcową i "pełną", brzegową - dociera dobrzegu pierwszego cyklu (brzegu liczonego w sekundach biegu światła).-to trzeba podkreślić - punkt "8", tak zasadniczy w liczeniu kwantowym, ma wprzypadku ziemskiej ewolucji oraz jej położenia względem gwiazdy, niezwykłązgodność, położenie ziemi nieomal idealnie zbiega się z tą liczbą. przy czym,to także w tym miejscu można podkreślić, położenie idealnie w takim punkcienie byłoby wskazane. dlaczego? ponieważ żadna wielkość, żaden parametr, cechaalbo zachowanie idealne nie jest stanem doskonałym ewolucyjnie: jest końcemlub początkiem procesu, ale nie jest ewolucją. a ziemia jest zdarzeniem, i tojak najbardziej ewolucyjnym. położenie "ciut" dalej, też o wielkość kwantowoważną (0,32), to daje "oddech", pozwala na następny rzut procesu, nie zamyka,nie zatrzaskuje zjawisk. mogę więc powiedzieć, że tutejszy glob znajduje sięwe właściwym miejscu i czasie, lepszego położenia nie ma.ziemia nie jest położona w jednym punkcie, zmienia swoją orbitę w skali roku.znajduje się raz bliżej, raz dalej. wielkości te prezentują się odpowiednio:147,1 i 152,1 miliona kilometrów. jest to zakres, przedział odległości, a coza tym idzie, również przedział oddziaływania słońca na planetę. i równieżsą to wielkości kwantowe, które mają swoje znaczenie. w czym rzecz? w tym,że do wyliczenia położenia ziemi względem słońca (i względem liczb kwantowoważnych), miejsce ziemi można opisać jako wielkość brzegową, która pokrywasię praktycznie, znajduje się na samym brzegu cyklu "ósemkowego" - czyli wpunkcie dopełniania się ewolucji. jak? 500 sekund podzielone przez 8 daje62,5. wielkość jakże bliską liczbie 64. brakuje 1,5 jednostki liczenia, abyten brzeg osiągnąć. co ciekawe, to dokładnie jedna setna odległości pomiędzysłońcem a ziemią.czyli do brzegu, do pełnego zakresu wypełnienia się ewolucji, brakuje ziemizaledwie półtora miliona kilometrów. natomiast przy uwzględnieniu faktu, żeto jest położenie zmienne i w najodleglejszym punkcie od słońca (w którym napoczątku lipca planeta się znajduje) ziemia jest odległa o 507 sekund bieguświatła, to 63,375 jednostek rozliczeniowych (507 : 8 = 63,375). co już dajetylko 0,625 jednostki od brzegu, brzegu w postaci 64 jednostek. czyli jestto zaledwie 0,625 miliona kilometrów do brzegu (do końcowego punktu opisanegotak odcinka). w praktyce więc "ociera" się, dochodzi tego brzegu. a przecieżwspomniane 625 000 tysięcy kilometrów to ni mniej, ni więcej, ale dokładniedwa razy wielkość prędkości światła. czyli 2 x 300 (i mała "resztówka"). więci także ta odległość do brzegu, której ziemia nie osiąga, jest w zliczaniukwantowym ważna.z kolei najmniejsza, występująca na początku stycznia odległość od gwiazdy,to 147,1 miliona kilometrów. a wyrażając to przy pomocy prędkości światła,to pokonanie tej odległości zajmuje promieniowaniu 490,3 sekundy. - co daje61,29 wielkości rozliczeniowej (490,3 : 8 = 61,3).123
  • 124. -kolejny krok w takim liczeniu - zakres, przedział położenia ziemi w stosunkudo słońca w trakcie jej rotacji: 63,375 - 61,29 = 2,085.zapewne nie muszę podkreślać, że tak wyliczona wielkość, czyli 2,085 jednostkirozliczeniowej (co przeliczone na dystans wynosi 5 000 000 kilometrów), jestrównież liczbą ważną kwantowo. już sam stan "2" (końcówka pochodzi z innychpoziomów) jest wielkością zasadniczą (w liczeniu kwantowym zasadniczą i nawetbardzo zasadniczą). a przecież ustalony tak przedział przemieszczania się wkilometrach (i w płaszczyźnie układu słonecznego), czyli 5 milionów, równieżta liczba jest istotna. i nie ma znaczenia, że tak ustalane fakty są względemsiebie pochodne i powiązane. 5 milionów to jedna trzydziesta odległości odgwiazdy.-jeszcze wyraźniej, jeszcze bardziej dobitnie szczególny charakter położeniaziemskiej planety w relacji do słońca (czyli lokalnego źródła sygnału) widaćw innym liczeniu, oczywiście również opartym o kwantowe zasady. poprowadzę wtym przypadku działanie na kwancie światła. - kwancie w takim rozumieniu, żejednostką tego liczenia będzie będzie wielkość wyliczona z jego, tu światła,prędkości. to znaczy 300 000 : 8 = 37 500.w efekcie, dla tak ustalonego kwantu w ramach zachodzącej zmiany, odległośćziemi wynosi 150 000 000 : 37 500 = 4002,6. czyli, co łatwo zauważyć, jest topołożenie w punkcie węzłowym "4", dokładnie środek tak zdefiniowanej ewolucji– środek odcinka zmiany. i ziemia znajduje się w tym punkcie. wyznaczony wramach prostej(-ewolucji) odcinek, w tym przypadku pełna i ośmioelementowazmiana, której stan końcowy to odległość od gwiazdy 300 milionów kilometrów,środek tak wyznaczonego procesu wypada w punkcie "4" – i ziemia, planeta naktórej przyszło mi (za)istnieć, ten punkt "zajmuje". zmiana dochodzi do stanuśrodka, punktu "4", i od niego odchodzi – jednak, co wymaga specjalnego wręczpodkreślenia, tak wyznaczony punkt jest zarazem osią symetrii zmiany, to wnim zachodzi odwrócenie procesów. mówiąc inaczej, ziemia jest w kluczowym wramach liczenia kwantowego, węzłowo ważnym punkcie. skutki takiego ulokowania?rozliczne i poważne. w tym momencie jedynie sygnalizuje ten fakt, ale tematjeszcze wielokrotnie powróci. mówiąc wprost, gdyby nie takie "szczególne" i"wybrane" położenie, mnie by nie było.-można powiedzieć, że w praktyce ziemia porusza się w "kwantowym tunelu" – wtunelu, który z jednej strony wyznaczają, a z drugiej po prostu tworzą liczbykwantowe (i stojące za nimi jednostki energii). a dokładniej to wyrażając, wtunelu energetycznym, który kształtuje się według reguły – przecież to faktjednoczesny, zmiana + rytm. ziemia wpisuje się w ten rym, dlatego ustalenietego faktu jest konieczne dla zrozumienia dziejących się tu zjawisk, a takżejest warunkiem jego opisania (na przyszłość). i dlatego, bez żadnej przesadymożna powiedzieć, że "sztywne" logicznie wielkości kwantowe są namacalnym,bo cieleśnie obecnym dowodem (bardzo dobitnie widocznym), że do zaistnieniażycia i obserwatora są niezbędne. że, kiedy kształtuje się realna struktura,nie może być w niej odstępstw, że tylko pełna (maksymalnie pełna) zgodnośćz tymi wielkościami tworzy fundament do ewolucji jako takiej, a życia już nakolejnym poziomie. - i tutejszy świat spełnia ten warunek, w przypadku ziemizgodność realizuje się praktycznie w pełnym zakresie. i dlatego warto docenićten punkt w otchłani (nieskończoności i wieczności).wnioski?filozoficznie ważne - logicznie ciekawe - życiowo potrzebne. żeby siebie iotoczenie zrozumieć.124
  • 125. - inne planety- położenie- zależność od wielkości kwantowychziemia jest o tyle ciekawym przykładem, że spełnia główne warunki kwantowe,które decydują o jej szczególnym stanie w ramach zbioru podobnych układów –szczególnym, bo życiodajnym. jednak tak środkowe i sprzyjające skomplikowanymkonstrukcjom położenie w ewolucji jest wyjątkowe w układzie planetarnym – wtym, lokalnym zbiorze planet, a zapewne także w szerszym (nawet maksymalniepojętym). zgoda, jak wcześniej zaznaczyłem, na kogoś paść musiało, ogrom czasui przestrzeni budujących wszechświat, skala zjawiska to zapewnia. ilość planeti zgęszczeń energii jest tego poziomu, że jedna (kilka?) lokalizacji musi wtej puli spełniać ostro wyśrubowane warunki. i choć w takim przedziale miejscedo obsadzenia było jedno, liczy się to, że było. ale właśnie z tego powoduwarto pokazać, dlaczego, z jakich powodów jest to tak dogodne ulokowanie – idlaczego inne planety nie wylosowały w tym kwantowym totolotku "szczęśliwegonumerka".żeby być dokładnym i żeby nie wytworzyło się błędne odczytanie rozmieszczeniaziemi pośród innych planet, trzeba zaznaczyć, że pozostałe globy słonecznegoukładu również znajdują się w punktach kwantowo ważnych, ich orbity i rozmiarsą opisywalne (i inaczej być nie może) kwantowymi liczbami, kształtują się wwęzłowych stanach fali – jednak to już nie są tak dogodne, tak "wybrane" orazistotne punkty. stan "4", albo w innym odniesieniu "32" (lub "64"), to środek.a środek, co zrozumiałe, może być tylko jeden. i zajmuje go ziemia.-inne planety w takim liczeniu posiadają następujące wielkości orbit (przyjętedo obliczeń wartości są uśrednione, chodzi o pokazanie zasady, czyli o faktnastępowania w sposób "uporządkowany"):merkury12 400 (57,9 : 4687,5 = 12,352, co zaokrąglając daje 12,4 - 12 400). dlaczegowielkość 4687,5? to podwojony kwant światła, czyli 2 x 2343.ale przy merkurym pojawia się jeszcze ciekawa zależność. jego odległość odsłońca, 57,9 miliona kilometrów, podzielona przez 128, daje 452343,75. a tojest wielkość równa 1,5 prędkości światła - czyli jedna wielkość 300 tysięcyi plus połowa tej wielkości. więc jeden podwojony kwant i jeden kwant (kiedykwantem jest pełna wielkość prędkości światła). - albo inaczej: 452343,75 :4687,5 = 96,5. tutaj w kwancie prędkości światła, w jednostce kwantowej tejprędkości równej 4687,5 - tak wyrażona odległość merkurego od słońca wynosi96,5. co oczywiście jest stanem końcowym w liczeniu kwantowym, "ocierającym"się o "98", brzeg liczenia dla zakresu ewolucji (w ujęciu zasady "7/7"). ibliżej słońca nic innego z planet już znajdować się nie może, jest to punktwęzłowy w tak prezentowanym liczeniu.-pozostałe planety uzyskują podobne stany (pochodne do reguły), a wynikającez kwantowania. przeprowadzone dla nich przeliczenie pozycji tak wygląda:merkury - 12 400 - 12,5 - (16)wenus - 23 000 - 23 - (24)ziemia - 32 000 - 32 - (32)mars - 48 600 - 48,6 – (50)jowisz - 166 000 - 166 - (16)saturn - 304 400 - 304 - (32)uran - 612 300 - 612 - (64)neptun - 950 200 - 959,2 – (96)pluton - 12 686 900 - 12 687 - (16)125
  • 126. -małe wyjaśnienie.nawet w tak podzielonym zestawie, jak widać, dają się wyróżnić grupy planet,które tworzą podzbiory w ramach całości. co ciekawe i na co warto zwrócić wtym momencie uwagę, podział tego ograniczonego zbioru przebiega w odniesieniudo rozmiarów i położenia globu (wewnętrzne lub zewnętrzne ulokowanie). i jestto podział fizycznie zrozumiały i zgodny z pojmowaniem tworzenia się układuplanetarnego – ale w zaprezentowanym rozróżnieniu widać, dlaczego tak to siędzieje i to jak wiąże się z wielkościami kwantowymi – stąd znaczenie takiegopodejścia.otóż pierwsza grupa planet, typu ziemskiego, znajduje się w przedziale cyklupierwszego, a sama ziemia jest tutaj planetą szczególną i plasuje się w środku- dokładnie w samym punkcie "32". inne globy okupują również ważne kwantowomiejsca, ale nie są to lokalizacje zbyt dogodne. w przypadku wenus zachodziwręcz moment przeciwnej fazy (o czym więcej w innym zapisie).wielkości w nawiasach, zaokrąglenia i podciągnięcia pod wielkości kwantowe,można uznawać za nazbyt naciągnięte, ale przecież oddają pewne prawidłowościw układzie planetarnym, które jednocześnie pozwalają spojrzeć inaczej na jegostrukturę oraz zależności – spojrzeć w nowy, wydaje się ciekawy sposób. a napewno porządkuje to obraz.-pierwszy cykl rozłożenia planet, który kończy się na marsie, jest przedziałemwewnętrznym, wyznacza planety ziemskie. a kiedy dodać do takiego podliczeniaplanetoidy, które znajdują się w punkcie około 2,8 jednostki astronomicznej- czyli w punkcie, 89,6 (ok. 96) według tutaj prezentowanego "kolejkowania"globów (więc znajdują się w przybliżeniu na końcu pierwszego cyklu), to takzarysowany (skwantowany) układ planetarny staje się podległy zliczaniu przypomocy liczb (i wzorów) kwantowych – i prezentuje się w sposób widowiskowy.a nawet szczególny (że taki "uładzony" i przewidywalny).-dotyczy to również drugiego cyklu, planet olbrzymich, które pojawiają się jużw znacznej odległości od słońca.-trzeci cykl, który w tym zobrazowaniu posiada tylko jedną reprezentację, globo nazwaniu "pluton", to "zgęszczenie" energetyczne, które znajduje się na/wpozycji odpowiednio większej, i jest to kolejne już podwojenie w tym zbiorzewielkości kwantowych. przy założeniu oczywiście, co posiada tu znaczenie, żepluton jest planetą, a nie, jak wprost wynika z wyliczeń, tylko księżycem (awięc obiektem "podrzędnym"). ale tak czy tak, jest to planeta następnego jużcyklu zdarzeń, który zapewne uzyskuje swoje przedłużenie w dalej położonychmaterialnych "okruchach" otaczających układ, różnych kometach, czy w jeszczeinnym "pyle" dalej sięgając w rozłożenie kwantów. położenie plutona w stosunkudo słońca spełnia warunek, że otwiera następny już etap ewolucji.(tutaj musi pojawić się wyjaśnienie dotyczące zapisu o plutonie, wyjaśnieniewzględem czasu analiz i samego tekstu. - otóż te uwagi zostały zanotowane wkońcu roku 1994, i nie miałem pojęcia /jak i inni/, że za kilka lat, w efekciepostanowienia opartego na szerokim przeglądzie nieba, pluton, do tego momentuostatnia planeta układu słonecznego, zostanie zdegradowany do obiektu, tak tomożna określić, planetopodobnego - i że znajdzie się w towarzystwie licznegozbioru podobnych układów. z przedstawionych wyżej obliczeń bezpośrednio towynika, jednak wówczas była to czysta "zabawa abstrakcjami" i skutek operacjilogicznych - i przełożenia na postrzeganie otoczenia nie było. ale, jestem otym przekonany, tym dobitniej potwierdza to, że liczenie – że metoda liczeniaprzede wszystkim w taki sposób się sprawdza. a że pluton to rzeczywiście jużelement "dalszego ciągu" rozkładu energii w układzie planetarnym? - dziś tonie podlega dyskusji.)126
  • 127. - ziemia, planeta "wybrana"- "pojemność" planetyrozważając (i opisując) zalety oraz wady planet dopasowanych do kwantowychliczb, zwłaszcza zbioru planet szczególnych, które posiadają, mogą w swojejpotencjalnej ewolucji posiadać warunki sprzyjające do powstania życia (a wdalszej kolejności rozumu), trzeba zastanowić się nad jednym ważnym, wręczzasadniczym elementem – tzw. "udźwigiem planety". - czyli, ile może się natakim globie jednocześnie kotłować jednostek, ilu ludzi może żyć na ziemi?żyć, czyli istnieć i nie powodować degradacji, zapaści systemu. jak dowodząostatnie lata, dyskusja na ten temat nabiera tempa i żaru - i będzie corazbardziej konieczna.-to, że żaden układ ewolucyjny nie może rozprzestrzeniać się dowolnie i bezograniczeń, że nawet z założenia najlepsza i "cudowna" planeta nie może wnieskończoność karmić i udostępniać miejsc do zamieszkania wzrastającej wcoraz szybszym tempie liczbie jednostek, tego podkreślać nie muszę. to wkażdym przypadku jest zależne od zasobów danego układu – i od możliwości,którymi dysponuje rozum. w tym przypadku rozum pojmowany jako wspomagającyewolucję układ dostarczający, umożliwiający dostarczanie coraz to nowychenergii z otoczenia oraz dostarczania nowych przestrzeni do ewoluowania. cozrozumiałe, w takim układzie planetarnym, po pewnym okresie zmian, pojawisię bariera, którą trzeba będzie pokonać (przebić), żeby przesunąć granicęistnienia. w nadmiernie eksploatowanym układzie, który nie zostanie na czas"poszerzony" rozumnym działaniem, zasoby wyczerpią się, środowisko zostanierozregulowane, a życie ulegnie co najmniej pogorszeniu. kiedy dochodzi dotego, kiedy zostają przekroczone granice bezpieczeństwa, wówczas nie pomaganawet odkrywanie nowych źródeł energii i nowych zakresów wiedzy – zachodzibowiem brak sił (środków) na ich wdrożenie - jest za późno. taki układ jest"skazany" na zapaść, przeważa proces "wsobny". - nie ratuje "reanimacyjne"dostarczanie nowych energii, układ tej energii z pożytkiem dla siebie niejest już zdolny wykorzystać. w życiorysie osobniczym oraz grupy tworzy siębariera nie do pokonania.stąd fundamentalne znaczenie i tak duża waga (roz)poznania reguł świata – ipozyskanie nowych zasobów "na czas". na czas, czyli w przedziale istnienia,który jeszcze oznacza, że można skorzystać z tego, co się z otoczenia udapozyskać. to banał, ale trzeba po prostu wiedzieć wcześniej, żeby w chwilipotrzeby można było z tej wiedzy skorzystać. niby stwierdzenie oczywiste,ale mądrość przed szkodą to nie jest stan występujący często.-pytanie o "udźwig" ziemi, o udźwig biosfery (całej ekosfery), to pytanie ozakres, przedział, który gwarantuje i warunkuje stabilizację planety orazrozumu. w analizie takiej "strefy życia" należy uwzględnić całą otaczającąprzestrzeń, nie tylko obszar podtrzymujący formy biologiczne. zaliczyć dotego trzeba i warunki geologiczne, słońce, okoliczne planety – i zdolnoścido analizy otoczenia przez rozum i wyciągania z tego wniosków – i czas, wktórym przyszło istnieć – i zjawiska społeczne oraz lokalne – itd. czyli towszystko, co sprzyja lub zaburza stabilny przebieg ewolucji. ilość możliwycha koniecznych do uwzględnienia czynników jest duża, a komplikacje rozliczne,ale istnienie nie ma ceny.pytanie o "pojemność życiodajną", to pytanie o to, jak może oraz jak musiprzebiegać ewolucja człowieka, żeby nie nastąpiła "zapaść". to pytanie, jakdaleko do bariery wystarczalności - jak daleko do granicy bezpieczeństwaglobalnego.to pytanie o przyszłość.127
  • 128. -według wyliczeń ziemski glob może pomieścić około 16 miliardów jednostek,taka liczba ludzi może utrzymać się na znośnym poziomie (bez definiowaniatego "znośnego" poziomu). o większych liczbach, które również padają, niebędę się wypowiadał, bo są zapewne mrzonką. ta konkretna planeta większegozagęszczenia osobnikami nie udźwignie. osobnikami, trzeba dodać i podkreślić,których potrzeby rosną w tempie wybuchowym. - ilość energii w biosferze, wzasobach planety, które może przejąć dla siebie człowiek, nie ma aż takiegonagromadzenia, żeby możliwe było długie i stabilne trwanie. cóż z tego, gdybynawet teoretycznie można było zagospodarować na "człecze" istnienie całośćbiologicznego zasobu – przecież musi jeszcze pozostać na planecie miejscedla innych istot, choćby roślin, które będą dostarczały tlenu i pokarmu (ito pomimo innych możliwości, czyli technologicznego produkowania materii dozjedzenia). ewolucja, która skutecznie pochłonie w siebie całość energii -skazuje się na zagładę.owszem, jest pewne "światełko w tunelu", właśnie technologiczne. czyli możnaprzesunąć granicę działania, o ile uda się czerpać potrzebne potrzebne dożycia składniki z innych zakresów. tylko że, po pierwsze, jest to odsunięciei odroczenie kłopotów, a po drugie, czy warto się dla takiego etapu ewolucjimęczyć, czy warto dowolnie żonglować zasadami? osobiście uważam, że niewarto, i nie można – i nie będzie można. choć oczywiście wartość istnienia wstosunku do nie istnienia jest zasadnicza.-wielkość populacji - ilu może być ludzi (na ziemi)?wyliczenia sięgające ponad szesnaście miliardów istnień mają sens - tak tookreślę – potencjalny (teoretyczny). to znaczy, mogą się ziścić, kiedy będzieewolucja przebiegać stabilnie, kiedy zdobędzie zasoby wykraczając poza glob.czyli kiedy zdoła wytworzyć i następnie wykorzystać reguły definiujące światotaczający – kiedy będzie to działanie rozumne. rozum, głupcze.poziom ponad szesnaście (miliardów) to poziom, który oczywiście wynika wprostz liczb kwantowych i opisuje ewolucję – ten poziom jest możliwy, ale to etaprozwoju poza-ziemski - o czym za chwilę. poglądy i wyliczenia, że tylko samaziemia może wyżywić, zagospodarować tyle istot, jest nieporozumieniem. takiewyliczenia (nawet większe), są już zakresem dla cywilizacji, która wyszłapoza planetę - a raczej wzeszła na poziomie "zagospodarowywania" przestrzeniukładu planetarnego (poza kolebkę).-dygresja - opis cywilizacji, dowolnej cywilizacji (dowolnej ewolucji) możei powinien przebiegać w formie realizowania się (i zrealizowania) wielkościkwantowych. jeżeli ujęcie tego nie spełnia, wynik końcowy będzie błędny. wpraktycznym działaniu, dla uproszczenia analizy (ale nie spłycenia), możnaprzyjąć, jako jednostkę kwantową do liczenia, wielkość miliarda ludzi. kwantod kwantu logicznie się nie różni, natomiast wielkość fizyczna ma znaczeniedopiero w trakcie konkretnego działania. dlatego takie wyliczenia są pomocnew opisach, pozwalają zdefiniować zdarzenia przeszłe, teraźniejsze - jak iprzyszłe w ramach analizowanego układu.nawiasem - zadanie dla historyków: opracować zestawienie, w którym po jednejstronie będą osiągnięcia nauki i zajmowania środowiska przez człowieka, a podrugiej wielkość populacji. zależność, jaka z tego się wyłania, na pierwszynawet rzut oka, jest wyraźna, a korelacja pomiędzy stanem zasiedlenia globua dokonywaniem odkryć i ustalania przełomowych etapów w cywilizacji duża. tocałość, wszystkie ludy razem tworzą układ, który może wznosić się na kolejnepoziomy. w takiej perspektywie nie jest przypadkowym zbiegiem okoliczności,że etap wychodzenia poza planetę nastąpił w okresie, kiedy ilość jednostekkwantowych (w tym wypadku miliardów ludzi), znajdował się przedziale 3 a 4miliardy. nie jest także przypadkiem, że wyliczenia pojemności ziemiwskazują na 16 miliardów – jako na punkt brzegowy ewolucji.128
  • 129. -pytanie: ilu może być ludzi? nie w ogóle, ale jednocześnie na planecie. - ijedyna możliwa, w odniesieniu do wielkości kantowych odpowiedź: 16 miliardów,to brzeg-kres, jak powyżej padło. natomiast 8 jednostek to poziom zaludnienia,który oznacza najbardziej stabilny (co nie oznacza, że bez zdarzeń i nudny),zasadniczy etap w procesie (i w liczeniu kwantowym). osiem miliardów istnieńna tutejszej, w końcu średniej wielkości planecie, takie zagęszczenie układuewolucyjnego jest zapewne optymalne w stosunku do zasobów – to populacja "wstanie dopasowania". jestem przekonany, w odniesieniu do znaczenia tej liczbyw kwantach, że osiem miliardów osobników przemieszczających się po/w ziemskimglobie stanowi wielkość brzegową. to nie jest ostateczny i graniczny poziom,oczywiście może tu się "kotłować" więcej obywateli, ale każdy w tym liczeniukwant "w górę", każda jednostka więcej ponad 8 miliardów, więc przekroczenieprogu stabilizacji, to oznacza - że lokalne warunki życia ulegają zmianie. zoptymalnych na gorsze. a dalej, nie ma co kryć, na dużo gorsze - złe - bardzozłe – fatalne ...osiem miliardów to brzeg, który oznacza, że planeta jest w środkowym stadiumswoich możliwości. osiem miliardów istnień stanowi punkt szczytowy ewolucji,tak uważam w odniesieniu do wielkości kwantowych. i warto sobie z tego faktuzdawać sprawę, zwłaszcza że ten punkt jest tuż. przy takim poziomie zbioruw planeta jest zdolna wyżywić i zapewnić stabilizację, dalej jest trudniej,a zapewne i niebezpieczniej. - z ważnym i koniecznym zastrzeżeniem, że chodzio stabilizację nie samoistną, ale w połączeniu z aktywnością rozumu, nic sięsamo nie porządkuje. dlatego, żeby nie utonąć w śmieciach i wyziewach, musisię umysł przyłożyć do stabilizowania układu.osiem kwantów to kres jednego etapu zmiany, jednak, co zrozumiałe (niestety),ewolucja nie zatrzyma się w takim punkcie, i nic tu nie pomogą "zaklęcia", anawet czerpana z kwantów wiedza. po prostu, nie ma znaczenia dla zmiany, żeoptymalna wielkość układu jest obliczona na osiem miliardów i jej pokonanieoznacza narastające problemy - ewolucja raz puszczona w ruch musi zapełnićwszelkie możliwe stany (o ile dopływ energii nie ustanie, np. w wyniku zmianw środowisku lub innego dramatycznego zdarzenia). stąd oczywisty i koniecznywniosek: osiągnięcie brzegu, wielkości ośmiu miliardów niczego przełomowegonie wniesie, a populacja będzie wzrastać. fakt zostanie odnotowany, kolejneserwisy informacyjne o tym doniosą (na którejś tam pozycji), ale nic poza tosię nie wydarzy. mówiąc żartobliwie, na niebie nie pokaże się napis, że w tui teraz została osiągnięta granica, że kolejne dni to już "druga strona", żeczas najwyższy się zastanowić. logicznie będzie to wiadome (zapewne ktoś toskonstatuje), jednak fizycznie będą sprawy ważniejsze. a szkoda. ponieważ wtym momencie zmiana ustali się w punkcie, który wyznacza moment krytyczny -nie końcowy, koniec nigdy (w dużym układzie) nie następuje nagle, ale ważnydla dalszego ciągu (o ile ten ma nastąpić). dlaczego? ponieważ o ile w tymokresie nie dojdzie do pozyskania nowych energii - o ile "w okolicy" punktuośmiu miliardów istnień nie nastąpi radykalne poszerzenie bazy zaopatrzeniowejw kwanty (dowolnie pojętą energię), układ w (bardzo) szybkim tempie osiągniegraniczne i już rzeczywiście krańcowe szesnaście miliardów jednostek. a tooznacza, że zaczną się kłopoty. przekroczenie ośmiu miliardów ludzi wyznaczagranicę: "przed" jest droga na szczyt - "po" zaczyna się zjazd, przejście nastronę "ku zapaści". i to już definitywnie. - cywilizacja zbliżając się do 8jednostek, znajduje się po stronie "wznoszącej", może dużo (i więcej), jednakkiedy dociera do "szczytu", a zwłaszcza kiedy go przekracza, co dokona się "zachwilę", znajduje się po stronie opadającej. a to oznacza jedno: mało i corazmniej czasu na działanie. - i, żeby była pełna jasność, stronę wznoszącą falipokonywała cywilizacja długo (i z wieloma dramatami), natomiast druga strona,opadająca, zrealizuje się szybko (na pewno "za szybko"). to może być kilkasetlat - jak dobrze pójdzie, dlatego ilość dramatów będzie ogromna. - upadek zdużej wysokości zawsze niesie ze sobą poważne skutki.129
  • 130. -mówiąc prosto i brutalnie - jeżeli do stanu 12 miliardów istnień ludzkośćnie zdoła opracować i przede wszystkim wdrożyć mechanizmów, które skuteczniewspomogą planetarny ekosystem - czyli nie zdoła "podłączyć" się do zasobówenergetycznych natury w szerokim zakresie, przegra.to oznacza, że przyszłe dzieje - możliwość zaistnienia czasu przyszłego dlaludzkości (co by "ludzkością" w tym okresie już nie było), że warunkowane tojest osiągnięciem wielkości środkowej dla tutejszej, ziemskiej ewolucji,czyli dotarcie do punktu "8" (miliardów) – oraz przeprowadzenie w przedziale8 – 16 działań wykraczających poza lokalną planetę (działań na szeroką jużskalę). i jest to warunek, powtarzam, fundamentalnie konieczny. tu nie mapytania, czy to poprawne wyliczenie, kwanty nie kłamią, jest tylko pytanie,czy to uda się przeprowadzić. czy uda się uświadomić (sobie) ten fakt – iwnioski praktycznie zastosować.o ile cywilizacja (oraz rozum) będzie zdolna wytworzyć na czas, a następniewykorzystać zdobycze (energetyczne) – przetrwa. a nawet zapoczątkuje nowyetap ewolucji, już poza-planetaranej. czyli otworzy dla swojego istnienianowy, znacząco (kosmicznie) już większy zbiór kwantowych wielkości i szans.ale jeżeli to się nie uda...cóż, nikt nie zapłacze (bo nikogo nie będzie).-inaczej - przedział istnień pomiędzy wielkością zaludnienia 8 a 16 miliardów,to przedział, w którym musi ludzkość wyjść poza kołyskę. osiągnięcie poziomu16 miliardów bez spełnienia warunku ekspansji w środowisko, to definitywnykoniec istnienia i ewoluowania. 16 miliardów ludzi, dosłownie, tu w żadnymwypadku nie przesadzam, zje ziemskie zasoby. osiągnięcie takiej wielkościzaludnienia jest możliwe i nawet pewne, ale to znaczy, że optymalna wielkość8 miliardów zostanie podwojona – a takie podwojenie jest kresem możliwościi zarazem końcem dalszego, na etapie ziemskim, ewoluowania.można opisywać owe 16 jednostek dwoiście: z jednej strony jest to absolutnybrzeg, końcowy ewolucji ziemskiej, w zaistnieniu, w zrealizowaniu się tejwielkości nastąpi "zapełnienie zupełne" przestrzeni planety. - ale z drugiejstrony jest to wielkość, której osiągnięcie stanowi potencjalną szansę, jejwypełnienie stanowi szansę wyjścia w okoliczną przestrzeń - i dalszą. ale,żeby się tak stało, żeby ludzkość przy poziomie 16 jednostek mogła osiągnąćpoziom zagospodarowywania sąsiednich planet, to już w punkcie 12 miliardówmusi być do tego przygotowany grunt. przedział choćby tylko o jeden miliarddalszy, punkt ewolucji przesunięty dalej niby tak niewiele (cóż to "jedynka"wobec nieskończoności) - to oznacza, że ludzkość nigdy nie wyjdzie poza etapwstępny. jeżeli coś nie dokona się, nie zrealizuje w ewolucji "na czas", tonie zrealizuje się nigdy - co nie zaistnieje, jest tylko potencjalnym stanemi jednym z elementów nieprzeliczalnej możliwości.to w przedziale pomiędzy 8 a 12 następować będą zjawiska - muszą pojawić sięzjawiska (działania), w których kolebka ziemska stanie się już tylko kolebką- fundamentem, na którym opiera się dalsze ewoluowanie. ale jeżeli czas nareagowanie zostanie stracony, jeżeli zostanie przesunięty "punkt wzbijania"się na kolejne warstwy (poziomy) ewolucji - to jak rakieta, którą hamuje wpędzie "w dal" ciążenie i która nie ma dostatecznego ciągu, tak cywilizacja,obciążona własnymi problemami, nie wzbije się ku przyszłości, ku tej jedynejmożliwej drodze, która oznacza dalszy etap trwania. nie pomogą pojedynczeloty czy genialne wynalazki (albo genialne systemy filozoficzne), chodzi ogeneralny trend: ku przestrzeni. tylko wychodząc "poza", w przestrzeń, możecywilizacja dalej się rozwijać - inaczej szczeznie na ziemi (w ziemi).kolebka stanie się grobem.130
  • 131. - planety- wyliczenia kwantowe a system dziesiętnyna marginesie - ale nie od rzeczy - warto skrótowo zasygnalizować związekpomiędzy liczbami kwantowymi a systemem liczenia dziesiętnego. co by wszaknie powiedzieć o liczeniu kwantowym, nie jest to łatwy i prosty sposób doanalizowania świata (te kolejne poziomy, podwajanie itp.). - co mam na myśliwiążąc liczby opisujące położenie planet z liczeniem dziesiętnym? do pewnegostopnia wynika to z pokazanych i wymagających dalej dokładnego prześledzeniaprzemian ewolucyjnych liczb. otóż z tak zaprezentowanych wyliczeń widać, żew pewnym, trudnym do jednoznacznego wykazania punkcie (w tej chwili, jeszczedo tego wrócę), następuje przejście od wielkości kwantowych do dziesiętnych("przejście" rozumiane jako uśrednienie wydarzeń, gdzie liczby kwantowe mająswoje "ogonki"). jeżeli dokonuję zaokrąglenia liczb, a to widać wyraźnie naprzykładzie obliczeń dla planet, to dokonuję w ten sposób, że wyliczeniekwantowe "zgadza" się z liczeniem dziesiętnym. jeżeli np. dla ziemi uzyskujęwielkość 32 000 – to mogę opisać to jako "32", wielkość podstawową w ramachstanów kwantowych. to tak, jakby owe dodatkowe zera, czyli kolejne wielkościdziesiętne, dochodziły do podstawowej wielkości kwantowej, jaką jest stan"32". czyli następne rzuty wydarzeń, w liczeniu dziesiętnym, są niejakopochodną liczb kwantowych, wielokrotnością. - mam w dużym stopniu pewność,że jest to efektem nie tylko uśrednienia zjawisk wielkoskalowych i z wielomamiejscami po przecinku (czyli zaokrąglenia liczenia), ale że energetycznazmiana przechodząc z niższych poziomów na wyższe tak właśnie się fizycznieobrazuje – że wielkości kwantowe realnie uzyskują postać "dziesiętną".-inaczej - moim zdaniem nie tylko się w pewnym zakresie liczenia pojawiająstany dziesiętne, z jedynką i zerem na którymś poziomie (np. atomów, ludzi),ale że takie przejście jest "zapisane" w samym liczeniu kwantowym. jedynka,czy będzie oznaczała jeden atom, czy jednego człowieka, czy jeden logicznykwant, zawsze jest jedynką. tworzy system dziesiętny wraz z dodaniem stanuzerowego. w ten sposób tworzy się układ dwójkowy 1 i 0, zero-jedynkowy, tukwanty są wprost obecne i zliczane. - kiedy zliczam wielkości kwantowe idokonuję na nich operacji, dochodzę do jakiejś wielkości, która dla mnieoznacza jeden kwant - ale jest to kwant "dopełniony" na tym poziomie, jest,zajmuje dużą i zarazem skończoną (w ramach tego poziomu) ewolucję. on się tujuż skończył, jest "jedynką" – ale zmieniać się już nie może. i muszę gotraktować jako wartość pełną. - owszem, proces pobiegnie dalej, ale w ramachnastępnego poziomu (wyższego lub niższego, to zależy jak postrzegać wybranądo analizy ewolucję). i na tym "nowym" dla niego pułapie jest dopiero itylko jednostką - która może się w relacje z innymi podobnymi jednostkami(kwantami) wdawać. jego "przeszłość" podpoziomowa tu się nie liczy, nie maznaczenia ilość rzeczywista elementów składająca się na tę jedynką - to jużi na zawsze jest (w/na tym poziomie) "jedynka". a przez wchodzenie w relacjez innymi budują się "zera".i teraz kwant poziomu w liczeniu, obecnie już dziesiętnym, realizuje się jakooczywistość. jednak w dokładnym liczeniu kwantów takiego idealnego wynikubyć nie może. ewolucja nie ma nigdy swojej postaci "stanów idealnych", ani wkwantowym, ani tym bardziej w dziesiętnym zliczaniu (są zawsze jakieś dodatkii ogonki). zawsze jest to wielkość uśredniona. dlatego liczenie dziesiętnenależy traktować jako uśrednienie stanów na niższym poziomie – to pochodna"wyłaniania" się jednostek w ramach kolejnych zakresów. w którymś momencienastępuje w kolejnych cyklach ewolucji, w kolejnych poziomach, przejście nasystem dziesiętny – a przynajmniej takie liczenie uśrednione staje się taksamo równoprawne, jak zliczanie wydarzeń w ilości kwantów ("obiekt" jest takduży, że pojedyncze kwanty logiczne stają się wielkością "marginalną", więcuśrednienie jest wówczas takim kwantem, jedynką).131
  • 132. - układ okresowy - cd- ile pierwiastków?- stany pośrednietyle pobocznych, ale i bardzo ciekawych tematów się pojawia w trakcie analizykwantów, że ciągle odsuwa się sprawa rozłożenia pierwiastków w układzie, więcpytanie, jak to można policzyć, pozostaje w mocy. jak dojść, ile w końcu tego"świństwa" atomowego jest? które z liczb, i czy w ogóle, są poprawne? słowem,ile jest elementów w ewolucji?układów może być 8, to już padło, tyle może się pojawić maksymalnie pełnychewolucji. osiem układów i każdy z nich składający się z 64 (8/8) elementów.to łącznie stanowi wielkość 512. czym jest ta liczba i co oznacza? czy jest512 pierwiastków, czy oznacza to jedynie, że tyle jest pełnych i skończonychewolucji w ramach całego zdarzenia? czy to jest wielkość pierwiastków, i towielkość już ostateczna, czy jedynie wielkość, którą dopiero trzeba będzie ostany wewnętrzne powiększyć, czyli o zasadę "7/7"? - to w praktyce przecieżoznaczałoby, że należy przemnożyć liczbę 512 stanów postrzeganych zewnętrznieprzez 280 stanów wewnętrznych ewolucji. rezultat takiego działania to 143 360wszelkich możliwych punktów (w tym byłoby już zawarte liczenie dla poziomówkwantowych, jednak bez podpoziomów - to znów wymagałoby przemnożenia przezkolejne liczby) – trzeba przyznać, że wychodzą z tego liczby olbrzymie, co wtych okolicznościach jest niepokojące. jeżeli przyjmuję za pewnik, że liczbyi w ogóle działanie odnoszące się do kwantów jest poprawne, to teoretycznietak ustalane wielkości nie powinne budzić oparów, ale są jednak co najmniejzastanawiające. czy pierwiastków może być aż tak dużo? a jeżeli 143 360 razjeszcze przemnożyć przez podpoziomy oraz na każdy pierwiastek dodać ponownie280 elementów, to mam jakieś monstrum. czy takie zliczanie ma sens?nie neguję w tej chwili, że tak być może, sumarycznie rzeczywiście może tylebyć wszelakich stanów kwantowych, ale czy z tego wyniknie liczba elementów wukładzie pierwiastków (wszechświata)? może, może tak być. ale pod warunkiem,że to jest ujęcie maksymalne, wielkość, która losowo i lokalnie nie ma prawanigdzie się w takiej ilości zrealizować (przynajmniej łącznie). jednak, mimowszystko, wielkość jest tego rzędu, że powoduje zdumienie i wahanie, czy liczęlogicznie? można powiedzieć, że w ten sposób liczę nie pierwiastki, czy teżkomórki, ale jedynie stany kwantowe, zliczam wewnętrzne stany kwantowe, któretworzą ewolucję, a "tego" rzeczywiście może i powinno być dużo. - że, mówiącinaczej, liczby te oddają nie to, co zaistnieje w formie ewolucji i objawi sięw rzeczywistości (nadprogowo i namacalnie), tylko całość procesów, wszelkiepunkty węzłowe na drodze do zrealizowania się fizycznego stanu ewolucji (więc"detale" zmiany, a tych rzeczywiście musi być "sporo"). w takim przypadku, wliczeniu pierwiastków czy komórek, należałoby oprzeć się jedynie na zasadzie"8/8". czyli uznać, że w praktyce w układzie mam do czynienia tylko z pełnymiewolucjami, z ich konkretnym zrealizowaniem. trzeba by więc uznać, że liczba512, czyli ilość maksymalna pełnych ewolucji, oznacza zarazem ilość maksymalnąpierwiastków. mówiąc inaczej, że będzie osiem układów i każdy z nich będziesię składał z 64 elementów. a taka wielkość już nie straszy.dobrze, ale co dalej? co zrobić z liczbą 280, która liczba poprawnie oddajesumę stanów na poszczególnych liniach wewnętrznych? czy to są izotopy, stanypośrednie, które prowadzą do powstania pierwiastka, tyle się ich znajduje naorbitach i istnieją w postaci stanów kwantowych, czy jednak są to kolejne jużpierwiastki, a raczej zbiór pierwiastków? w drugim przypadku liczenie byłobyjak wyżej, czyli pojawią się wielkości astronomiczne. a może to będą izotopy,wielkości pośrednie między kolejnymi pierwiastkami? - samo porównanie liczbwskazywałoby na drugi sposób widzenia zjawisk, to znaczy 512 byłoby ujęciemmaksymalnym dla ilości pierwiastków. ale to należałoby przemnożyć przez 280stanów - i to by był już koniec, to już będzie zawierało w sobie wszystko,czy tak? a podpoziomy? - ech, znów w punkcie wyjścia.132
  • 133. -po drugie, pominięcie izotopów nie wchodzi w grę, przecież one po prostu są– istnieją i mają się dobrze. a może mój błąd w liczeniu bierze się z tego,że niepotrzebnie mnożę 512 przez 280? - niepotrzebnie, to znaczy, że należy280 przemnożyć tylko przez liczbę 8. tyle, ile jest układów, co dawałobywynik 2240.dlaczego tak? można by uznać, że właśnie w ramach tych ośmiu "podstawowych"układów zachodzą stany wewnętrzne, że każda taka "komórka" ma w sobie tylestanów wewnętrznych - a uzyskany wynik jest w granicach "przyzwoitości". lubteż należałoby przemnożyć 64 x 280 = 17 920, wynik również "strawny", jakośmieszczący się w dopuszczalnych granicach.-jak widać, sprawa zliczania możliwych pierwiastków jest kłopotliwa - i niemożna jej "zbyć". nie można, bowiem nie mogę powiedzieć, że już policzyłemelementy zbiorów przy podwajaniu (pomijając, czy poprawnie). w tym wypadkumam do czynienia z innym zagadnieniem. o ile tam liczyłem pełne ewolucje,tutaj liczę nie tylko pełne ewolucje, ale równocześnie i stany wewnętrznetych ewolucji. układ okresowy ma to do siebie, że występują w nim nie tylkostany "pełne", ale mają również swoją reprezentację zjawiska, które nazwałemi określiłem jako stany pośrednie (na skutek rozciągnięcia procesu w czasiei przestrzeni w stosunku do obserwatora). i choć będą w izotopach (w tym, cosię izotopami nazywa) przeważać formy pierwiastka z różnych okresów czasu iprzestrzeni, to przecież pośrednie stany również w takim liczeniu i obrazieprocesu będą prezentowane. co będzie jednak należało do pośrednich, a co dopełnych ewolucji, to zależy od sposobu opisania i punktu odniesienia. to wkońcu obserwator (badacz) oraz jego możliwości techniczne (i stan zmysłów)wyznacza i zalicza do ewolucji elementy - to obserwator decyduje, co jest wzakres wyróżniony (i nazwany) włączone, a co znajduje się poza procesem.mogę coś określić logicznie jako "izotop", ale może to być dla mnie realniestan pełny pierwiastka – o ile nie posiadam innych danych (i nie widzę nicinnego w otoczeniu). przy poszerzeniu zakresu obserwacji i badania, coś zastan skończony wcześniej uznawanego, może okazać się tylko "chwilą" procesu,stanem cząstkowym, bytem chwilowym w trakcie dążenia do formy pełnej. itd.moje spojrzenie na rzeczywistość zawsze jest cząstkowe i chwilowe – i muszęmieć tego świadomość.-więcej - żeby dokonać takiego rozdziału elementów, muszę posiadać nie tylkoujęcie dla pełnej ewolucji (lub tylko dla "pośredniej"), ale muszę operowaćobydwoma podejściami łącznie: opisywać ewolucję jako zjawisko pełne, aletakże uwzględnić jej stany wewnętrzne, które składają się na proces i tworzą- prowadzą do stanu pełnego. właśnie z uwagi na tę moją chwilową obecność.to, co widzę, jest zawsze "kadrem" z filmu dużej skali, to nie jest i nigdyfizycznie dla mnie nie będzie cały "film". - ale taki "zbiór zdjęć", zbiórwszelkich możliwych stanów ewolucji niewątpliwie istnieje, a moim zadaniemjest go zbudować.dokładnie tak: zbudować. w sobie go zbudować. bo w ramach rzeczywistości,tego, co uznaję za rzeczywistość, ten całościowy "film", zbiór wszelkich imożliwych stanów nigdy łącznie nie zaistnieje, to zawsze jest chwila z tegoprocesu. ale można "dobudować" do stanu "teraz" stan "zawsze i wszędzie", ito jest konieczność. i o ten poziom analizy i zrozumienia idzie tu gra.dlatego też przeniesienie tego sposobu liczenia (a zwłaszcza myślenia) nainne ewolucje również ma sens. o ile przy zliczaniu komórek (w trakcie ichpodziałów) nie jest to tak istotne, to w szerszym ujęciu na pewno tak. - wkońcu warto wiedzieć.wiedza lub niewiedza, wybór należny do mnie.133
  • 134. -w praktyce można wybierać sposób liczenia zależnie od potrzeb. czyli kiedyrozchodzi się o opisanie całego ciała i jego przemian, potrzebne jest ujęciewedług zasady "7/7" (ciała czy dowolnie innej ewolucji wyróżnionej w tle).w tym ujęciu zliczam wszystkie wewnętrzne stany pośrednie, które tworzyły wprzeszłości oraz tworzą aktualnie strukturę wyróżnioną w toku przemian. alekiedy zamierzam zdefiniować proces wobec innych, kiedy omawiam istnienie wśrodowisku, w którym operuję już stanami pełnych ewolucji – to muszę tutajzastosować zasadę "8/8", czyli opis "z zewnątrz".pojawia się jednak pytanie, czy nie popełniam błędu, kiedy staram się takieujęcia, te dwie zasady połączyć w liczeniu w jedność oraz zastosować łącznie(a nie tylko w obrazie logicznym, do czego się mogą ograniczać)? czy nie jesttak, że w podliczaniu stanów i pierwiastków (elementów ewolucji) nie możnałączyć tych dwu różnych zasad? może jest tak, że choć są one dopełnieniem iwynikają jedna z drugiej, to sumować ich nie należy? że ujęcie ewolucji musiten proces ujmować jako stany wewnętrzne ewolucji, jako zachowanie ewolucjiw środowisku, to fakt, ale podliczanie tych obu stanów razem jest pomyłką?może być przecież tak (i najpewniej będzie), że w trakcie ewolucji jest tylea tyle stanów wewnętrznych, tyle istnieje różnych poziomów kwantowych, tylebędzie elementów – i one łącznie, sumarycznie, całościowo tworzą to, co dlamnie jest stanem maksymalnym (co za taki uznaję). - tylko że to dopiero nakońcu zjawiska (przy końcu ewolucji), to wówczas (i tylko w tym momencie wprocesie) ilość elementów będzie zgodna z liczeniem "8/8". natomiast tychstanów łącznie nigdy nie ma "w tym samym czasie", to są etapy, "kadry", jakto określiłem. - dla zrozumienia tworzenia się i przemian wiedza o stanachcząstkowych jest konieczna, warunkuje poznanie. ale fizycznie konkretna jużewolucja owe stany pośrednie "ma za sobą" lub "przed sobą", czyli w chwiliaktualnej jest to wycinek z całości. i zawsze wycinek. stany pośrednie są tuelementami koniecznymi, budują całość, ale są niczym "cegły" w odniesieniudo "budynku" - są faktami podprogowymi.-mówiąc inaczej, w trakcie ewolucji są, istnieją, pojawiają się na poziomachkwantowe stany - czyli opis wewnętrzny ewolucji oddają liczby oraz sumowanietych kwantowych liczb. ale na końcu, już po przejściu wszelkich możliwychetapów, ewolucja (jako całe zjawisko) uzyskuje tylko te stany, które dająsię opisać jako pełne - które zrealizowały się do końca. historia procesuzostaje "wymazana", znikają wszelkie stany pośrednie, ponieważ nie mają jużznaczenia w ostatecznym rezultacie. w takim brzegowym ujęciu ewolucji nie masensu mówić o jej stanach pośrednich, bo ich już nie ma. - to tak, jakby wujęciu całościowym ewolucji, na przykład w historii mojego życia, obecnebyły jednocześnie wszelkie moje lokalne czaso-przestrzenne przypadłości. onemają wpływ na stan mojego istnienia przy końcu (przybliżają lub oddalająostateczne "dopełnienie" się mojego istnienia), ale ich nie ma w tym ciele,które kończy żywot. zgoda, kształtowało się ono tak, miało takie kwantowestany w historii, ale nie jest tym, co się zrealizowało w ostatecznej formiei co aktualnie widzę. wynik końcowy jest efektem i pochodną wcześniejszychstanów, ale te stany są "przeszłością", konieczną przeszłością. i jako takiesą "poza" ewolucją (fizycznym "ciałem"). na końcu zaistnieją nie kwantowe ipośrednie stany, tylko wydarzenia pełne. ujęcie, rozpisanie ewolucji przezstany pośrednie ma sens, bo to obraz jej przemian w całym żywocie - alekiedy uzyskuję końcowy i pełny "fakt", kiedy docieram do pełnej "jedynki",to otrzymuję obraz jej stanu po wszelkich przemianach, widzę "brzeg" oraz"spełnienie".-można "mieszać", łączyć oba sposoby opisu ewolucji - i inaczej się nie dajej ująć - ale sumowanie musi być świadome. inaczej uzyskuję zamieszanie iliczby astronomiczne.134
  • 135. -czy, powtarzam pytania, nie jest tak, że sumować nie bardzo wypada, że nie mato większego sensu? raczej ma. wydaje się, że jest to podejście treściwe. niemożna mieszać obrazów, jak zaznaczałem wcześniej, jednak dobrze wiedzieć, iletakich wszelkich stanów może istnieć, ile może wystąpić, choćby jako formypotencjalne, we wszechświecie (tym lub dowolnie innym) pierwiastków – i ilebędzie pomiędzy nimi stanów pośrednich (czyli ile może być "izotopów"). wartopoznać, co, gdzie i kiedy. a tego bez podwojonego, wewnątrzno-zewnętrznegoujęcia nie wypracuję, jedno spojrzenie to za mało.obecny układ pierwiastków to łączny, zsumowany opis przemian materii, którąpostrzega (w dowolny sposób) tutejszy i aktualny obserwator. to jednocześnieenergetyczna historia, teraźniejszość oraz przyszłość ujęta w jedność. ale totylko i zawsze "chwila obecna" tego "wszechświata". do potencjalnej całościjeszcze daleko. - mówiąc inaczej, obecny "układ pierwiastków" to logiczna ipełna konstrukcja, oddająca skwantowany i głęboko-daleko zachodzący proces (iczasoprzestrzenny), ale ograniczona do "wycinka", budowana przez obserwatorapostrzegającego rzeczywistość zawsze "po kawałku", "z wysoka" – oraz, przedewszystkim, powierzchniowo.-w praktyce zapewne będzie to wyglądało tak: połączyć wypadnie ujęcie pełnejewolucji z zasadą "7/7". uznać, że jest w sumie 8 układów, że tyle ich możebyć w całej historii wszechświata - i do każdego z tych układów zastosowaćliczenie jak dla jednego. to oznacza, że nie mnożę przez stan 512, taka liczbaoddaje tylko to, ile maksymalnie może powstać pierwiastków (8 układów po 8/8elementów, czyli 64). natomiast mnożeniu podlegałoby tylko 8 x 280 – i to jużbyłoby liczba, która oddaje ile będzie pierwiastków w trakcie historii tychukładów. 512 to liczba, która będzie na końcu, po przemianach, a 2240 to stan,który opisuje wielkość pośrednich wypiętrzeń w procesie (czyli pierwiastków),które objawią się w historii ewolucji materii. i wydaje się, że tak może być,że jest to podejście sensowne.pozostaje jednak pytanie, czy w wielkości 2240 elementów jest zawarta liczbaizotopów, czy też dopiero do izotopów trzeba się kolejnym mnożeniem dobrać?czy to są wszelkie stany, które się fizycznie objawią, czy tylko "środkowe",generalne w fali? 280 to suma stanów kwantowych dla poziomu, a przecież jestjeszcze podpoziom. czyli na każdy jeden stan przypada następny odcinek falio takiej samej, czyli pełnej liczbie zdarzeń. dlatego wygląda na to, ech, żejednak trzeba mnożyć... co znów prowadzi do ogromnej liczby, które zdumiewa.tylko że nie chce być inaczej.to znaczy, ograniczenie się do ośmiu układów (i tylko do liczby 280), nie jestmożliwe, to przecież nie wszystko, musi być jeszcze uwzględniony w liczeniupodpoziom. czyli to, co rozciąga się na fali pomiędzy jej szczytami. przecieżnie wszystko, co znajduje się na "zboczach" fali (czyli nie jest dokładnie wśrodku), musi zaistnieć, to może być stan nie mieszczący się w aktualnych idominujących uwarunkowaniach otoczenia - ale jest pewnym, że wiele z takichteoretycznie możliwych stanów się objawi (wszak w miarę ewolucji proces sięrozciąga w czasie i przestrzeni). zgoda, prawdopodobieństwo ich zaistnieniajest zdecydowanie mniejsze, jak części środkowej, ale przecież i tak duże, tonie zero, nawet jeszcze na skraju fali prawdopodobieństwo nie spada do zerowejwartości. a to oznacza, że takie stany mogą zaistnieć, i na pewno istnieją wtrakcie przemian. na krócej lub dłużej (zależnie od miejsca na zboczu fali,jako "wirtualne" dla obserwatora "z nadpoziomu), ale przecież istnieją. a tooczywiście oznacza, to bezpośrednia konsekwencja tego ciągu rozumowania, żenie tylko muszę uwzględniać stany środkowe (i że pierwiastków będzie poprzezhistorię tutejszego, i każdego, wszechświata nie tylko 2240) - ale że równieżliczyć trzeba to, co może się zrealizować, co jest stanem pośrednim. że w tensposób ponownie w analizie uzyskuję ogromną liczbę? cóż, w końcu wszechświatto nie jest małe zjawisko, wielkie liczby w jego opisie to norma.135
  • 136. - ile pierwiastków?- ciąg dalszypowracam do pytania, ile będzie pierwiastków, czyli odrębnych i pełnych stanóww układzie (w układach)? z przeprowadzonych do tej pory wyliczeń wyłaniająsię olbrzymie liczby, które przez sam fakt swojej wielkości wydają się być conajmniej zastanawiające, a zapewne są nieprawdziwe. wychodząc od aktualnie wświecie obserwowanych faktów pierwiastkowych, jest to tak dramatycznie innai większa pula elementów, że wzbudza moje poważne zastrzeżenia, stąd ambaras.a tu wypada, więcej: należałoby się zdecydować i powiedzieć, ile tego jest.i mam problem.z wyliczeń wynika, że najpewniej będzie tego 2240. i to już byłoby wszystko.dlaczego tyle, na jakiej podstawie ograniczam się do takiej wielkości? mampowody żeby uznać, że obecna ilość pierwiastków (tych opisywanych jako stanyatomowe występujące "w naturalnych" warunkach - czyli 89), że jest to poziom,który jest w proporcji do ogólnej ilości (do całości, która może zaistnieć wramach "jednej komórki", jednego układu) - to około 18 % takiej potencjalnejcałości. natomiast procent adekwatny, taki sam w stosunku do całej wielkości(2240 jednostek) wynosi około 400 elementów. - wyrażając to inaczej, ilośćpierwiastków uznanych za główne to około 18 procent z ogólnej liczby 512 (przywielkości 560, jako podwojenie 280). teraz ten sam procent z całości, czyliz 2240, to daje w wyniku wartość około 400 elementów. i to stanowi już punktzaczepienia do dalszej analizy. owszem, w dalszym ciągu jest to spora liczba,jednak przecież jest to wielkość do przyjęcia. izotopów, które naliczyłem wukładzie, jest około 340 wyszczególnionych, ale mogę śmiało założyć, że niewszystkie zostały w tym zestawieniu wyróżnione, z rożnych zresztą powodów. idlatego najpewniej liczba znanych izotopów może być bliska 400 elementów, wkońcu o kilka drobnych faktów nie ma co się kłócić.czy zaprezentowane, trzeba przyznać dość zawiłe tłumaczenie, to hokus-pokusliczbowy? mówiąc wprost, czy przedstawione podejście to nadużycie? czy takmożna? uważam, że takie analizowanie jest sensowne. dlaczego? ponieważ świat,szeroko pojęta rzeczywistość (bez definiowania w tej chwili, czym jest), tona pewno wycinek z całości, przecież zawsze postrzegam i mierzę niewielki zcałości fragment. a jeżeli to wycinek, to musi być w proporcji do tego, co tuokreślam "całością" (znów z zastrzeżeniem, że zdefiniowanie "wszystkiego" toproces rozłożony i rozciągnięty na wiele obrazów, stron notatek – oraz morzesłów). a skoro w proporcji, to nie może być stan ani dowolny, ani tym bardziejchaotyczny (więc przypadkowo dobrany). dlatego, tak uważam, zaprezentowanepodejście do tematu posiada sens – przynajmniej, co z samo z siebie nie jestsprawą marginalną, na poziomie logicznym, jako reguła działania.ważne w tym postępowaniu jest to, że przez takie odniesienie (można określićje jako "procentowe") pojawia się szansa na ustalenie ilości pierwiastków -że biorąc za punkt wstępny do analizy to, "co widać" (jakoś), można ustalićzakres znajdujący się "poza". a w konsekwencji również i całościowy. czyli natej podstawie można dojść do rezultatu, który oznacza stan maksymalny – tuw wielkości 2240 elementów (już bez podziału w liczeniu na pierwiastki głównei "poboczne", izotopy).oczywiście w tym momencie, na tym etapie analizy układu nie przesądzam sprawy,ale podaję, że taki zbiór, o takiej liczebności jest prawdopodobnym. mówiącinaczej, to oznacza, że taka ilość - 2240 - jest do przyjęcia, że może realnietyle pierwiastków (w trakcie ewolucji wszechświata) pojawić się w kolejnych"komórkach" czasoprzestrzennych. to niezła i spora liczba, a zarazem na swójsposób mała, nie wywołuje w umyśle obserwatora przygnębienia swoim ogromem.w każdym stabilnym wszechświecie taki zbiór pierwiastków (teoretycznie) możesię objawić. - ponieważ zagadnienie należy do podstawowych, przecież od tegozależny, co i jak (i w którym momencie) może się złożyć w jednostkę (cielesnąstrukturę), do tematu wrócę.136
  • 137. - ilu potrzeba pierwiastków, żeby można było mówić o istnieniu materii?- od jakiej wielkości (liczby) składników zaczyna się materia?ile musi być pierwiastków, żeby powstała materia? pytania "przedziałowe", niema mowy, żeby można było odpowiedzieć inaczej, jak przez ustalenie przedziału- w tym przypadku materii "twardej". jednak, co oczywiste, w pierwszym krokutrzeba zdefiniować samo pojęcie "materii" ("materii namacalnej" i "twardej").terminologia, która pojawia się na tych stronach, którą tu proponuję i używam(w miarę konsekwentnie), to forma opisowa, automatycznie wywołuje skojarzeniai od razu prowadzi w zakres ewolucji, o który chodzi. przy czym wprowadzonesłowo "namacalność" to dla mnie fakt tyczący wszelkiej energii – odnoszę todo "coś". coś "jest" – i jest przez to jakoś "namacalne". ja jestem zbudowanyz "czegoś", a przez to sam działam na inne podobne fakty, ale jednocześniepodlegam wpływom idącym z otoczenia (co by tym otoczeniem nie było, przecieżto może być również wnętrze mojego ciała, tu również mam coś "poza" komórkąorganizmu, ale w fizycznym zakresie całości wyróżnionej w środowisku). "coś"jest właśnie fizyczne i namacalne – tak po prostu.można to "coś" opisać i pomierzyć, lub potencjalnie pomierzyć (uznając np. żejest Fizycznie logicznie niezbędnym dopełnieniem do fizyki) – ale, co ważne,nie można jego realności zanegować (jest faktem – ja jestem). to "coś" innegood "nic". diametralnie innego od "nic", a przez to dopełnia logicznie pustkęswoim istnieniem (a próżnia dopełnia "coś"). podkreślenia jednak wymaga, i tokolejny już raz, że wszelki podział ewolucji na zakresy i części jest zawszezabiegiem umownym, który przeprowadza konkretny obserwator (według posiadanychmożliwości). w rzeczywistości nie ma "sztywnych" przyszeregowań, są tylko iwyłącznie przedziały istnienia kwantowego, pewne wielkości, które dają się wprocesie wyodrębnić (chwilowo). można mówić o zaistnieniu zakresu zjawisk wpostaci dwu kwantów, ośmiu czy więcej - ale to nie oznacza, że jest to jakaś"otoczona kreską" liczba i nic poza to zliczenie nie występuje. można światotaczający tak definiować i jest to nawet pomocne (a czasem konieczne), aleto tylko próg w zachodzeniu zjawisk, pewna wielkość stanów kwantowych, któredają się wyodrębnić z tła (przez łączne zaistnienie). nic innego, żadna tamwielkość "na zawsze" (czy też elementarna). materia to stan chwilowy energii,stan "zgęstniałych" na moment kwantów - zgęstek "czegoś". a ja z tego widzętylko małą, bardzo małą część (podkreślam to ustalenie). "materia namacalna"to pojęcie opisowe, ale zostało wprowadzone dlatego, że tradycyjne traci sens.mógłbym stosować określenie "energia", i często się do niego odwołuję, mógłbymrównież korzystać z idącego przez wieki terminu "materia" (w najogólniejszymodniesieniu, jako "coś"), jednak pojęcie "materia namacalna" posiada zalety –przez bezpośrednie odwołanie się do dostępnego dla mnie zmysłami doznawaniaotoczenia, a to niewątpliwie jest wartością (łączy moje ustalenia i odczuciaz całością). - w najszerszym jednak ujęciu (i rozumieniu) jest zawsze, tylko,wyłącznie stan materia-energia w trakcie przemian, która uzyskuje w konkretnejchwili taką i nie inną postać. od najbardziej energetycznego promieniowaniawychodząc w analizie, aż po ostatni ze stanów materii w postaci atomowej, naktóry zezwala jeszcze ewolucja danego układu (wszechświata). materia "twarda"czy "namacalna" – to ujęcia z punktu widzenia obserwatora, to moje odbieranieświata i jego "smakowanie" przez wszystkie zmysły narzuca taki podział. to, żedoświadczam (często boleśnie) istnienia materii, i to jako stawiającej opórmojemu istnieniu, to powoduje, że taką ją nazywam – jako "twardą" (równieżpromieniowanie zderza się z moim ciałem, też jest twarde). i taki opis jestkoniecznością. tylko ze względu na swoje istnienie mogę zdefiniować zjawiska,to mój punkt obserwacji (tak zbudowany i znajdujący się w tym miejscu) takieokreślenia wymusza – niczym innym nie dysponuję. jeżeli doświadczam w każdymdziałaniu materię jako "oporną", często powolną, a niekiedy przykrą dla ciała- ona taka jest, to mój świat. nie ma znaczenia fizyczna (naukowa) definicja.moja prawda - to jedyna prawda. jestem - odczuwam – nazywam.137
  • 138. - ilu potrzeba pierwiastków, żeby można było mówić o materii "namacalnej"?odpowiedź, wbrew pozorom, nie jest prosta. dlaczego? ponieważ trzeba przyjąć,uwzględnić istnienie obserwatora. bez bytu, który "obmaca" i podzieli całośćmaterii (choćby tylko umownie i dla siebie), nie można odpowiedzieć na wyżejpostawione pytanie. przecież, to oczywiste, nie ma czegoś takiego, jak materianamacalna obiektywnie. co innego jest namacalne dla mnie, co innego dla ryby,co innego dla, dajmy na to, "ducha". nie żartuję, chcę pokazać, że wyłączniekonkretny obserwator i jego odczuwanie podzieli materię na zakresy i wyodrębniw niej lokalne wielkości. konkretny obserwator, ponieważ także w ramach tegosamego zbioru elementów, czyli obserwatorów (np. ludzi), występują różne, aczasami nawet odległe od siebie odczuwania materii i jej nacisku.oczywiście można powiedzieć, że wzmiankowane zastrzeżenia są zbędne, przecieżrozważam ten świat nie z punktu widzenia ducha, lecz własnego, i to w terazsię dziejącym jego stanie (inaczej odczuwa dziecko, inaczej starzec). ale tonie taka prosta sprawa, problem obserwatora nie znika całkowicie - on musi wrzeczywistości zaistnieć, żeby można mówić, że obserwacja zachodzi oraz że ta"rzeczywistość" istnieje. - tylko że w tym rozumowaniu jest "haczyk", ponieważkiedy obserwator zaistnieje, układ pierwiastków już w swojej ewolucyjnej, więcmocno rozbudowanej postaci jest ("materia" składa się z atomów i są zbiorytakich jednostek). obserwator (w znaczeniu obserwator świadomy, rozumny) niepojawi się jako uczestnik świata w chwili początkowej, nie byłoby mu w takimokresie dobrze (mówiąc delikatnie). pominę fakt, że nie mógłby się i nie miałz czego zbudować (swojego ciała i zakresów obserwacji). a właśnie obecnie, wtym momencie analizuję fakt wstępny, pierwszy poziom ewolucji materialnej. ibrak obserwatora jest tu przeszkodą, bo co i do kogo mam równać? zgoda, mogęproblem potraktować logicznie, "wstecznie" ustalić stan wyjściowy, i jest tojedynie dostępny dla mnie kierunek działania, ale nigdy to nie jest ustaleniepewne i stwierdzenie faktu (fizycznie tego nie uchwycę w żaden sposób). jakoobserwator późny w ewolucji opisuję wydarzenia daleko przed moim prywatnymzaistnieniem - i to jest kłopot.czy mogę to zrobić? na pewno chcę. to zasadniczo już sprawę przesądza, jednakwspomniane wyżej zastrzeżenia muszą być w tej analizie uwzględnione, są jejintegralną częścią. przecież dobudowuję do stanu "teraz" fakty z przeszłości,interpretuję je wstecznie i przyjmuję, że zaistniały (jako stan konieczny) –ale fizycznym badaniem ich nie zweryfikuję. dlaczego? ponieważ ich już nie ma.logicznie są pewnikiem, fizycznie stanem nie-istniejącym. drogę w działaniuwyznacza zasada analogii, i jest to jedyna droga. - jeżeli mam dziś pewien iściśle określony (i pomierzony) stan świata (i mojego istnienia), to mam tymsamym także zbiór faktów, które są pochodne wobec zasady i wobec tego, co tazasada kiedyś-gdzieś już wytworzyła. ja dzisiejszy jestem "potomkiem" mniewczorajszego - i tego sprzed wielu lat. moje teraźniejsze ciało, jak i mojeczyny, jest efektem reguł (reguły!) zmiany, która była i jest (i będzie). tasama w każdym czasie oraz miejscu. jeżeli mam stan "dziś" - jeżeli mam zasadę"przejścia", która wyznacza (wymusza) stan "jutro" - jeżeli to przejście sięrzeczywiście potwierdzi (i zasada zweryfikuje) - to mogę jednocześnie dokonaćopisu "wczoraj". - zasada jest jedna, nie ma znaczenia, czy opisuję krok "doprzodu", czy "do tyłu". jeżeli moje dzisiejsze kompleksy odbijają się w moichzachowaniach, mam możliwość, znając zasadę tworzenia się podobnych reakcji(fizycznych), zbudować (dobudować) do "dziś" stany, które kiedyś "wdrukowały"się w moje (i świata) istnienie. wychodząc z "stąd-teraz" - dojdę (na pewno)do "zawsze-kiedyś". o ile poznam reguły procesu ("kodeks drogowy" ewolucji).więc ile tych pierwiastków będzie na początku? jeżeli pominąć zastrzeżenie,sprawa jest oczywista: od dwu pierwszych pierwiastków, pierwszego poziomu.jeżeli będą dwa stany, które zbudują ten poziom oraz kolejne strefy w jegozakresie - pojawi się układ i zacznie jego ewolucja. pojawi się wodór i jegoprzemiany, a następnie hel - i to rozpoczyna ewolucję materii atomowej.138
  • 139. - od jakiej wielkości zaczyna się materia- ile musi być pierwiastków żeby powstała?i znów problem. dlatego, że o ile o początku układu decydują i go wyznaczajądwa pierwsze pierwiastki, to o tym, od kiedy mam już materię (atomową, twardą)- o tym mogę powiedzieć jedynie w formule przedziału. dwa zaistniałe elementyto zbyt mało na stwierdzenie pojawienia się materii, choć zarazem dostateczniedużo, żeby zapoczątkować proces jej formowania się. osiem jednostek równieżnie wystarczy, choć niewątpliwie daje już podstawę do tego, żeby można byłouważać taką ilość pierwiastków za pełną ewolucję. cóż, z tego wychodzi i niechce być inaczej, że do pełnej ewolucji – że do wytworzenia (się) "sprawnej"funkcjonalnie "materii" (w postaci skomplikowanych reakcji) potrzeba najmniejszesnastu (lub osiemnastu) elementów, jak o tym wspominają i decydują liczbykwantowe. i nic tego nie zaneguje.z tego również wynika, że o (za)istnieniu materii należy mówić także od tejwielkości. wcześniej - owszem, będzie "istnieć" - ale tylko jako zjawisko sięformujące. coś się ciągle "kotłuje" i "buzuje" energetycznie, potencjalny azewnętrzny do tego procesu obserwator coś materialnego zanotuje w otoczeniu(i nawet nazwie to "materią") – jednak z punktu widzenia skończonej ewolucji,czyli materii jako takiej, takiego stanu ewolucyjnego jeszcze jej nie ma. cojest? proces energetyczny w trakcie dochodzenia (do siebie). w tym "miejscui czasie" nie ma jeszcze materii, jest zadatek na zdarzenie w takiej postaci.a wszelkie kolejne wyróżnione fazy tego procesu to stany pośrednie - kolejnepierwiastki (czy też izotopy) to "stacje przesiadkowe" ewolucji, to miejscana/w fali zjawisk wyznaczone zaistnieniem w formie i kształcie jakoś zbornym,ale tylko chwilowo stabilnym. "materia" to "punkty harmoniczne" (węzłowe) –które "krzepną" w taką "namacalną" postać w ciągle zachodzącej zmianie (aczna chwilę i nigdy w odcięciu od otoczenia). "materia" staje się, to nigdy niejest stan skończony. dla wewnętrznego, zawierającego się w materii poznającegoi doznającego otoczenie obserwatora, a co więcej zbudowanego z takich stanów,to zawsze jest proces w trakcie kształtowania się – i w efekcie zewnętrzny,przerastający rozmiarem (lat i kilometrów), dlatego też bez brzegów. nie madla obserwatora stanu początku i końca, to strefy odcięte w fizycznym badaniu(acz logicznie konieczne).na poziomie pierwszym jeszcze materii nie ma, choć już się formuje (formatuje)– na poziomie drugim już jest jako "jednostka ewolucyjna" (dwudzielna) – alenie ma jako zbioru materialnego. dopiero na poziomie trzecim materia istniejei istnieje jako zjawisko ewolucyjne.ważne w takim ujęciu jest to, że tej fazy procesu powstawania materii (jakofaktu namacalnego) nie może rejestrować żaden obserwator, po prostu jeszczenie ma materii, która może zbudować obserwatora. to jest czas (do powstania,do wypełnienia się trzeciego poziomu), w którym nie ma nikogo, kto mógłby toopisać. - analogicznie (i symetrycznie) obserwatora nie będzie również, cooczywiste, w części końcowej układu, w jego "zamieraniu", kiedy energia się"wypali". żaden skomplikowany układ (w tym również obserwator) nie przetrwaw otoczeniu, w którym wszystko się rozpada, rejestracja brzegowa w ewolucji(każdej) nie jest możliwa, w przypadku wszechświata tym bardziej. ale, co tuistotne, wiedza o tym etapie zmiany jest dostępna, co staram się przedstawić– właśnie jako logiczne "obudowanie" obecnego stanu ("materialnego").zakres dogodny do analiz to środek ewolucji oraz okolice - stąd mogę i muszęprowadzić swoje rozpoznanie (i zrozumienie) świata. wcześniej i później tegonie zrobię (i nikt inny), ponieważ brak warunków. że to utrudnia zadanie, żewymaga wysiłku poznawczego i nakładów materialnych? prawda. ale proces jestjeden – zasada ta sama - logika jedna - tylko zebrać te elementy i "spojrzeć"tam, gdzie mnie nie było i nie będzie. spojrzeć, i zrozumieć.-ewolucja biegnie tak prosto...139
  • 140. - ilu i jakich potrzeba pierwiastków (ich rodzajów), żeby doszło do procesuzapoczątkowania ewolucji?- np. zjawiska, zdarzenia (ale jeszcze nie życie)?pytanie bardziej w stylu literackim aniżeli logiczne. odpowiedziałem na niew jakimś stopniu wcześniej, przy nazywaniu stanów w podwajaniu. to w tymprocesie, podwajania zbiorów, zaczyna się ewolucja. a po drugie, w pytaniujest nieostro zarysowane zagadnienie, co to znaczy "zjawisko", "zdarzenie"?zjawiskiem jest już przecież zaistnienie dwu elementów-faktów, dwu kwantówlogicznych, które razem tworzą nową jakość. trzeba przyjąć, że zdarzeniem,najprostszym zjawiskiem ewolucyjnym jest taki stan-moment, w którym wszelkiefakty (procesy) się zaczynają.w pytaniu o początek ewolucji, ilu pierwiastków potrzeba, żeby taka ewolucjasię zapoczątkowała, można doszukać się próby analizy, od jakiego momentu, odjakiego połączenia, dopiero co uformowanych pierwiastków, może się rozpocząćproces przemian w obrębie układu okresowego? od jakiej ilości pierwiastkówmoże zacząć się ewolucja materialna (tradycyjnie pojmowana)? albo inaczej -od jakiej chwili w istnieniu układu może zacząć się w jego obrębie ewolucjamaterii? czy będzie to dopiero z chwilą pełnego uformowania się jednegoukładu - czy też znacznie wcześniej? a może wręcz z chwilą pojawienia siętylko dwu pierwszych pierwiastków? i pytanie pomocnicze: jak szybko powstająpierwiastki? czyli, jaki okres dzieli powstanie, wyodrębnienie się jednegopierwiastka od następnego? jak długo trwa proces powstawania pierwiastków iczy powstają w różnych układach w różnym czasie, czy też w jednym?odpowiedź na pytanie o początek ewolucji musi być taka, że dopiero z chwiląpojawienia się w historii układu drugiego pierwiastka, z tą chwilą zaczynasię wzajemne działania na siebie elementów – oraz w efekcie ewolucja materiinamacalnej. czy to będzie działanie na siebie wodoru i helu? - nie sądzę.raczej będzie tak, że dwoma pierwszymi pierwiastkami będą wodór i... no iwłaśnie, co? co będzie tym drugim pierwiastkiem? bo że pierwszym wodór, tonie ulega wątpliwości. dlaczego? - z tej prostej przyczyny, że w wodorzemasa ma nieomal dokładnie stan "1", jest wyjściem do dalszego liczenia. ajeżeli wodór jest stanem pierwszym - to co dalej? zastanawia mnie pozycja wukładzie tlenu. dlaczego? z kilku powodów. po pierwsze, to gaz. należy doczęści w układzie (układach), które posiadają, charakteryzują się stanemnajmniejszego "zagęszczenia", są luźne oraz należą do początkowych okresówewolucji. po drugie, tlen ma wartość masy nieomal dokładnie "16". ważne?owszem. tyle właśnie ma wartość pełnej ewolucji, pełnego stanu na drugimpoziomie ewolucji (trzecim w liczeniu). - zastanawia w tym wypadku brak wukładzie wielkości "8", nie ma takiego pierwiastka. z kolejnych liczb 2, 8,16 - dopiero właśnie pojawia się tlen. - po trzecie, tlen jest niezwykle"odważnym", niezwykle aktywnym chemicznie pierwiastkiem, czyli wchodzi wreakcje z nieomal wszystkimi pozostałymi, a te początkowe są bardzo aktywne.wodór co prawda nie jest stanem "2", ale jest niewątpliwie już dwoistą wramach układu ewolucją. sam składa się z dwu elementów (i jeżeli tak liczyć,to tlen nie jest stanem 16, ale 32, a hel byłby stanem "8", czyli jedną,pełną i mało aktywną ewolucją).po czwarte - zastanawia rola wody (tak szczególnej struktury). powstaje jakopołączenie tych dwu pierwiastków i można powiedzieć, że nic bez wody niemoże się stać. przynajmniej w ramach życia. to także wskazywało by na jakieśpierwszeństwo w trakcie ewolucji pierwiastków – a przynajmniej, jak można toanalizować, w ich kolejnych przemianach i powstawaniu między nimi połączeńfunkcjonalnych. bo, że pomiędzy powstaniem wodoru a tlenem powstaną innepierwiastki (choćby w kolejnym, drugim układzie, który musi się już zacząć wtym okresie formować), to fakt. ale początek ewolucji w rozumieniu procesu"skomplikowanego" (z "efektami", np. życia), to wyznaczają te pierwiastki,to jest pierwszy stan reakcji rozbudowanych – czyli pomiędzy poziomami.140
  • 141. -na pytanie, od jakiej ilości pierwiastków w układzie zaczyna się ewolucjamaterii, najpoprawniej (i najbezpieczniej) odpowiedzieć zakresem: pomiędzy2 a 8. czyli w pierwszym przedziale ewolucyjnym. na/w tym zakresie pojawiąsię zdarzenia "wymiany" energii pomiędzy tymi pierwiastkami. dwa rozpocznąistnienie zjawisk, ale ich przebieg w tym odcinku będzie wewnętrznym stanem.formowanie się materii zachodzi początkowo w jednym układzie - ale "zarazpóźniej", zgodnie z liczeniem kwantowym od trzeciego poziomu, od stanu 16(18), pojawia się początek drugiej ewolucji - w tym wypadku drugi już układpierwiastków. jeżeli wodór uznać za 2, to przy helu, który byłby w takimujęciu stanem pełnej ewolucji (czyli mało aktywnym), "z boku" formuje sięjuż, jest na tym poziomie jako stan początkowy, następny układ, zaczyna sięnastępna ewolucja. a tlen byłby kolejnym stanem w takim pionowym i poziomymzachodzeniu. bo ewolucja zachodzi jednocześnie w obu kierunkach. - nie jesttak, że dopiero po wypełnieniu się całego poziomu "schodzi" na poziom niższyi tam kontynuuje swój bieg. proces toczy się w taki sposób, że poziom kolejny(niższy lub wyższy) jest zajmowany już w trakcie zajść "ewolucji poziomej".to znaczy, ewolucja pozioma realizuje się w tym samym okresie, co i pionowa,jedna z drugą jest połączona. pojawienia się pełnych elementów na poziomiestwarza, zaczyna ewolucję w pionie - i obie toczą się dalej.przekładając to na układ pierwiastków i zmianę go tworzącą, jedna ewolucjadociera do brzegu układu, np. powstaje z wodoru hel (to w poziomie) – alejednocześnie w pionie realizuje się następny już stan, pojawia się np. tlen,czy inny pierwiastek (to trzeba ustalić). czyli wodór będzie jednocześnie ipoczątkiem, i końcem jednego ciągu zdarzeń. ale tak samo hel, który kończypewien ciąg zdarzeń na poziomie pierwszym, to hel byłby zakończeniem poziomupierwszego. ale byłby jednocześnie zdarzeniem zaczynającym, obok niego bysię zaczynała następna ewolucja. to przy helu zaczynałby się zarazem drugiukład, a jednocześnie on sam byłby efektem ewolucji poziomej z wodoru, jakokolejny zbiór w ramach ewolucji strefowej.powstawanie drugiego układu jest przesunięte w przestrzeni, następuje jakokolejna płaszczyzna zdarzeń. i to pomiędzy tymi różnymi poziomami, pomiędzydwoma zbiorami zdarzeń zachodzi główna ewolucja, zachodzi zasadnicza wymianaenergii. w ramach tego samego poziomu przebiegają ewolucje, energia międzypodpoziomami tego jednego układu przepływa, ale to pomiędzy dwoma układami,pomiędzy dwoma stanami należącymi do różnej czasoprzestrzeni dokonuje sięgłówny proces przepływu energii. tlen i wodór należą przecież do różnych jużpoziomów, należą do miejsc oddalonych od siebie w przestrzeni. czy będą dotego samego, czy też do różnych układów należały, to nie zmienia w niczymgeneralnego ujęcia, że są w stosunku do siebie w odmiennym położeniu - że sąze sobą w ewolucji powiązane "pionowo".to samo, tylko intensywniej, bo wówczas wszystkie pierwiastki obu układówbędą w różnym do siebie położeniu, zachodzi przy dwupłaszczyznowej wymianieenergii. pojawienie się więc drugiego układu (i pierwiastków należących dodrugiego układu), to zdecydowanie przyśpiesza oraz powiększa ilość możliwychpołączeń i przepływów energii pomiędzy przestrzennymi faktami i, co tu ważne- różnych reakcji chemiczno-fizycznych. co do tego momentu mogło (i musiało)zachodzić niejako "w rodzinie" i "na własną rękę", zostaje poszerzone o drugipodobny przebieg, na dodatek "młodszy" (przesunięty w czasie). a to sprawia,że reakcje będą silniejsze i efektywniejsze - jak między sobie równymi.odpowiedź na pytanie, ile pierwiastków zaczyna ewolucję materii, trzeba nadwie części rozbić. jeden: zaczynają dwa pierwiastki. dwa: jednak zasadniczyetap dzieje się dopiero od chwili, kiedy pojawia się drugi układ. to mocno,radykalnie zwiększa ilość wzajemnych interakcji między elementami (atomami ipierwiastkami), tworzy zbiór, w którym takie reakcje mogą zachodzić (ma coz czym reagować) - i jednocześnie radykalnie przyspiesza procesy ewolucyjne(elementy nie muszą się "szukać", są "obok" - o jeden kwant).141
  • 142. - jak szybko powstają pierwiastki?- jak długo trwa proces powstawania pierwiastków?czy powstają tylko w jednym czasie (i w różnych układach) - czy w różnychczasach i układach? jaki czas dzieli powstanie jednego pierwiastka w ramachtego samego nadrzędnego procesu od następnego?odpowiedzi są zarazem banalne i niezwykle skomplikowane. kiedy użyte do/wewolucji są "obok" i na wyciągnięcie ręki, czyli odległość jednego kwantuod drugiego również jest kwantowa, proces może się toczyć. większa odległośćwyklucza zdarzenia – i dotyczy to wszelkich kwantowych jednostek. czy tobędą atomy, pierwiastki, czy całe układy, w każdym przypadku odległość niemoże być mniejsza ani większa niż jeden kwant. - ale to tylko jeden poziomodpowiedzi na pytania, jest kolejny. najprościej można powiedzieć, że w miarętrwania ewolucji, w miarę komplikowania się, następuje coraz powolniejszy,coraz "trudniejszy" jej przebieg - w miarę trwania procesu (w tym wypadkułączenia się energii), następuje wydłużenie czasu potrzebnego do zaistnieniadanego pierwiastka, coraz niżej położonego w/na skali ewolucji.odwrotnie będzie w trakcie ewolucji idącej "ku górze", w stronę rozpadu: tuw miarę ewolucji czas powstawania kolejnych pierwiastków się skraca, a więcpowstają coraz szybciej (i rozpad struktur przebiega coraz szybciej). jakszybko to się dzieje? w rytmie kwantowym, w rytmie podwajania. rozpad czyłączenie się energii musi się odbywać w tym rytmie. nie ma odwołania od tejzasady. dlatego, gdyby przyszło mi ustalić interwały czasowe w tym procesie,mógłbym na tej podstawie postąpić następująco: ustalić zakres dla powstaniapierwszego pierwiastka jako "1", a już następne, zgodnie z regułą podwajania- dalsze procesy byłby stopniowaniem w ramach tej zasady. co nie oznacza,że w taki sposób mógłbym prawidłowo zsynchronizować mój zegar "ewolucyjny"podwajania z zegarami znanymi mi z codzienności.od razu, już w tej chwili powiedzieć, jak szybko oraz jak długo dzieje sięewolucja pierwiastków, tego powiedzieć nie mogę, nie potrafię. poza prostyma banalnym stwierdzeniem, że w miarę trwania ewolucji proces się wydłuża,że w przerwę między wydarzeniami wchodzą kolejne, coraz mniejsze wydarzenia,które także objawiają się jako istnienia. co było na pierwszych poziomachzdarzeniami nieuchwytnymi (poza ich stanami brzegowymi), o tyle na niższychpoziomach wydarzenia rozciągają się w czasie (są rozbudowane), a zachodzeniepowolniejsze. i obserwator może je dostrzec. na początku procesu jest małaprzestrzeń i duża ilość energii - dalej powstaje "luz".-jedną z przesłanek mówiących o tempie i rytmice powstawania elementów układuokresowego, na jaką mogę się teraz powołać, jest czas istnienia niektórychwytworzonych sztucznie pierwiastków. oczywiście żadne one "sztuczne", tylkopowstają jako dopuszczalne (granicznie) w tym wszechświatowym układzie. otóżczas istnienia tych "tworów" jest bardzo krótki. bywa, że rozpad następujew skali sekund, bo ich struktura nie wytrzymuje ciśnienia rzeczywistości isię rozpada (nie wytrzymuje ciśnienia - albo tego ciśnienia jest zbyt mało,aby je utrzymać w łączności). czyli ich skomplikowanie jest tego rodzaju, żew ramach temperatury, która występuje w ich otoczeniu, te byty nie są zdolneutrzymać się w zbornej i ciągłej postaci. a to prowadzi do wniosku, że abyje stabilizować, musi być chłodniej (tak w ramach badań laboratoryjnych, takw ramach całego wszechświata). chłodniej, co znaczy: większe ciśnienie (bociśnienie wygasza drgania i temperaturę). oczywiście czas istnienia takichpierwiastków uzależniony jest od tego, jak są skomplikowane, jakie miejscezajmują w układzie, przecież im cięższe i bardziej rozbudowane, tym czas ichistnienia w formie łącznej krótszy (w ramach obecnej sytuacji świata). co wprzyszłości się zmieni, gdzie indziej będzie środek zdarzeń i gdzie indziejbędzie zakotwiczona "wyspa stabilności" materii. wszystko płynie i zmieniasię. cały czas się zmienia.142
  • 143. - czy pierwiastki powstają w jednym czasie, ale w różnych układach, czypowstają w różnych czasach i różnych układach?na pewno pierwiastki nie powstają w tym samym czasie w ramach jednego układuokresowego (wszystkie jednocześnie). dlaczego? ponieważ to proces, a do tegopodwojony. to zmiana w toku, więc rozciągnięta w czasie i przestrzeni, ale idwuliniowa z zasady (rozpad-łączenie), ewolucja to dwa kierunki i strumienieenergii w przemieszczaniu się. natomiast w ramach różnych płaszczyzn zdarzeńzachodzą względem siebie równoległe zjawiska (to wynika z zobrazowania zmian,np. za pomocą geometrii kwantowej).to znaczy, w ramach dwu różnych ewolucyjnych zdarzeń (ale, co zrozumiałe, wramach tego samego nadrzędnego przedziału, np. wszechświata) mogą zachodzićdwa sobie równoległe energetyczne procesy, powiązane, jednak biegnące w "innąstronę" – "przeciwną". dotyczy to jednej płaszczyzny zdarzenia (kiedy poddaćanalizie warstwy oraz podpoziomy ją tworzące) - ale również, a zwłaszcza dwuróżnych płaszczyzn, płaszczyzn należących już do różnej czasoprzestrzeni (aleciągle w tym nadrzędnym układzie, nigdy w tak prowadzonej analizie poza niegonie ma wyjścia; to może być wszechświat, jak w tym przypadku, albo Kosmos,kiedy chodzi o Ewolucję). w obu sytuacjach mogą powstawać fakty i procesy, awięc elementy ewolucyjne w równoległych do siebie liniach – ale nie jest toani ten sam czas procesu, ani ta sama przestrzeń. procesy opisane kwantowo,istnienie zdarzeń kwantowych oraz mechanizm reguły kwantowej taką możliwośćrównoczesności wykluczają. to są "fakty" przemieszczające się obok i razemtworzące "moją" ewolucję (i fizykę), jednak oddzielne – są pochodne w stosunkudo siebie, ale oddzielne.nawet obecność procesów realizujących się względem siebie o/na jeden kwantodległości (maksymalnie w ewolucji blisko), nawet dla mnie taki praktycznienie do rozróżnienia stan energetyczny, nawet to nie oznacza, że jest to faktze wspólnej czasoprzestrzeni dla obu elementów. przecież to mogą być fakty zniebywale odległych, krańcowo rozbiegłych procesów, które się tylko chwilowoi łącznie znalazły "w tej okolicy". - bliskość fizyczna oraz geometryczna nieoznacza, że zachodzi bliskość logiczna.odpowiedź na pytanie, czy elementy (tu pierwiastki) tworzące układ okresowypowstają w jednym czasie, ale w różnych układach - jest pozytywna, tak siębędzie działo i dzieje. również drugi człon pytania, czy powstają w różnych"czasach" i w różnych układach, jest także opisem zjawiska i jest wyrażeniempoprawnym: tak będzie.choć, to na marginesie, pytanie jest formułowane z pozycji "obiektywnej", więczewnętrznej, a przecież takiego umiejscowienia obserwacji nie ma. albo sięnależy do ewolucji, alko się nie istnieje. z tego wynikają wnioski, że ujęciezdarzeń z różnych przestrzeni nie ma sensu w ramach jednego czasu. - owszem,można tak opisywać i tak ujmować logicznie, wiązać logicznie owe ewolucje wcelu zrozumienia, ale przecież każda z nich zachodzi jako samodzielne procesi, co ważniejsze, jako odrębna całość. tworzą łączny i wspólny "fakt", mojeistnienie to bezpośredni skutek tej "przeplatającej" się ewolucji, ale każdalinia biegnie "na własny" rachunek. użytek jest wspólny, ale rachunek każdalinia "płaci" osobiście.mówienie o czasie obiektywnym nie ma do/w ewolucji zastosowania. jest tylkociąg wydarzeń, które powodują, że jedne fakty występują w moim rozumowaniu"wcześniej", drugie "później" (zawsze dla wybranego oraz konkretnego punktuobserwacyjnego). - opis, że pierwiastki (ewolucje) powstają w różnym czasie,nie ma tak samo sensu, jak opis, że powstają w tym samym czasie. dlaczego?one ten czas swoim powstawaniem tworzą. jeżeli jednak coś wyróżniam, to tylkoze względu na siebie i swój punkt obserwacyjny. to dla mnie jest coś "przed"lub będzie "później", ale nie w praktyce. "czas" jest "pochodną" ewolucji –ewolucji obserwatora. proces energetyczny się po prostu toczy i "sam w sobie"żadnej podziałki nie posiada. to ja go skaluję.143
  • 144. -jeżeli jednak poprowadzić to ujęcie dalej oraz spojrzeć na dzieje układów wstratyfikacji czasowej (że coś było wcześniej, coś zaistniało później), tomożna dobrze opisać wydarzenia, które zaszły – i w jakiej kolejności. efekt?prowadzi to do dość oczywistego w sumie stwierdzenia, że najpierw musiały wukładzie wytworzyć się pierwiastki lekkie, a następnie ciężkie – czyli "nagórze" elementy "gazowe", w miarę zbliżania się do centrum (jądra) elementyrozbudowane, ciężkie (metaliczne). najpierw musiał powstać układ dla luźnychpierwiastków (mało skomplikowanych), a dopiero następnie zaczął się formować(i formuje ciągle) układ dla pierwiastków ciężkich. - i kolejne układy, dlacoraz bardziej skomplikowanych, energetycznych pierwiastków ("zasobnych"),z wieloma "odgałęzieniami" w postaci izotopów.bo nie jest tak, że powstał już jeden pełny i coś tam ponad połowę drugiegoukład (jak to liczyłem kiedyś podchodząc do zagadnienia). realny proces takbiegnie, że w tym okresie nastąpiło zaistnienie i zapoczątkowanie procesówo ile nie wszystkich, to przynajmniej sporej liczby z możliwych układów. -owszem, powstają "komórki" w postaci układu, być może nawet jakiś się już dokońca wypełnił (to trzeba przeliczyć), ale obok tworzą się kolejne układy.owszem, może być tak, że jest jeden pełny i jeden w "połówce" tworzenia, aleprzecież może być i tak, że na tych pomniejszych zakresach (podzakresach),te kolejne procesy już się formują - są "chmurą", która się formuje obok wprzestrzeni i obok już istniejących układów.najpewniej jest tak, że realizują się, naturalnie w różnym stopniu zajętościotoczenia i wewnętrznego skomplikowania, nie jeden, nie dwa - ale większailość z aktualnie możliwych. jeżeli przyjąć, że istnieję gdzieś w środkuewolucji (blisko środka ewolucji wszechświata), to ilość układów atomowychrównież byłaby gdzieś w takiej liczbie (czyli 4). dokładniej - ilość układówrozpoczętych, nie ich zrealizowanie się. czy to jest w sprzeczności z tymiujęciami, które mówiły o większej liczbie układów? niekoniecznie. pomiędzywielkością maksymalnie możliwą a praktycznym zrealizowaniem w ewolucji jest,występuje mnogość stanów konkretnych, dlatego stan brzegowy oraz logicznieobliczony, może nie zaistnieć, pozostanie tylko potencjalny dla procesu.fizycznie, w tym wszechświecie, tworzy się tylko część z całości – logiczniejest tego więcej, logicznie odnosi się to do pierwiastków wszelkich, którebyły-są-będą.te różne układy są względem siebie przesunięte w czasoprzestrzeni, jedne sąz początku, inne z końca układu. a przez to, podobnie jak dachówki na dachu,"zachodzą" na siebie, dopełniają, uzupełniają brakujące elementy. w efekciebuduje się "ściana", "mur" materialny, który mnie tworzy i całą "okolicę" -ale zarazem skutecznie oddziela od nicości. to sprawia, że może realizowaćsię środek ewolucji (lub jego pobliże). - a zarazem w tym procesie niektórez układów dopiero się zaczynają formować, co gwarantuje, że ów "mur" zjawiskbędzie jeszcze "przez jakiś czas" chronił mnie przed wpadnięciem w pustkę. -a zarazem inne już mają po sporej liczbie elementów i zbliżają się do końcaswojej ewolucyjnej drogi. - i w tym miejscu, warto sobie uświadomić ten fakti konsekwencje z niego wynikające, zaczyna "prześwitywać" próżnia i przezpowstające w rzeczywistości "dziury" widać zakres "poza". dlaczego? ponieważnie wszystkie ubytki można na czas zasypać, brakuje sił, niestety. - owszem,do zrealizowania się całości procesu daleko, ale ilość elementów w ramachposzczególnych układów świadczy, że ten środek znajduje się tuż-tuż. - albonawet minął.z tego wypływa ciekawa konkluzja: zaistnienie środka ewolucji wcale nie musibyć liczone dokładnie w stanie połowy możliwych pierwiastków. przeciwnie. ztego wynika, że wydłuża się czas tworzenia, że początkowo powstanie szybciej- ale mniej elementów (i mało rozbudowanych), a później powstaną wolno, za tow większej ilości (i skomplikowane). połowa w ewolucji nie pokrywa się zestanem "połowy" liczb. kwantowa połowa ewolucji nie jest połową arytmetyczną.144
  • 145. - środek ewolucji, środek krzywej ewolucji- gdzie przebiega? na jakim stanie liczbowym?tego do tej pory nie ustalałem, przyjmując milcząco (i na wiarę), że środekewolucji musi być zarazem wielkością liczbowo równą połowie możliwych stanów- a to, jak widać, nie jest takie oczywiste. słowem, środek może w ewolucjibyć przy innej wielkości aniżeli połowa możliwych elementów i realizowaniasię procesu.z obrazu, z zasady krzywej ewolucji wynika, że środek się przesuwa - że wmiarę trwania ewolucji co innego znajduje się w środku procesu i na szczyciefali zdarzeń. ale przy ujęciu dla całości, dla całego ewolucyjnego zdarzenia(między jego brzegami), taki środek na pewno wypadnie w okolicy największejilości układów, zrealizowanych układów (pełnych ewolucji). bo krzywa, środekkrzywej ewolucyjnej dla całości procesu przebiega w miejscu największego jejrozprzestrzenienia. i to jest zrozumiałe.-problem tylko w tym, że w przypadku układu pierwiastków największe zajęcieprzestrzeni przez elementy układu występuje dla jego stanów początkowych –bo to pierwiastki z początku listy są w przestrzeni najbardziej rozciągniętei zajmują najwięcej miejsca (są luźno zabudowane). - owszem, można uznać, żeukład pierwiastków jest (materia namacalna jest) realizacją drugiej połowyewolucji wszechświata, że jest stanem zapadania się energii (czyli że jestdopełnieniem do promieniowania), ale przecież i sam układ musi mieć środekswojej ewolucji, "chwilę" swojego największego rozprzestrzenienia. tutaj niechodzi oczywiście o rozprzestrzenienie się w pojęciu zajmowania przestrzeni,ale ilości i rodzajów pierwiastków. czyli chodzi o wielkość oraz liczebnośćelementów, które tworzą układ.tak rozumując, co zrozumiałe, można powiedzieć, że najwięcej pierwiastkówpowstanie w stanie największej stabilności procesów, ich środkowego biegu. wmiarę trwania ewolucji materii pojawia się ich coraz więcej - aż do środka.a następnie proces ulega spowolnieniu - aż do zamarcia w punkcie brzegowym.na pewno w środku zdarzenia powstanie najwięcej zjawisk, bo sprzyjają temuwarunki. najszybciej powstają elementy na początku, a najwolniej na końcuewolucji, jednak szczyt zaistnień (i to wszelakich) przypada na środek – nastabilny środek procesu. to pewnik, dogmat, fundament myślenia i rozumowania.i analizowania świata. - w pierwszej połowie ewolucji powstanie tyle samopierwiastków, co i w drugiej. połowy inaczej zrozumieć się nie da, zawszepozostanie połową. jednak czas trwania tych "połówek" będzie nierównomierny.to wynika z tego, że ilość zdarzeń na "jednostkę przestrzeni" zmniejszy się(energia ulegnie rozprzestrzenieniu), będzie musiało zajść co prawda tylesamo wydarzeń, ale w znacznie większej "objętości". a w miarę trwania orazrozciągania (rozpraszania) się ewolucji, potrzeba coraz większego czasu nazaistnienie zbornej jednostki (dłużej musi się energia zbierać). - dlategośrodek ewolucji przypadnie (a dokładniej ilość pierwiastków w takim układzieprzypadnie) przestrzennie nie na środek geometryczny całego procesu w skali"wszechświata", ale w znacznie mniejszej wielkości. choć i tutaj – patrzącz punktu widzenia obserwatora wewnątrz ewolucji - nie ma czegoś takiego, jakinny środek.to znaczy, środek ewolucji, istnienie środkowego stanu pierwiastków, i takna środek ewolucji wszech-świata przypadnie, ale wyłącznie dla obserwatorazewnętrznego, który może porównywać wielkość początkową i końcową. ale że tozawsze i wyłącznie jest narastanie sfery ewolucji, to zawsze będzie to tylkostan aktualny i innego nie ma w obserwacji-doświadczeniu. - dlatego możnapowiedzieć, że "obiektywnie" środek ewolucji pierwiastków przypada na (takumownie to określę, bez liczenia, gdzie to wypadło) jedną czwartą całościmaksymalnej ewolucji. że, słowem, środek tu definiowanego zdarzenia wypadaledwo w "ćwiartce".145
  • 146. -zastrzeżenie: moje uprzednie stwierdzenie, że w pierwszej części ewolucjipowstanie mniej pierwiastków, ale za to szybciej, to spore pomieszanie spraw– niestety.po pierwsze, owe rozróżnienie połówek na różne wielkości, to błąd. różnychpołówek nie ma. w obu częściach ewolucji wszechświata (w ujęciu obiektywnym)powstanie dokładnie po połowie pierwiastków. moje określenie, że będzie toprzebiegało szybciej w pierwszej, wolniej w drugiej połowie – jest poprawne,tak właśnie będzie, ale... to znaczy, procesy zachodzące w pierwszej częściwszechświata zrealizują się szybciej, będzie w tym okresie więcej różnychoddziaływań pomiędzy elementami i będą "silne" (ciaśniej, więc "zderzenia"częstsze), ale w obu częściach ewolucji, po jej obu stronach, ilość zdarzeńbędzie jednakowa, powstanie tyle samo pierwiastków (elementów). tylko okrestego procesu, czas trwania, będzie zasadniczo inny.będzie "obiektywnie" inny, w obserwacji zewnętrznej. ale choć taki będzie,nie ma to zupełniej znaczenia dla obserwatora wewnętrznego, fizycznie i naco dzień realnego. dlaczego? ponieważ jego rytm istnienia jest zawsze zgodnyz tym, który panuje dla całego układu. dla mnie, jako osobnika wywodzącegosię z tego świata (i na zawsze z tego świata), nie ma znaczenia, w jakim tojego okresie istnieję. nie ma znaczenia w rozumieniu, że i tak zawsze czaszjawisk wszechświata byłby dla mnie tym, który istnieje obiektywnie, którywyznacza moje procesy – realności i tempa zmian nie mogę postrzegać inaczej,jak poprzez rytm tej realności. dla mnie nie ma różnych połówek w istnieniuwszechświata, jest wyłącznie proces, w którym istnieję.nie ma to dla mnie znaczenia w fizycznym rozumieniu i dla mojego organizmu,bowiem innego tempa zmiany (ewolucji) dla mnie nie ma. ale ma zasadnicze ifundamentalne znaczenie logicznie – jako konieczność zrozumienia, jak to sięwszystko zmienia i jak ja się zmieniam. fizyczności zmiany nie zaneguję, bojestem tą zmianą, ale jej mechanizm poznać muszę, bo od tego zależy, jak siędaleko i z jakim "komfortem" przemieszczę. a to już ma swoją cenę.że on obiektywnie będzie różnorodnym? to jest wiadome dla kogoś, kto ujmujeten proces obiektywnie, logicznie, właśnie zewnętrznie - ale nie dla kogoś,kto w nim uczestniczy, obserwator jest pochodną zjawisk. ja mogę wiedzieć otym fakcie na sposób logiczny (i tylko tak), ale moje fizyczne istnienie wcodzienności podlega prawidłom tego ogólnego procesu, i nigdy tego stanu niezmienię. świat może się "rozciągać", "skracać" (czy skręcać dowolnie), tylkoże ja tego nie odczuję i nie zarejestruję, bowiem takie procesy tworzą mniei moje świata odbieranie. coś jest dane jako proces - ja jestem elementemtego procesu – i to jest już wszystko. nie mam z czym tego równać, więc niema poznania. dla mnie i dla mojego ciała ma ogromne i zasadnicze znaczenie,że istnieję w takim a nie innym okresie ewolucji - bowiem to wyznacza mojewszystkie cechy i rozumienie świata, ale dla mnie nie ma innego procesu (jegotempa czy właściwości) – nigdy nie "posmakuję", nigdy nie doświadczę innychparametrów świata, bo kiedy są te inne parametry - mnie nie ma. kiedy jajestem – ich już (jeszcze) nie ma.dlatego bez ustalenia (że są strony procesu, że ja w żyję w jednej z nich)nie było zrozumiałe, że w jednym okresie mogę istnieć, a w innym już nie.ale teraz już wiem, że ani na początku, kiedy jest zbyt gorąco nie pojawięsię, ani na końcu, kiedy jest zbyt zimno. tylko na przecięciu tych linii – wśrodku. ten wniosek jest oczywisty, jest pochodną ewolucji i jej cech. tylkoże to jest właśnie ujęcie obiektywne, zbudowane na bazie logiki. jako takie,dla mojego cielesnego istnienia nie ma sensu, bo sensem dla mnie, dla mojegociała, jest właśnie ten aktualny stan ewolucji, w którym znalazło się mojeciało i w którego rytmie się realizuje. logika sobie - fizyka sobie. mogęopisywać kwantowanie z pozycji obiektywnej, logicznej, ale i tak na zawsze,jak jednostka, jako kwant i ewolucja w ten proces uwikłana, nie mogę nigdygo opuścić. więcej, wyjście oznaczałoby koniec istnienia.146
  • 147. -kiedy opisując "nierówne" połówki zdefiniowałem to jako proces "nierówny", awięc że w pierwszej powstanie mniej, a w drugiej więcej pierwiastków, doszłodo "zlania" się dwu obrazów, którymi można prezentować zmianę, geometrycznegoi fizycznego. czyli, mówiąc inaczej, wielkość ewolucji uznałem za jednoczesnywyznacznik tego, ile w tym okresie powstanie elementów. to znaczy, obiektywniepostrzeganą w pierwszej połowie ewolucji małą przestrzeń (mały rozmiar zmiany"w otoczeniu") uznałem również za małą ilość pierwiastków. po prostu nastąpiłoprzesunięcie pojęć: małe rozmiary – mała ilość pierwiastków. błąd. nałożyłysię na siebie różne sposoby widzenia tego samego procesu. ponieważ to będzierzeczywiście mały rozmiar w odniesieniu do całego (i z tej perspektywy tylkopotencjalnego) zdarzenia, w jego "obiektywnym wymiarze", jednak zaistniała wukładzie (wszechświecie) ilość pierwiastków i tak będzie w obu połówkach sobierówna. że geometrycznie to będą różne wielkości, różne zajętości "otoczenia"przez układy (linie ewolucyjne), to już wynika z faktu rozprzestrzeniania sięzmiany. a ten jest nierówny.obiektywnie (i logicznie) pierwsza część ewolucji zajdzie, zrealizuje się wmniejszej objętości, w mniejszej przestrzeni - kiedy odnosić to do całościzdarzenia, jednak na pewno jest to we wzajemnej do siebie ścisłej proporcji.to znaczy, wielkość maksymalna ewolucji oraz jej wewnętrzne stany są ze sobąpołączone stosunkami wynikającymi z kwantowania (i geometrii, co oczywiste).czyli druga część ewolucji i jej rozmiary muszą być proporcjonalne do tego,ile zawierają zdarzeń z części pierwszej. i w tym ujęciu moje stwierdzenie,że środek ewolucji nie pokrywa się ze środkiem arytmetycznym całego procesu,ma poprawne brzemienia. środek zdarzeń kwantowych, ich największe natężenie,będzie przebiegało nie w punkcie maksymalnym całości ewolucji i maksymalnejsferycznej postaci.co nie oznacza, że pomiędzy połówkami będzie różnica w postaci liczbowej, wilości zdarzeń, te wielkości będą sobie równe. różnica dotyczy szybkości orazintensywności zachodzenia procesów, te są sobie bardzo nierówne. w mniejszejprzestrzeni obiektywnie zajdzie więcej zdarzeń (i zderzeń). połówki ewolucjisą sobie równe co do stanu liczbowego – tylko że nierówne w postaci zajętościprzestrzeni i przebiegających w nich "reakcjach".wniosek jest następujący: w pierwszej połowie trwania ewolucji wszechświatazajdzie szybciej połowa maksymalnie możliwych zdarzeń - i zrealizuje się tow mniejszej przestrzeni.-układ - gdzie środek? pozostaje już tylko odpowiedzieć, gdzie przebiega środekw układzie, zbiorze pierwiastków. cóż, przebiega w punkcie środkowym, jakbynie liczyć. czyli, jednak, nie da się powiedzieć, że "dziś" wszechświata tojuż środek i koniec wszystkich możliwości, ale że jest to zaledwie procent iczęść (jak liczyłem, 18 - 20 %). co jednak w niczym nie przekreśla dalszego izapisanego powyżej toku rozumowania (a dotyczącego rozpoczynania się kolejnychukładów w różnym czasie i jako przesuniętych w czasoprzestrzeni). wszelkie,jedne i drugie układy będą się razem znajdowały w przestrzeni i będą się dlaobserwatora prezentowały się "po kawałku".zrealizowanie się środka ewolucji maksymalnej pierwiastków nie będzie takie,że część się zrealizuje do "pełna", a część dopiero się zacznie. ale będzietak, że będą "szły" za sobą "krok w krok" (kwantowy), że jeden będzie dalej,następny bliżej środka procesu, a trzeci przy końcu. - najwięcej i najdalejzrealizuje się (gdy mowa o chwili obecnej) z układu "pierwszego", który jużna tę chwilę zawiera w sobie, obejmuje mało skomplikowane pierwiastki. jednakczy to będą wyłącznie elementy gazowe, czy też kolejne cięższe pierwiastki?w ramach jednej linii ewolucji, tu nie ma wątpliwości, powstać muszą elementyod lekkich do ciężkich. czyli każdy możliwy stan zaistnieje w ramach każdejlinii - w całości będą to odrębne wobec siebie procesy i z różnych okresówogólnej ewolucji, ale samodzielnie zmiana przejdzie każdy możliwy punkt.147
  • 148. - środek ewolucji- środek układu- środek jako zasada dla życiaz faktu, że układ zrealizował się w małym procencie (18 - 20) nie wynika, żenie jest poprawny uprzedni opis, który wnosi ustalenie, że życie biologiczne(rozum przede wszystkim) pojawia się gdzieś w samym środku - lub około tegopunktu w ogólnej ewolucji wszechświata. przeciwnie, z tego można wyprowadzićwniosek, że taki właśnie powinien być rozkład energii w ewolucji, że dokładnietakie a nie inne pierwiastki muszą wchodzić w skład życia i rozumu. w innymmomencie na zaistnienie takich elementów ewolucji nie ma przyzwolenia. tak poprostu czas przed lub po środku nie zawiera w sobie odpowiednich składników,nie ma z czego wybudować się taka struktura. a kiedy nie ma nośnika, to niezaistnieje konstrukcja. pustka, nic(ość) nie zmienia się (i nie myśli).dlaczego? rzecz w tym, że nie sam układ pierwiastków stanowi przecież całośćzjawisk, musi być umieszczony i odnoszony do całego spektrum. w tej analizieobecna, jako element główny materia atomowo namacalna, stanowi ledwo część zcałości, i to "dolną" część zjawisk – dolna w rozumieniu, że dopełniającą dopromieniowania (przecież to promieniowanie jest stanem "luźnym" w całościowopojętej ewolucji). zgoda, będzie natria atomowa najdłużej trwającym w dziejachzdarzeniem, to proces powstawania, formowania się pierwiastków, całego układu(układów) zajmuje najwięcej z historii wszechświata, to jednak nie oznacza,że stanowi całość i że to już wszystko. nic podobnego, to ledwo część. ledwojeden z trzech możliwych etapów ewolucji (po ewolucji wyłącznie fotonów /aszerzej promieniowania/; fotonów wraz ze zjawiskami elektromagnetycznymi; idopiero następnie dochodzą atomy i kolejny ich rzut, czyli pierwiastki), aleto przecież nie oznacza, że w okresie, kiedy pojawiają się pierwiastki, że todokładnie w tym momencie przebiega i realizuje się środek ewolucji tego czydowolnego wszechświata. to jest środek dla procesów w formule promieniowaniai materii namacalnej, ale nie środek dla wszechświata – kiedy zaczyna się wukładzie formować pierwszy atom pierwszego pierwiastka, to oznacza, że zmiana"w promieniowaniu" dotarła do brzegu i "tu" jest oś symetrii, a druga strona,czyli materia, jest dopełnieniem. ale to nie środek logiczny tej zmiany – tenwyznacza obserwator, jego zaistnienie (ktoś musi fakt zmian stwierdzić). i todlatego można śmiało powiedzieć, że życie, kiedy powstaje, stanowi zjawiskoleżące około środka i jednocześnie swym (za)istnieniem ten środek wyznacza.wynika to z faktu, że środek liczbowy, arytmetyczny środek kwantowej ewolucjinie pokrywa się ze środkiem geometrycznym, że środek przemian (ich ilości)stanowi ułamek całości procesu, całej przestrzeni, która w trakcie ewolucjiznajdzie się wewnątrz. do czasu pojawienia się pierwiastków "wszechświat" tomały obszar podległy zmianom kwantowym (w rozumieniu obiektywnym, bowiem dlasamego układu jest to cały świat), ale będzie pełną ewolucją. pojawienie siępierwiastków przypada na okres ekspansji i coraz szybszego ochładzania sięukładu (lub pojawią się pierwiastki w czasie rozpadu, w tym przypadku będziepodobnie, ale kierunek zjawisk odmienny). proces powstawania pierwiastków, conaturalne, zajmie w tym zjawisku i wiele czasu, i ogromną przestrzeń. pomiędzychwilą, kiedy zaczną się formować pierwsze pierwiastki, a czasem zakończeniazjawisk, pojawieniem się ostatniego poziomu ewolucji namacalnej materii (tuatomów), zrealizują się wielkie odcinki czasu. i wytworzy się ogrom, bezlikskomplikowanych układów. to po prostu wymaga i czasu, i przestrzeni – i takżeenergii. a że dzieje się to w coraz bardziej rozciągniętej ewolucji, w corazwiększej przestrzeni, tego czasu potrzeba dużo (i więcej).dlatego środek ewolucji wypada "nieco" wcześniej, ilość zdarzeń arytmetyczniebędący środkiem ewolucji znajdzie się ledwo w kawałku całości. a to oznacza,że chwila pojawienia się w układzie życia (czyli stan najbardziej stabilny)wypadnie w okresie, kiedy to jeszcze nie jest "rozwleczona" w przestrzeni i wczasie struktura. ani za mała, ani za duża - tylko "na miarę".148
  • 149. - ilu i jakich potrzeba pierwiastków, aby powstało życie biologiczne?- lub adekwatneżycie, co zrozumiałe i oczywiste, to fakt z mojej perspektyw najważniejszy,dlatego pytanie o to, co go zapoczątkowuje i na/w kolejnych etapach tworzyi jak to przebiega, jest ważne. zresztą pytań jest więcej, np. jakie to musząbyć pierwiastki? z jakiej części układu (czy lokalizacja ma znaczenie)? jakiemuszą zostać spełnione właściwości materii, żeby zaistniało życie (to, co zażycie uznaję)? czy potrzebne pierwiastki będą znajdowały się w określonym, ito ściśle, miejscu układu (tzn. w jego początku - środku - końcu)? czy wystąpisytuacja, że pierwiastki będą należały do różnych miejsc w układzie i będą wróżnej ilości w organizmie (czy będą z całości układu, ale w różnej ilościowejreprezentacji)? - ile z danego układu (układów w ramach wszechświata) można"wygospodarować" różnych konstrukcji życia? czy będzie tylko jedna forma dlacałego wszechświata (jeden typ związków będzie składnikiem życia) – czy takichmożliwości jest więcej (jeżeli tak, to ile)? w którym z okresów przeobrażeńwszechświata (i jego układów, "komórek atomowych") może się zrealizować życie?w każdym? na początku - w środku - na końcu?na tak sformułowane pytania można napisać całą bibliotekę (i ona najpewniejpowstanie), przecież biologia kwantowa plus chemia-fizyka kwantowa zdołają,a chyba nawet powinne, razem niejedną półkę zapełnić rozważaniami na takie ipodobne zagadnienia. które nie są, co zrozumiałe, dzieleniem kwantowego włosana ileś części, ale poważną, wręcz podstawową sprawą. dlaczego? ponieważ odtego zależy moje, obserwatora (i życia jako takiego) umiejscowienie w zbiorze.pytanie, czy to jest zbiór jedno-, czy wieloelementowy ma znaczenie. analizatak poprowadzona oznacza, że poddaje się badaniu możliwość innego życia, innejformy istnienia w obrębie tego lub dowolnego wszechświata. przecież mogą byćinne pierwiastki wprzęgnięte w zmianę, te, które znam, to jedna realizacja wramach potencjalnie możliwych (to zbiór niewątpliwie ograniczony, ale w ramachKosmosu na pewno spory). poznanie, ustalenie z jakich i w jakiej ilości możesię potencjalnie elementów składać inne życie (i czy w ogóle może być inne),to ważne zagadnienie, ważne dla zrozumienia, jak to moje życie powstało orazdlaczego. - że w ten sposób można zbudować schemat dla wszelkich możliwych wramach jednej zasady kwantowej rodzajów życia? prawda, o to chodzi.zagadnienie poprzez historię było już na różne sposoby analizowane, to takżejest oczywiste i zrozumiałe, przecież każdy chce wiedzieć, co jest dalej, czyto "dalej" istnieje i czy zamieszkują go jacyś osobnicy. biblioteka, która naten temat powstała, nie zmieści się w skromnej, a nawet sporej szafie. różneteż poprzez czas oraz przestrzeń odpowiedzi były przedstawiane, zestawiano zesobą różne pierwiastki i różne wyciągano z takiego "przemieszania" składnikówmaterii wnioski (co do podobieństw w zachodzeniu procesów chemicznych i tegoskutków). zapewne nie muszę w tym momencie głęboko uzasadniać stwierdzenia,że dopiero znajomość reguły (s)kwantowania świata otwiera pole dla poważnegodziałania na tym odcinku, już nie "gdybologii", ale poważnej nauki.zrozumiałe i oczywiste jest również to, że w tym miejscu mogę jedynie tematnaszkicować, jakoś się do niego odnieść. jest niewątpliwie istotny, a nawetznajduje się w toku analizy elementów układu okresowego i jego tworzenia, alez powodu ograniczeń, które determinują ten zapis (a szerzej moje możliwościjako konkretnego obserwatora), to nie może być ani pełny, ani rozbudowany wformie obraz procesów. ale spróbować warto. - co dziś mogę powiedzieć na teni przy takich ograniczeniach, skoro już zaniosło mnie w te rejony? cóż, nietak wiele. dlatego też poniższe "rozważania" "na temat i w temacie" będą, mamtego świadomość, odmianą "gdybania", ale zastanowić się nad zagadnienie, jakwspomniałem, można. skoro tyle już historycznie padło odpowiedzi, to jeszczejedna więcej różnicy nie zrobi. a być może, przecież tego nie mogę wykluczyć,nawet jeżeli nie wyniknie z tych opisów olśniewające wnioskowanie, to tematzostanie jakoś "naświetlony".149
  • 150. - ilu i jakich potrzeba pierwiastków do (za)istnienia życia?przeglądając zbiór atomów tworzących byty biologiczne (oraz strukturę życia)należy powiedzieć, że jest to zestaw ograniczony, nawet bardzo. że główne izasadnicze jednostki procesu, białka, składają się z węgla (c - 50 - 54 %),tlenu (o - 21,6 - 23,5 %), wodoru (h - 6,5 - 7,3 %), azotu (n - 15 - 17,6 %)i siarki (s - 0,3- 2,2 %), (za "chemią organiczną"). kiedy to odnieść to dorozkładu pierwiastków w układzie (obecnym), to aż trzy z nich znajdują się nadrugim poziomie - i to obok siebie (w ramach sześciu, jako grupy). węgiel,tlen i azot (w takiej kolejności mas) to praktycznie całość materii składającejsię na życie (w sumie aż 90 %). pozostałe składniki, wodór oraz siarka, leżąw układzie osobno, na pierwszym i trzecim poziomie. z tym, że położenie siarkijest tu znamienne. dlaczego? ponieważ siarka jest dokładnie, w swojej masieatomowej, podwojeniem tlenu (pod którym zresztą leży). czyli w analizowanymprocesie wykorzystane są następujące wielkości: 1 - 12 - 14 - 16 – 23. i choćw organizmach spotyka się sporą ilość różnorodnych "dodatków", to praktycznietylko wymienione odgrywają rolę. pozostałe są określane "mikroelementami" iważnymi, jednak jako dopełnienie. osobiście postulowałbym, że siarka znajdujesię już nie w ramach tej samej linii ewolucyjnej, ale w następnej, że siarkajest drugim stanem w ramach następnego rzutu. nie musi tak być, ale jej stanatomowy wskazuje, że jest kolejną wielkością tego samego procesu. jakby niebyło, najważniejszy dla życia (jego powstania i odmieniania się) jest poziomdrugi, na którym zachodzi opisywany tu proces i z którego wywodzą się głównematerialne elementy tej zmiany. - jeżeli doda się do tego wypełnienie życia,czyli wodę, to staje się jasne, że życie (tutejsze) oparte jest w pierwszymrzucie na pierwiastkach z początku układu.już z tego można wyciągać pewne wnioski. - z faktu, że pierwiastków jest takniewiele (5), że praktycznie główny zbiór znajduje się na/w poziomie drugim,że leżą obok siebie (pod względem masy atomowej), że są z początku układu -z tego można wyciągnąć wniosek, że najprawdopodobniej należą do tego samegociągu ewolucyjnego. to nie musi być pewne, ale jest niewątpliwie możliwe orazdobrze się układa w całość (suma ich stanów /izotopów/, wraz z berylem, dajestan osiem, a trzy pozostałe pierwiastki także dają w efekcie osiem stanów; wtaki sposób dałoby się podzielić ten poziom na dwa odrębne układy). równieżwielkości kwantowe są tutaj wymowne. a kiedy dla wodoru przypisać stan "16",pełną ewolucję, to przy takim liczeniu nie ulega wątpliwości, że te wielkościmogą się ze sobą łączyć - jako kolejne pochodne pełnych stanów kwantowych.co ważne, na co zwracam uwagę, nie ma tutaj nic, żadnego elementu z końca, zdolnej części ewolucji układu. zaczyna się na samym początku, na/w zakresie,w którym formują się pierwiastki. a to daje zarazem podstawę do wnioskowania,że życie (jako fakt biologiczny) powstać może już na bardzo wczesnym etapie– a przynajmniej z wcześnie w ewolucji powstałych elementów. choć, zrozumiałe,nim się te elementy zdołają połączyć w kolejne wielkości (komórkę), "nieco"czasu upłynie, a ewolucja całości świata przesunie się już w stronę bardziejskomplikowanych struktur (pierwiastków). a zanim pojawi się w ramach ewolucjiżycia osobnik obserwujący, czyli rozum, to przeminą nawet lata i miliardy lat- przecież to musi się wielowymiarowo złożyć.z przedstawionego ujęcia mogę wnosić, że do wytworzenia warunków pomocnych wzaistnieniu życia konieczna jest obecność wielu pierwiastków w ramach układuokresowego - ale jednocześnie uprawniona jest również konstatacja, że życie(jako takie) może powstać na/w dość wczesnym etapie ogólnych zmian. dlatego,że tworzy się w ramach niewielkiej, ograniczonej grupy pierwiastków, które wprocesie pojawiają się stosunkowo wcześnie. - te określenia nie są sprzeczne.zależnie co uznaję za życie i o jaką formę życia chodzi, jedno i drugie ujęciejest zasadne. do zbudowania życia potrzeba pierwiastków umiejscowionych na/wpoczątku ewolucji układu – jednak to nie może być bardzo wczesny etap procesuenergetycznego. to etap wczesny – ale nie początkowy.150
  • 151. - ilu i jakich potrzeba pierwiastków, aby powstało życie biologiczne (lubadekwatne)?analizując obecność pierwiastków w biologii, ich reprezentację w przedzialecałości układu (układów) materii namacalnej, trzeba powiedzieć, że nie jestto "oszałamiająca" ilość. że, praktycznie, w ramach stosunkowo niewielkiegozbioru elementów (w ich łączeniu się), zostaje zrealizowana cała konstrukcjażycia. co to znaczy 5 (zasadniczych) pierwiastków w odniesieniu do całości,do maksymalnej wielkości 2240 pierwiastków? - niewiele. i nie mam żadnegopowodu aby uznać, że gdzie indziej życie, zjawisko życia biologicznego (czyinnego, adekwatnego) będzie przebiegać jakoś drastycznie odmiennie. "inne"życie oznaczałoby tylko fakt odrębności, ale nie odrębność od zasady – inne(być może) składniki, ale nie inna zasada.tutejsza forma życia, moje ciało na przykład, to jedyna forma oraz jedyneznane mi zachodzenie tego procesu, ale - choćby w oparciu o zasadę środka -fakt istnienia różnych punktów życia we wszechświecie nie ulega wątpliwości.życia, podkreślam. do rozumu to jeszcze dojdę. także w odniesieniu do tejzasady można powiedzieć, że także odchylenia od tej "normy" będą zasadniczoniewielkie. dlaczego? bowiem jedność świata (i reguły) wielkie "zboczenie" wprocesie wyeliminuje (niestety, czy stety). fakt, będą występowały odległeod siebie (budową i składnikami) formy życia, ale i tak będą się mieściły wramach zbioru dopuszczalnych ewolucji. że nie będzie, bo nie może być, jakiś"monstrów" i cudacznych form – to wynika z prostego i wspomnianego faktu:jedności warunków. po pierwsze, warunki czasowe (okres trwania ewolucji), tojuż wyznacza, z jakich elementów i jak może powstać ewolucja. po drugie, wtym okresie są do dyspozycji, z grubsza, te same pierwiastki – więc elementyużyte do "produkcji" życia w dowolnym zakątku będą co najmniej podobne lubnawet identyczne.dlaczego identyczne? bowiem są to pierwiastki, jak w przypadku tutejszym, zpoczątku listy. znajdują się "w górze" układu. stąd ich ilościowa przewagaw przestrzeni (choćby takiego wodoru - i wody w efekcie). a to już wyjściowodeterminuje stan, że z tych "pospolitych" pierwiastków może zapoczątkowaćsię ewolucja życia (a dopiero później dochodzi do uzupełniana o lokalniepotrzebne "mikroelementy"). w końcu